Witam wszystkich,
Mam 24 lata i od 15go roku zycia bylem z dziewczyną. Prawie 9 lat. Byl to zwiazek rozny - szczesliwy, trudny, generalnie standardowa gleboka milosc, ktora przetrwala przez gimnazjum, liceum i studia. Zrywalismy pare razy i do siebie wracalismy. Ostatnio w grudniu zerwalem z nią.
Jako 14 latek zachorowalem na nowotwor i praktycznie po powrocie do zycia zamieszkalem w nowym miejscu - wtedy jeszcze nie zdawalem sobie sprawy co znaczy sie prawdziwie zakochac i spadlo to jak grom z jasnego nieba. Sama do mnie podeszla i tak sie ten ogien zapalil. Jak juz wspomnialem, bywaly klotnie, przeprosiny, smiech i lzy. Byl to dojrzaly zwiazek. 2 lata temu znowu ciezko zachorowalem i przez kilka miesiecy poprostu zamknalem sie w domu po wyjsciu ze szpitala. Zaczalem tracic wzrok i to mnie przygniotlo. Jako sie wylizalem i normalnie fukncjonuje. Ona byla dla mnie zawsze. Jak bylem w szpitalach, w domu, gdziekolwiek. Wszyscy widzieli, ze jej naprawde zalezy. Nie odwzajemnialem tego uczucia tak jak ona. Ostatni rok to byl strzal w kolano z mojej strony, gdyz kompletnie jej nie okazywalem uczucia. Wymuszala to na mnie. Czasami cos wspomnialem, ale bylem bardzo wewnetrznie zagubiony po swoich chorobach. W grudniu z nią zerwalem, potem wrocilismy do siebie, potem znowu zerwalem na poczatku stycznia br. Przez ten czas odnalazlem siebie, prawdziwego dobrego czlowieka z pasjami i celami. Probowalem sie z nią zejsc, ale ona nie chce. Nie zerwalismy kontaktu. Caly czas cos do niej napisze, z reguly odpisuje. Widzielismy sie tydzien temu u mnie i pomimo dobrej kolacji, sporego zaangazowania powiedziala, ze nie jest gotowa i ze nie chce tego dluzej ciągnąć. Po dalszym pisaniu na facebooku jakos rozmawialismy i zaproponowalem jej spotkanie wczoraj. Przyjechala, ale pomimo spokojnej, rzeczowej i szczerej rozmowie powiedziala spokojnie i zdecydowanie, ze juz nie chce i jest tego pewna. Powiedziala, ze nie widzi mnie jako ojca swoich dzieci, bo boi sie, ze znowu bedzie sie na mnie zawodzic i jak bedzie mnie potrzebowala to mnie nie bedzie. Przyznaję, ze zachowalem sie bardzo zle i jest mi szczerze wstyd. Sprawe komplikuje fakt, ze przez wiekszosc naszego zwiazku ja mialem znajomych, ona raczej nie. Byla ze mna w moim srodowisku. Teraz sytuacja sie odwrocila, bo ja przez swoje zamkniecie w domu stracilem przyjaciol, a ona odzyla i ma mase nowych. Pracuje nad soba naprawde ciezko i mysle, ze jestem w stanie obiecac jej poprawe z pokryciem, lecz ona nie chce. Czy jest szansa na powrot? Co musze zrobic? Blagam o pomoc, bo jestem pewien, ze to ta jedyna!
Podobne tematy
Dojrzały związek nie polega na tym, że się co chwilę zrywa.
Powinieneś najpierw ogarnąć siebie, a potem postarać się udowodnić jej, że przemyślałeś wszystko.
Zgadzam się z Cyniczną, że dojrzały związek nie polega na rozstaniach i powrotach ot tak sobie.
Szczerze powiedziawszy nie dziwie się jej. Kochała Cię i wspierała, a w zamian nie dostawała kompletnie nic. To przykre, bo teraz dziewczyna tak się zraziła, że nie wiadomo czy będzie się w stanie komukolwiek tak poświęcić. Przecież tak boleśnie się sparzyła.
Zachowałeś się w stosunku do niej okrutnie. To tak jakbyś wyrwał jej serce i wyrzucił w śmieci.
