Jestem bardzo samotną osobą. Mieszkam daleko od rodziny. Rodzice nigdy się mną nie interesowali, matka wyrzuciła z domu. Wzięła ślub z facetem w moim wieku, obcokrajowcem. Zawsze mnie strasznie gnębiła, szczególnie po rozwodzie rodziców. Ojciec jest na zasadzie - kolegi. Jedynie mogę polegać na dziadkach, którzy niedługo sami będą potrzebować pomocy ode mnie, a ja nie potrafię im pomóc.
Od roku męczę się ze straszną nerwicą, mam myśli samobójcze. Najpierw byłam w związku z narkomanem, który mnie wykorzystywał - pierwszy facet. Później poznałam faceta, idealnego. Przez kilka miesięcy było idealnie, potem piekło, wyjechał za granicę, ja czekałam, wtedy miałam najtrudniejsze momenty życia, bo matka mnie wyrzuciła z domu i momentami miałam tylko jego wsparcie. Jemu też się posypało w rodzinie. Potem źle mnie zaczął traktować, zrzucał na mnie winę za wszystko, że to moja wina. Jednego dnia mówił, że kocha, drugiego że nie. Jednego zachowywał się pięknie, drugiego źle. Potem, że to "moja wina", bo to ja mam ze sobą problemy. No ale on mi przecież "pomaga". Faktycznie, strasznie ciężko było ze mną wytrzymać, ale on nigdy nie miał czasu nawet na spotkanie, a jak już był na miejscu w mieście, spotykał się od niechcenia. A drugi człowiek czuje, kiedy druga osoba z nim się spotyka wcale tego nie chcąc. Kochałam go. I byłam, nadal jestem kobietą kochającą za bardzo.
Jestem tak zniszczona w środku, że nie jestem pewna czy kiedykolwiek będę mogła komukolwiek zaufać. Nie wierzę w to, że jeszcze spotkam na swej drodze kogoś dobrego. Nawet jeśli chodzi o mężczyznę. Nie wierzę w siebie.
Przeprowadziłam się dla niego do Warszawy, po tych obietnicach o wspólnej przyszłości, miłości.
Miałam nadzieję na to, że w końcu los się uśmiechnie. Nie daję rady, mam załamanie nerwowe i to rozstanie to pogłębiło. Naprawdę go kochałam. Jestem sama, nie mam do kogo się "przytulić", potrzebuję pomocy i to nie są błagania porzuconej kobiety. Po prostu psychicznie niedomagam od dawna, nie mam przyjaciół, jedną przyjaciółkę która mieszka daleko. Nic poza tym.
On był tym jedynym. Od lipca to się ciągnie, te wieczne kłótnie problemy. To już tak długo. Nie wiem, jak on mógł mnie tak poniżać. Jak ja mogłam dać się tak poniżać.
Proszę o pomoc, wsparcie, dobre słowo.