Hej wszystkim. Ostatnimi czasy borykam się z pewnym problemem. Żeby nie zanudzać ogólnie opiszę sytuacje. Po kilku latach związku moje uczucia do partnera się wypaliły w związku z czym postanawiam przeprowadzić z nim rozmowę i zakończyć ten związek. Jednak mam pewne obawy, jedną z nich jest strach przed samotnością, a drugą jest mi żal mojego partnera, jestem osobą bardzo wrażliwą dlatego jeszcze w tym tkwie starając się uszczęśliwić go swoim kosztem. Przez tą całą sytuacje zwątpiłam i mój mózg wymyślił ze skoro od niego nie odchodze to może wciąż go kocham..Ale ja już wiem że ten związek nie ma przyszłości..I tak każdego dnia bije się z myślami..Możecie mi coś pomóc, jakoś doradzić?
Podobne tematy
Skoro:
- Twoje uczucia do partnera wypaliły się
- tkwisz w tym związku jedynie ze strachu przed samotnością i współczuciem dla partnera (?)
- ponosisz jedynie koszty bycia w związku
- uszczęśliwiasz (skąd to przekonanie?) partnera (?) wbrew sobie
- wiesz, że związek ten nie ma przyszłości,
to na czym polega problem?
Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, porozmawiaj z osobą, którą nazywasz partnerem (napisałam, że go nazywasz, bo naprawdę nie traktujesz go jako swego partnera) i spytaj o to, czy decyduje się na dalsze trwanie związku, w którym jesteś z lęku o własną przyszłość. Zapytaj go, czy chce być dalej uszczęśliwiany przez Ciebie, osobę użalającą się nad nim.
Właśnie cały problem polega na tym, że jestem raczej osobą która nie potrafi wprost porozmawiać o tym co czuje.. a tym bardziej powiedzieć mu że go nie kocham czy cokolwiek..nie potrafie też tak z dnia na dzień może zmienić swojego życia, a te myśli że go skrzywdziłam, że on sobie nie radzi itp mnie zadręczą.. już mnie dręczą ilekroć myśle o rozstaniu
A może, choć na chwilę, przestań zajmować się i przejmować własną osobą?
Może przestań uważać siebie za osobę, bez której inna sobie nie poradzi (cokolwiek przez to "poradzenie" rozumiesz)?
Cierpisz, że go skrzywdziłaś? Jest na to sposób. Przestań krzywdzić go dalej.
Masz kłopot z powiedzeniem mu prawdy? Daj mu do przeczytania swe posty, problem będziesz miała rozwiązany.
Hej wszystkim. Ostatnimi czasy borykam się z pewnym problemem. Żeby nie zanudzać ogólnie opiszę sytuacje. Po kilku latach związku moje uczucia do partnera się wypaliły w związku z czym postanawiam przeprowadzić z nim rozmowę i zakończyć ten związek. Jednak mam pewne obawy, jedną z nich jest strach przed samotnością, a drugą jest mi żal mojego partnera, jestem osobą bardzo wrażliwą dlatego jeszcze w tym tkwie starając się uszczęśliwić go swoim kosztem. Przez tą całą sytuacje zwątpiłam i mój mózg wymyślił ze skoro od niego nie odchodze to może wciąż go kocham..Ale ja już wiem że ten związek nie ma przyszłości..I tak każdego dnia bije się z myślami..Możecie mi coś pomóc, jakoś doradzić?
Co to znaczy "wypaliły"?
Jaki jest Twój partner?
Zmienił się z czasem?
Wpaliły czyli nie tęsknie, nie potrzebuje jego bliskości, czułości..
On jest dla mnie bardzo dobry, czuły nigdy mnie nie skrzywdził był taki od początku i nadal jest taki..
Ja nie martwie się swoją osobą, bardziej martwie sie nim, wiem ze on mnie bardzo kocha....
Wpaliły czyli nie tęsknie, nie potrzebuje jego bliskości, czułości..
On jest dla mnie bardzo dobry, czuły nigdy mnie nie skrzywdził był taki od początku i nadal jest taki..Ja nie martwie się swoją osobą, bardziej martwie sie nim, wiem ze on mnie bardzo kocha....
A czego potrzebujesz? Może będzie mógł się nauczyć tego rodzaju czułości jakiego pragniesz?
Może ma jakieś wady?
Na chwilę obecną nie ma żadnych wad.. może to wydawać się niemożliwe ale ma same zalety dlatego tak ciężko jest mi to zakończyć. Może boję się ze juz nie znajde kogoś tak wspaniałego. Ale z drugiej strony ja już nic do niego nie czuję tak mi sie bynajmniej wydaje.. skoro zastanawiam sie od dluzszego czasu czy ja w ogole go kocham, tak jak juz wczesniej powiedzialam nie tesknie, jak sie widzimy tylko mam ochote zeby ten czas jak najszybciej zlecial, nie jestem w stosunku do niego czula i w sumie nawet nie próbuje tego naprawić, nie mam jakoś na to ochoty..
nie wiem co jest ze mną..
