netkobietyWszystkie działy
Psychologia

śmierc mamy... :(

49 odpowiedzi14 502 wyświetleniazałożony przez madziap, 17.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » śmierc mamy... :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

1

Temat: śmierc mamy... :(

Dzisiaj mija 3 tygodnie od śmierci mojej ukochanej mamy, jestem jedynaczka i jest mi strasznie ciężko. Mam tate , męża oraz synka którego mama bardzo kochała, niestety nie zdarzyła sie nim nacieszyc , ma tylko roczek , nawet nie bedzie jej pamiętał sad był dla niej oczkiem w głowie. Mamusia umarła nagle, w domu .... do dzisiaj nie wierze w to. Nie dociera. Strasznie byłam z nia zżyta, codziennie po kilkanascie telefonów, zakupy, spotkania, zawsze o mnie myślalam, byłam jej ukochana jedyna córeczką, a teraz jej nie ma , tak nagle sad nie potrafie sobie wytłumaczyc dlaczego tak sie stało, nie potrafie uwierzyc w to ze juz nigdy jej nie zobacze, biore tabletki na uspokojenie i jakos funkcjonuje w ciagu dnia, prosze pomóżcie mi to przetrwac.... Jeśli któras z Was przezyła śmierc mamy prosze napiszcie jak sad

2

Odp: śmierc mamy... :(

Trzymaj się Madziu cieplutko, jesteśmy z Tobą. Przykro mi z powodu Twojej mamy. Kiedyś nauczyć się jeszcze żyć. Ja też jej nie mam od wielu lat ale pewnie ani Twoja ani moja nie chciałaby patrzeć na nasze smutne miny.

3

Odp: śmierc mamy... :(

Może nie powinnam pisać,bo nie potrafię Cię pocieszyć,natomiast wiem co czujesz,mam tak samo...ja nie mam Taty.
Odszedł 14 mies.temu i wcale nie jest mi lepiej,nie było jeszcze dnia abym za nim nie płakała.
Wiem,że Go nie ma,ale nie wierze,wciąż jestem na etapie sporów z Bogiem i próbuję wybłagać zmianę jego decyzji...
Leków już nie biorę,żadna to różnica,bo i bez nich jestem otępiała.                         
Tak...mam syna,mamę,męża...a i tak chcę Tatę!Potrzebuję ,tęsknię,kocham.                     
Wybacz,że nie pocieszyłam,a pokazałam,że też tak mam i wiem że dla Ciebie to żadne pocieszenie.
Cóż tulę Cię mocno i tulę się do Ciebie Kochana.

4

Odp: śmierc mamy... :(

Strasznie mi ciebie zal i nie znajduje slow, jaki moglabym ci pocieszyc, ale masz dla kogo zyc, pamietaj o tym smile

5

Odp: śmierc mamy... :(

Ja stracilam mame jak mialam 18 lat a ona 40
Jak sie czulam?
Na początku sie nie wierzy,mialam wrazenie ze gdzies wyjechala moze dlatego ze wczesniej duzo po szpitalach jezdzila i jej nie bylo
potem sie jakos pogodzilam
a dzisiaj po 14 latach? Chyba mam żal nie wiem czy do Boga czy do czego
mam zal ze odeszla tak szybko ze moja siostra zostala bez mamy w wieku 14 lat
ze moje dzieci babci nie poznaly,że odeszła za szybko

6

Odp: śmierc mamy... :(
agne8190 napisał/a:

Trzymaj się Madziu cieplutko, jesteśmy z Tobą. Przykro mi z powodu Twojej mamy. Kiedyś nauczyć się jeszcze żyć. Ja też jej nie mam od wielu lat ale pewnie ani Twoja ani moja nie chciałaby patrzeć na nasze smutne miny.

Dziękuję za miłe słowa, strasznie mi jej brakuje, bardzo mi pomagała w życiu... widze że tata teraz chce mi ją zastąpic, on tez cierpi, byli udanym małżeństwem. Powiedz mi jak Ty to przeżyłaś? Da sie kiedyś normalnie zaczac życ?