Uszanuj jej decyzję i nie naciskaj. Jeśli Cię kocha, to wróci. Tylko nie wiem czy można kochać kogoś o kamiennym sercu...
Nie mam kamiennego serca, poprostu sie pogubilem. Bylo mi ciezko, chorowalem, 3 razy bylem prawie na drugim swiecie, ojciec w domu pil, nie mialem pieniedzy, jak mialem 17 lat zostalem kompletnie sam. Mialem ją i chce zrobic wszystko, zeby wrocila. Jestem dobrym czlowiekiem, wiem to, ale poprostu sie pogubilem... Wiem, ze to ta jedyna i chce jej dac wszystko co mam..
Nie mam kamiennego serca, poprostu sie pogubilem. Bylo mi ciezko, chorowalem, 3 razy bylem prawie na drugim swiecie, ojciec w domu pil, nie mialem pieniedzy, jak mialem 17 lat zostalem kompletnie sam. Mialem ją i chce zrobic wszystko, zeby wrocila. Jestem dobrym czlowiekiem, wiem to, ale poprostu sie pogubilem... Wiem, ze to ta jedyna i chce jej dac wszystko co mam..
Nie jestem pewna,czy faktycznie aż tak bardzo ją kochasz i dopiero teraz to do Ciebie dotarło,czy też podświadomie prubujesz ją odzyskać,bo ona teraz już nie chce Ciebie. Zawsze byłes przekonany,że ona będzie na każde Twoje skinienie,że Cię kocha i nie odejdzie. Byłeś tak pewny tego,że nawet nie chciało Ci się odwzajemniać uczuć i zrobić czegokolwiek,żeby ona widziała,że doceniasz to co robi dla Ciebie. Zraniłeś ją po raz kolejny,po raz kolejny odłożyłeś na bok jak niepotrzebną zabawkę,bo akurat teraz nie miałeś ochoty się nią bawić.A kiedy chciałeś po nią sięgnąć ponownie ,okazało się ,że już jej nie ma. Być może ostatnim zerwaniem przelałeś czarę goryczy i nie ma już powrotu.Ale może ona potrzebuje czasu,żeby się uporać z tym co jej zrobiłeś. Jeśli Cię kocha,to na pewno wróci,ale jeśli nie to uszanuj to i nie narzucaj jej swojej obecności.
"Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu."
Vincent van Gogh
Dzieki za odpowiedz
A jak sadzicie co powinienem teraz zrobic? Totalnie sie do niej nie odzywac? Czy przypominac o sobie?
Dzieki za odpowiedz
A jak sadzicie co powinienem teraz zrobic? Totalnie sie do niej nie odzywac? Czy przypominac o sobie?
Daj jej szansę zatęsknić. Jeśli coś do Ciebie czuje,to sama się odezwie. ![]()
Sprawy sie troche pokomplikowaly,bo ostatnio w przyplywie emocji napisalem do chlopaka, ktorego poznala. Nie jest to nic takiego, poprostu ze soba piszą (on mieszka w anglii). Zapytalem czy sa razem itd, on mi napisal, ze mam sie gonic itd. Napisal w koncu, ze nie sa, ale wiem, ze na pewno ze soba piszą. Dzisiaj w nocy do mnie zadzwonila z pretensja, ze on jej powiedzial o mojej wiadomosci i musiala sie za mnie wstydzic, przepraszac itd. Czy to czasem lekko mnie nie pogrążyło w jej oczach?
Nie mam kamiennego serca, poprostu sie pogubilem. Bylo mi ciezko, chorowalem, 3 razy bylem prawie na drugim swiecie, ojciec w domu pil, nie mialem pieniedzy, jak mialem 17 lat zostalem kompletnie sam. Mialem ją i chce zrobic wszystko, zeby wrocila. Jestem dobrym czlowiekiem, wiem to, ale poprostu sie pogubilem... Wiem, ze to ta jedyna i chce jej dac wszystko co mam..
Wierz mi, ze jej też było ciężko. Z tego, co piszesz poświęciła ci kawałek swojego życia, tylko Tobie... A ty tego nie doceniałeś... Przeczytaj spokojnie swój post- bije z niego egoizm- ja, mi, mnie...A gdzie była ona?
