Ja Ciebie w pewnym stopniu rozumiem. Zawsze spędzałam sama walentynki. Koleżanki już miesiąc wcześniej biegały za prezentami dla swoich chłopaków, a ja nic... Co roku liczyłam na to, że jakiś cichy wielbiciel mnie gdzieś zaprosi, a później wychodziło jak zwykle 
Jak wielu poprzedników, uważam, że jest to jedno z najbardziej komercyjnych świąt (o ile nie najbardziej). Jednak wysnucie tego typu wniosków zajęło mi trochę czasu. Myślę, że z wiekiem też zmienia się myślenie. Niebawem stuknie mi 22 (tak, wiem młoda jestem), jednak do wielu spraw podchodzę inaczej niż mając te 18-naście lat. Jasne,że (prawie) każdy marzy o miłości. Myślę jednak, że kiedyś bardziej skupiałam się na tym, żeby po prostu z KIMŚ spędzić walentynki (chociażby dlatego, że koleżanki tak robią) niż na tym, czy to faktycznie odpowiednia "partia". 
Szczególnie "dokuczliwe" było to święto, gdy chodziłam do szkoły. Rozdawanie kartek walentynkowych, czasami jakaś koleżanka dostała różę swego wielbiciela.
Teraz mam 21 lat i po raz pierwszy spędzę z kimś ten dzień. I co? I nic. Nawet nie mamy jakichś konkretnych planów, pewnie skończy się na winku we dwoje. W ogóle nie traktuje tego dnia jakoś wyjątkowo, szczególnie. Myślę, że jak się już spotka odpowiednia osobę i jest nam z nią dobrze, to nieważne jest czy mamy 14-go lutego czy też 8-go września. 
Zobaczysz,że z czasem zmienia się myślenie. Nigdy nie znasz dnia ani godziny, a ten ktoś wyjątkowy może Ci "spaść z nieba" w najbardziej niespodziewanym momencie.
Tak jak ktoś już wcześniej napisał, ja również czułabym się niezręcznie np. poznając kogoś kilka dni przed walentynkami i takie wspólne spędzenie tego dnia z osobą, której prawie nie znam... to byłoby sztuczne, jak dla mnie.
Głowa do góry, nie daj się komercji! 