7

Odp: śmierc mamy... :(
draceenka napisał/a:

Może nie powinnam pisać,bo nie potrafię Cię pocieszyć,natomiast wiem co czujesz,mam tak samo...ja nie mam Taty.
Odszedł 14 mies.temu i wcale nie jest mi lepiej,nie było jeszcze dnia abym za nim nie płakała.
Wiem,że Go nie ma,ale nie wierze,wciąż jestem na etapie sporów z Bogiem i próbuję wybłagać zmianę jego decyzji...
Leków już nie biorę,żadna to różnica,bo i bez nich jestem otępiała.                         
Tak...mam syna,mamę,męża...a i tak chcę Tatę!Potrzebuję ,tęsknię,kocham.                     
Wybacz,że nie pocieszyłam,a pokazałam,że też tak mam i wiem że dla Ciebie to żadne pocieszenie.
Cóż tulę Cię mocno i tulę się do Ciebie Kochana.

Pomogłaś mi mimo wszystko... strata tak bliskiej osoby jest chyba nie do przezycia, mama była dla mnie wszystkim, tate tez mam kochanego, razem jakos dajemy rade, nigdy nie pogodze sie z tym ze odeszła to wiem, miała tylko 55 lat, miała jeszcze dużo do przezycia, tez obwiniam siebie...Boga.... wszystkich o to dlaczego mi ja zabrał sad też Cie ściskam i dziekuję za każda odpowiedz, bo pocieszenia tu nie szukam, i tak zadne słowa tego nie uczynią.

8

Odp: śmierc mamy... :(

Dziękuję za miłe słowa. Tęsknie za nią strasznie i nie dociera to końca w to co sie stało. Czekam na nią cały czas aż sie pojawi, aż ją zobacze znowu i usłyszę. I taka myśl chyba mnie trzyma na duchu. Poprostu na nią czekam.

Na ok miesiac przed śmiercia śnił mi się ząb wypadający !!! nie spodziewałam sie tego absolutnie, a wiadomo na co się śnią zęby.


Mam jeszcze jedno pytanie, mianowicie mama od śmierci nie śniła mi sie jeszcze, czy wiecie dlaczego? czy jak sie nie śni to znaczy ze wszystko dobrze? czy może jakiś znak ze musze cos zrobic? sama nie wiem. Chciałabym aby przyszła do mnie. sad

9

Odp: śmierc mamy... :(

Nie ma takich słów które pocieszą,ale jest świadomość,że jednak jest ktoś rozumie ten ból.

Zrozumie,kto stracił.                 
   
Boli,że czasem otoczenie nie rozumie,nie chce wysłuchać...mówią-przestań już,czasu nie wrócisz.

10

Odp: śmierc mamy... :(
draceenka napisał/a:

Boli,że czasem otoczenie nie rozumie,nie chce wysłuchać...mówią-przestań już,czasu nie wrócisz.

No właśnie, często słyszę, ze czasu juz nie wróce, że tak musiało byc????? Co musiało byc? wcale nie musialo.... odeszła tak nagle, nagle, rozmawiałam z nia przez tel jeszcze o godz 18, pozniej siedziala sobie na komputerze do 19 , nic na to nie wskazywało.... dobrze sie czuła... a tu nagle ok godz 20 to sie stało... była sama w domku sad nie wydaruje sobie tego nigdy sad
mieszkamy os siebie kilka osiedli dalej.... dlaczego ja nie zadzwoniłam do niej później już????? byłam zajeta kłótnia z mężem sad a zawsze na wieczór jeszcze rozmawiałyśmy.... miałam w ten dzień do niej jechac.... sad jesdnak ustaliłyśmy ze sie spotkamy na nastepny dzień, a następnego dnia już jej nie było.... jak ja za nią tesknie sad <płacze> dlaczego nie da sie cofnąc czasu? dlaczego Bozia mi ją zabrała? sad sad sad

11

Odp: śmierc mamy... :(

Ja pierd..............................
Strasznie ci wspolczuje bo domyslam sie co mozesz czuc, tez jestem z moja mam strasznie zzyta tak jak ty to pisalas.
Mam nieraz takie mysli jak to bedzie jak jej juz nie bedzie i az mi ciarki przechodza nawet niechce o tym myslec , niewyobrazam soebie ze jej juz mialo by nie byc

Trzymaj sie dzielnie, nie umiem cie jednak pocieszyc choc bym chciala,

Posrane to zycie

12

Odp: śmierc mamy... :(

Madziap....znam Twój ból bardzo dobrze... u mnie mija 4,5 roku od śmierci Mamusi...ból pozostaje, nie poznała mojego dziecka. Po śmierci Mamusi przez pół roku brałam środki uspokajające. Teraz jestem w żałobie po śmierci Tatusia. Jedyne co mnie trzyma to moja córeczka. Dla niej teraz żyję. Tatuś bardzo na nią czekał, miał tylko wnuków, był przeszczęśliwy jak urodziłam mu wnuczkę. Niestety krótko, bo tylko 2 tyg...tylko tyle czasu mieli dla siebie. 2 dni temu minęło pół roku od jego śmierci. Nie mam rodziców - to boli tak niewyobrażalnie mocno. Czy czas leczy rany...dla mnie nie...może przyzwyczaja do bólu.