Co do ostatniego zdarzenia- spaliłeś. Miałeś dać jej zatęsknić, a nie wypisywać pretensje do jej znajomych... Teraz ją kontrolujesz? Źle... Nie wróże nic dobrego...
krychman doceniamy to co mieliśmy dopiero wtedy, gdy to tracimy.
Ciężko pracowałeś na to, żeby twoja dziewczyna od ciebie odeszła. Ja rozumiem, że choroba przeraża, ale właśnie w takich momentach poznajemy drugiego człowieka. A z tego co piszesz, ona zachowała się wręcz wzorowo. Jak żona, która ślubowała ''na dobre i na złe''. I nie dziwię się, że nie chce cię na ojca swoich dzieci, bo ona wie, że gdyby to ona potrzebowała pomocy ty mógłbyś ja zawieść.
A czy ona wie dlaczego tak się zachowywałeś? Powiedziałeś jej o tym co czujesz?
Wiesz tu czekoladki i romantyczne kolacje nie pomogą. Bo nie ma podstawy, którą potrzebuje każdy związek: zaufanie.
Powiedz jej to co nam napisałeś, albo jej napisz jak ci będzie łatwiej przelać na papier. I przede wszystkim przygotuj się na to, że pomimo tego ona rzeczywiście nie będzie chciała już z tobą być.
ale ze juz nigdy, nawet jak sie zmienie fundamentalnie?
ale ze juz nigdy, nawet jak sie zmienie fundamentalnie?
Tego nie wiemy.... Staraj się , zacznij od siebie...
napisalem jej wczoraj list odrecznie piorem, ktory w nocy zawiozlem pod jej drzwi. Napisalem wszystko szczerze co czuje, co mna kierowalo i ze bardzo zaluje, ze tak sie przeze mnie czuje. Napisala tylko smsa, ze odebrala list i cisza.. Jak myslicie dac jej teraz czas? Odezwac sie pierwszy, czy poczekac?
Ja bym poczekała chwilę, bo może się sama odezwie. A jeśli nie da znaku, to spróbuj z nią nawiązać kontakt. Umówić się w jakimś spokojnym miejscu, by móc pogadać. Jeśli przyjdzie będzie ci mogła powiedzieć, czy daje wam szansę czy jednak sprawa już zamknięta, a ty musisz się z tym pogodzić.
Wszystko jej powiedzialem w 4 oczy dwukrotnie jak sie spotkalismy i jej odpowiedz byla spokojna, stanowcza - nie. Zachowalem sie na finiszu z klasa i pokazalem, ze mi zalezy. Ile czasu myslisz dac jej spokoju?
Teraz musisz przyjąć do wiadomości to co powiedziała czyli NIE.
Nie kontaktuj się,ona wszystko wie co czujesz itd. Jeżeli przemyśli sprawę to sama zrobi ruch,naciskając na nią pogorszysz tylko wasze relacje.
Czas czas czas...
Odetnij się i zajmij sobą.
17 2014-02-27 11:56:43 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-02-27 11:57:55)
Nie oceniajcie aż tak krytycznie
Wydaje mi się,że autor jest rzeczywiście dobrym człowiekiem.
9 lat w związku w tak młodym wieku to już też przyzwyczajenie.
Po prostu w pewnym momencie przestali starać się o siebie.
Tylko jedno zaczęło bardziej starać się o towarzyską część życia a
drugie o nic. Z przyzwyczajenia,że już zawsze tak będzie.
Nie oceniajmy tylko pomóżmy.
Cashmir, czy uwazasz, ze cos moze z tego jeszcze byc? Zdecydowalem dzisiaj, ze postudiuje troche dluzej na polibudzie i zajme sie przygotowaniami do pracy w policji. Zawsze marzylem o tym, zeby byc antyterrorysta i wydaje mi sie, ze pierwszy krok w celu spelnienia wlasnego szczescia jest chyba dobry. Czy ja to przyciagnie, czy odepchnie? Wiem, ze nudze, ale naprawde mi na niej zalezy i szlag mnie dzisiaj o malo nie trafil jak ja widzialem na uczelni. Szla usmiechnieta z kolegą i rzucila cala rozesmiana "czesc". Oczywiscie odpowiedzialem, ale przeszlismy praktycznie obok siebie jak obcy ludzie. Kurde, ciezko tak zyc..
