Czytałam na forum wiele wątków o samotności. Niestety żadna z waszych historii nie przypomina mojej. Kiedyś miałam wielu znajomych, paczkę bliższych znajomych oraz przyjaciela i kilku znajomych spoza tamtego towarzystwa. Nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Nigdy takiego nie miałam. Potrafiłam nawet stworzyć relacje z osobą bardzo zamkniętą w sobie i spłoszoną do ludzi. Z czasem jednak znajomi rozeszli się w różne strony, paczka się rozbiła w świetle różnych niuansów, kilkoro bliższych znajomych z dnia na dzień ma dla mnie co raz mniej czasu i najwyraźniej chęci. Nawet moja niby niezłomna przyjaźń zaczęła być czymś, co jest mi deklarowane tylko słownie. Gdy mam taką możliwość, próbuję poznać nowych ludzi, by mieć chociaż z kimś od czasu do czasu wyjść na kawę. Jednak mimo starań i miłych rozmów nikt nie okazuje większego zainteresowania. Właściwie w przeciągu pół roku zostałam osamotniona. Wciąż wśród ludzi chodzę uśmiechnięta z optymistycznym nastawieniem. Wewnątrz jestem zupełnie złamana. Straciłam zaufanie i nadzieję, że może być znów tak jak jeszcze nie tak dawno. Zabieram się do opisania swojej historii na forum już kilkakrotnie. Niestety nieskutecznie. Nie umiem zwierzyć się z tego co boli. Nawet anonimowo. Jednak paradoks mojej sytuacji i ból jaki przeżywam nie dają mi normalnie funkcjonować. Zawsze byłam otwarta, pomocna, nikogo nie zbywałam, starałam się dbać o kontakty, szczególnie najbliższe, a mimo tego dopadła mnie zupełna samotność.
Podobne tematy
PomorzankaZ
...........................
Najmocniejsze "paczki " są ze szkół, z uczelni, potem jest bardzo różnie, jeśli odgrywasz rolę przewodnika grupy to i grupa trzyma się przy Tobie, jeśli nie, musisz ustawicznie walczyć o własną pozycję, by nie wypaść poza margines. Mimo, że jesteśmy ludźmi XXI wieku Ery Chrześcijańskiej, jednak rządzą nami te same prawa co ludźmi kilka tysięcy lat temu. Człowiek jest " zwierzęciem " stadnym.
3 2014-02-21 19:55:23 Ostatnio edytowany przez takiwiatr (2014-02-21 19:57:55)
Może w tych kontaktach z ludźmi za bardzo chciałaś żyć sprawami innych? Warto bardziej skupić się na własnym rozwoju, zainteresowaniach, budowaniu własnej, ciekawej osobowości. I oczywiście dbać o atrakcyjny wygląd. Czy to, że tak trudno Ci jest opisać Twoje problemy wynika z tego, że się wstydzisz czy raczej nie potrafisz tego nazwać?
Zawsze byłam sobą. Nie wnikałam w życie innych bardziej, niż oni chcieli mnie dopuścić do swojego życia. To się tyczy na przykład przyjaciela. W luźnych kontaktach zawsze była fajna zabawa, pogadanka, z bliższymi znajomymi, czyli takimi, z którymi miałam silniejsze realacje był już jakiś element pomocy, czy wsparcia obustronnego, a w przyjaźni cóż. Dla mnie przyjaźń jest czymś wyjątkowym, więc relacje były zawsze silne i bardzo siostrzano-braterskie. Jednak zawsze byłam w stu procentach naturalna i skupiałam się na własnych celach. Co motywowało mnie tym bardziej, że miałam jakiś doping i pocieszenie, wsparcie w razie ewentualnego potknięcia. A że nie umiem opowiedzieć swojej historii, jak powoli zostawałam odrzucona i z czym poza tym się zmagam, to kwestia tego, że przez wszystkie te wydarzenia zrobiłam się bardzo nieufna w stosunku do ludzi i szczerze mówiąc obawiam się, że mimo anonimowości mogę zostać jakoś odkryta. Jakoś możliwość poradzenia się pod ukryciem nicka nie pomaga mi się otworzyć. Co nie znaczy, że nie potrafię zaufać na nowo.
