Łatwiej kłamać, oszukiwać, zatracać się w hipokryzji niż stawić czoło rzeczywistości i podjąć często trudne ale ważne decyzje?
Czytając poruszane tu wątki śmiem twierdzić,ze gro ludzi mimo tego,że ( jak sami napisali) jest im źle, są głęboko nieszczęśliwi wolą zdradzać, kłamać niż zwyczajnie uczciwie odejść i próbować na nowo żyć tak, by oszukiwać samych siebie i bliskich.
Przecież w naturę człowieka wpisane jest to,że kiedy jesteśmy krzywdzeni, jest nam źle to staramy się ten stan zmienić.
Nie bardzo mogę sobie wyobrazić czemu taka patologiczna sytuacja może służyć. Chyba tylko temu,że dzięki takim demoralizującym zachowaniom, na forach ciągle jest o czym dywagować.
Zastanawiałam się nad tym co czuje osoba, która zdradza.. Po spotkaniu z kochankiem/ką wraca do domu, do żony/męża i co.. jedzą razem posiłki, planują wakacje, czy zwyczajnie spędzają wspólnie czas? Przecież to hipokryzja do kwadratu. DULSZCZYZNA!
I jeszcze te usprawiedliwienia.. zdradziłam/em, bo on/ona mnie już nie pociąga, bo już jej /jego nie kocham , bo mnie nie szanuje ect..
No w takim razie jak ci tak źle - miej odwagę odejdź- zmień coś!
Wiele osób żyje tak latami.. w zakłamaniu! Po co?
Czy słowo moralność to już tylko słowny archaizm czy jednak jeszcze dla wielu z nas coś znaczy?