Pamiętaj że mamy dla kogo żyć. Dla swoich dzieci, mężów, żon czy innych członków rodziny w zależności od sytuacji - ale mamy dla kogo żyć.

Łączę się z Tobą w bólu bo wiem czym on jest. Bo tak jak Ty płaczę codziennie...
Trzymaj się...

13

Odp: śmierc mamy... :(
Malinowy_Elf napisał/a:

Madziap....znam Twój ból bardzo dobrze... u mnie mija 4,5 roku od śmierci Mamusi...ból pozostaje, nie poznała mojego dziecka. Po śmierci Mamusi przez pół roku brałam środki uspokajające. Teraz jestem w żałobie po śmierci Tatusia. Jedyne co mnie trzyma to moja córeczka. Dla niej teraz żyję. Tatuś bardzo na nią czekał, miał tylko wnuków, był przeszczęśliwy jak urodziłam mu wnuczkę. Niestety krótko, bo tylko 2 tyg...tylko tyle czasu mieli dla siebie. 2 dni temu minęło pół roku od jego śmierci. Nie mam rodziców - to boli tak niewyobrażalnie mocno. Czy czas leczy rany...dla mnie nie...może przyzwyczaja do bólu.

Pamiętaj że mamy dla kogo żyć. Dla swoich dzieci, mężów, żon czy innych członków rodziny w zależności od sytuacji - ale mamy dla kogo żyć.

Łączę się z Tobą w bólu bo wiem czym on jest. Bo tak jak Ty płaczę codziennie...
Trzymaj się...

Strasznie Ci współczuje, zyje teraz dla synka i taty, sa moim szczesciem. Przykro mi jest z Twojego powodu, nie da sie opisac cierpienia po stracie rodziców sad moja mama strasznie ale to strasznie kochala mojego synka, wszystko dla niego robiła, kupowała, jak trzeba było po lekarzach jezdzila ze mną (kiedy mąż był za granicą) teraz mam lęk jechac do stałego lekarza, bo boję cię ze zapyta o mame, w dzień jej śmierci mielismy wizyte i pytał o nią wtedy sad u Ciebie kochana chyba jest jeszcze gorzej, bo Twój tatuś miał na to zaledwie 2 tygodnie, a mama tego czasu wcale nie miała...  sad myśle , że nasi rodzice patrzą na nas z góry i na nasze dzieci...są z nami cały czas i nie opuszcza juz nigdy.... wierze w to
Trzymaj sie jakoś... mam nadzieje ze kazdy kolejny dzień bedzie lepszy od poprzedniego.

14

Odp: śmierc mamy... :(
ZlaKObieta 32))))) napisał/a:

Ja pierd..............................
Strasznie ci wspolczuje bo domyslam sie co mozesz czuc, tez jestem z moja mam strasznie zzyta tak jak ty to pisalas.
Mam nieraz takie mysli jak to bedzie jak jej juz nie bedzie i az mi ciarki przechodza nawet niechce o tym myslec , niewyobrazam soebie ze jej juz mialo by nie byc

Trzymaj sie dzielnie, nie umiem cie jednak pocieszyc choc bym chciala,

Posrane to zycie

Ja tez niedopuszczałam nigdy takiej myśli. A jednak przyszedł taki dzień którego nie zapomne nigdy sad

15

Odp: śmierc mamy... :(
madziap napisał/a:
agne8190 napisał/a:

Trzymaj się Madziu cieplutko, jesteśmy z Tobą. Przykro mi z powodu Twojej mamy. Kiedyś nauczyć się jeszcze żyć. Ja też jej nie mam od wielu lat ale pewnie ani Twoja ani moja nie chciałaby patrzeć na nasze smutne miny.