Im człowiek straszy tym gorzej radzi sobie z uczuciem osamotnienia. Gdybyś była mamą z dzieckiem to rozmawiałabyś z mamami, osoby w podobnej sytuacji bądź zainteresowaniach mają swoje środowisko i tam wymieniają się poglądami. Masz jakąś swoją niszę w którą uciekasz? Wyrzucenie z siebie tego co dusimy bardzo oczyszcza i sprawia, że robi się nam lżej, ale jeśli nie spotkamy się ze zrozumieniem (a nie zawsze jest ono na forum) możemy stwierdzić, że bez sensu to było. Poza tym może pomóc Ci to złapać dystans do problemów. Co dwie głowy to nie jedna, a na forum jest wiele głów, może ktoś coś poradzi sensownego? A może spodobała Ci się jakaś osoba stąd i mogłabyś z kimś pomejlowac? pozdrawiam
Skąd jestes?
Czytałam na forum wiele wątków o samotności. Niestety żadna z waszych historii nie przypomina mojej.
Witaj moja historia jest taka sama jak Twoja. Dzisiaj już nie potrafie zaufać ludzią i tak jak napisała Picea im człowiek starszy tym gorzej radzi sobie z uczuciem osamotnienia.POZDRAWIAM
bo trudniej jest zaufac . Ale zawsze można poczynić starania . Młodzi podchodzą inaczej do wielu spraw zycia codzienneg a z wiekiem staje się to corazto trudniejsze .
Sama szukam kogos z kim mogłabym popisac na meila aby zabic chociaż odrobine tej samotności , moje katakty sa utrudnione mieszkam zdala od miasta na malutkiej wsi wiec niemam zadnej możliwości wyjścia
Elzbieta jak masz ochotę to podaj meila napisze do Ciebie.Pozdrawiam
wysłałam ci meila
dzięki
Nie jestem znów jakąś wiekową osobą. Jestem studentką. Czyli teoretycznie jestem w okresie, gdzie mam wiele możliwości. Moja sytuacja i ta cała samotność jest o tyle złożona, że nie dość, iż nie mam z kim wyjść na kawę, to jeszcze moja na prawdę wspaniała przyjaźń przestała być taka kolorowa jak kiedyś. Kiedy byłby to jeden zakręt, to nie byłoby takiego problemu. Kaprysy przyjaciela mogłabym odreagować w towarzystwie. Jakbym nie miała towarzystwa, to mogłabym jak kiedyś przegadać z przyjacielem niemal cały dzień. Teraz nie mam niczego. Co do kontaktów z internetu jest mi o tyle trudno, że poznałam tak kilku fajnych znajomych. Zawsze jednak tym problemem była odległość, nawet jeśli była względnie nie duża. Studia w prawdzie dały większe pole do spotkań, ale cóż. Czas najwyraźniej mogę znaleźć tylko ja.
Czytałam na forum wiele wątków o samotności. Niestety żadna z waszych historii nie przypomina mojej. Kiedyś miałam wielu znajomych, paczkę bliższych znajomych oraz przyjaciela i kilku znajomych spoza tamtego towarzystwa. Nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Nigdy takiego nie miałam. Potrafiłam nawet stworzyć relacje z osobą bardzo zamkniętą w sobie i spłoszoną do ludzi. Z czasem jednak znajomi rozeszli się w różne strony, paczka się rozbiła w świetle różnych niuansów, kilkoro bliższych znajomych z dnia na dzień ma dla mnie co raz mniej czasu i najwyraźniej chęci. Nawet moja niby niezłomna przyjaźń zaczęła być czymś, co jest mi deklarowane tylko słownie. Gdy mam taką możliwość, próbuję poznać nowych ludzi, by mieć chociaż z kimś od czasu do czasu wyjść na kawę. Jednak mimo starań i miłych rozmów nikt nie okazuje większego zainteresowania. Właściwie w przeciągu pół roku zostałam osamotniona. Wciąż wśród ludzi chodzę uśmiechnięta z optymistycznym nastawieniem. Wewnątrz jestem zupełnie złamana. Straciłam zaufanie i nadzieję, że może być znów tak jak jeszcze nie tak dawno. Zabieram się do opisania swojej historii na forum już kilkakrotnie. Niestety nieskutecznie. Nie umiem zwierzyć się z tego co boli. Nawet anonimowo. Jednak paradoks mojej sytuacji i ból jaki przeżywam nie dają mi normalnie funkcjonować. Zawsze byłam otwarta, pomocna, nikogo nie zbywałam, starałam się dbać o kontakty, szczególnie najbliższe, a mimo tego dopadła mnie zupełna samotność.
