Mój chłopak od dłuższego czasu, nie pamiętam od kiedy dokładnie ale bardzo często podczas kłótni czy nawet jak chce pogadać o czymś, czy poprostu jedziemy gdzieś razem i coś go gryzie to zaczyna wyżywać się na mnie krzycząc.
1 2014-02-07 22:57:38 Ostatnio edytowany przez kamicia00 (2014-02-07 23:35:50)
Podobne tematy
mam tez podobny problem, ale troche malo napisalas zeby tobie jakos doradzic. Napisz moze wiecej o tym to bedzie wiecej komentarzy. pozdrawiam
Może jest w ciągłym stresie spowodowanym pracą, stąd się wyładowuje. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale lepsze takie, bo oznacza, że nie ma charakteru despoty.
Może jest w ciągłym stresie spowodowanym pracą, stąd się wyładowuje. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale lepsze takie, bo oznacza, że nie ma charakteru despoty.
Despota nie może krzyczeć?
5 2014-02-08 20:55:20 Ostatnio edytowany przez Picea (2014-02-08 20:58:12)
Mój chłopak od dłuższego czasu, nie pamiętam od kiedy dokładnie ale bardzo często podczas kłótni czy nawet jak chce pogadać o czymś, czy poprostu jedziemy gdzieś razem i coś go gryzie to zaczyna wyżywać się na mnie krzycząc.
To co napisałaś jest niepokojące. Żaden krzyk w odbiorze nie jest miły. Nie znam osoby, która lubiłaby słuchać krzyku. Krzyk świadczy o braku szacunku do drugiej osoby. Może być też przejawem nerwowego usposobienia albo nerwicy. Zauważyłam też, że im ktoś ma gorszy słuch tym głośniej mówi. Ciekawe jest to, że zwracając uwagę osobie, która krzyczy często słyszę: "Ja nie krzyczę tylko mówię".
Wybierz jakiś spokojny moment, żeby porozmawiać o tym jak Ty odbierasz krzyk. Krzycząc na kogoś poniżamy go. Na przykład podnoszenie głosu na dziecko blokuje wymianę myśli i wyzwala buntownicze zachowanie.
Krzyk jest też oznaką braku panowania nad sytuacją, taki ktoś ulega daje upust swoim złym emocjom.
Nie zgadzaj się na to. To źle rokuje na przyszłość.
tykwer napisał/a:Może jest w ciągłym stresie spowodowanym pracą, stąd się wyładowuje. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale lepsze takie, bo oznacza, że nie ma charakteru despoty.
Despota nie może krzyczeć?
Okej, lekko zredaguję zdanie.
Może jest w ciągłym stresie spowodowanym pracą, stąd się wyładowuje. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale lepsze takie, bo oznacza, że może nie ma charakteru despoty.
Picea napisał/a:tykwer napisał/a:Może jest w ciągłym stresie spowodowanym pracą, stąd się wyładowuje. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale lepsze takie, bo oznacza, że nie ma charakteru despoty.
Despota nie może krzyczeć?
Okej, lekko zredaguję zdanie.
Może jest w ciągłym stresie spowodowanym pracą, stąd się wyładowuje. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale lepsze takie, bo oznacza, że może nie ma charakteru despoty.
AHA
niech się wyładuje na siłowni albo w kotłowni.
Picea.. czepiasz sie szczegolow..
Picea.. czepiasz sie szczegolow..
Przeczytaj moją powyższą wypowiedź - i nie czepiaj się szczegółów.
Dobra obydwoje nie czepiajmy sie szczegolow, lepiej prosze zobacz moj watek 'toksyczny zwiazek' i pomoz rozwiazac mi moj problem
z gory dzieki
gatta85 napisał/a:Picea.. czepiasz sie szczegolow..
Przeczytaj moją powyższą wypowiedź - i nie czepiaj się szczegółów.