Dziękuję za miłe słowa, strasznie mi jej brakuje, bardzo mi pomagała w życiu... widze że tata teraz chce mi ją zastąpic, on tez cierpi, byli udanym małżeństwem. Powiedz mi jak Ty to przeżyłaś? Da sie kiedyś normalnie zaczac życ?

Szczerze to ja dopiero przestałam o tym myśleć hmm  po jakichś dziesięciu latach. W sumie byłam dziewczynką wtedy jak to się wydarzyło no i cóż. Nie rozumiałam wiele rzeczy i nikt mi nie potrafił wyjaśnić.

16

Odp: śmierc mamy... :(
madziap napisał/a:
Malinowy_Elf napisał/a:

Madziap....znam Twój ból bardzo dobrze... u mnie mija 4,5 roku od śmierci Mamusi...ból pozostaje, nie poznała mojego dziecka. Po śmierci Mamusi przez pół roku brałam środki uspokajające. Teraz jestem w żałobie po śmierci Tatusia. Jedyne co mnie trzyma to moja córeczka. Dla niej teraz żyję. Tatuś bardzo na nią czekał, miał tylko wnuków, był przeszczęśliwy jak urodziłam mu wnuczkę. Niestety krótko, bo tylko 2 tyg...tylko tyle czasu mieli dla siebie. 2 dni temu minęło pół roku od jego śmierci. Nie mam rodziców - to boli tak niewyobrażalnie mocno. Czy czas leczy rany...dla mnie nie...może przyzwyczaja do bólu.

Pamiętaj że mamy dla kogo żyć. Dla swoich dzieci, mężów, żon czy innych członków rodziny w zależności od sytuacji - ale mamy dla kogo żyć.

Łączę się z Tobą w bólu bo wiem czym on jest. Bo tak jak Ty płaczę codziennie...
Trzymaj się...

Strasznie Ci współczuje, zyje teraz dla synka i taty, sa moim szczesciem. Przykro mi jest z Twojego powodu, nie da sie opisac cierpienia po stracie rodziców sad moja mama strasznie ale to strasznie kochala mojego synka, wszystko dla niego robiła, kupowała, jak trzeba było po lekarzach jezdzila ze mną (kiedy mąż był za granicą) teraz mam lęk jechac do stałego lekarza, bo boję cię ze zapyta o mame, w dzień jej śmierci mielismy wizyte i pytał o nią wtedy sad u Ciebie kochana chyba jest jeszcze gorzej, bo Twój tatuś miał na to zaledwie 2 tygodnie, a mama tego czasu wcale nie miała...  sad myśle , że nasi rodzice patrzą na nas z góry i na nasze dzieci...są z nami cały czas i nie opuszcza juz nigdy.... wierze w to
Trzymaj sie jakoś... mam nadzieje ze kazdy kolejny dzień bedzie lepszy od poprzedniego.

Dziękuję...widzisz ja też na to czekam z całych sił...na razie każdy kolejny dzień jest trudniejszy. Ale wierzę w to że kiedyś "przywyknę" do tej myśli. Ja lekarza rodzinnego odwiedziłam po tydzień po śmierci Tatusia...dobrze nas zna bo oboje mieliśmy problemy zdrowotne i dość często u niej byliśmy. Pokazałam wypis ze szpitala po porodzie więc zapytała o córeczkę a potem powiedziała z uśmiechem " Tata pewnie dumny? tydzień przed Pani porodem był u mnie po leki i mówił że nie może się doczekać bo to pierwsza wnuczka...". Łzy staneły mi w oczach i powiedziałam, że tydzień temu mieliśmy pogrzeb i tak, był bardzo szczęśliwy. Na stypie ciotki mówiły mi że w dzień narodzin Lenki wszystkie obdzwonił że wreszcie ma wnusie i że będzie miał teraz kogo bawić i rozpieszczać.

Wiesz co? dwa dni przed jego wylewem wziął moją córeczkę na ręce i powiedział "zrób mi zdjęcie". Nie był wtedy nawet uczesany...(uśmiecham się teraz jak wspominam ten dzień). Tego samego dnia przyjechała moja ciocia jego siostra pokazałam zdjęcia i śmiała się że nawet się nie uczesał..powiedziałam "jeszcze zdążymy niejedno zdjęcie cyknąć to się Tatuś wystroi i uczesze"...ale już nie zdążyliśmy. Mam tylko to zdjęcie...moje najcenniejsze zdjęcie na świecie.

