Witam,
Jaki jest wasz sposób na radzenie sobie z problemami w związku? Wolicie przeczekać trudne chwile czy działać?
1 2014-03-01 12:27:14 Ostatnio edytowany przez czekoladowa dama (2014-03-01 12:50:22)
Podobne tematy
Myślę, że zawsze warto otwarcie i szczerze rozmawiać o problemach, nie zamiatać ich pod dywan. Problemem może być to że w niektórych sytuacjach emocje biorą górę i wtedy często mówimy rzeczy których nie powinniśmy. Najważniejsze to umieć przyznać się do błędu, powiedzieć "przepraszam", nie zamykać się na drugą osobę i być opanowanym... to oczywiście nie zawsze wychodzi.
doładnie popieram poprzedniczkę -rozmowa zawsze była kluczem do sukcesu i rozwiązania problemów.nie warto czekać aż problemy same przejdą bo w większosci przypadków takie podejscie tylko pogarsza sprawę.komunikacja podstawą solidnego związku.
tak jest, zgadzam się z przedmówczyniami, należy rozmawiać, i PRZYZNAWAĆ SIĘ DO WINY, i mówić przepraszam,
a jeśli się unosicie, policzcie barany, owce, albo wyjdźcie na chwilę, ale nie zapominajcie rozwiązać problemu
ale oczywiście i KOMPROMIS jest ważny, a nie zawsze każdy chce ustąpić, co się bardzo często zdarza
no to tak po trochu niech każdy ustępuje, a przyjdą chwile że każdy przekona się do jakichś rozwiązań
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
5 2014-03-01 13:40:13 Ostatnio edytowany przez lena86 (2014-03-01 13:40:46)
czekoladowa dama, a może napiszesz nam jakie dokładnie masz problemy w swoim związku, bo czasem takie ogólne rady są po prostu zbyt ... ogólne ![]()
Dziękuje za wasze odpowiedzi! To prawa, rozmowa to podstawa, tylko co zrobić gdy partner nie chce rozmawiać tylko woli przeczekać trudniejsze chwile i ochłonąć? Mój związek przechodzi ostatnio ciężkie chwile, dlatego też szukam jakiegoś pomysłu co zrobić żeby zażegnać kryzys. Moim problemem jest to, że zawsze wszystko rozpamiętuję, rozmyślam, denerwuje się i sama wprowadzam się tymi myślami w stany depresyjne. Przychodzą mi do głowy różne dziwne myśli, sama nie wiem skąd się biorą, przez co czuję, że ukochany się ode mnie oddala.
Zależy co jest przyczyną tych "trudniejszych chwil"... jeśli jest to coś co ciągle wraca, to jednak nie można tego tak zostawić. Jak długo jesteś w tym związku? Jak długo trwa wasz kryzys? Czy znalazłaś bezpośrednią przyczynę tego że się nie układa?
Pamiętaj, że to co było minęło - nie ma co rozpamiętywać, bo przeszłości już nie zmienisz. Jakie dziwne myśli przychodzą Ci do głowy? napisz coś więcej...
Witam,
Jaki jest wasz sposób na radzenie sobie z problemami w związku? Wolicie przeczekać trudne chwile czy działać?
Nie można przeczekać problemu, jest to tożsame z zamieceniem go pod dywan, raz dwa zadziała, ale jak problemy się skumulują, może być źle, nawet jeśli każdy jednostkowy da się rozwiązać, to w komplecie mogą być zabójcze dla związku. Trudności najlepiej pokonywać na bieżąco, przez szczerą rozmowę.
Co do ochłonięcia, to zależy czasem, warto dać sobie trochę czasu, jeśli jest wysoce prawdopodobne, że zamiast rozmawiać będziemy wrzeszczeć. Ale jeśli już uda nam się emocjonalnie wyciszyć należy do problemu wrócić i omówić go na zimno.