Przeczytałam już i teraz myślę co Ci opowiedzieć.
ok to czekam tylko prosze o odpowiedz na moim watku ![]()
13 2014-02-14 00:34:59 Ostatnio edytowany przez kamicia00 (2014-02-14 00:37:29)
Wydaje mi się, że on ma taki styl, taki podpatrzył w domu i nie może przed tym uciec "nie daleko pada jabłko od jabłoni". Ja jestem zbyt "miękka" tzn, spokojna i ugodowa, ale nie jestem głupia, skończyłam studia, jednak on wciąż daje mi do zrozumienia, że dlatego, że jestem kobietą jestem głupsza, że powinnam zajmować się domem, ciężko pracować i nie odzywać się, nie mieć swojego zdania. Ja tak nie potrafię, mam taki charakter, że czasem coś palnę prosto w oczy co o kimś myślę, później żałuję, jest już za późno. Nie lubię się kłócić, ja się tego boję, bo długo nie mogę się uspokoić kiedy on krzyczy na mnie jak na małe dziecko, a ja zatykam sobie uszy i czuję się jak zero. Po kłótniach żalę się najbliższym a oni na to, że sama na to zasłużyłam jak sobie pozwoliłam tak mam. Na początku było inaczej, a teraz jest gorzej, on grozi, że odejdzie, mówi, że widzimy się ostatni raz, po czym przychodzi za jakiś czas jak mu przejdzie i udaje, że to wszystko moja wina, ja się wtedy przytulam, załagadzam sytuację i udaję, że nic się nie stało, bo zamartwiałam się i cieszę się, że w ogóle wrócił. Gdy jedziemy wspólnie na urlop on wywołuje potworną kłótnię, zrywa, znika i pod koniec urlopu pojawia się i wmawia, że przesadziłam. Nabawiłam się nerwicy, bliscy mi mówią żebym poszła po leki uspokajające. Kolejna awantura to strach czy wróci, poczucie winy, krzywdy. Dodam, że pali trawę, jest uzależniony. Czy ktoś był w podobnym rozdarciu? Nie wiem co robić, mam dość, nie umiem tego opanować, wiem, że związki są trudne, są wzloty i upadki, ale nie mogę się z nim dogadać, oboje mamy huśtawki nastrojów.
Twoje podstawowe błędy?
Wydaje mi się, że on ma taki styl, taki podpatrzył w domu i nie może przed tym uciec "nie daleko pada jabłko od jabłoni".Ja jestem zbyt "miękka" tzn, spokojna i ugodowa (...)
ja się wtedy przytulam, załagadzam sytuację i udaję, że nic się nie stało, bo zamartwiałam się i cieszę się, że w ogóle wrócił.(...)
Dajesz mu przyzwolenie na takie zachowanie względem siebie, tłumaczysz, łagodzisz i udajesz, że deszcz pada, gdy pluje Ci w twarz.
Na to wygląda, że daję mu niestety przyzwolenie, bo boję się, że go stracę. Nie umiem mu się przeciwstawić, wyczuł moją słabość, poznał mój charakter i manipuluje, nie wiem jak zrobić, żeby było jak na początku, żeby szanował mnie i nie krzyczał.
Twój facet zachowuję się jak klasyczny przemocowiec, narobi krzyku, odczeka wróci, wmówi Ci, że jego wybuch jest Twoją winą i wszystko gra.... do następnego razu.
To dobrze, że skończyłaś studia ale mądrości życiowej nie uczą nawet na najlepszych uniwersytetach, można mieć parę fakultetów i być "życiowo głupim".
Spróbuj spojrzeć na swoją sytuację z zewnątrz, jakby nie dotyczyła Ciebie, i zadaj sobie pytanie czy dziewczyna będąca w tym związku postępuję mądrze?
Chcesz, by chłopak szanował Ciebie. Przytulanie się, gdy on robi awanturę lub udawanie, że nic się nie stało szacunku nie budzi, pozytywnych uczuć też nie, za to mnóstwo - negatywnych.
Może jednak zaczniesz od szanowania samej siebie?
