W ubiegłą niedzielę, czyli 13 kwietnia, zaprosiliśmy moich rodziców na ślub i wesele. Kupiłam przepiękne zaproszenia, upiekłam z mamą pyszne ciasto. Oczywiście rodzice przyjęli zaproszenie. O godz. 3.45 mama weszła do mojego pokoju i powiedziała ?Tata umarł!?. Byłam chyba w takim amoku, że spokojnie wstałam z łóżka, podeszłam do łóżka rodziców, zawołałam tatę. Już wiedziałam że nie reaguje. Nie wiem skąd we mnie był ten spokój, ale wzięłam telefon, zadzwoniłam na pogotowie, spokojnie opisałam całą sytuację. Ba! Czekając na pogotowie zrobiłam jeszcze szybki porządek na stoliku. Przyjechali, zbadali go i stwierdzili zgon. Wypisali wszystkie kartki, poinformowali nas co mamy kolejno załatwić i gdzie. Jak pojechali to mama wzięła miskę z wodą i chciała go umyć i ubrać, a ja wyprasowałam mu ostatni raz w życiu koszulę. Byłam w takim szoku że zaczęłam wręcz wrzeszczeć na mamę że przez ostatnie miesiące był wrednym człowiekiem, że bardzo krzywdził nas psychicznie, że nie umiał z nami w spokoju żyć. Mama była tak samo zablokowana jak ja. Wszystko robiła bardzo spokojnie! Zanim przyjechała moja rodzina by jeszcze w domu się z nim pożegnać, to zrobiłyśmy sobie herbatę i rozmawiałyśmy o nim. A on leżał w łóżku w pokoju!!!! Potem załatwiliśmy wszystko. Pogrzeb był w środę. Ale ja nie umiałam płakać. Co prawda we wtorek trochę rozkleiłam się gdy moja siostra zaczęła mówić że jej syn czeka na jego zupki, że jej synek chciał mu zbudować pałac ze styropianu ? jej syn uwielbiał mojego tatę. W dzień pogrzebu spłynęło mi kilka łezek w kościele ale gdy go wkładali do grobu to nie czułam kompletnie nic. Wieczorem, po całym pogrzebie i stypie, jechałam zawieźć mojego narzeczonego do domu. Czułam że coś się we mnie zbiera ale nie umiałam wejść do niego i ryczeć jak głupia. Odjechałam zaledwie kilkanaście metrów i się rozpłakałam. Wróciłam do niego i zaczęłam płakać że jestem wyrodną córką, że nie potrafię przypomnieć sobie nic dobrego, że nie pamiętam nawet dzieciństwa ? a naprawdę z nim dużo czasu spędzałam. Mam w pamięci nadal tylko chwile ostatnich dni ? mój tata był po udarach, w pełni sprawny tylko bardzo nerwowy, agresywny, złośliwy niejednokrotnie. To bardzo mnie psychicznie skrzywdziło. I szczerze, mam wrażenie że go nie ma (i już nie będzie) ale jest mi trochę lżej ? co prawda zawsze był gdy wracałam z uczelni, zawsze gotował obiad, zawsze mi go podawał gdy wracałam do domu, zawsze dbał o moje (i całej naszej najbliższej rodziny) bezpieczeństwo, najważniejsze było to by najbliżsi mieli co jeść, mieli ciepło w domu i by było im bezpiecznie. Ale mam jakąś wewnętrzną blokadę. Nie potrafię wypłakać się przed mamą. Chciałabym być silna, ale czuję z dnia na dzień że niby uspokoiłam się bo nie ma awantur, nie ma nerwów związanych z tym że coś się źle zrobiło i zaraz tata będzie wrzeszczeć. I mimo tego że wewnętrznie się uspokoiłam to czuję tą pustkę bez niego, czuję że jestem nerwowa bo... właśnie nie wiem czemu. Jestem katolikiem który niekoniecznie chętnie chodzi do kościoła, ale jednak bardzo wierzę w to co jest po śmierci ? wierzę że tata jest teraz ?u aniołków?, że jest mu teraz dobrze, że czuwa nad nami, że nic go nie boli, że jest w końcu zdrowym człowiekiem!
Do tego wszystkiego mam lęki wieczorne ? boję się wejść do pustego, ciemnego pokoju. Muszę od razu wszędzie światła świecić. A mimo wszystko wiem że tata nas i tak by nie skrzywdził, że zawsze dbał o nasze bezpieczeństwo, że straszyć nas po nocach nie będzie!