Nie szukaj na siłę towarzystwa i przyjaźni to jest bez sensu i zazwyczaj źle się kończy. Pomyśl co lubisz robić, może masz jakieś zainteresowania, które chciałabyś rozwijać. Rozejrzyj się może w domu kultury znajdziesz coś dla siebie. Tam możesz poznać ludzi. Może to będzie ktoś z kim pogadasz na temat Twoich zainteresowań i nie tylko. Ja też byłam w podobnej do Twojej sytuacji, trochę się to już zmieniło. Pozdrawiam...wierzę w Ciebie ![]()
PomorzankaZ napisał/a:Czytałam na forum wiele wątków o samotności. Niestety żadna z waszych historii nie przypomina mojej. Kiedyś miałam wielu znajomych, paczkę bliższych znajomych oraz przyjaciela i kilku znajomych spoza tamtego towarzystwa. Nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Nigdy takiego nie miałam. Potrafiłam nawet stworzyć relacje z osobą bardzo zamkniętą w sobie i spłoszoną do ludzi. Z czasem jednak znajomi rozeszli się w różne strony, paczka się rozbiła w świetle różnych niuansów, kilkoro bliższych znajomych z dnia na dzień ma dla mnie co raz mniej czasu i najwyraźniej chęci. Nawet moja niby niezłomna przyjaźń zaczęła być czymś, co jest mi deklarowane tylko słownie. Gdy mam taką możliwość, próbuję poznać nowych ludzi, by mieć chociaż z kimś od czasu do czasu wyjść na kawę. Jednak mimo starań i miłych rozmów nikt nie okazuje większego zainteresowania. Właściwie w przeciągu pół roku zostałam osamotniona. Wciąż wśród ludzi chodzę uśmiechnięta z optymistycznym nastawieniem. Wewnątrz jestem zupełnie złamana. Straciłam zaufanie i nadzieję, że może być znów tak jak jeszcze nie tak dawno. Zabieram się do opisania swojej historii na forum już kilkakrotnie. Niestety nieskutecznie. Nie umiem zwierzyć się z tego co boli. Nawet anonimowo. Jednak paradoks mojej sytuacji i ból jaki przeżywam nie dają mi normalnie funkcjonować. Zawsze byłam otwarta, pomocna, nikogo nie zbywałam, starałam się dbać o kontakty, szczególnie najbliższe, a mimo tego dopadła mnie zupełna samotność.
Nie szukaj na siłę towarzystwa i przyjaźni to jest bez sensu i zazwyczaj źle się kończy. Pomyśl co lubisz robić, może masz jakieś zainteresowania, które chciałabyś rozwijać. Rozejrzyj się może w domu kultury znajdziesz coś dla siebie. Tam możesz poznać ludzi. Może to będzie ktoś z kim pogadasz na temat Twoich zainteresowań i nie tylko. Ja też byłam w podobnej do Twojej sytuacji, trochę się to już zmieniło. Pozdrawiam...wierzę w Ciebie
Tak to już z przyjaźniami bywa...dziś są znajomi, przyjaciele a jutro ich nie ma. Im jest się starszym tym trudniej o zbudowanie zdrowej, przyjacielskiej relacji z prostego powodu...my dorośli ludzie jesteśmy zbyt interesowni. Nie ma to nic wspólnego z fałszem, wyrachowaniem (choć takie jednostki również są), dorosły człowiek jest na tyle racjonalny, asekuracyjny, w jakiś tam sposób doświadczony przez życie, że zaufanie przychodzi trudniej, a na piedestale stawia się własne potrzeby, interesy, gdyż mamy świadomość, że jeśli sami o siebie nie zadbamy, to nikt za nas tego nie zrobi. Przejawy prawdziej przyjaźni ma relacja z dzieckiem, bądź z psem ![]()
Witam i proszę napisz mi mejla też czuje sie samotna
Witam i proszę napisz mi mejla też czuje sie samotna
Do kogo ta prośba?