18 2014-02-14 01:27:11 Ostatnio edytowany przez kamicia00 (2014-02-14 01:59:07)
Jak ja mam się zachowywać, skoro moje argumenty do niego nie trafiają, on ma szacunek do wybranych osób, np. swoich bliskich. Ja do nich nie należę. Przy mnie robi co mu się podoba, wyzywa ludzi, tylko on jest najmądrzejszy.
nie tak
on grozi że odejdzie, mówi, że widzimy się ostatni raz, po czym przychodzi za jakiś czas jak mu przejdzie i udaje, że to wszystko moja wina
on ma szacunek do wybranych osób, np. swoich bliskich. Ja do nich nie należę.
Ręce opadają, skoro jako jego dziewczyna nie jesteś mu bliska to co Ty robisz w tym związku?
Zwiewaj czym predzej od takiego faceta,bo to nic dobrego nei wrozy a tym abrdziej po slubie.Ja tez bylam w podobny sposob traktowana .Przed slubem bylow maire ok ,ale po slubie pokazal dopiero co na niego naprawde stac.Bylam ponizana,obrazana,oklamywana,oszukiwana no i zdradzana...Iw jeszcze takim jednym zwiazku jeszcze wczesniejszym...Dzis ejstem po rozwodzie ,a on sie nie zmienil,ejst neistety coraz gorszy..Pomysl zanim bedzie za pozno.Ja na takie cos sie nie bedzie sie wiecej godzic by ktos mnie tak ponizal itp.Na szczescie w obecnej sytuacji zpartnerem tam nie mam,wiec zyje spokojniej...bez nerwow ,bez stresu o kolejne jutro...
22 2014-02-14 21:00:16 Ostatnio edytowany przez kamicia00 (2014-02-14 21:11:11)
Właściwie to sytuacja jest trudniejsza niż się wydaje. Mamy wspólne mieszkanie. On stracił pracę przez swój nałóg kilka dni temu, to już jego piąta praca w przeciągu dwóch lat, wszędzie problem przez jego wybuchowość i trawkę. Jest spłukany, przepala pieniądze, szantażuje mnie, obwinia, że chcę go zostawić bo nie ma pieniędzy. Z tym, że jego strata pracy i pieniędzy wynika z uzależnienia. Stałam się sponsorem, muszę ciężko pracować żeby utrzymać nas. Nałóg postępuje, ja się martwię a on robi awantury żeby mną manipulować. Obwinia, że nie chcę mu pomagać, kiedy nie ma pracy i kasy. Jego rodzice są wypięci, udają, że syn to chodzący ideał i problemu nie ma, zamiatają go pod dywan, zamiast mu pomóc. Jestem bezsilna. Chciałbym przestać się szarpać z nim i męczyć, odbija się to na moim zdrowiu psychicznym.
23 2014-02-14 21:11:00 Ostatnio edytowany przez Picea (2014-02-14 21:12:15)
Właściwie to sytuacja jest trudniejsza niż się wydaje. Mamy wspólne mieszkanie. On stracił pracę przez swój nałóg kilka dni temu, to już jego piąta praca w przeciągu dwóch lat, wszędzie problem przez jego wybuchowość i trawkę. Jest spłukany, przepala pieniądze, szantażuje mnie, obwinia, że chcę go zostawić bo nie ma pieniędzy. Z tym, że jego strata pracy i pieniędzy wynika z uzależnienia. Stałam się sponsorem, muszę ciężko pracować żeby utrzymać nas. Nałóg postępuje, ja się martwię a on robi awantury żeby mną manipulować. Obwinia, że nie chcę mu pomagać, kiedy nie ma pracy i kasy. Jego rodzice są wypięci, udają, że syn to chodzący ideał i problemu nie ma, zamiatają go pod dywan, zamiast mu pomóc. Jestem bezsilna. Chciałbym poznać innego, normalnego chłopaka, przestać się szarpać z nim i męczyć, odbija się to na moim zdrowiu, psychicznym.
Co Ciebie jeszcze przy nim trzyma???
Jego nałóg niszczy jego i Twoje życie!!!
sądzę, że jestem współuzależniona i przyzwyczajenie
sądzę, że jestem współuzależniona i przyzwyczajenie
Poważnie zastanów się nad sensem takiego życia? Czy tego pragniesz? Czy Ciebie to uszczęśliwia? Czy są widoki na zmianę jego zachowania? Bądź szczera sama ze sobą.
sądzę, że jestem współuzależniona(...)