A czy nie widzisz, że oszukując swojego partnera, go krzywdzisz? Przecież on mógłby ułożyć sobie życie z kimś, kto go będzie kochać, a nie marnować go na związek, który jest fikcją.
wiem że teraz go krzywdze moze i nawet jeszcze bardziej.. może też nie potrafie uświadmić sobie tego że naprawde go nie kocham, bo miewam chwile zwątpienia..
wiem że teraz go krzywdze moze i nawet jeszcze bardziej.. może też nie potrafie uświadmić sobie tego że naprawde go nie kocham, bo miewam chwile zwątpienia..
Ile Masz lat ?
mam 21 lat
Na chwilę obecną nie ma żadnych wad.. może to wydawać się niemożliwe ale ma same zalety dlatego tak ciężko jest mi to zakończyć. Może boję się ze juz nie znajde kogoś tak wspaniałego. Ale z drugiej strony ja już nic do niego nie czuję tak mi sie bynajmniej wydaje.. skoro zastanawiam sie od dluzszego czasu czy ja w ogole go kocham, tak jak juz wczesniej powiedzialam nie tesknie, jak sie widzimy tylko mam ochote zeby ten czas jak najszybciej zlecial, nie jestem w stosunku do niego czula i w sumie nawet nie próbuje tego naprawić, nie mam jakoś na to ochoty..
nie wiem co jest ze mną..
Może to problem natury medycznej? Depresja?
Czy go lubisz?
Tak lubie go, nawet czasami zastanawiam sie czy ja go nie kocham skoro nie potrafie odejść.. Ale gdybym go kochała to nie zastanawialabym sie nad tym.. skoro nie tesknie itd to coś znaczy prawda? przez to wszystko mam mętlik w głowie nie wiem co robić..
Powinnaś z nim porozmawiać. Jesteś w końcu dorosła. Przestań się zasłaniać tym, że on taki dobry i nie chcesz go zranić, bo prawda jest bliższa temu, że nie chcesz być sama i trzymasz się go tak na zapas. Co jest niesamowicie egoistyczne.
Dobrze powiedziane.. To że trzymam się go na zapas jest prawdą, tylko nie potrafie sobie wytlumaczyc dlaczego..
No, bo spędziłaś z nim kilka lat i trochę zapomniałaś jak to jest bycie singielką. I boisz się teraz, bo każdy z nas boi się nieznanego. Wierz mi jednak, nie ma sensu tkwić w czymś TYLKO dlatego, że boisz się innej opcji.
Młodziutka jesteś. Znajdziesz jeszcze partnera, którego będziesz kochać.
A ja wręcz przeciwnie przez to wszystko czuje sie taka stara, bezwartowściowa, bez chęci do życia..
Nie rozśmieszaj mnie. 21 lat to naprawdę młody wiek. Ja się rozstawałam z byłym mężem po trzydziestce, a jakoś dziś mam kochanego partnera i udane życie.
Tak lubie go, nawet czasami zastanawiam sie czy ja go nie kocham skoro nie potrafie odejść.. Ale gdybym go kochała to nie zastanawialabym sie nad tym.. skoro nie tesknie itd to coś znaczy prawda? przez to wszystko mam mętlik w głowie nie wiem co robić..
Nie, to nie musi być prawda. Zdajesz sobie sprawę, że uczucia przemijają? Czy myślisz, że zawsze będziesz kochać swojego męża, kimkolwiek on będzie?
Powinnaś spróbować jeszcze czegoś, dać sobie czas, chyba, że gdzieś Ci się spieszy.
Czy możesz odwzajemnić jego kochanie do Ciebie. Kochać to coś robić. Czy możesz pisać do niego tak jak było za czasów gdy "czułaś", odwzajemniać jego gesty przywiązania itd.? Rób, nie roztkliwiaj się nad tym, że uczucie minęło. Co Ty na to?
Ja poprostu nie mam na to ochoty, jak on zaproponował mi żebym czasami napisala mu jakiegoś fajnego smsa czy cokolwiek i jeżeli to robiłam to było to dla mnie bardzo sztuczne, tak samo z pocałunkami.. kilka dni temu zaproponowalam mu przerwę w związku jednak on twierdzi że przerwa nic nie pomoże.. nie wiem co o tym myśleć
Rozstać się. Chyba to oczywiste.
Rozstać się wiem. Ale jak sie rozstać jak o tym pomyśle popatrze na prezent jakis od niego czy dostane od niego smsa i po prostu wymiękam..
A wolisz spędzić następne parę lat w fikcyjnym związku?
Jeśli uważasz że problem tkwi w Tobie pójdź do psychologa. Ja w chwili obecnej jestem po drugim wieloletnim związku i ten sam problem na karku co Ty. To nie pierwszy raz, wcześniej tak samo mi się zdarzało. Warto popracować nad sobą.
a jak u Ciebie wyglądała sytuacja? też było Ci żal i postanowiłaś dać choć troche szczescia partnerowi, będąc przy tym nieszczęśliwa i dusząc sie w zwiazku?