Witajcie..
Od dłuższego czasu nie jestem w najlepszej kondycji psychicznej. Oczywiście wiem, że moje życie mogłoby być gorsze, a także że wiele innych ludzi jest w znacznie gorszej sytuacji. Nie piszę dlatego, że chcę zrobić z siebie ofiarę, ani żeby ktoś mi współczuł czy też pisał miłe słówka żebym choć na chwilę poczuła się lepiej. Postanowiłam napisać, bo jest coraz gorzej, coraz ciężej znoszę samą siebie, a kiedy myślę o przyszłości, to nie mam nadziei że będzie lepiej. Wiem, że to brzmi jakbym przeżyła jakąś katastrofę, jakby moje życie załamało się w jednej chwili. Nie jest tak. Mam wrażenie, że sama nie radzę sobie z życiem, a tego nigdy bym się po sobie nie spodziewała.
Zawsze dobrze się uczyłam, nie sprawiałam większych kłopotów rodzicom i od kiedy pamiętam, myślałam o konsekwencjach jakie przyjdą po każdej mojej decyzji. Nie twierdzę, że nie robiłam głupot. Oczywiście zdarza się to do dziś. Ale kiedy porównywało się mnie do moich rówieśników, to odpowiedzialnością zawsze od nich odbiegałam. Może to własnie tu zaczął się mój problem?
Obecnie kończę pierwszy semestr studiów. No właśnie.. Nie jestem pewna czy skończę.. do końca tygodnia mam trzy egzaminy. A nie widzę możliwości że je zaliczę. A ja siedzę tu, bo nie mam już siły na dalszą naukę.
W sobotę pokłóciłam się z rodzicami.. To chyba już mnie przeciążyło, bo od tamtego dnia nie mogę się skupić na niczym. Jestem ciągle zmęczona.. całe dnie pije kawę, czasem muszę się wspomagać tabletkami, żeby w ogóle czegoś się nauczyć. Nie mam już nawet ochoty spotkać się z moimi przyjaciółkami, które są naprawdę wspaniałe.. Wiem, że mogę im wszystko powiedzieć.. ale mimo to tego nie zrobię. Jestem z tych ludzi, którzy głęboko wierzą, że nie mogę zawracać głowy swoimi problemami. Sama sobie poradzę. Oczywiście w drugą stronę to nie działa. Wszyscy wiedzą, że jak mają problem to od razu mogą do mnie przyjść.
Wracając do tematu... są dni, że jest naprawdę dobrze. Ale są też takie jak cały ostatni miesiąc, że nie chce mi się żyć. Kiedy rano się budzę, modlę się żeby był już wieczór. Nie chcę rozmawiać z ludźmi i udawać, że wszystko jest świetnie. Kiedy tylko na chwilę usiądę od razu zbiera mi się na płacz.. Ale nie z jakiegoś konkretnego powodu, po prostu z poczucia bezradności. Nie ważne jest to jak bardzo się staram bo i tak nic mi się nie udaje. Ostatnimi czasy najchętniej ukrywam się przed ludźmi, i tymi znajomymi i tymi obcymi. Nie chcę żeby ktoś widział jak bardzo jestem beznadziejna. Na uczelni ledwo ciągnę, moje życie towarzyskie (a w szczególności uczuciowe) to wielka porażka. Uśmiecham się do ludzi, którzy z dumą twierdzą, że mnie znają, ale nie widzą, że tak naprawdę nie mam ochoty wyjść z łóżka. Nigdy nie miałam myśli samobójczych, bo przecież tylko tchórze chcą się zabić.. Ale ostatnio chodzi mi po głowie.. o ile łatwiej by było, gdyby po prostu mnie nie było.
Nie liczę na wielką pomoc, zaangażowanie, ani właściwie na nic. Oczywiście będzie mi bardzo miło jeśli ktoś będzie chciał pogadać, czy cokolwiek. Napisałam, bo myślałam że będzie mi lżej ze samą sobą. Chociaż kończąc ten post wcale lepiej się nie czuję.
Dobranoc
Podobne tematy
2 2014-02-18 01:15:33 Ostatnio edytowany przez takiwiatr (2014-02-18 01:16:51)
Może po prostu jesteś wyczerpana, dużo ostatnio się uczyłaś, pewnie mało spałaś, jadłaś byle co, piłaś dużo kawy, żyłaś w napięciu. Przez to też stałaś się drażliwa, a później się obwiniasz. Zacznij od tego, że się dobrze wyśpisz, jutro zadzwoń do rodziców i powiedz, że ostatnio przez sesję jesteś drażliwa. Mam wrażenie, że jesteś typem perfekcjonistki, przed egzaminem się zadręczasz, mówisz że nic nie umiesz a później dobrze zdajesz.
Mi to wygląda na depresję.
Myślałaś może o skorzystaniu z pomocy psychologa?