grazynamaria napisał/a:PomorzankaZ napisał/a:Czytałam na forum wiele wątków o samotności. Niestety żadna z waszych historii nie przypomina mojej. Kiedyś miałam wielu znajomych, paczkę bliższych znajomych oraz przyjaciela i kilku znajomych spoza tamtego towarzystwa. Nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Nigdy takiego nie miałam. Potrafiłam nawet stworzyć relacje z osobą bardzo zamkniętą w sobie i spłoszoną do ludzi. Z czasem jednak znajomi rozeszli się w różne strony, paczka się rozbiła w świetle różnych niuansów, kilkoro bliższych znajomych z dnia na dzień ma dla mnie co raz mniej czasu i najwyraźniej chęci. Nawet moja niby niezłomna przyjaźń zaczęła być czymś, co jest mi deklarowane tylko słownie. Gdy mam taką możliwość, próbuję poznać nowych ludzi, by mieć chociaż z kimś od czasu do czasu wyjść na kawę. Jednak mimo starań i miłych rozmów nikt nie okazuje większego zainteresowania. Właściwie w przeciągu pół roku zostałam osamotniona. Wciąż wśród ludzi chodzę uśmiechnięta z optymistycznym nastawieniem. Wewnątrz jestem zupełnie złamana. Straciłam zaufanie i nadzieję, że może być znów tak jak jeszcze nie tak dawno. Zabieram się do opisania swojej historii na forum już kilkakrotnie. Niestety nieskutecznie. Nie umiem zwierzyć się z tego co boli. Nawet anonimowo. Jednak paradoks mojej sytuacji i ból jaki przeżywam nie dają mi normalnie funkcjonować. Zawsze byłam otwarta, pomocna, nikogo nie zbywałam, starałam się dbać o kontakty, szczególnie najbliższe, a mimo tego dopadła mnie zupełna samotność.
Nie szukaj na siłę towarzystwa i przyjaźni to jest bez sensu i zazwyczaj źle się kończy. Pomyśl co lubisz robić, może masz jakieś zainteresowania, które chciałabyś rozwijać. Rozejrzyj się może w domu kultury znajdziesz coś dla siebie. Tam możesz poznać ludzi. Może to będzie ktoś z kim pogadasz na temat Twoich zainteresowań i nie tylko. Ja też byłam w podobnej do Twojej sytuacji, trochę się to już zmieniło. Pozdrawiam...wierzę w Ciebie
Tak to już z przyjaźniami bywa...dziś są znajomi, przyjaciele a jutro ich nie ma. Im jest się starszym tym trudniej o zbudowanie zdrowej, przyjacielskiej relacji z prostego powodu...my dorośli ludzie jesteśmy zbyt interesowni. Nie ma to nic wspólnego z fałszem, wyrachowaniem (choć takie jednostki również są), dorosły człowiek jest na tyle racjonalny, asekuracyjny, w jakiś tam sposób doświadczony przez życie, że zaufanie przychodzi trudniej, a na piedestale stawia się własne potrzeby, interesy, gdyż mamy świadomość, że jeśli sami o siebie nie zadbamy, to nikt za nas tego nie zrobi. Przejawy prawdziej przyjaźni ma relacja z dzieckiem, bądź z psem
Trochę się zgadzam z Twoimi spostrzeżeniami ![]()
Każdy z nas jest tak naprawdę samotnikiem.Trzeba tylko nauczyć się być szczęśliwym samym ze sobą ,a wtedy inaczej będziemy postrzegać samotność.
