Piszę tu, chociaż obawiam się czy nie zostanę zbesztana przez forumowiczki. Otóż mój problem to mąż maminsynek. wszystko zaczęło się tuż przed naszym ślubem 1,5 roku temu gdy trzeba było organizować ślub, wesele. Wszystko co chcieliśmy z rodzicami ustalić czy załatwić spotykało się z opinią "bo u Paulinki na weselu było tak, Paulinka ma ozdoby do Kościoła (16 kwiatków z organzą a mój kościół jest 3 razy dłuższy)". Poprawiny miały być u nich w domu bo ja mieszkam w bloku i nie było jak, oczywiście skromne rodzice i chrzestni. Niestety jego ojciec alkoholik (jak się dowiedziałam wczoraj) pod sklepem wydzierał się, że nie będzie ich, czyli mojej rodziny żywił. Po ślubie zamieszkaliśmy u męża mimo, że chciałam stancję to nie było nawet mowy o tym. Nadmienię w tym momencie, że jego mama nigdzie nie pracuje, a ojciec dorabia w sadzie ale wszystko przepija nie kupując nawet chleba do domu no może z 5 razy przez 1,5 roku kupił. Oczywiście jak przyjeżdzałam do niego za narzeczeństwa to teściowa super, och ach,. jak to nam tu dobrze będzie. Pierwszy tydzień było słodko, pieniążki z wesela przeznaczyliśmy na nowy boiler, drzwi do naszego pokoju, remont, Rachunki zaległe za prąd (600 zł), raty jego mamy. Nawet sprzedał 200 euro które dostaliśmy od jednego z wujków i dał je mamie na raty, recepty. I tak kasa się powoli rozeszła. Po 2 tygodniach po ślubie jego ojciec zaczął pić i zobaczyłam to piekło o którym mi mówił, mówiłam, że ja nie chcę tam mieszkać ale wszystko na marne. Zaszłam w ciąże w listopadzie. Oczywiście był bulwers jego mamy że jestem w ciąży, a wiedziała o tym, bo jak byłam na uczelni to mi grzebała w szufladzie i go tam znalazła (a zostawiłam sobie go na pamiątke
) teściowa praktycznie codziennie dzwoniła do swojej córki (wyżej wymienionej Pauliny) i miała pretensje do mnie że nie siedzę z nią cały czas w kuchni, obrażała moich rodziców, siostrę i to gadała rzeczy zupełnie wymyślone. Gdy byłam w ciąży praktycznie chciały mnie we dwie zmisiuć żebym chodziła do tego lekarza co Paulina(ona też była w ciąży) i żebym nie rodziła w swoim mieście tylko tam gdzie Paulina. Zawsze był obiad, ciasto na niedzielę, posprzątane, będąc w 4-8 miesiącu ciąży plewiłam ogórdek i grzędy, to jeszcze się śmiała że na kolanach plewię jak stara babka.. a sama tego nie robiła bo było jej gorąco. Nigdy mnie nie pochwaliła, nic nie doradziła, a jak już coś zrobiła to twierdziła że moze być, ale Paulinka robiła tak i było lepsze. Jak byłam w ciąży mówiła ze nam pomoże przy dziecku, że dalej bede studiować dziennie żeby nie płacić za zaoczne. Okazało się, że miałam zajęcia 2-3 razy w tyg i nie było mnie w domu po 6-8 godz. Miała kupioną karte do tel, pełną dupe jedzenia, prezenty żeby tylko nie czepiała się, a ona prawie zawsze dzwioniła do Pauliny i nawalała jaka to ona jest wykorzystywana że siedzi z małą i nie ma tego za dobre. Nie było tygodnia żebym tam, nie płakała bo judziła na mnie. Mój mąż mówił że z nią pogada ale nigdy nie gadał. Jak chciałam się wyprowadzić bo jego ojciec kazał mi wypier.... to nie zostawi mamy bo ojciec wyprzeda resztki gospodarstwa. Od czwartku jestem z małą u rodziców, zabrała mnie stamtąd siostra, przy wyjściu usłyszałam, że jak mi tak źle i ciągle płaczę to mnie tam nikt nie trzyma. Oczywiście teściowa wyparła się tego i jeszcze powiedziała żźe moja siostra ją zwyzywała.. A on słucha werrsji mamy a o moją nawet nie zapytał. Nie wiem co dalej..
