Muszę powiedzieć, że coraz częściej spotykam kobiety, które otwarcie deklarują swój ambiwalentny stosunek do dzisiejszego agresywnego feminizmu i jego czołowych przedstawicielek. Są to kobiety które spotykam osobiście, kobiety które nie chcą tego, co im szykują feministki. Przysłuchując się ich poglądom, coraz częściej nabieram przekonania że to właśnie kobiety są tymi, które najżywiej angażują się w ruchy feministyczne, oraz tymi które...zdecydowanie przeciw temu protestują. Wygląda więc na to że coraz więcej kobiet nie chce już uczestniczyć w owym "wyścigu szczurzyc", że wolą one spokój domowego ogniska i to, co daje prawdziwą radość - macierzyństwo, opieka nad dziećmi, przebywanie z nimi, poświęcanie im czasu i wychowywanie. Wolą taką pracę, niż ciągłe użeranie się w pracy z szefem, a często także i z "koleżankami". Znam kobiety, które otwarcie opowiadają mi o nieprzyjemnościach, jakich doświadczyli w pracy od swych koleżanek, lub przełożonych (głównie - co szczególnie ważne - kobiet). dodawały także, że jeśliby ich mężowie zarabiali wystarczająco dużo, by sami utrzymać rodzinę - one natychmiast z ogromną chęcią wróciłyby do "prac domowych", bez żalu, a wręcz z satysfakcją.
Znam też osobiście dość skrajny przypadek takiej kobiety, która by tylko nie pójść do pracy (do której notabene namawia i wysyła ją jej małżonek), jest gotowa na wiele, na bardzo wiele. Obecnie jest już w czwartej ciąży i twierdzi że dzieci są jej ratunkiem, gdyż w przeciwnym wypadku mąż zapewne kazałby jej poszukać sobie pracy - ona jednak tego nie chce i woli siedzieć w domu, przy dzieciach. Nie jest to jednak w żadnym razie osoba leniwa - praca w domu nie należy do łatwych i przyjemnych zajęć (szczególnie przy trójce małych dzieci), to mimo wszystko tu właśnie ta kobieta (żona mego kumpla), szuje się najbardziej szczęśliwa. Oczywiście feministki natychmiast utopiłyby ją w błocie, ale ona ma to gdzieś - podobnie jak i cały ruch feministyczny i wszystkie te nawiedzone "babeczki". Ona wie czego chce - a chce zostać w domu i aby to osiągnąć gotowa jest zajść już w czwartą ciążę - byle tylko nie musieć pracować zawodowo. Dla mnie trochę zadziwiające.
Postanowiłem jednak poszperać w internecie i poszukać więcej takich kobiet (jeśli w ogóle istnieją w dzisiejszym rozbuchanym feminizmem społeczeństwie). I udało się, natrafiłem na całkiem sporo takich kobiecych organizacji i indywidualnych kobiet, które oficjalnie przyznają się do faktu bycia "antyfeministkami". Przytoczę niektóre z tych wypowiedzi poniżej:
Niejaka Natalia Julia Nowak pisze tak:
"Opowiadam się za umiarkowanym patriarchalizmem: według mnie, wiodącą siłą w społeczeństwie powinni być mężczyźni, aczkolwiek ich zwierzchnictwo nie powinno prowadzić do prześladowania kobiet i odbierania im prawa do edukacji, uczestnictwa w życiu kulturalnym etc. Faceci mają prowadzić naród, bo aktywność i dominacja leżą w ich naturze, co udowodnię w dalszej części tekstu. Z drugiej strony, należy pamiętać, iż wszyscy obywatele (niezależnie od płci) są ludźmi, posiadają rozum i uczucia, zatem nie wolno nikogo traktować w niegodny i upokarzający sposób".
"Umiarkowany patriarchalizm wyklucza równość społeczną, ale gwarantuje sprawiedliwość. Właśnie dlatego uważam, że jest on czymś słusznym. Teraz chciałabym wyjaśnić, skąd się u mnie wzięły takie antyfeministyczne i pro-patriarchalne poglądy. Wprawdzie tłumaczyłam to już w swoich starych felietonach (sprzed 2-3 lat), jednak wydaje mi się, iż tamte wyjaśnienia były zbyt lakoniczne, niedokładne i agresywne. Dzisiaj chciałabym opisać temat głębiej niż w latach 2008-2009, tym bardziej, że dokonałam wielu nowych odkryć i przeanalizowałam więcej szczegółów. Muszę przyznać, iż moje ustalenia układają się w logiczną całość. Zacznę jednak od początku".