Witam jesli moge to proszę mejla elzbieta 47
giza napisz mi meila bo ja nie mogę do ciebie wysłać bo wyskakuje mi okienko . Czekam na wiadomosc
Witam ja też nie mogę wyslać więc piszę tutaj mojego mejla senna00111@wp.pl
Wygląda, że masz depresję. Dobrze zrobiłby Ci udział w jakichś grupowych zajęciach, warsztatach związanych z czymś co lubisz - aktywnością fizyczną, rękodziełem lub innym hobby.
Może być coś co lubiłaś kiedyś, w dzieciństwie - chodzi o punkt zaczepienia, żeby to czym się zajmiesz dawało Ci chociaż na początek trochę radości i zapomnienia. W grupie można odnaleźć przyjaźń, bratnia duszę - mniejsza o to jakiej płci. Trzeba jednak wykazywać minimum aktywności, bo inaczej jest słaba szansa, że twoja sytuacja sama się zmieni.
Na forum są fajne i dobre osoby ... to że tutaj są o takiej porze, także świadczy o samotności, albo znudzeniu tym wszystkim co jest codziennością - też warto mieć kontakt z tymi, którzy się przejmują i chcieliby pomóc ![]()
Wygląda, że masz depresję. Dobrze zrobiłby Ci udział w jakichś grupowych zajęciach, warsztatach związanych z czymś co lubisz - aktywnością fizyczną, rękodziełem lub innym hobby.
Może być coś co lubiłaś kiedyś, w dzieciństwie - chodzi o punkt zaczepienia, żeby to czym się zajmiesz dawało Ci chociaż na początek trochę radości i zapomnienia. W grupie można odnaleźć przyjaźń, bratnia duszę - mniejsza o to jakiej płci. Trzeba jednak wykazywać minimum aktywności, bo inaczej jest słaba szansa, że twoja sytuacja sama się zmieni.Na forum są fajne i dobre osoby ... to że tutaj są o takiej porze, także świadczy o samotności, albo znudzeniu tym wszystkim co jest codziennością - też warto mieć kontakt z tymi, którzy się przejmują i chcieliby pomóc
Kim Ty jesteś.że stawiasz takie diagnozy tej młodej dziewczynie, takie rady- nie pomyślałaś o tym bardziej dołują niz pomagają, a nie lepiej napisać,że jest młoda i całe życie przed nią i znajdzie nowych znajomych a nie wysyłać ją na jakieś terapie.I skąd takie stwierdzenie ,że wszystkie osoby na tym forum są znudzone i osamotnione a co Ty robisz w sobotę o godz 22 na tym forum ,wiesz ja jestem na tym forum jest 6.20 pije kawę i czytam to forum i wcale nie jestem ani osamotniona ani znudzona robię tak bo tak lubię, więc moja rada najpierw pomyśl a potem pisz.Pozdrawiam
giza otrzymałam meila od ciebie . Pozdrawiam . Odpisałam
Czytam i czytam analizując odpowiedzi i podpowiedzi... hmm dalej pustka. Co zrobić gdy człowiek czuje się samotny a obok Ciebie jest ktoś bliski (nie wiem czy bliski). Czasem myślę że to wszystko tkwi we mnie, że sama się izoluję. Kiedy jest mi ciężko zamykam się w sobie nie chcę z nikim rozmawiać o swoich problemach. Nie potrafię nikomu zaufać. Nigdy nie potrafiłam się otworzyć. Czasem myślę ...jak dobrze byłoby się już nazajutrz nie obudzić ...
Wiecie co...? kiedyś było łatwiej o znajomych nawet z portali można było z kim się spotkać. Teraz to młodzi na seks to szybko się umowią a starszi bardziej ostrożni. Nadal lubię podróże i bywało jeździłem z różnymi ot tak by gdzieś pojechać. Teraz gdy zaproponujesz to myślą że wyjazd by wykorzystać. A takie poznanie tu kogoś? no chciały pisać i po jakimś czasie rezygnują - no może nie jestem zbyt interesujący Ale czego można się spodziewać jak mezatka chce trochę popisać.