19 2014-02-27 16:58:56 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-02-27 17:09:21)
Cashmir, czy uwazasz, ze cos moze z tego jeszcze byc? Zdecydowalem dzisiaj, ze postudiuje troche dluzej na polibudzie i zajme sie przygotowaniami do pracy w policji. Zawsze marzylem o tym, zeby byc antyterrorysta i wydaje mi sie, ze pierwszy krok w celu spelnienia wlasnego szczescia jest chyba dobry. Czy ja to przyciagnie, czy odepchnie? Wiem, ze nudze, ale naprawde mi na niej zalezy i szlag mnie dzisiaj o malo nie trafil jak ja widzialem na uczelni. Szla usmiechnieta z kolegą i rzucila cala rozesmiana "czesc". Oczywiscie odpowiedzialem, ale przeszlismy praktycznie obok siebie jak obcy ludzie. Kurde, ciezko tak zyc..
.
Krychman najgorsze co mogło Ci się przytrafić to, to co teraz przezywasz. Po tak trudnej
sytuacji zdrowotnej, teraz następny kop w dupę
Musisz jednak wziąć się w garść i zrobić to o czym piszesz.
jak się załamiesz z powodu uczuć i nie ukończysz Politechniki to sam w życiu będziesz
tego żałował.
Żadna Miłość nie jest warta tego by zmarnować własne życie. Bo to znaczy, że
nie była go warta
rozumiem,że Ci na niej zależy,ale nie płaszcząc się przed nią i lamentując.
Już sam dostrzegłeś,że ona chodzi i się śmieje a Twoje serce płacze.
Co będziesz miał kobiecie do zaoferowania jeżeli padniesz na pysk i nie skończysz swoich
studiów??? Myślisz,że jak pójdziesz rowy kopać to ją odzyskasz?
Pisałam w wątku Cenaaa, kobiety nie lubią płaczków.
Wiem to nie miłe co piszę,ale tak się teraz zachowujesz
jak pipa, jak nie facet.
Przemyślcie Ty i Cenaaa zasady tych kroków
Bo najpierw wy musicie być silni by tą siłą otoczyć kobietę i rodzinę.
zajmijcie się najpierw sobą a może wszystko z nią się ułoży.
Odwagi i wiary
bo skoro jesteś na Politechnice to mądry z Ciebie Gość
wykorzystaj TĄ WIEDZĘ
.
W Tybecie mistrz puka ucznia w głowę na pierwszej lekcji
I mówi pokazując jego głowę
Najpierw nauczę Cię władać Tym a potem
rekwizytami w klasztorze.
I myślę,że wiesz,że tak jest.
Nie znam się na tych ich sztukach,ale to akurat widziałam z racji obecnego zawodu.
mam też syna na Politechnice Gdańskiej,który właśnie obronił inżyniera. Jeszcze magister.
On akurat jest już po Twojej fazie i ma nową dziewczynę.
Czy lepszą od tamtej? Nie wiem nie zagłębiam się w to, pomagam kiedy poprosi.
Ty też dasz radę!!!!
niezly zbieg okolicznosci, bo ja tez jestem z gdanskiej
Z tym, ze inzyniera nie obronilem w terminie, bo choroba mnie na rok unieruchomila i teraz jeszcze zamiast zdawac co sie da, leze i jestem tak jak napisalas - ... Dzieki za rady. Naprawde sie przydadza ![]()
22 2014-02-27 17:55:39 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-02-27 18:02:48)
Mój syn jest na wydziale projektowania statków. Jak skończy magistra proponują mu pół etatu nauczyciela akademickiego i pół w projektach bo chce robić doktorat.
Bardzo możliwe,że się znacie a na pewno poznasz go po bliznach na rękach
Wielkich bliznach po wypadku motocyklowym.
On wie,że jak mam czas to się tu udzielam.