Kiedy rozpoczęłam liceum czułam się podobnie jak ty. U mnie było inaczej, bo wiadomo, że liceum to nie to samo co studia, ale mimo to przytłoczył mnie nawał obowiązków i zmian. Byłam zupełnie odizolowana od klasy, mimo, że starałam się z ludźmi zaprzyjaźnić, dawne znajomości odeszły zaś w niepamięć, bo w innych szkołach koleżanki poznały nowych ludzi, zostałam więc sama. Miałam też kryzys osobowości, ale to dłuższa historia. Wszystko to zaważyło na mojej przyszłości i obecnym życiu. U mnie też zaczęło się od zmęczenia, niechęci, a skończyło na dwóch latach wizyt u psychiatry bo wpadłam w silne stany depresyjno-lękowe i potrzebowałam pomocy z zewnątrz.
Może wizyta u dobrego psychologa mogłaby ci pomóc? Wbrew pozorom, psycholog nie jest tylko "dla czubków", czasem warto się wygadać i otrzymać porządne rady.
Może.. Pewnie macie rację z tym psychologiem. Ale nie oszukujmy się ja jestem tylko studentką. Nie stać mnie na fachową pomoc. A uwierzcie mi, że jeśli zwrócę się do rodziców, aby pomogli mi znaleźć taką pomoc to mnie wyśmieją, że robię z siebie nienormalną. Tak to już u mnie jest, że obojętnie co mi dolega, staram się poradzić z tym sobie sama.
Są bezpłatni psychologowie, wizyta kosztuje bodajrze od 50- 100 zł, a jak pójdziesz do człowieka z dusza to na pewno weźmie taniej. Chcesz porozmawiać? Pomogę Ci! Wystarczy trochę wiary. Miałam takie same problemy.
7 2014-02-18 12:42:13 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-02-18 12:42:54)
annie94
To wszystko troszkę sprowadza się do tego, że może za bardzo chcesz żyć zgodnie z czyimiś oczekiwaniami.
Czujesz dużą presję, odpowiedzialność... chyba też tak trochę jakbyś nie mogła żyć własnym życiem.
Oczywiście tego nie wiem na pewno... ale może spróbuj zastanowić się nad tym, czego TY chcesz.
Czy te studia to Twój wybór?
A nawet jeśli nie zaliczysz, to co z tego?
Czy zawsze musisz być taka idealna?
Pozwól sobie na pewien luz i spróbuj znaleźć SWOJE cele.
Młodość daje tak wiele możliwości, to dopiero początek drogi ![]()
W życiu tak naprawdę wszystko może się zmienić z dnia na dzień.
A jeśli jest ci baardzo źle, popytaj o psychologa na uczelni. Warto się spotkać, bo depresja to taka sama choroba jak inne.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie ![]()
Studiujesz, na niektórych uczelniach studenci mają zapewnioną darmową opiekę medyczną i psychologiczną. Przynajmniej na mojej byłej uczelni tak było. Potrzeba było tylko skierowania od lekarza rodzinnego (nie wiem po co, psycholog to nie lekarz przecież) i nic więcej, wszystko było darmowe.
Nie jestem pewna czy potrafię opowiedzieć komuś prosto w twarz o tym jak się czuję. Zawsze kiedy mówiłam komuś o tym jak widzę sytuację, jak wyobrażam sobie przyszłość i jak odbierałam zachowanie innych, starałam się zrobić to tak, aby najpierw wyczuć jak powinno to brzmieć.
Bardzo żałuję, ale wszyscy w mojej rodzinie myślą, że jestem niesamowicie inteligentna, uzdolniona i nie wiadomo jak dobrze radzę sobie ze wszystkim. A ja zwyczajnie sobie nie radzę i tylko udaję, żeby tylko nikogo nie zawieść. To żałosne, wiem. Jednak nie mogę robić rzeczy których naprawdę chcę, bo zdaję sobie sprawę że wszyscy na mnie liczą. I w końcu wychodzi na to, że sama z siebie muszę często rezygnować.
Kiedy przychodzi moment, że mam sama podjąć jakąś decyzję, to odczuwam tak wielki stres że kogoś zawiodę, że nie wybieram tego co ja bym chciała. Wiem że to złe, ale jak tylko zaczęłam sama podejmować decyzje, już tak było. Szkoda tylko, że sprawia to że staję się nieszczęśliwa. A to z kolei wprowadza mnie w obecny stan.
Nie mam odwagi powiedzieć innym jak jest naprawdę.
Przeraża mnie to, że sama sobie robię krzywdę...
Deprecha. idz do lekarza i sporobuj przewartosciowac swoje zycie
11 2014-02-18 22:09:48 Ostatnio edytowany przez Picea (2014-02-18 22:16:25)
annie94 psycholog przyjmuje za darmo i bez skierowania w Przychodni Zdrowia Psychicznego - poszukaj takiej w swoim mieście, rozmowa z fachowcem może Ci dużo pomóc, nic nie tracisz a możesz zyskać, może będziesz robiła test osobowościowy - dowiesz jakie masz mocne cechy charakteru i jakie predyspozycje oraz nad czym powinnaś popracować.
Poza tym nie można żyć na pokaz - co powiedzą inni?! Przecież to Twoje życie i Ty masz realizować swoje cele (nie rodziców i ciotek). Myślę, że jesteś przemęczona i zestresowana sesją i na dodatek może nie umiesz odpoczywać. Uważam, że dużo tracisz ukrywając swoje problemy. TY się tylko eksploatujesz a kiedy ładujesz swoje akumulatorki?