A teraz moje pytanie ? czy ten brak płaczu jest prawidłową oznaką? Dopiero dzisiaj do mnie doszło że go z nami nie ma. Ale nadal nie umie w pełni tej myśli do siebie przyjąć. Chyba moja psychika nadal czuje że on jest póki co w szpitalu, że wróci, że to tylko chwilowe. Ale najgorsze jest to że jestem zrozpaczona że nie damy sobie rady we dwie z mamą, że mamie się coś stanie i nie dam sobie sama rady. Poradźcie mi coś..
Podobne tematy
Każdy reaguje inaczej. jedni działaja jak maszyny- zadaniowo podchodza do sytuacji. Drudzy płaczą i się rozklejaja a jeszcze inni troche popłakują a potem ładnie na stypie wspominają. Są też tacy którzy wypieraja śmierć lub sa źli.
Ile ludzi tyle reakcji.
Ważne jest żeby przejść etapy żałoby i dalej żyć. Chowanie urazy do osoby zmarłej lub osoby żyjącej w stosunku do zmarlego nie ma sensu. Płacz i żałoba mają sens.
Jeśli trudno Ci płakać po ojcu teraz- daj sobie czas. Kochałaś i bylaś kochana- to najważniejsze.
U mnie sytuacja była podobna- 8 lat temu nagle zmarła moja mama - we własnym łóżku. Powiedział mi o tym ojciec o 5: 30 rano, gdy znalazł ją szykując się do pracy. Moja reakcja była niemal taka sama jak twoja- ojciec stał przy kominku i ryczał jak bóbr, brat wybiegł z pokoju z krzykiem i próbował ją budzić...a ja...ja sprawdziłam puls- choć po oczach widziałam, że nie żyje kilka godzin- wziąłam telefon- zadzwoniłam po pogotowie, karawan, do starszej siostry. Wszystko spokojnie- BEZ CIENIA EMOCJI. Do dziś siostra mówi, ze wtedy przestraszyła się mojego tonu, że brzmiałam jak "nie ja"- spokojne- "mama nie żyje, przyjedź"- u osoby u której na codzień emocje aż kipią. I tak było do samego pogrzebu. Po nim rozkleiłam się i po raz pierwszy zapłakałam.
Dziś wiem, że to był szok. Tak duży, że zablokował wszelkie emocje. Ja ryczę na wiadomość o smierci wujków, babć, koleżanek...A gdy odeszła najbliższa osoba, nie umiałam płakać....
Ze śmiercią tak bliskiej osoby trzeba się oswoić. Ból nie mija nigdy, tylko z czasem maleje, ale tęsknota pozostaje.
Ja długo myślałam, że mama jest gdzieś na długich wakacjach- i wróci któregoś pięknego dnia. Po prostu stanie w drzwiach i ją przytulę. Długo miałam numer jej komórki w telefonie- czasem gdy coś ważnego się działo, łapałam się na tym, że chcę do niej zadzwonić... Paradoksalne- bo przecież widzialam ją martwą, byłam na pogrzebie...Jednak nasza podświadomosć w jakiś sposób nie dopuszcza tej myśli, jednej z najgorszych przecież myśli, że ktoś kogo kochamy już nie istnieje.
Ja dużo chodziłam na grób- tam mówiłam to, czego nie zdążyłam jej powiedzieć za życia. A było tego sporo. To mi pomagało.
Lęk o mamę jest naturalny. Ja bardzo długo się bałam, że i ojcu coś się stanie. Wcześniej wydawało mi się, że nie spotka mnie śmierć rodzica- tak nagła i wczesna- mama miała 52 lata. Wierzyłam, że dożyje starości, że długo będziemy razem. Z jej śmiercią wzrósł lęk o życie nie tylko mojego ojca ale i rodzeństwa, mojego dziecka, wreszcie o własne życie. Jest to bowiem moment, gdy zatrzymujemy się na chwilę i uświadamiamy sobie, że kazdego to czeka. Na codzień niby to wiemy, ale nie zagłębiamy się w takie myśli. Śmierć kogoś bliskiego takie myśli wyzwala.
Wszystkie twoje reakcje i uczucia są normalne. Każdy przechodzi etapy żałoby po swojemu. Z czasem to wszystko ucichnie, wrócisz do życia, jakie prowadziłaś.
a czy takie totalne niezwracanie uwagi na to że taty już z nami nie ma jest normalne?
jestem niesamowicie spokojna, nie potrafię nawet się rozpłakać że go nie ma..
coś się we mnie zablokowało....
a czy takie totalne niezwracanie uwagi na to że taty już z nami nie ma jest normalne?
jestem niesamowicie spokojna, nie potrafię nawet się rozpłakać że go nie ma..
coś się we mnie zablokowało....
