netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodzę..

2 odpowiedzi2 743 wyświetleniazałożony przez lilus.x, 05.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodzę..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodzę..

Może zacznę od początku..
Mam 24 lata, od pół roku jestem zaręczona, za pół roku ślub. Aktualnie mieszkam z rodzicami ale po ślubie się wyprowadzam. Czy się cieszę? I tak.. i nie.. czemu? heh..
Moi rodzice często się kłócą. Tata jest po wylewach i zawałach serca, jest przez to bardzo czepialski, nic mu nie odpowiada, musi być wszystko tak, jak on chce. Mama przez to też stała się bardzo nerwowa. Początkowo podchodziła do jego choroby jak do czegoś, co by ją kiedyś tam pokarało - pogodziła się z tym że tata jest chory, że zachowuje się tak a nie inaczej, że jest nerwowy, że nie panuje nad sobą, że wybucha o byle co. I tak naprawdę do świętego spokoju (a chyba taki nie istnieje..) przytakiwała mu ciągle (tzn. od 26 lat, czyli od pierwszego zawału), zgadzała się - by tylko dzieci miały spokój i wychowywały się w normalnych warunkach.
Tata wylew dostał jakieś 2 lata temu, mniej więcej o tej porze roku. Początkowo był spokojny, taki cichy, jakby ktoś mu przykręcił dostęp adrenaliny. Jednak po jakichś 2-3 tygodniach wszystko wróciło do normy, ale mama jeszcze bardziej zaczęła go traktować jak schorowanego - pomagała mu się wysławiać (nadal ma problemy z powiedzeniem niektórych słów), jeszcze bardziej chciała by był spokojny (bo każde nerwy mogą doprowadzić go do kolejnego udaru) i w rezultacie on to zaczął wykorzystywać - podaj mi cukier, podaj mi łyżeczkę, podaj mi pilot, pozmywaj, posprzątaj, idź do sklepu - on nie zrobi już kompletnie nic (noo prócz raz na jakiś czas ugotuje obiad gdy mama ma na poranną zmianę do pracy). Żeby tego było mało - tata bardzo się czepia wszystkiego: a bo to mama źle wygląda (pod względem ubrania), a to mu coś tam nie smakuje, a to ja nie odniosłam szklanki po herbacie Z MOJEGO pokoju. Tyle tylko że mama już powoli zaczyna mu się przeciwstawiać i to mu się okropnie nie podoba..
Jednak to co dzisiaj się wydarzyło - wyprowadziło mnie z równowagi..
otóż moja mama miała dziś swoje upragnione, 60-te urodziny. Czeka z niecierpliwością na emeryturę. I wróciła po pracy do domu, wypiliśmy  kawkę, siedziała potem wieczorem w kuchni i rozwiązywała krzyżówkę, a tata nagle wszedł do kuchni, spojrzał na swoją paczkę papierosów i stwierdził że ona mu 1 wypaliła. Zrobiła się z tego taka afera że miałam wrażenie że on ją zaraz uderzy. Weszłam do kuchni, wzięłam mamę do mnie do pokoju i powiedziałam jej oficjalnie że ma sobie poszukać jakiegoś mieszkania bo ja się we wrześniu wyprowadzam, a ona prędzej czy później pojedzie na pogotowie ze złamanym nosem!
Powiem Wam szczerze, mam 24 lata a przeżywam to jakbym miała z 5-6 latek i moi rodzice są pokłóceni a ja czuję się winna. Nie wiem czemu tak jest ale za każdym razem gdy oni się tak kłócą to potem siebie obwiniam że nic nie zrobiłam, że nie zareagowałam - ale ja się go po prostu boję! Boję się, że stanę w obronie mamy a on mi przypier.. i mi nos złamie albo zęby powybija, boję się że on kiedyś weźmie nóż i nam coś zrobi!
Powiedzcie mi proszę was, co ja mam zrobić?
wiem że może to co opisałam brzmi tragicznie, ale ja już jestem bezsilna. Z tym człowiekiem nie da się rozmawiać, a wyprowadzka mamy wcale nic dobrego nie wniesie. Bo nie daj Boże jemu by się coś stało, to zapewne moja mama by się za to obwiniała (bo się od niego wyprowadziła) i moje rodzeństwo też by miało to niej o to żal. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Przeżywam to strasznie (nawet teraz gdy o tym piszę, to łzy mi same lecą z oczu). Mam bardzo słabą psychikę i często nawet wieczorem mi się takie sytuacje z życia mojego przypominają co powoduje u mnie później depresje i brak chęci do życia.
Bardzo chcę tej wyprowadzki bo już nie daję rady psychicznie. Jestem na uczelni, słucham wykładowcy a myśli mi uciekają "jak wrócę do domu to będą pokłóceni czy nie? będą znów obrażeni na siebie? a może na mnie? może znów coś się stało?". Nie mam nawet ochoty wracać do domu i patrzeć jak skaczą sobie do gardeł. Ale gdy się pobierzemy i zamieszkam z moim przyszłym mężem to na 100% będę się przejmować co u mamy bo po prostu taka jestem..
a muszę przyznać że ona też mi niejednokrotnie  w życiu ukrzywdziła w różny sposób, ale nie o tym teraz mowa..
błagam...
pomocy...

2

Odp: Zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodzę..

liluś... DOROSŁA jesteś, czas zaakceptować ten stan rzeczy. Przez to, że nie mogłaś się przez całe życie wyprowadzić teraz jesteś z tym wszystkim bardziej związana niż powinnaś. Twój tata jest chory, a Twoja mama całe życie sobie z nim radziła i teraz też sobie poradzi. Jedyne co to wspieraj ją, może jak będziesz już wyprowadzona, to zabieraj ją na miasto, zakupy, ale nie masz żyć jej życiem. Czas się odciąć, wiem, że ciężko, ale trzeba.

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodzę..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026