Forum pomogło mi się podnieść i dojść do pionu.
Czego i Tobie życzę
Krychman podnieś się, dość leżenia. ja urodziłam się niepełnosprawna w dodatku pracowałam
jako prostytutka i takie tam inne perypetie.
mi się udało to Tobie tym bardziej się uda.
Z kanapy raz bo to rozkaz
i za siebie się wziąć,ale to szybko !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
ja urodziłam się niepełnosprawna w dodatku pracowałam
jako prostytutka i takie tam inne perypetie.
mi się udało to Tobie tym bardziej się uda.
Z kanapy raz bo to rozkaz
i za siebie się wziąć,ale to szybko !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Widzę, że życie naprawdę dało Ci w kość. Masz spory bagaż doświadczeń. Tacy ludzie są właśnie tutaj potrzebni. ![]()
25 2014-02-27 18:28:16 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-02-27 18:38:28)
cachmir napisał/a:ja urodziłam się niepełnosprawna w dodatku pracowałam
jako prostytutka i takie tam inne perypetie.
mi się udało to Tobie tym bardziej się uda.
Z kanapy raz bo to rozkaz
i za siebie się wziąć,ale to szybko !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Widzę, że życie naprawdę dało Ci w kość. Masz spory bagaż doświadczeń. Tacy ludzie są właśnie tutaj potrzebni.
.
Cenaa najgorsze to zrobić z siebie cierpiętnika i wołać o pomoc.
To od razu lepiej kupić trumnę i się pogrzebać.
Mam na myśli pomoc państwa, społeczną, środowiskową, MOPS i czy inne tam.
Urzędy w życiu Ci nie pomogą i zapamiętaj to !!!!
Chyba,że im zapłacisz,ale to też nie daje gwarancji,że Ci pomogą. Będą Ci w oczy słodko
mówić tylko dlatego,że im płacisz,ale czy zrobią to o co prosisz??
No właśnie, czasami rozłożą ręce i odpowiedzą
"przykro mi nie udało się nam,ale robiliśmy wszystko co w naszej mocy"
Dlatego życie trzeba brać we własne ręce, bo nikt Ci do "garnka zupy, marchewki nie dołoży".
Cashmir jestes niesamowitym czlowiekiem od ktorego wiele sie mozna nauczyc, ale ja juz mam naprawde dosc. Znowu wyladowalem na 2gim semestrze, przez braki, nie mam rodziny, nie mam pieniedzy, jak odeszla ona, praktycznie nie mam nikogo. Stajem sie odludny, przestraszony z zerowa pewnoscia siebie. Byl etap frustracji, teraz jest pustki. Jak ona, ona taka niewinna, taka moja... Zle ze mna oj zle, ale sie nie poddam. Otatnio sie modle duzo, moze w Bogu odnajde prawde. Dzieki wszystkim za dobre slowa i za krytyke ![]()
27 2014-02-27 18:43:26 Ostatnio edytowany przez Cenaaa (2014-02-27 18:53:59)
krychman
Musisz po prostu spiąć poślady i powiedzieć sobie, że dasz radę. Po burzy zawsze przychodzi słońce. W Twoim przypadku też z pewnością tak będzie. Nie zadręczaj się, nasze historie są podobne. Może uda nam się umówić na jakieś piwko, bo ja jestem z Wielkopolski. Rozmowa w 4 oczy byłaby w takim przypadku rzeczą bezcenną.
Jestem jak najbardziej za
Tylko troche daleko do siebie mamy, bo ja akurat jest z sopotu ;p
Oj tam, może nadarzy się okazja.
Nic tak nie pomaga jak rozmowa. Według mnie. Zawsze możesz dać jakieś namiary na swojego maila, fejsa czy cokolwiek. W kupie siła. Człowiek od razu lepiej się czuje, gdy wie, że nie tylko on jest w takiej a nie innej sytuacji. ![]()
na mail wyslalem Ci namiary na fejsa
31 2014-02-27 18:58:50 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-02-27 19:00:23)
Cenaaa może masz rację z tym spotkaniem.