"Jestem antyfeministką przede wszystkim dlatego, że zauważyłam, iż w przyrodzie nie ma czegoś takiego jak równość płci. U ssaków, do których należą istoty ludzkie, przewaga i dominacja samców nad samicami jest rzeczą naturalną, oczywistą i niepodlegającą dyskusji. Samiec jest zdecydowanie większy, silniejszy i energiczniejszy od swojej partnerki. Chcąc odbyć stosunek płciowy, opanowuje ją całkowicie ? przykrywa ją swoim ciałem, wdziera się do jej organizmu i wykonuje na niej określone czynności, podczas gdy ona pozostaje bierna oraz zdana na jego łaskę i niełaskę".
"W świecie ludzi wygląda to bardzo podobnie, czego odbiciem są wyrazy i związki frazeologiczne (zarówno te literackie, jak i rubaszne) odnoszące się do aktów płciowych. Wizja seksu, zawarta w tych sformułowaniach, jest jednoznaczna i wyraźnie wskazuje na naturalną dominację i aktywność mężczyzny. Pan ?bierze?, ?kocha?, ?kołysze?, ?bzyka?, ?dmucha? i ?posuwa? panią, a ona ?oddaje mu się?, ?tonie w jego ramionach? i ?jest jego?. Wyrażenia, które przytoczyłam, są niezwykle obrazowe i odzwierciedlają stan faktyczny".
"Podział na płcie istnieje po to, aby było możliwe rozmnażanie płciowe. A skoro podczas akcji, będącej najważniejszym elementem takiego rozmnażania, jedna istota ma totalną władzę nad drugą, to można mieć wątpliwości co do ich równości. Kopulacja jest tym, co wydaje się podważać teorię o równorzędności samca/mężczyzny i samicy/kobiety. Po prostu spotykają się dwie płcie i nagle się okazuje, że jedna z nich posiada ewidentną przewagę nad drugą".
"Co do osobnika męskiego: nie dość, że jest on stroną aktywną i dominującą, to jeszcze doprowadza do zapłodnienia, czyli stworzenia nowej istoty (bo zygota, tzn. zapłodniona komórka jajowa, jest już organizmem, posiadającym własny genotyp, różny od DNA ojca i matki). Ktoś może powiedzieć, iż chłop wcale nie musi być aktywny i dominujący podczas stosunku, bo istnieją pozycje seksualne, w których to baba się porusza. Owszem, istnieją, ale są one sztuczne, wymyślone przez człowieka. Wcale nie twierdzę, że stanowią one coś złego. Po prostu piszę, iż nie występują one w przyrodzie. Poza tym, ich realizacja jest możliwa tylko wtedy, gdy facet na to pozwala (pomijam tutaj sytuacje patologiczne, w których koleś jest np. związany). Wychodzi na to, iż ostatnie słowo w dalszym ciągu należy do mężczyzny".
"Kolejną sprawą, o której warto wspomnieć w niniejszym tekście, są substancje chemiczne produkowane przez organizm faceta. Męski hormon, testosteron, jest tym, co daje mężczyźnie ogromną energię, żądzę aktywności, potrzebę dynamiki i udziału w różnych przedsięwzięciach. W sferze seksualnej przejawia się to ogromnym popędem płciowym, nad którym czasem trudno jest facetowi zapanować. W innych sferach życia przejawia się to wolą walki, rywalizacji, zdobywania, tworzenia, niszczenia itp. Sama nie wiem, jak ? w filozoficzny sposób ? określić ten niezwykły hormon. ?Wola mocy?? ?Elan vital?? Testosteron to coś, co każe płci silnej gnać przed siebie jak odrzutowiec. Można go porównać do silnika, który wprawia w ruch samochód, albo do prądu umożliwiającego działanie lampy elektrycznej".
"U kobiet testosteron również występuje, jednak w bardzo niewielkich ilościach. Im więcej tego hormonu u kobiety, tym jest ona silniejsza i podobniejsza do mężczyzny. Jeśli chodzi o spermę, to kiedyś wyczytałam, iż zawiera ona jakieś substancje antydepresyjne i rozweselające. Zastanawiam się więc nad teorią, głoszącą, że istnieje pewna zależność między kondycją psychiczną kobiety a obecnością mężczyzny w jej życiu. Czasem spotykam się z opinią, według której panie cierpiące z powodu złego samopoczucia są ?niedopchnięte?. Nie wiem, czy to prawda. Lecz jeśli tak, to wygląda na to, że nawet zdrowie samicy zależy od samca (oczywiście, nie w stu procentach!). Szok? Pewnie, że tak. Ale wiedzcie, iż ja również jestem zszokowana".
