Cześć. Jestem tu nowa,też jestem żoną hazardzisty. Mój mąż gra od 4lat,mamy długi mimo iż on dobrze zarabia,ja mam swoje pieniądze to i tak jest mało. Mój mąż przyznał że ma problem i sam znalazł dla siebie miting na który dziś pojechał po raz pierwszy. Problem w tym że zamknął się z tym tematem i nie chce ze mną o tym rozmawiać,znalazł dla siebie forum hazardzistów i tylko z nimi o tym rozmawia a mnie traktuje jak wroga w tym temacie. Wie że mi na nim zależy i chce mu pomóc,że nie zostawię go z tym samego ale w żaden sposób nie mogę do niego dotrzeć. Czy dać mu samemu uporać się z demonem czy naciskać i walczyć z tą ciszą. Ps. On ogólnie nie jest wylewny do rozmów ale to co teraz się dzieje mnie przeraża i trochę irytuje.
Podobne tematy
Jeżeli widzisz efekty to go z tym zostaw. Facet jak ma problemy to się zamyka. Możesz mu powiedzieć, że chciałabyś, żeby się z Tobą tym podzielił, ale nie naciskaj, bo go to będzie bolało.
P. S. Przyznał, że ma problem, szuka pomocy na zewnątrz, więc nie jest z nim najgorzej o ile to nie jest ściema.
marioosh666 Witam i dziękuję za odzew. Ściemą to nie jest bo był zawieziony przez odpowiednią osobę (nie mnie) i pokazał dowód że tam był mimo iż nie prosiłam.
A czy on nie odsunie się za daleko ode mnie myśląc że nie interesuje mnie jego problem??? Bardzo kocham mojego męża i mimo wszystkiego co nas spotkało,mimo długów,kłótni nie zostawię Go z tego powodu,bo długi znikną,znikną wtedy kłótnie a my będziemy szczęśliwi. Wierzę w to tak silnie że odwrotu nie ma,on podjął walkę a ja muszę wytrwać i jeśli tak trzeba nie ingerować w to!
Czy dobrze myślę???
Wierzę w to tak silnie że odwrotu nie ma,on podjął walkę a ja muszę wytrwać i jeśli tak trzeba nie ingerować w to!
Czy dobrze myślę???
Dobrze myślisz
Chodzi o to, żebyś zawsze była w pobliżu, kiedy on Cię potrzebuje, ale nie naciskała na niego. Jak będzie chciał to przyjdzie i pogada ![]()
Dziękuje. Wiem teraz że muszę być przy nim i najpierw to on sam musi uporać się z ,,DEMONAMI" żeby móc o tym rozmawiać. Patrzę pełna optymizmu na razie na dzień jutrzejszy,a kto wie??,będzie dobrze
ja bym go zostawiła a sama bym się udała do ośrodka dla współuzależnionych na terapię.
Pamiętaj nie wierz mu we wszystko co mówi i bądź czujna. Przeczytaj list hazardzisty oraz 12 kroków.
ja bym go zostawiła a sama bym się udała do ośrodka dla współuzależnionych na terapię.
Pamiętaj nie wierz mu we wszystko co mówi i bądź czujna. Przeczytaj list hazardzisty oraz 12 kroków.
już czytałam i jedno i drugie,tak wiem że dla niego kłamstwo to jak mrugnięcie powieką ale jeśli byłam z nim jak się staczał,walczyłam z tym i wytrwałam w tym to teraz mam się poddać jak jest jakiś promyk na ciemnym niebie,bo zdał sobie sprawę z problemu i próbuje. Sądzę że moje odejście nie pomogło by mu w uzdrowieniu,ale przeciwnie nie miał by już dla kogo,zadawał by pytanie po co skoro przegrał już wszystko,nawet rodzinę. Jak okazało by się że Twój partner jest schizofrenikiem,a to też choroba o takim podłożu to zostawiła byś go???
Wiem też że jeszcze wiele razy może mnie to zaboleć, mogę jeszcze ucierpieć i nie raz czuć frustrację ale kocham Go i nie po to składałam przysięgę małżeńską-w zdrowiu i w chorobie,w bogactwie i w biedzie,w szczęściu i w smutku żeby od tak odejść,skreślić Go i nie dać szansy. W uzdrawianiu nałogowców jedną z najważniejszych rzeczy jest wsparcie najbliższych,świadomość że nie jest skreślony,stracony i nikomu nie zależ, nawet jeśli będę cierpiała rok,dwa czy pięć to w skali reszty mojego życia warto,bo nie zawsze taki był i moje uczucia nie zmalały tylko na razie jest ważniejsze jego leczenie niż mój ,,egoizm" który bym okazała zostawiając męża teraz. Miłość,małżeństwo i rodzina to coś więcej niż pieniądze,łóżko i budynek. ,,Rodzina to nie miejsce,nie meble,nie słowo-i choćby pod gołym niebem zimą i bez słów zawsze i wszędzie razem" Takie jest moje zdanie,a ze sobą byłam już u psychologa i zapisałam się na kolejną wizytę(nawet mój mąż nie wie o tym że to ja pierwsza zaczęłam leczenie)
9 2014-02-08 15:16:36 Ostatnio edytowany przez ona2014 (2014-02-08 15:32:45)
I ostatnie moje pytanie. Czy ze mną jest coś nie tak że mi przez myśl nie przechodzi rozstanie,że co by mnie złego miało jeszcze spotkać chcę spróbować mu pomóc,że chcę się zaangażować w jego problem jeśli wyrazi taką chęć??? Bo wszyscy wokół każą mi odejść, nawet tu też usłyszałam że lepiej go zostawić.
Spoko,już nic więcej nie napiszę,to mój pierwszy raz dzielenia się tym co czuję i o czym chcę pogadać z ludźmi z podobnymi problemami,może się zapędziłam ale mam tyle myśli i pytań oraz dużo doświadczenia życiowego. Przepraszam
ona2014, proszę, nie pisz posta pod postem. Gdy chcesz coś jeszcze dopisać, skorzystaj z funkcji "Edytuj".