Poczytajcie wątek " Jest źle mam 36 lat i rozwód. autor Fluffi
Tak gdzieś chyba od 100 strony zaczęli się wpisywać ludzie z podobnym problemem.
Byliśmy już za jakiś czas tak wspólnie zgraną paczką,że postanowiliśmy się
spotkać. Wybraliśmy centralne miejsce w Polsce i fajny hotel a było nas wielu.
Impreza była przednia.
I na prawdę nam pomogło, do tego fajny bal złamanych serc i już łapało się świeży oddech.
Ten wątek mimo,że założył facet o podobnym do Was problemie,stał się naszym.
Spróbujcie takiego spotkania ,myślę że może Wam pomóc.
Ok. Dziękówka.
Głowa do góry stary !
krychman
Jeszcze nic mi nie doszło. Z ciekawości wysłałem maila sam do siebie i już do mnie trafił. Spróbuj może jeszcze raz.
a teraz?
tez sobie wyslalem, i nie doszlo. Podja mi swoj mail tutaj to Ci podesle zaraz
facebookowa grupa wsparcia dla facetow (materialy, pogadanki itd): https://www.facebook.com/groups/1387986971423725/
Projekt X
facebookowa grupa wsparcia dla facetow (materialy, pogadanki itd): https://www.facebook.com/groups/1387986971423725/
Projekt X
dla kobiet również. ![]()
38 2014-03-05 23:22:01 Ostatnio edytowany przez tomekatomek (2014-03-05 23:24:03)
Maly update sytuacji:
2 razy sie widzielismy na uczelni - przypadkowo. Pierwszy raz sie minelismy - czesc, czesc i tyle. Wczoraj drugi raz znowu na siebie wpadlismy i pogadalismy chwile. W sumie o niczym waznym. Wiem, ze bylem strasznie zaskoczony i to zauwazyla. Nie krylem emocji - zachowywalem sie, jakby mi brakowalo powietrza. Widzialem ewidentnie, ze jej oczy sie smieja jak sie spotkalismy. Zauwazylem to swiatlo w oczach... Dzisiaj wyslalem jej piosenke na facebook'u i pisalismy przez okolo 15 minut w zasadzie o niczym. Pod koniec rozmowy powiedziala, ze widziala moja konsternacje w momencie spotkania na uczelni i zrobila to w zartobliwy sposob. Czuje, ze stapam na bardzo cienkim lodzie i mam nadzieje, ze tego nie spieprze...Niby sie troche wyciszylem, ale z natury jestem strasznym cholerykiem i w nocy potrafie sie zbudzic i cos glupiego zrobic - napisac, zadzwonic itd. Co dalej szanowne kobiety i doswiadczeni mezczyzni?
Podsumowanie tej chorej sytuacji - ku przestrodze wszystkim w podobnych okolicznosciach.
Zawalilem i przyczynilem sie do upadku naszego zwiazku. Do dzisiaj nie odzywamy sie do siebie. Nie mam z nia kontaktu. Przez ponad 3 miesiace miotalem sie do skrajnych zachowan, prosilem, ponizalem sie i dokonywalem licznych zabiegow, aby do mnie wrocila - jak sie okazalo nieskutecznie. Jestem swiadomy swoich bledow i niedociagniec. I tutaj rozpoczalem ciezka prace nad soba. Spisalem kazdy slaby punkt, kazdego demona wyciagnalem do audytu i zapisalem az dwie kartki A4 calego swojego "zla". Poczatki pracy nie byly latwe, zdarzaly sie dni, w ktorych dalej nic nie robilem i parenascie razy dziennie wchodzilem na jej "fejsa", aby kontrolowac co, jak i z kim. Utknalem w letargu, ktory nieznacznie posuwal mnie naprzod. Od poczatku mojej walki mija niecaly miesiac i musze przyznac, ze ciezka praca nad soba to najlepsze lekarstwo na kazde zlamane serce. Tego posta pisze juz nieco inny czlowiek. Bardziej spokojny i opanowany. Przezylem pieklo, wewnatrz plakalem i zmuszalem sie do wielu zachowan. Wychodzenie z domu, cwiczenia, nauka, kontynuacja