Każdy inaczej przechodzi żałobę. Twój tata zmarł niedawno ,sądzę ,ze jesteś cały czas w wielkim szoku ,nie wierzysz ,ze Twojego taty nie ma już z Wami,widzisz oczami wspomnień jak siedzi np na swoim ulubonym fotelu ,albo jak chodzi po mieszkaniu,przynajmniej ja tak miałam. Mi tata zmarł rok temu ,też bardzo nagła śmierć,pojechał do miasta na zakupy,stracił przytomność,runął na chodnik,przyjechała karetka ,odzyskał przytomność ,rozmawiał z moja mama ,wieczorem z mama i siostrą wybieraliśmy się do taty do szpitala ,go reanimowali...Strasznie to przeżyłam ,gdy lekarz powiedział,ze tata nie żyje wybuchnełam wielkim płaczem,a potem w ogóle nie płakałam,czułam taką ogromną pustkę ,niedowierzanie ,nic do mnie nie docierało,dopiero po pogrzebie ,kiedy najbliższa rodzina porozjechała się do swoich domów ,kiedy wróciliśmy do normalności z mama ...ale już bez taty ,płakałam płakalam płakałam.
Musisz najpierw ochłonąć ,żałoba składa się z paru faz ,każdy je przechodzi kto stracił bardzo bliską osobę.
Jestem tu po raz pierwszy i wiem że to co napiszę może sie wielu osobom nie spodobać i możecie mnie negatywnie ocenić. Z moim partnerem byłam 15 lat. Nie mieliśmy ślubu. Od pięciu lat nie układało nam się i bylo bardzo źle przez chorą zazdrość do której nigdy nie dałam mu powodów, przez alkohol który łączył z bardzo silnymi lekami. Od poczatku naszej znajomości ciagle był zazdrosny, ale ostatni okres byl koszmarem, wszędzie szukał kochanków, do tego stopnia że nie mogłam zostać sama w domu lub pójść po zakupy,a do pracy potrafił w ciągu dnia po 100 razy dzwonić. Nie mówięć już o tym, że o wyjściu do koleżnki nie było mowy bo chciał iść razem. Mam córkę z pierwszego małżeństwa która w tym roku zdawała maturę. W końcu po kolejnej awanturze wyrzuciłam go z domu. Nie miałam juz siły. Tylko ja pracowałam on był na rencie. Utrzymywałam sama dom, ogród, samochód. Mimo wszystko dbałam o Niego jak tylko mogłam. Każdy mi mówił co ja robię, dlaczego tak sie poświęcam. Odpowiedź była jedna. Kochałam Go. Poszedł na stancję. Myślałam że sie opamięta, przeprosi i będziemy życ inaczej tak jak kiedyś. Jednak tak się nie stało. Po prawie trzech miesiącach od rozstania dostałam w nocy telefom że On nie żyje. Najprawdopodobniej nie wziął leków a pił alkohol. I sie zaczęło. Nie mieliśmy ślubu więc Jego syn żeby zemścić się na mnie, że Go zostawiłam sam zorganizował pogrzeb mimo, że podawał Ojca do Sądu i nie utrzymywał z Nim kontaktu od 14 lat. Wszyscy obarczyli mnie winą za to co się stało. Na domiar złego w poniedziałek był pogrzeb, a w sobotę mój siostrzeniec się żenił. Poszłam na ślub i wesele za namową rodziny chociaż było mi bardzo ciężko. I chyba dołożyłam ludziom temat do plotek. Mimo że nie byliśmy razem patrzyli na mnie jak na trędowatą. Teraz wiem że lepiej byłoby żebym została w domu sama. Żeby to wszystko nie było takie proste ojciec mojej córki mieszka w Niemczech i z córką przez 14 lat nie chciał sie widzieć. od dwóch lat utrzymuje z Nią kontakt i stara sie nadrobić stracony czas. Trzy dni po pogrzebie przyjechał do nas zapytać się w czym może pomóc. Jak go zobaczyli moi rodzice to znowu się zaczeło. Jak mogę go wpuścić do swojego domu. Ledwo miałam pogrzeb, a nastepny sie kręci. I nie idzie im wytłumaczyć. Obarczyli mnie też tym wszystkim co sie stało. Jak będe dalej żyła nie wiem. Wiem jedno w tej chwili jest strasznie samemu i nie mam siły wstawać rano do pracy. Nie planowałam takiego życia a jednak stało się.
7 2017-06-17 19:45:43 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-06-17 19:50:28)
.