Podobne tematy
Zostań na razie u rodziców, skoro przez tyle czasu nic się nie zmieniło na lepsze to już się nie zmieni. Może przez czas kiedy będziecie osobno twój mąż przemyśli sprawę i będzie chciał żebyś wróciła, a wtedy postaw twarde warunki, że zaczynacie od nowa, ale nie u teściów
zaczynacie od nowa, ale nie u teściów
i nie daj się omamić sloganami ze coś/gdzieś/kiedyś a na razie wróć do teściów. Żadnego na razie, żadnego wracania.
Dokladnie. Nie wracaj do tego chorego domu. Najpierw niech Twoj maz znajdzie Wam jakies mieszkanie, z dala od tesciow, a potem mozecie mowic o ewentualnym "zejsciu sie". Wiem, ze jest to trudne. Czujesz sie zagubiona, ze ponioslas malzenska porazke. Ale prawdzia porazke poniesiesz wtedy, gdy dasz sie naklonic do powrotu. Przetrzymaj to. Ilez to malzenstw rozpada sie z powodu tego, ze mezulek nie chce puscic maminej spodnicy... Wystarczy, ze poczytasz to forum. Zazwyczaj obrywa sie nam, synowym, a tak naprawde to faceci sa w wiekszosci winni, bo nie chca opuscic domu rodzinnego i zalozyc oddzielnej, niezaleznej rodziny. Pieknie potrafia klamac- ze wyprowadzimy sie, jak uzbieramy wiecej pieniedzy, ze teraz nie nie mozna, bo mama na zdrowiu podupadla, ze ojciec alkoholik i przetupie reszte gospodarstwa, jak zaradny syn nie bedzie na miejscu... To tylko puste slowa. Im dluzej czytam to forum, tym bardziej dochodze do wniosku, ze jednak najpierw trzeba zadbac o wlasny kat, dopiero potem sie pobierac. Uniknie sie wtedy wielu problemow...
tak naprawde to faceci sa w wiekszosci winni,
kobiety prace do ślubu nie zważając na tzw. realia, tez nie są bez winy.
Echh, Pitagorasie, gdybysmy mieli wszyscy patrzec na te nasz realia to chyba nikt by sie nie pobieral. Nasze panswo nie jest prorodzinne, nie ulatwia mlodym startu, a przeciez kiedys rodzine zalozyc trzeba (nie wliczajac w to ludzi, ktorzy nie chca). Czekac na to, az sie czlowiek dorobi to jak czekac na koniec swiata. Kiedys na pewno sie dorobi, ale naprawde niekiedy moze byc za pozno, na np. dzieci.
poczytaj moj watek''trudne relacje w rodzinie'' mam bardzo podobna sytuacje juz od prawie 7 lat wiem co czujesz. maz maminsynek, nie chce jej sie przeciwstawic, ja jeste obgadywana, moja rodzina zreszta tez jest znienawidzona, nawet nikt do mnie z mojej rodziny nie przyjezdza. ja tez zdecydowalam sie, owczas z rocznym synkiem zostawic wszystko i pojechac do rodzicow. tez przy wyjsciu uslyszalam od tescia takie slowa jak ty. lekko nie bylo, tyle ze ja zrobilam blad przed ktorym ostrzege Ciebie. nie wracaj do tesciow. z mezem mozesz sie pogodzic i byc razem ale nie u tesciow. poszukajcie cos sobie, jesli tam wrocisz zaczna sie gorsze pretensje tak jak to bylo u mnie. ciagle wygadywanie co to ja zrobilam ze zostawilam meza i poszlam sobie bog wie gdzie, sie szlajac itd. ja przez tesciowej gadanie wpadlam w depresje, co tez potrafi mi wygarnac ze bralam leki i ze ''cos '' ze mna nie tak. nie wracaj tam, zobaczysz zycie jakos sie ulozy. Twoj maz jesli zalezy mu na Tobie i malutkiej musi w koncu przejrzec na oczy. ja swojemu uwierzylam i wrocilam, zapewnial ze jego mama nie bedzie mi nic wypominac i ze bedzie dobrze. jednak byulo inaczej i cierpie do dzis...
gdybysmy mieli wszyscy patrzec na te nasz realia to chyba nikt by sie nie pobieral.
