Iceni napisał/a:Wszystkie nauczycielki biologii jakie mialam mialy syndrom starej panny nawet jeżeli byly mezatkami
Kobiety dla mnie nie do zniesienia
Za to nauczycielki fizyki - surowe ale zrownowazone, z lekkim zacieciem na dame.
Kazdy nauczyciel historii mial zaciecie na stanowisko dyrektora szkoly
Kazda nauczycielka od WF byla jedza
za to faceci fajni.
Nie wiem jak jest teraz - 10 lat temu 90% pan na poczcie to byly tlenione blondynki. Najczesciej z mega odrostami, bo jednak pensja pocztowca nie pozwala na regularne wizyty u fryzjera 
U mnie zupełnie inaczej.
Panie od biologii miałam zupełnie normalne, przeciętne.
Od fizyki - w gimnazjum była stara, ruda i z tipsami, bardzo surowa, a kojarzy mi się głównie z tym, że kiedyś stanęła przed mapą Europy i oznajmiła z nienawiścią w głosie "I to wszystko mogło być nasze...". W liceum dwa razy mi się zmieniali - pierwszy był genialny, ale został oskarżony o pedofilię (znaleźli mu w mieszkaniu kasety/płyty liczone w tysiącach), siedzieć w końcu nie poszedł, no ale oczywiście wyprowadził się. Druga była taką dobrą, ciepłą "babuleńką", a trzeci był przezabawnym grubszym, wąsatym panem mocno po 50-tce, który żartował godzinami.
Od historii - jedna "sierotka", która wybuchała na lekcji płaczem, jak nie umiała sobie z nami poradzić, dalej facet, dośc młody, zafascynowany Ameryką, mówiący usilnie z tamtejszym akcentem i wtrącającym angielskie słowa, daaalej babka koło 60-tki, która nienawidziła dziewczyn, od kiedy jej mąż "uciekł" z jej maturzystką, za to wstawiająca 5-tki facetom, jeśli rozpięli koszule przy odpowiedzi, niesamowicie niesprawiedliwa, historii nienawidziła sama, robiła się na "lachona", co w jej wieku było mocno zabawne i ostatni - starszy, jakby zakurzony, cichy, starszy pan.
WF - babki miałam młode, niektóre same z nami aktywnie ćwiczyły, raczej fajne, poza jedną, która była zwyczajnie GŁUPIA (nie, nie przesadzam. Przykład?
Ona: płyńcie 16 basenów
Koleżanka: ale ja nie umiem pływać
Ona: no to płyń 8...), faceci wszyscy weseli, roześmiani, lubiący sport.
Generalnie miałam więcej dziwnych, specyficznych nauczycieli, że ciężko na ich podstawie określić stereotyp. Zawsze, jak o nich opowiadałam komuś, to były pytania, czy nie zmyślam albo skąd moje szkoły ich brały.