"starasz się wyczuć jak powinno brzmieć" - Czy nie powinnaś mówić jak coś czujesz? Jak myślisz? Jak przeżywasz? Reakcje pozostaw słuchaczom. I tak nikt bardziej od Ciebie nie będzie przeżywał Twoich problemów.
Ty dopiero zaczynasz życie więc nie ma mowy o końcu. A myśli o samobójstwie to pojawiają się dlatego, że chciałabyś skończyć z tym co Ciebie wprawia w taki dołujący nastrój. Samobójstwo przypomina ?leczenie przeziębienia bombą jądrową?. Decyzja o targnięciu się na życie w dużej mierze zależy od sposobu postrzegania zdarzeń. Powinnaś trochę zmienić sposób patrzenia/myślenia. Problemy przekształć w zadania, które trzeba rozwiązać.
Pozdrawiam
Nie jestem pewna czy potrafię opowiedzieć komuś prosto w twarz o tym jak się czuję. Zawsze kiedy mówiłam komuś o tym jak widzę sytuację, jak wyobrażam sobie przyszłość i jak odbierałam zachowanie innych, starałam się zrobić to tak, aby najpierw wyczuć jak powinno to brzmieć.
Bardzo żałuję, ale wszyscy w mojej rodzinie myślą, że jestem niesamowicie inteligentna, uzdolniona i nie wiadomo jak dobrze radzę sobie ze wszystkim. A ja zwyczajnie sobie nie radzę i tylko udaję, żeby tylko nikogo nie zawieść. To żałosne, wiem. Jednak nie mogę robić rzeczy których naprawdę chcę, bo zdaję sobie sprawę że wszyscy na mnie liczą. I w końcu wychodzi na to, że sama z siebie muszę często rezygnować.
Kiedy przychodzi moment, że mam sama podjąć jakąś decyzję, to odczuwam tak wielki stres że kogoś zawiodę, że nie wybieram tego co ja bym chciała. Wiem że to złe, ale jak tylko zaczęłam sama podejmować decyzje, już tak było. Szkoda tylko, że sprawia to że staję się nieszczęśliwa. A to z kolei wprowadza mnie w obecny stan.
Nie mam odwagi powiedzieć innym jak jest naprawdę.
Przeraża mnie to, że sama sobie robię krzywdę...
annie94
Nie jestem pewna czy potrafię opowiedzieć komuś prosto w twarz o tym jak się czuję. Zawsze kiedy mówiłam komuś o tym jak widzę sytuację, jak wyobrażam sobie przyszłość i jak odbierałam zachowanie innych, starałam się zrobić to tak, aby najpierw wyczuć jak powinno to brzmieć.
Najpierw zrozum, że masz absolutne prawo do nazywania uczuć i tego jak widzisz sprawy tak, jak Ty to czujesz. Nie zastanawiaj się nad tym, jak to powinno brzmieć. Idź i po prostu zacznij - a później to z ciebie wypłynie. I nie wolno ci myśleć, że to ma tak czy inaczej brzmieć
Bardzo żałuję, ale wszyscy w mojej rodzinie myślą, że jestem niesamowicie inteligentna, uzdolniona i nie wiadomo jak dobrze radzę sobie ze wszystkim. A ja zwyczajnie sobie nie radzę i tylko udaję, żeby tylko nikogo nie zawieść. To żałosne, wiem. Jednak nie mogę robić rzeczy których naprawdę chcę, bo zdaję sobie sprawę że wszyscy na mnie liczą. I w końcu wychodzi na to, że sama z siebie muszę często rezygnować.
Myślą tak z jakiegoś powodu. Na pewno byłaś świetną uczennicą, zawsze rozsądną... super. Ale odczuwałaś straszną presję, aby taką być. I ten ciężar w tobie narastał. Tylko czy żyjemy dla innych i dla ich wyobrażeniach o nas? Wszyscy na ciebie liczą - ale ty musisz zacząć myśleć o sobie. To twoje życie. Spróbuj pomyśleć JA a nie MY.
Wiem że nie powinno tak być. Ale nie mogę się przełamać. Nie mogłabym postawić siebie wyżej niż innych, nie stawiam siebie nawet na równi z nimi. Często wolę sobie czegoś odmówić, zrezygnować z własnej przyjemności po to, aby ktoś inny na tym skorzystał, żeby sprawić mu przyjemność. Źle to brzmi, ale czuję, że nie jestem tak ważna jak inni. Czasem, kiedy mam gorsze dni, myślę sobie że gdyby mnie nie było, to życie moich bliskich nie zmieniłoby się tak bardzo. Więc po co zawracać im głowę swoimi błahymi problemami.
Annie, naprawdę polecam poradę specjalisty.
To nie boli - a jeśli w trakcie stwierdzisz, ze ci to nie odpowiada, możezsz po prostu wyjść
Świetnie Cie rozumiem, napisz do mnie na meila, 3maj sie cieplo:*