pisania ksiazki i wiele innych. To bardzo samotna droga, pomimo osob, ktore nas otaczaja towarzyszy nam jedynie nasz wlasny cien. Codziennie otwieram oczy silniejszy i czynie kolejne kroki do swoich marzen. Dalej o niej mysle, ale sila tych mysli codziennie jest slabsza. Nie wiem czy jeszcze sie odezwie, nie ma to juz znaczenia, gdyz odbudowalem sie do tego stopnia, ze jestem w stanie pojsc dalej po swoje cele. To wspaniala i piekna kobieta, ktorej zycze jak najlepiej. Jednakze zauwazylem, ze nawet jesli mielibysmy sie zejsc to juz nie bylo by to samo. Nie wiem czy bylo by lepiej, ale wiem, ze praca jaka wlozylem w siebie zaowocowala zdystansowaniem sie do wielu rzeczy i nawet gdy wchodze na facebooka i zajrze na jej profil, widze ze pomalu zaczynam ja wyprzedzac. Zostaje na poziomie emocjonalnym gdzies tam z tylu i jest to bardzo budujace, poniewaz widac rezultaty wojny z samym soba. Nie wywyzszam sie, ale twierdze, ze takie okolicznosci odpowiednio wykorzystane moga sprawic, ze nabieramy ogromnego rozpedu i przyszly zwiazek mozemy budowac z kims o wiele wartosciowszym. Gdy uczucie umiera wtedy mamy sygnal, ze w nas cos jest nie tak i ta potezna sila obrana odpowiednio w danym kierunku pozwala na rozwiniecie skrzydel. Skrzydel ku wygraniu siebie. Kazdemu kto to czyta, kto ma podobne perypetie do powyzszych chialbym powiedziec jedno - koniec zwiazku to tylko poczatek nowej drogi. Jesli nie polozymy sie we lzach w lozku, tylko ze lzami pojdziemy na wojne z wlasnymi demonami - wtedy zaczyna sie magia. Nie ma czegos takiego jak jedyna, najwieksza milosc, nie ma czegos takiego jak "nie wchodz x razy do tej samej rzeki" i nie ma tesknoty, ktorej nie mozna by wyleczyc. Kochalem bardzo. Zle to pokazalem, ale tak bylo. Wydawalo mi sie, ze to ta jedyna. Teraz wiem, ze za kazdym podniesieniem hantli, za kazdym zdanym egzaminem, za kazdym mniejszym, lub wiekszym sukcesem zblizam sie do tej jedynej. Kto nią bedzie? Nie wiem - tu wlasnie zaczyna sie magia ![]()
Pięknie to napisałeś, jestem pod wrażeniem Twoich postępów i jestem bardzo bardzo dumna z Ciebie. Najbardziej jednak mimo wszystko cieszy mnie, że szczerze zrozumiałeś jedno - nie mógłbyś już z nią być, ba, nie chcesz tego. To klucz do wyzdrowienia. Trzymam za Ciebie kciuki - jak coś, to wiesz gdzie mnie szukać. ![]()
O stary, dodałeś węgla do pieca! Cholernie Ci gratuluję przemyśleń i trzymam kciuki w poszukiwaniu tej jedynej ![]()
Dla kazdego, kto potrzebuje motywacji i wsparcia w tej wojnie moge polecic kanal na yt i w szczegolnosci ten oto filmik: https://www.youtube.com/watch?v=fvFuGq-1Z8M
Caly kanal jest jak panaceum na kazda chwile slabosci
Za bardzo krzyczy, wolę tego pana ![]()
https://www.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E
Ale dzięki za wsparcie ![]()