Ja miałam tak, że jak skończyłam studia i wróciłam do domu kontakty się powoli pourywały. Ludzie się porozjeżdżali, pozakładali rodziny, zaczęło im brakować czasu. W pracy nie poznałam nikogo z kim bym się mogła przyjaźnić, owszem są osoby z którymi da się pogadać, ale ot tak o pierdołach. Jedynie mój chłopak jest taką bliską mi osobą z którą zawsze mogę porozmawiać - ale czasem tak zwyczajnie brakuje mi babskich rozmów, poplotkowania, wyżalenia się...
Boli mnie też fakt, jak kiedyś zostałam potraktowana przez osobe, która była moją przyjaciółką - znałyśmy się od dziecka, dzieliłyśmy się wszystkim, spędzałyśmy mnóstwo czasu - później ona ciężko zachorowała i tylko ja ją odwiedzałam, pomagałam jej przez bardzo długi czas. jak trochę wyszła na prostą poznała faceta w dodatku bogatego i od tego czasu przestała się odzywać, zmieniła się diametralnie, on zajmował jej cały czas. nawet mnie nie poinformowała że wychodzi za mąż, tylko jej matka kiedyś zaczepiła mnie w sklepie i chwaliła się co to był za slub, gdzie to nie pojadą w podróż poślubną itd.
Postanowiłam nieco przywrócić wątek do życia. Po dłuższej przerwie wróciłam na studia. W domu byłam niemal trzy tygodnie. Postanowiłam przez ten czas nieco odpocząć i spróbować się do wszystkiego zdystansować. Dałam wolną rękę znajomym (ponoć bliskim) wykazać się i dać szansę "zatęsknienia" za sobą. Niestety nie będzie tajemnicą, że właściwie trzy tygodni jak nie dłużej nie odezwał się do mnie zupełnie nikt. Ani przyjaciel, ani bliźsi znajomi. Już chyba nawet nie jest mi przykro, bo to zachowanie obrazuje ile te relacje wszystkie są warte.
Pomorzanka, Ty i tak masz dobrze. Studiujesz więc masz styczność z ludźmi.
Ja w pracy bardzo mało ludzi widuje, a ze starych znajomych zostały może 2 osoby które też mają własne życie.
Jeśli na studiach nie złapiesz znajomości, a trafisz w przyszłej pracy na niezbyt zintegrowaną paczkę to może być ciężko, przynajmniej na początku...
Przyznam, że nadal czytam te wszystkie posty z uwagą, zagłębiam się w pokrewne tematy, ale zauważyłam że nikt nie poda jakiejś rady, czy złotego środka (wyolbrzymiam trochę). Wszystko jakby (przynajmniej w moim przypadku) polega na tym, że ludzie tak jakby mnie o prostu nie chcą. Zawsze małe towarzystwo znosiłam lepiej, bo widziałam, że ktoś tam na mnie czeka, czy tęskni, po prostu zwykle wiedziałam, że jak na chwilkę zniknę, to zaraz ktoś do mnie napisze, czy zadzwoni. Nawet jeśli z tym było gorzej, to zawsze miałam przyjaciela... Zawsze... A teraz... Przestałam walczyć, bo stwierdziłam, że mogło zależeć mi zbyt bardzo, w momencie gdy widziałam, że się nieco odsunął, a ja potraciłam kontakty. Jednak teraz jest tak samo. Zmiany mojego zachowania zostały dobrze odebrane, ale wygląda to tak, że mogłabym nie istnieć. Zero spotkań, rozmów, czy czegokolwiek. Nawet moja wiadomość wysłana w celu dowiedzenia się czegoś została po prostu olana. Ale wciąż te deklaracje o tym, że jestem bliska, że ta przyjaźń jest ważna itd... Dlatego moja samotność jest jakby osamotnieniem. Nie mam problemu w nawiązywaniu też nowych kontaktów, ale zaraz potem jestem zapominana.
