.....zasłużyłam na nią...
Podobne tematy
Rozumiem Cię świetnie, żadnej z Nas nie jest łatwo. Ale potrafimy sobie radzić i w takiej sytuacji no i nie jest wykluczone że ktoś jeszcze na Ciebie nie czeka. Zapraszam do naszej forumowego wątku zw. z rozstaniem. Głowa do góry, jeszcze zaświeci słoneczko.
przez zbyt długie przykre przezycia zrobiłam sie zgorzkniała,nie chce być taka,widzę jakie błedy popełniam i nie panuje nad tym.
Przynajmniej teraz będziesz mądrzejsza.
.....zasłużyłam na nią...
dlaczego siebie tak surowo oceniasz?
Dlaczego uważasz że na nie zasługujesz? Jeśli widzisz swoje błędy to połowa drogi do stania się lepiej. Pracuj nad sobą, nie odtrącaj ludzi. Powoli i do przodu a twój świat znów zapełni się ludźmi.
Albo odkup swe winy pracą na budowie sierocińca.
żadna z nas nei jest idealna, pouczamy,krytykujemy.
co zrobilas?
ja tez zrobilam wiele zlego, cóż, życie.
Czesc Tosia,
Samotnosc moze miec wiele twarzy. Moze byc cisza i monotonia, moze byc rowniez zwiazana z koncem jednego i przejsciem do drugiego etapu zyciowego, ktore to przejscie laczy sie z tak zwana destabilizacja wewnetrzna i odnalezieniem siebie na nowych podstawach.
Czesto ten okres przejsciowy zawiesza sie w czasie tak zwanym "martwym" gdzie nikogo nie ma tylko my ze soba i to najbardziej boli, bo wlasnie jestesmy takim "stadem" ktore sie obwinia. Obwiniamy sie za wszystko co nam kiedys nie wyszlo, i panikujemy, bo ten stan samotnosci w winie traktujemy jak wyrocznie.
Trudno mi sie wypowiedziec tutaj do ciebie, bo nie znam charakteru twojej samotnosci.
Byloby dobrze gdybys zechciala blizej ja opisac, bysmy mogly wymienic nasze spostrzezenia.
Na przyklad, jak ktos zaczyna od zdania: ".............zasluzylam na nia.....", to jest to tylko stwierdzenie stanu i to nie byle jakie stwierdzenie, bo jest w tym stwierdzeniu samokarcenie sie, wiec? Czy nalezy traktowac twoj post jako sygnal, pomozcie mi, podyskutujcie ze mna, wysluchajcie mnie, czy twoja samotnosc jest wlasnie taka jak to stwierdzenie krotkie, mocne i zawieszone w prozni, jak alarm dla innych, ale bez tresci?
Z sympatia
Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.
Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.
Czasem ta ucieczka odmilosci wychodzi na dobre
Nie ma lekko
bywają gorsze dni co zrobić ...
ale co było i nie jest nie pisze się w rejestr;)
POZDRAWIAM