Niekoniecznie.U nas w ogóle jest dziwnie.Jak w którymś wątku wyraziłem dezaprobatę dla młodych ludzi, którzy sobie studiują do 25. roku życia nie kalając się praca, to mało mnie nie zlinczowano.Bo my właśnie żyjemy w przekonaniu, ze ''prawdziwe'' życie to się dopiero zacznie gdzieś tak ok. trzydziestki.Tymczasem życie już trwa, a czas leci.Zegar biologiczny u kobiet tyka trochę szybciej, wiec to zazwyczaj one się budzą pierwsze i jest ciśnienie na ślub, dzieci itp. Nieważne gdzie, co , jak.Aby było, a potem się coś wymyśli. No i właśnie mnożące się identyczne watki pokazują jak się wymyśla.Powiedz jasno facetowi, ze chcesz być panią we własnym domu.Powiedz mu ''przed''.Nie na zasadzie ultimatum, tylko normalnie. Wjedź mu trochę na ambicje.Niech się postara, niech okaże zaradność. Po tym poznasz czy traktuje Cie poważnie, a nie po drucianym kółeczko z nierdzewnego metalu.
Jak ludzie żyją na kupie, to się kloca; nie dlatego ze są źli; po prostu tak jest.Znienawidzeni teściowie, zapewne byliby całkiem spoko, gdyby się mieszkało osobno. Serio. Może nawet do kredytu na mieszkanie by się dołożyli, albo zasponsorowali lodówkę...
A skoro mówimy o realiach.Koszt wynajęcia niewielkiego mieszkania w przeciętnej okolicy oscyluje w granicach 1000 Zl. Tyle samo wynosi rata kredytu.To nie są kosmiczne pieniądze.
perrrypanther, masz rację, Twoim problemem jest głównie syn mamisynek. Nie powinien dawać Cię tak traktować i ogólnie powinien zawsze być po Twojej stronie... Dlatego nie miej pretensji do teściów, tylko do męża.. Ty chciałaś się wyprowadzić, iść na stancję choćby..
Echh, Pitagorasie, gdybysmy mieli wszyscy patrzec na te nasz realia to chyba nikt by sie nie pobieral. Nasze panswo nie jest prorodzinne, nie ulatwia mlodym startu, a przeciez kiedys rodzine zalozyc trzeba (nie wliczajac w to ludzi, ktorzy nie chca). Czekac na to, az sie czlowiek dorobi to jak czekac na koniec swiata. Kiedys na pewno sie dorobi, ale naprawde niekiedy moze byc za pozno, na np. dzieci.
Ewika, dokładnie...!
Pierwszy tydzień było słodko, pieniążki z wesela przeznaczyliśmy na nowy boiler, drzwi do naszego pokoju, remont, Rachunki zaległe za prąd (600 zł), raty jego mamy. Nawet sprzedał 200 euro które dostaliśmy od jednego z wujków i dał je mamie na raty, recepty. I tak kasa się powoli rozeszła.
Och, skąd ja to znam... Pieniądze się rozeszły w mniej niż miesiąc. I to więcej. Bo w końcu mieszkanie "wspólne" to trzeba się do wszystkiego dołożyć, uregulować, pokupować... Ech.
Powiedz jasno facetowi, ze chcesz być panią we własnym domu.Powiedz mu ''przed''.Nie na zasadzie ultimatum, tylko normalnie.
No ale nie powiedziała.
Wiesz, czasem jest tak, że kobieta jest najzwyczajniej zakochana, wtedy ma się nieco inne myślenie.. Ma się nadzieje, że wszystko będzie dobrze i się ułoży.. To prawda, że naiwnie. Ale mało kto zakłada najgorsze. Pewnie, trzeba było powiedzieć od razu, że chce być się panię we własnym domu.. Tyle, że trzeba BYŁO. Ale się nie powiedziało, bo się myślało inaczej. Kobiety tutaj szukają rad, jak zmienić to, co się nie udało, a nie przytyków.
Zegar biologiczny u kobiet tyka trochę szybciej, wiec to zazwyczaj one się budzą pierwsze i jest ciśnienie na ślub, dzieci itp.
Nie wszędzie tak jest, generalizujesz.
Znienawidzeni teściowie, zapewne byliby całkiem spoko, gdyby się mieszkało osobno. Serio. Może nawet do kredytu na mieszkanie by się dołożyli, albo zasponsorowali lodówkę...
Trochę wątpie w tym przypadku.