Skądś to znam. Mam poczucie z jestem samotna wśród ludzi. Jestem związana ze pewna grupą ludzi, którzy wyznają pewne poglądy, z częścią nich się zaczynam nie zgadzać. Są zbyt przeluktowane i według mnie totalnie rozmijają się z życiem które jest tak na serio i na prawdę. Myślą, że Bóg załatwi wszystko. Jak dla mnie może sporo, ale życia za nikogo nie przeżyje.
Przyznam, że nadal czytam te wszystkie posty z uwagą, zagłębiam się w pokrewne tematy, ale zauważyłam że nikt nie poda jakiejś rady, czy złotego środka (wyolbrzymiam trochę). Wszystko jakby (przynajmniej w moim przypadku) polega na tym, że ludzie tak jakby mnie o prostu nie chcą. Zawsze małe towarzystwo znosiłam lepiej, bo widziałam, że ktoś tam na mnie czeka, czy tęskni, po prostu zwykle wiedziałam, że jak na chwilkę zniknę, to zaraz ktoś do mnie napisze, czy zadzwoni. Nawet jeśli z tym było gorzej, to zawsze miałam przyjaciela... Zawsze... A teraz... Przestałam walczyć, bo stwierdziłam, że mogło zależeć mi zbyt bardzo, w momencie gdy widziałam, że się nieco odsunął, a ja potraciłam kontakty. Jednak teraz jest tak samo. Zmiany mojego zachowania zostały dobrze odebrane, ale wygląda to tak, że mogłabym nie istnieć. Zero spotkań, rozmów, czy czegokolwiek. Nawet moja wiadomość wysłana w celu dowiedzenia się czegoś została po prostu olana. Ale wciąż te deklaracje o tym, że jestem bliska, że ta przyjaźń jest ważna itd... Dlatego moja samotność jest jakby osamotnieniem. Nie mam problemu w nawiązywaniu też nowych kontaktów, ale zaraz potem jestem zapominana.
Immortal Salas teraz zauważyłam Twój post. Jeśli chcesz, to mogę się z Tobą skontaktować, tylko daj mi jakiś namiar.
Pomorzanko, chciałam z Tobą nawiązać kontakt mailowy, ale nie masz ustawionej w profilu takiej możliwości. Czy mogłabyś więc pierwsza do mnie napisać (poprzez mój profil)? Byłabym wdzięczna ![]()
Witajcie,
Właśnie się zarejestrowałam i nie wiem, co dalej:-) Jak pierwszoklasistka w nowej szkole....
Czuję się samotna, odstawiona na pobocze. Nie mam problemów interpersonalnych, lubię ludzi. Mam sporo znajomych, koleżanek a jednak największym przyjacielem jest komputer.
Od 4 lat wszytko obraca się tyłem do mnie. I chociaż czasami coś jest oczywiste, to nie w moim przypadku. Nie poddaję się. Nauczyłam się nie żalić, nie płaczę. Idę do przodu. Zwalczyłam strach, przestałam się bać. Nie nadużywam uwagi znajomych, wiem że teraz kiedy nie mogę nic załatwić, dać moje akcje spadły:-)
Mam obok moje dwa maluszki 4latka i 7latkę, kocham je bardzo i staram się zapamiętać każdy dzień z nimi, bo czas szybko mija i one za kilka lat pójdą swoimi drogami.
Nawet nie napiszę czego mi potrzeba, żeby się nie narzucać....Głupie wiem, ale tak mam. Mam wrażenie, że nikomu nigdy na mnie nie zależało, dla nikogo naprawdę nie byłam ważna i to jest chyba ta drzazga....
pozdrawiam Ania chętnie cię poznam ![]()
To jest tak,ze przyjaciele sa na zawsze a jesli odeszli tzn ze nie byli przyjaciolmi
Ja mogę pogadać jak ktoś chce
pisać na e-maila