jeszcze jedna rzecz, ktora byc moze przyda sie tym, ktorzy nadal beda liczyli w przyszlosci na "zejscia". Wydaje mi sie, ze osoba, ktora nas zostawia robi to albo z powodu braku milosci, albo z powodu negatywnych emocji w zwiazku. Ta pierwsza wersja jest raczej stracona, ale grupa druga ma szanse na odzyskanie swojego ex tylko pod jednym warunkiem - wyprzedzenie swojej ukochanej/ukochanego. To moment, w ktorym poprzez ciezka prace nad soba osiagamy stan, ktory stawia nas conajmniej jeden krok przed nasza ex/naszym ex. Mowie tutaj o w zasadzie kazdym aspekcie emocjonalnym i zyciowym. Jest to sprawdzony przyklad i uniwersalna prawda. Swoje najlepsze wydanie przyciaga w pierwszej kolejnosci osoby, ktore juz nas wczesniej pokochaly. To sa moje luzne przemyslenia, ale kilkakrotnie bylem swiadkiem takich sytuacji. Najlepszym jest moj przyjaciel, ktore wspomnialem wyzej. Typowy dzieciak, ktory scigal sie w rajdach i swoja dziewczyne mial gdzies. Czara sie przelala, kolejna obiecana szansa poprawy zostala stracona i luba odeszla. 2 lata chodzil zbity jak pies, mimo tego, ze jest atrakcyjny i ma w sobie to cos. Po wypadku wzial sie za siebie, doksztalcil, zmienil prace, w ktorej zostal prezesem sredniej firmy, wycwiczyl sylwetke i zmienil styl ubioru. Nie wspomne o jezykach i nowych nawykach. Zmienil wyscigowy, zablocony samochod na taki bardziej z klasa i jego obecna zona (ówczesnie byla narzeczona) wrocila po 8 miesiacach. Nic jej nie mowil, ani nie mial kontaktu. Takie informacje chyba same z siebie dochodzą do naszych ex. Takie moje luzne przemyslenia ![]()
45 2014-05-05 15:29:22 Ostatnio edytowany przez szarykotek (2014-05-05 15:32:21)
To prawda, tylko, że zwykle kiedy się wyprzedzi emocjonalnie swojego ex - czy istnieje jeszcze sens cofania się? Trzeba się nad tym zastanowić. Ja właśnie tak się czuję, mam to za sobą i cokolwiek by się nie stało - jestem już pewna, że to nie z nim chcę budować moją przyszłość. Niech moje najlepsze wydanie przyciągnie kogoś innego. ![]()
Raczej niech regułą będzie zamykanie za sobą drzwi i niepatrzenie wstecz. A że wyjątki się zdarzają to fakt.;)
Moze to zbieg okolicznosci, ale wlasnie dzisiaj zrozumialem to o czym wyzej napisalas. To byl strzal w jednej sekundzie, ktory najpierw zaczal sie od potwornej tesknoty i po ukierunkowaniu emocji juz wiem, ze z tą osoba nie chce przezywac dalej swoich dni. Nie wiem jak to sie stalo, ale teraz wiem, ze mi jej nie brakuje i wlasnie sie "odbudowalem". Bynajmniej jest to chwilowe. Dawno nie czulem takiej pewnosci w jednym kierunku. Cos peklo i w koncu pozwolilo mi zrozumiec, ze nie wzrusza mnie to, ze ona moze teraz z kims byc, czy to, ze nie wroci. Magia chyba zaczyna dzialac
Teraz te emocje jeszcze musze ukierunkowac w slusznym kierunku i pozwolic sie znalezc jakiejs fajnej i wartosciowej kobiecie. Z caly szacunkiem do niej, ale czy kobieta, ktora po ponad 8 latach z dnia na dzien ma Cie w dupie, widzac Twoje cierpienie i ciezka prace dowala do pieca jawnie piszac z innymi, zachowujac sie jak 14latka? Wydaje mi sie, ze nie i tymbardziej sprawia to, ze bardziej wierze w to co napisalem wyzej. Zycie jest piekne i nasze skomplikowane umysly tymbardziej. To chyba najciekawsza podroz w moim zyciu - podroz w glab siebie
Dopiero teraz zauważyłam Twój post, bo przyszłam z przyzwyczajenia skontrolować czy wszystko ok u Ciebie.
Cieszy mnie to co napisałeś, nawet nie wiesz jak bardzo. Czekałam aż uświadomisz sobie, że już nie chcesz, po prostu. To trzeba poczuć w sobie, nagle, jak strzał.Zrobiłeś ogromny postęp, pamiętam Twoje wcześniejsze stanowisko - aktualnie jest to dzień do nocy. Great job!:D
Dzieki Szary kocie! ![]()