Odkąd sięgnę pamięcią, zawsze lubiłam wymyślać rózne historyjki. Układanie ich przychodziło mi bez najmniejszego trudu. "Dzięki temu nawet mama uważała mnie w dzieciństwie, za małą kłamczuszkę.A ja po prostu coś sobie tworzyłam i z czasem zaczynałam w to wierzyć.
Ale przejdźmy do tego o czym chciałam napisać., czyli o mojej przygodzie z dżdżownicą i lekcji biologii.
Był to schyłek lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W szanowanym liceum, do którego uczęszczałam miałam już duże doświadczenie opowiadaczki rzeczy niestworzonych. dziwnym zrządzeniem losu nie zawędrowałam do klasy humanistycznej, tylko biologiczno-chemicznej, w której czułam się jak dziecko we mgle. Nie chciałam być biologiem, lekarzem lub rolnikiem. marzyłam o tym, aby być podróżnikiem a w wolnych chwilach miałam oddawać się pisarskiej pasji. Pamiętam, ze dość swobodnie podchodziłam do lekcji biologii. lubiłam jednak robić eksperymenty. szczególnie bawiło mnie szukanie żab, do których do tej pory mam eksperyment.
Pewnego dnia mieliśmy jednak udowodnić, że jesteśmy młodymi naukowcami. mieliśmy napisać pracę semestralną. Miał być w niej opisany eksperyment ze zwierzętami, przeprowadzony i opisany. Ja wybrałam dżdżownicę, oraz małe nieskomplikowane urządzenie, które miało badać jej odruchy i nauczyć właściwego postępowania. Ta zabaweczka miała ją delikatnie kopać prądem i wskazywać jak być grzeczną i kopnietą prądem dziewczynką.
Zdecydowałam sie na to, gdyż dżdżownice były dostępne a skostruowanie urządzenia dziecinnie proste, przynajmniej tak sądziłam.
Z zapałem zabrałam się do pracy, powiedziałabym nawet, że z przyjemnością. Od poczatku natrafiałam na trudności, dżdżownice nie chciały współpracować, urządzenie nie działało.
W każdym razie, nie dość, że operacja się nie udała, to jeszcze pacjent umarł.
Nie zrażona fiaskiem mojego przedsięwzięcia postanowiłam trzymać sie wiernie mojej wybranki, czyli dżdżownicy i napisać wszystko nie tak jak było, tylko jak bć powinno.
...
Pracę pisałam w natchnieniu, używałam prostych orz wyrazistych słów, opisywałam wszystko po bożemu. I gdy oddawałam pracę, byłam szczęśliwa z powodu dobrze spełniongo obowiązku.
...
Profesor Ryba moje dzieło oddała na koniec, kazała mi je przeczytać.
Klasa ryknęła śmiechem.
-Was to śmieszy- warknęła Ryba i rzuciła dziennikiem. Siadaj, trója.
...
Praca szybko stała się przebojem literackim. czytano ją na Prima Aprilis. Z czasem polubiono dżdżownicę, którą opisałam tak jakbym pisała o pojedynku bokserskim. Wtedy osiągnęłam prawdziwy sukces literacki. czytelicy byli zachwyceni, prosili o autografy...
Już nigdy nie osiągnęłam takiego sukcesu literackiego... ale zostałam podróżnikiem i czasami skrobię sobie coś w kajeciku...