Witam,
widzę, że wypowiada się tu dużo osob, więc liczę na to, ze ktoś mnie wesprze...
mam obecnie 22 lata i od kilku miesięcy jestem na życiowym zakręcie, z którego nie mogę wyjść na prostą. Ponad pół roku temu zerwałam z facetem, z którym byłam ponad 4 lata. Uważam, że byla to dobra decyzja, ale to nie oznacza, że czuję się szczęśliwa. Winne są moje kompleksy i niska samoocena.
W kontaktach z innymi mam tendencję do pomniejszania swojej wartości. U innych dostrzegam niemal wyłącznie zalety, a u siebie same wady. Bez przerwy porównuję się z innymi i to porównanie wypada zawsze na moją niekorzyść. Ciągle zastanawiam się, czy nie zrobiłam czegoś źle, godzinami analizuję zachowanie swoje i innych, doszukując się własnych słabości i negatywnego postrzegania mnie przez innych.
Zawsze byłam perfekcjonistką, osobą dobrze zorganizowaną i poukładaną. W tej chwili przejawia się to chorobliwym strachem przed porażką i brakiem umiejętności cieszenia się z tego, co mam i co osiągnęłam. Nie potrafię się wyluzować i czerpać radości z życia. Nie potrafię przyjąć komplementów ani pomocy od kogokolwiek. Wolę rezygnować z podjęcia jakiegoś działania, niż zmierzyć się z porażką.
Strasznie mnie to blokuje m.in. w kontaktach z mężczyznami. Niedawno dzięki koleżance poznałam chłopaka, któremu nie pozwoliłam się do siebie zbliżyć ze względu na swoje niskie poczucie własnej wartości i teraz bardzo tego żałuję. Mogę się z nim w każdej chwili skontaktować, jednak boję się, że wyjdę na idiotkę. Historia powtarzała się już kilka razy - schemat był zawsze taki sam. Mając szansę nawiązać z kimś relację, idealizowałam tę drugą osobę, stawiając ją na piedestale. Z drugiej strony umniejszałam swoją wartość, myśląc wyłącznie o swoich wadach, po czym stwierdzałam, że nic z tego nie wyjdzie, bo "on znajdzie sobie inną dziewczynę, mądrzejszą/ładniejszą/bardziej towarzyską/miłą/wykształconą itd."
Kilka lat temu chorowałam na anoreksję, po leczeniu szpitalnym i terapii u psychologa udało mi się z tego wyjść. Jednak teraz widzę, że z tego wszystkiego symptomy choroby powracają. W chwilach większego stresu nie mogę jeść. Znam to uczucie, czuję wtedy jakąś większą kontrolę nad swoim zyciem. Jestem bezsilna, czuję się, jakbym żyła na pół gwizdka i nie wykorzystywała swoich możliwości. proszę o rady i z góry dziękuję.
Podobne tematy
Cześć full-of-life. Nic nadzwyczajnego Ci nie powiem,ale uważam że zbyt ostro siebie oceniasz-oczywiście negatywnie... Mówisz że ten chłopak może mieć mądra,ładna itd dziewczynę. A nie możesz być nią TY ? Napewno z tego co czytam zbyt mało inteligentna nie jesteś.Myślę,że uroda Twoja też ma to coś co zachwyca facetów.Tylko dlaczego sobie sama dowalasz. Weź się w garść,za siebie i działaj ale tak żebyś szła do przodu a nie cofała się.Nie chcesz chyba tego przechodzić co kiedyś??Idź do przodu i poczuj się pewna silną kobietą
ja bym tego chciała. Nie wracaj do tego co było-patrz przed siebie z optymizmem i próbuj z tym chłopakiem
możesz to Ty być tą super dziewczyną-JEGO DZIEWCZYNĄ. A jeśli nie to są inni panowie Ciebie warci. Może z sensem napisałam może nie ale tak myślę i życzę tych dobrych słonecznych dni 8-)