(...)
"Samiec Homo sapiens uzyskał zdolność dobrego odnoszenia się do samic, a nawet traktowania ich jak równych sobie. Było to bardzo wzruszające, szlachetne i korzystne dla kobiet, chociaż wcale nie zlikwidowało biologicznej nierówności płci. Wypływa z tego wniosek, że choć panowie byli, są i zawsze będą wyższą płcią, to powinni być dobrzy dla pań, ponieważ stać ich na taką postawę. Mężczyzna, który szanuje kobietę, udowadnia światu, iż jest człowiekiem, albowiem tylko w świecie ludzi samce są takie łaskawe dla samic".
"Kobiety nie zawsze potrafią docenić to, co zawdzięczają płci przeciwnej ? tym ogromnym, silnym, energicznym i dominującym istotom, które mogłyby je zgnieść jak mrówki, a które zdecydowały się być empatyczne wobec słabszych. Oczywiście, są faceci, dla których liczy się wyłącznie biologia, ale ich postawa jest sprzeczna z cywilizacją i jej wytworami: prawem oraz moralnością. Kulturalni panowie nie zgadzają się na traktowanie pań w sposób czysto zwierzęcy. I to jest piękne. Tylko człowiek może postępować tak wspaniałomyślnie".
(...)
"Po co (na siłę i kosztem mężczyzn) wpychać kobiety do polityki oraz na inne wysokie stanowiska? Pozwólmy rzece płynąć, nie starajmy się powstrzymać facetów idących swoją naturalną drogą! Nie złośćmy się na mężczyzn za to, iż przyroda uczyniła ich istotami aktywnymi i dominującymi! Niech ich wiedzie testosteron! Piszę tak, chociaż dobrze wiem, że i tak będzie ich wiódł. Chłop to jest chłop ? taki wielki, taki silny, taki energiczny i taki władczy. Baba, sama z siebie, nigdy nie zostanie chłopem".
"Ja lubię i podziwiam mężczyzn, fascynuję się nimi, mam w Internecie wielu znajomych płci męskiej. Ale nie próbuję im wmówić, iż jestem im równa albo lepsza od nich. Dlaczego? Bo byłoby to po prostu żałosne. Zresztą, w głębi ich umysłu i tak zachowałaby się wiedza o tym, jaka jest prawda. Zastanawialiście się kiedyś, skąd się bierze tzw. męska duma? Otóż z biologicznej strony męskiego jestestwa. Facet posiada samczy instynkt i doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego potencjału. Wiedza o własnych atutach może być świadoma lub podświadoma, ale bez wątpienia istnieje, czego przejawem jest właśnie męska duma".
"Kobieta też wie ? świadomie albo podświadomie ? o biologicznej przewadze facetów. Dowód? Każda normalna, zdrowa psychicznie i logicznie myśląca pani boi się gwałtu. Wie bowiem, że gdyby jakiś zły, okrutny i zezwierzęcony mężczyzna ją zaatakował, to byłaby wobec niego zupełnie bezbronna. Zwyrodnialec przejąłby nad nią pełną kontrolę, wdarłby się do jej organizmu i najprawdopodobniej spowodowałby u niej ciążę. Całe to wydarzenie byłoby dla kobiety koszmarem i mogłoby negatywnie wpłynąć na jej dalsze życie".
(...)
"Reasumując: w świecie zwierząt, do którego należy człowiek, równość płci nie istnieje i nie będzie istnieć. Istota ludzka jest jednak zwierzęciem jedynym w swoim rodzaju, ponieważ posiada doskonale rozwinięty mózg, dzięki któremu mogły się narodzić rozum i uczuciowość. Samiec Homo sapiens, w przeciwieństwie do samców innych gatunków, jest zdolny do szanowania i godnego traktowania samic. Powinien zatem korzystać z tej zdolności, aby nie było żadnych wątpliwości co do jego człowieczeństwa. Kobieta nie jest równa mężczyźnie, ale on ma możliwość odnoszenia się do niej w taki sposób, jakby tego nie dostrzegał. Jeśli chodzi o porządek społeczny, który pasowałby zarówno do biologicznej, jak i do kulturalnej strony człowieka, to jest nim umiarkowany patriarchalizm. Taki, w którym faceci są przewodnikami narodu, jednak nie wyrządzają krzywdy płci przeciwnej".
No i oczywiście pani Monika Chromacka z którą nie sposób się nie zgodzić, gdyż tak mądrej wypowiedzi z ust kobiety dawno nie słyszałem:
http://www.youtube.com/watch?v=QyidXt6I9rw