Jestem w związku od 2 lat. Wybaczcie, że tak mało piszę o sobie, ale jestem bardzo skrytą osobą. Mój kryzys trwa od mniej wiecej 5 miesięcy, ale dopiero 3 miesiące temu mój partner powiedział, że ma już dość moich pretensji. Od tamtego czasu bardzo starałam się żeby było dobrze między nami. Tylko zauważyłam, że on trochę odpuścił, jakby nie stara się o mnie tak jak kiedyś. Bardzo bym chciała, żeby znów było dobrze między nami, ale żeby tak było to wiem, że muszę poradzić sobie z powracającymi myślami. Zamartwiam się, czy nadal jestem dla niego ważna, czy jego miłość do mnie nie wygasa, czy nadal mu zależy, czy na pewno jest tam gdzie mówi że jest. Zamartwiam się czy nie pozna innej kobiety, która nie będzie go zadręczała takimi myślami. Początkowo zaprzeczał kiedy tak mówiłam, teraz się denerwuje, każe mi przestać tak mówić. Wiem, że mnie kocha, ale bardzo bym chciała żeby w naszym związku znów pojawił się spokój. Żeby te myśli mnie opuściły.
To powiedz teraz czy Ty dostrzegasz rzeczywiste problemy czy wmawiasz sobie że istnieją?
Zapytam też inaczej. Czy problem tkwi w związku, czy w myślach, które Cie nachodzą? A może po trosze tu i tu?
Więc sama troszkę komplikujesz sytuację - bo zadręczanie partnera i ciągłe pretensje mogą go zniechęcać i męczyć. Musisz coś zmienić ... wiem, że to nie będzie proste, ale jeśli Ci naprawdę zależy zrobisz ten krok. Pomyśl jakbyś się czuła jakby to on ciągle się czepiał Ciebie o coś, podejrzewał itp.
Przypomnij sobie jak było na początku Waszego związku - jaka wtedy byłaś a jaka teraz jesteś - może coś warto w sobie zmienić? Powiedz mu że chcesz zażegnać ten okres kryzysu i zapytaj o to co możesz zrobić by było jak dawniej. Na początek możecie zacząć od drobiazgów np. umówienia się na randkę, zorganizowanie romantycznego wieczoru.
Myśl o przyszłości - że dużo miłych chwil przed Wami, a nie zastanawiaj się nad tym czy kogoś nie pozna.
Myśle, że wmawiam sobie te problemy, jestem podejżliwa bo gdy byłam w poprzednim związku mój chłopak mnie zdradził i odszedł to innej. To zostawiło we mnie straszny uraz, po prostu boję się, a później w mojej głowie rodzą się takie myśli.. Zdałam sobie sprawę, że to go męczy, tylko nie odrazu uda mi się pokonać te myśli, prawdę mówiąc jest bardzo ciężko. Z tego co mój partner mówi wynika, że kiedyś więcej się uśmiechałam, byłam pogodna, cieszyłam się z małych rzeczy. Teraz to gdzies uciekło, może przez nadmiar obowiązków i kłótnie? Powiedziałam mu, że właśnie tego chce, żeby było jak dawniej. Chce też żeby znów patrzył na mnie z taką miłością.
Najgorsze jest to uczucie, że jedynie ja się staram. Ta jego obojętność i zmęczenie bardzo bolą.
Skoro wmawiasz sobie problemy, niesłusznie podejrzewasz to czego oczekujesz od chłopaka? że On to wytrzyma? musisz mu ufać...
Nie myśl w ten sposób, że skoro wcześniejszy chłopak Cię zdradził to i ten zrobi to samo. Nie ma takiej reguły, ja też kiedyś byłam potwornie oszukiwana, a jednak ufam na nowo i nie dopuszczam do siebie myśli że obecny facet mnie skrzywdzi.
Gdy masz gorszy dzień, wygadaj się jakiejś koleżance lub popłacz sobie w poduszkę, a nie "atakuj" faceta. Myślę, że jak uspokoisz emocje i zaczniesz mu po prostu ufać wszystko wróci do normy. Piszesz, że Twój facet jest obojętny i zmęczony - zrób Ty pierwszy krok uśmiechaj się dużo, ciesz z małych rzeczy - tak jak dawniej, myślę że On to zauważy i wtedy też zacznie na nowo się starać.
ps. umiejętność cieszenia się z małych rzeczy znacznie przybliża do zyskania poczucia szczęścia, dlatego warto skupiać się na danej chwili gdy np. wieczorem możecie się położyć, przytulić do siebie i obejrzeć ciekawy film
Masz rację, dopiero gdy dotarło do mnie, że mogę go stracić zrozumiałam jakie błędy popełniłam. Mam nadzieję, że uda się to wszystko jakoś naprawić. Niepokoi mnie jego obecna obojętność, ale mam nadzieję, że z czasem emocje opadną i wszystko znów będzie jak dawniej. Sądzisz, że dobrze byłoby poczekać jednocześnie pokazując mu, że wszystko znów będzie jak dawniej?