A skoro mówimy o realiach.Koszt wynajęcia niewielkiego mieszkania w przeciętnej okolicy oscyluje w granicach 1000 Zl. Tyle samo wynosi rata kredytu.To nie są kosmiczne pieniądze.
tak, tysiąc na mieszkanie, tysiąc na kredyt i jeszcze utrzymać się (a oni mają dziecko)... Ktoś tu chyba nie żyje w Polsce. Mało kto może sobie na to pozwolić (zazwyczaj się ledwie wiąże koniec z końcem i zaciska zęby do pierwszego..
11 2014-01-27 11:40:24 Ostatnio edytowany przez perrrypanther (2014-01-27 11:50:53)
dziękuję wszytskim za te słowa wsparcia
wczoraj byłam tam z moim tatą po moje rzeczy i dziecka i postawa teściowej była masakryczna. Zaczęła na mnie wymyślać do mojego ojca że ja im dokuczam, że przyszłam i robiłam co chciałam, że nasyłam policję na teścia, że zamknęłam mu lodówkę.. ok powiedziałam "może byś coś kupił do tej lodówki a nie tylko wódę" przy czym była teściowa i wtedy była z nielicznych sytuacji w której mnie pochwaliła. W momencie gdy chciałam coś sprostować, bo naprawdę robiła ze mnie potwora przy moim ojcu to warknęła do mnie "ty gówniaro to się zamknij, nie miałaś tutaj źle" mój mąż oczywiście nic nie mówił. Mój tata słysząc to powiedział jej że jak ja im dokuczam to mnie stąd zabiera i będą mieć spokój. teściowa mówiła mojemu tacie, że jak nie chcę z nią wspólnej kuchni to mogę sobie na górze zrobić, że nie musimy się widywać nawet ( w rozmowie tel dowiedziałam się, że jego mama powiedziała, że na jednej kuchni z teściową nikt jeszcze źle nie wyszedł, bo Paulinka jest ze swoją teściową... i wiem jak się żali że jej miesza w garnkach i nie pomaga). I w ogóle że chcą zgody itd. Mój tata zapraszał mojego męża żeby odwiedził dziecko (mamy półroczną córkę- nie wpadka) to powiedział, że mu sie akumulator rozładował bo 2 dni nie jeździł. A jak napisałam do jego sąsiada to mój mężuś mógł odpalić samochód i pojechać mamuni do sklepu. Oczywiście usłyszałam OD NIEJ że mój mąż się nie wyprowadzi bo ma gdzie mieszkać. Ja też mam. I szczerze po rozmowie tam na żywo to miałam ochotę jeszcze tam wrócić, ale po rozmowach telefonicznych, gdzie znów mąż mnie obwiniał o to że się wyprowadziłam nie mam zamiaru. jak tak dalej pójdzie to nie dość, że się wyprowadziłam to jeszcze odejdę od niego. Ja mam 23 lata, a on 27 więc chyba jest na tyle dorosły żeby się usamodzielnić!
Ja mu mówiłam przed ślubem że nie chcę tam mieszkać, że spróbujmy osobno, to słyszałam, że po co płacić za mieszkanie jak ja mam. Ale szczerze wole żyć na niskim poziomie, ale nie zadręczać się i spać spokojnie.
Naprawdę dziękuję, bo czytałam podobne wątki i wypowiadały się tam osoby, które pisały, żer powinny kobiety całować po stopach teściową że pozwala im tam mieszkać, o zostawaniu z dzieckiem nie mówiąc.
pitagoras napisał/a:Powiedz jasno facetowi, ze chcesz być panią we własnym domu.Powiedz mu ''przed''.Nie na zasadzie ultimatum, tylko normalnie.
No ale nie powiedziała.
Wiesz, czasem jest tak, że kobieta jest najzwyczajniej zakochana, wtedy ma się nieco inne myślenie.. Ma się nadzieje, że wszystko będzie dobrze i się ułoży.. To prawda, że naiwnie. Ale mało kto zakłada najgorsze. Pewnie, trzeba było powiedzieć od razu, że chce być się panię we własnym domu.. Tyle, że trzeba BYŁO. Ale się nie powiedziało, bo się myślało inaczej. Kobiety tutaj szukają rad, jak zmienić to, co się nie udało, a nie przytyków.pitagoras napisał/a:Zegar biologiczny u kobiet tyka trochę szybciej, wiec to zazwyczaj one się budzą pierwsze i jest ciśnienie na ślub, dzieci itp.