Dla niektórych ta diagnoza jest początkiem pracy nad sobą i wyjścia z współuzależnienia, dla niektórych - usprawiedliwieniem i decyzją na sposób życia.
Do której grupy należysz?
Nikt nie ma prawa na Ciebie krzyczeć.
Nikt nie ma prawa wmawiać Ci, że jesteś głupsza, masz pracować i się nie odzywać.
Nikt nie ma takiego prawa.
Powtarzaj to sobie jak najczęściej.
Przy przebudzeniu i przed zaśnięciem.
Takie toksyczne typy są niestety słabo reformowalne. Nie zmienisz go.
Postaraj się rozwiązać tę sprawę z mieszkaniem jak najszybciej i uciekaj.
Tymczasem, jego słowa, zarzuty, pretensje, traktuj jako pozbawione znaczenia.
dobre pytanie jest takie czy niektore kobiety sa takie ze w kazdym facecie aktywuja takie zachowanie jak u tego faceta ..
dopiero po jakims czasie jak sie opierza to sa inne
to znaczy takie ze nie robia z kogos swoim zachowaniem.albo przyzwoleniem kogos kim nie jest ..
Siedzisz za przeproszeniem, w gównie, na własne życzenie. W swoim własnym mniemaniu mu "pomagasz", "opiekujesz się" nim, jakie to słodkie, cudowne, szlachetne i szalenie NAIWNE! Pozwalasz mu w spokoju ćpać, nie musi martwić się o nic innego, tylko trochę zielska. Resztę zrobisz Ty, posprzątasz, ugotujesz, zarobisz na dom, zaspokoisz przy tym wszelkie zachcianki księcia, w zamian za to będziesz traktowana gorzej niż pies.
Sytuacja nie jest skomplikowana, on ma Cie głęboko gdzieś,czas otworzyć oczy. Współuzależniona to jeszcze nie jesteś (ale z takim tokiem myślenia jesteś na najlepszej drodze ku temu) ale wyglądasz na taką co kocha za bardzo. Kobieta-karaluch, facet ją zdepcze, napluję na nią, znowu zdepcze, a ona wstanie otrzepie się i dalej będzie go kochać.
Chcesz tak żyć to brnij w to dalej, nie umiesz sobie sama poradzić z zostawieniem związku za sobą, porozmawiaj z przyjaciółką, z kimś w internecie, z jakimś specjalistą znajdź kogoś kto Ci pomoże albo marnuj sobie życie, jest Twoje możesz z nim zrobić co chcesz.
30 2014-02-15 01:06:25 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-02-15 02:39:32)
Kwadrad, daj no tu paluszek, wbiję Ci za paznokieć ze trzy szpilki, a potem dojdę do wniosku, że to Ty to we mnie aktywowałeś.
Kwadrad, daj no tu paluszek, wbiję Ci za paznokieć ze trzy szpilki, a potem dojdę do wniosku, że to Ty to we mnie aktywowałeś.
jezeli byłbym uzalajacym sie nad soba cale zycie typem nie potrafiacym sie postawic byc moze twoje dzialanie rzeczywiscie moglo by miec miejsce oraz racjonalne uzasadnienie
takie zachowania czesto rodza sie chyba z frustracji i przywolenia na eskalacja coraz mocniejszych srodków
to jak z toczaca sie kula , jezeli nie ma sily zeby jej zatrzymac to bedzie sie toczyc coraz szybciej i w koncu walnie a potem bedzie toczyc sie znowu
sa tez osoby ktore cos takiego po prostu lubia bo taka maja psychike lubia byc ofiara tak jak ktos lubi byc oprawca , reszta po srodku to chyba
brak asertywnosci polaczony z jakims kijowym splotem okolicznosci
ale jedna czy kilka sytuacji o niczym nie przesadza przeciez , zwiazek to rozwiazywanie konfliktów a nie upajanie sie tzw utopia szczescia