Ile trwa ta obojętność? i podaj jakiś przykład jak to wygląda.
Myślę, że jak zobaczy że zachowujesz się "normalnie", że mu ufasz, nie jesteś podejrzliwa na okrągło to i obojętność mu przejdzie.
Nie znam wielu szczegółów Waszej relacji, ale zaufanie to podstawa każdego związku.
Jest obojętny po każdej kłótni. Z czasem mu przechodzi, ale na dobre zaczęło się gdy zmienił pracę i poznał nowych ludzi. Portafi całymi dniami nie odzywać się, a gdy ja zapytam go o powód to zaczyna się wściekać, że nie rozumiem, że jest zajęty. Nie odbiera telefonów, żadko proponuje spotkania. To też mnie trochę denerwuje, ponieważ gdy jest ze mną to zauważyłam, że zawsze odbiera telefon. Nie wiem, czy robi to celowo, nie chcę już poruszać z nim tych tematów, boję się kolejnej kłótni a co najgorsze - rozstania.
Staraj się zatem nie doprowadzać do kłótni. Skoro On nie proponuje spotkania to Ty zaproponuj i zachowuj się swobodnie, nie zadawaj niepotrzebnych pytań. "Nie zawsze odbiera telefon" - może akurat jest w pracy, a obok stoi szef? widzę, że faktycznie analizujesz każdy szczegół waszej relacji.
Wiesz, siłą i tak go nie zatrzymasz ... nie wiem co on ma w głowie w tym momencie, ale jeśli Cię kocha to za jakiś czas wszystko wróci do normy (o ile podejmiesz kroki o których wcześniej pisałam). Musisz też myśleć o sobie, aby nie wprowadzać się w takie stany, że skoro On nie odbiera telefonu to może poznał już jakąś inną dziewczynę.
Masz rację, muszę się wziąć w garść, oby nie było na późno. Tylko nie chcę też zeby w naszym związku było tak, że jedynie ja sie staram i biegam za nim.
Ktoś musi zacząć, jeśli On jednak będzie dalej obojętny to wtedy zobaczysz, ważne by na ten moment siebie oczyścić, byś nie miała sobie nic do zarzucenia.
Spokojnie czekaj na rozwój sytuacji... i pracuj nad sobą - bo jak wcześniej pisałaś za dużo rozpamiętujesz przeszłość i wprowadzasz się w stany depresyjne, a to nie sprzyja niczemu dobremu.
Bardzo dziękuję za pomoc, zastosuję wszystkie rady!
To życzę sukcesu. Napisz za jakiś czas czy coś się zmieniło.
Napiszę na pewno!
Pewne rzeczy trzeba zamieść pod dywan. Dziesiątki godzin rozmów nie pomogą. Pewne rzeczy trzeba zaakceptować. Pogodzić się z nimi.
It's better baby some thing just pass through... -- elton john
mój facet uważa tak jak Gary, że pewne rzeczy trzeba czasem przemilczeć bo nie warto się po raz setny o to kłócić kiedy rozwiązania brak.
ja się średnio z tym zgadzam, tzn to zalezy co to są za sprawy.
czasem to prawda, że rozmawianie któryś raz o tym samym budzi frustracje zwłaszcza gdy dotyczy niemodyfikalnego czynnika.
wydaje mi się, że kiedy rozmowy nie działają+przemilczenie sprawy też nie daje rozwiązania=nasza frustracja się nie zmienia to warto zastanowić się nad sensem tego związku. zwłaszcza jeśli problemow jest więcej niż jeden. to chyba jest wtedy niedopasowanie.
a ja uważam że przemilczeć pewne sprawy nie ma sensu bo kiedyś i tak się do nich w końcu wraca. Trzeba od razu wyjaśnić sprawę i spokojnie porozmawiać, jak się ochłonie. Lepiej gasić iskrę niż pożar. A od iskierki się zaczyna. Powodzenia!
A może krótki "urlop" od związku?
Chyba znowu "klasyk"-jedno kocha za bardzo!