Nie wszędzie tak jest, generalizujesz.
pitagoras napisał/a:Znienawidzeni teściowie, zapewne byliby całkiem spoko, gdyby się mieszkało osobno. Serio. Może nawet do kredytu na mieszkanie by się dołożyli, albo zasponsorowali lodówkę...
Trochę wątpie w tym przypadku.
pitagoras napisał/a:A skoro mówimy o realiach.Koszt wynajęcia niewielkiego mieszkania w przeciętnej okolicy oscyluje w granicach 1000 Zl. Tyle samo wynosi rata kredytu.To nie są kosmiczne pieniądze.
tak, tysiąc na mieszkanie, tysiąc na kredyt i jeszcze utrzymać się (a oni mają dziecko)... Ktoś tu chyba nie żyje w Polsce. Mało kto może sobie na to pozwolić (zazwyczaj się ledwie wiąże koniec z końcem i zaciska zęby do pierwszego..
tzn, ja mam na oku pokój 2 osobowy u przyjaciołki na stancji, 550 zł za 2 osoby z opłatami, zostawało by nam 1500 + pomoc moich rodziców 300-500 zł. Ale on i tak nie chce. U nich jest opcja że albo wracam albo rozwód.
Szczerze to muszę chyba pomyśleć o jakimś psychologu bo nie daję rady..
...Ja mam 23 lata, a on 27 więc chyba jest na tyle dorosły żeby się usamodzielnić!
amen, dokładnie tak, bo puki co wisi przy mamuni spódnicy i z tego co piszesz wnioskuję, że boi się choćby pisnąć
Ja mu mówiłam przed ślubem że nie chcę tam mieszkać, że spróbujmy osobno, to słyszałam, że po co płacić za mieszkanie jak ja mam. Ale szczerze wole żyć na niskim poziomie, ale nie zadręczać się i spać spokojnie.
otóż to, spokoju i komfortu bycia u siebie choćby na wynajmie nic nie zastąpi i jest to warte pieniędzy które za ten wynajem trzeba zapłacić. Masz szczęście, że masz wsparcie w rodzicach. Nie uginaj się, bo jak się ugniesz i wrócisz do tamtego domu to będzie jeszcze gorzej, nie zapomną ci tego odejścia i będą cię szykanować jeszcze bardziej, a dziecko będzie na to patrzeć.
14 2014-01-27 12:12:35 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-01-27 12:13:06)
dziwicie sie ze mlode kobiety wpadaja jak sliwka w kompot, uwierz mi ja mialam 30lat, a przy sobie mialam najbardziej pewnego czlowieka na swiecie, niestety prawda jest inna. i tez mam gówno...
nie wszystko da sie przewidziec, choc oczywistoscia jest ze pijak tesc i neipracujaca synowa i niepracująca tesciowa to nic dobrego...
Już też nie opowiadajcie, że na dzieci by było za późno jakby człowiek się chciał dorabiać. Nie chodzi o willę z basenem, a raczej o to by - wychodząc za mąż czy zachodząc w ciążę, mieć tę pracę, do której da się wrócić (nie okres próbny na 3 miesiące), mieć coś swojego, pojechać z partnerem na jakieś wakacje. A przeważnie to jest tak, że najpierw huczne wesele, tudzież dziecko a potem jak się skończy kasa z wesela to bieda, bo tylko on pracuje, a ja siedzę w domu z nieznośnymi teściami.
Już też nie opowiadajcie, że na dzieci by było za późno jakby człowiek się chciał dorabiać. Nie chodzi o willę z basenem, a raczej o to by - wychodząc za mąż czy zachodząc w ciążę, mieć tę pracę, do której da się wrócić (nie okres próbny na 3 miesiące), mieć coś swojego, pojechać z partnerem na jakieś wakacje. A przeważnie to jest tak, że najpierw huczne wesele, tudzież dziecko a potem jak się skończy kasa z wesela to bieda, bo tylko on pracuje, a ja siedzę w domu z nieznośnymi teściami.
Otóz to! "dorobic sie" tzn, miec kase/staly dopływ gotówki na swój kat, chocby i marna kawalerke, ale nie u tesciow i "jakos to bedzie".
Trzymaj sie Perrry! Widać, ze chociaż moze troche z opoznieniem, ale myslisz i szybko wyciagasz wnioski. Nie wracaj tam!
A maz niech sie okresli w koncu.