17

Odp: śmierc mamy... :(
Malinowy_Elf napisał/a:
madziap napisał/a:
Malinowy_Elf napisał/a:

Madziap....znam Twój ból bardzo dobrze... u mnie mija 4,5 roku od śmierci Mamusi...ból pozostaje, nie poznała mojego dziecka. Po śmierci Mamusi przez pół roku brałam środki uspokajające. Teraz jestem w żałobie po śmierci Tatusia. Jedyne co mnie trzyma to moja córeczka. Dla niej teraz żyję. Tatuś bardzo na nią czekał, miał tylko wnuków, był przeszczęśliwy jak urodziłam mu wnuczkę. Niestety krótko, bo tylko 2 tyg...tylko tyle czasu mieli dla siebie. 2 dni temu minęło pół roku od jego śmierci. Nie mam rodziców - to boli tak niewyobrażalnie mocno. Czy czas leczy rany...dla mnie nie...może przyzwyczaja do bólu.

Pamiętaj że mamy dla kogo żyć. Dla swoich dzieci, mężów, żon czy innych członków rodziny w zależności od sytuacji - ale mamy dla kogo żyć.

Łączę się z Tobą w bólu bo wiem czym on jest. Bo tak jak Ty płaczę codziennie...
Trzymaj się...

Strasznie Ci współczuje, zyje teraz dla synka i taty, sa moim szczesciem. Przykro mi jest z Twojego powodu, nie da sie opisac cierpienia po stracie rodziców sad moja mama strasznie ale to strasznie kochala mojego synka, wszystko dla niego robiła, kupowała, jak trzeba było po lekarzach jezdzila ze mną (kiedy mąż był za granicą) teraz mam lęk jechac do stałego lekarza, bo boję cię ze zapyta o mame, w dzień jej śmierci mielismy wizyte i pytał o nią wtedy sad u Ciebie kochana chyba jest jeszcze gorzej, bo Twój tatuś miał na to zaledwie 2 tygodnie, a mama tego czasu wcale nie miała...  sad myśle , że nasi rodzice patrzą na nas z góry i na nasze dzieci...są z nami cały czas i nie opuszcza juz nigdy.... wierze w to
Trzymaj sie jakoś... mam nadzieje ze kazdy kolejny dzień bedzie lepszy od poprzedniego.

Dziękuję...widzisz ja też na to czekam z całych sił...na razie każdy kolejny dzień jest trudniejszy. Ale wierzę w to że kiedyś "przywyknę" do tej myśli. Ja lekarza rodzinnego odwiedziłam po tydzień po śmierci Tatusia...dobrze nas zna bo oboje mieliśmy problemy zdrowotne i dość często u niej byliśmy. Pokazałam wypis ze szpitala po porodzie więc zapytała o córeczkę a potem powiedziała z uśmiechem " Tata pewnie dumny? tydzień przed Pani porodem był u mnie po leki i mówił że nie może się doczekać bo to pierwsza wnuczka...". Łzy staneły mi w oczach i powiedziałam, że tydzień temu mieliśmy pogrzeb i tak, był bardzo szczęśliwy. Na stypie ciotki mówiły mi że w dzień narodzin Lenki wszystkie obdzwonił że wreszcie ma wnusie i że będzie miał teraz kogo bawić i rozpieszczać.

Wiesz co? dwa dni przed jego wylewem wziął moją córeczkę na ręce i powiedział "zrób mi zdjęcie". Nie był wtedy nawet uczesany...(uśmiecham się teraz jak wspominam ten dzień). Tego samego dnia przyjechała moja ciocia jego siostra pokazałam zdjęcia i śmiała się że nawet się nie uczesał..powiedziałam "jeszcze zdążymy niejedno zdjęcie cyknąć to się Tatuś wystroi i uczesze"...ale już nie zdążyliśmy. Mam tylko to zdjęcie...moje najcenniejsze zdjęcie na świecie.

Przykro mi strasznie z Twojego powodu sad Dzisiaj mam jeden z lepszych dni od śmierci mamy... byłam u niej na cmentarzu z synkiem i tata, chyba troszke pomogło... chociaż stojąc tam jakoś nie dowiezam ze ona tam leży... nie dociera co sie stało.
Współczuje Ci strasznie, musi byc Ci ciężko sad trzymaj sie...

18

Odp: śmierc mamy... :(

Co do snów...

Tata śnil mi się wiele razy,ale nie miałam z nim kontaktu,nie rozmawiałam z nim,był jakiś smutny.
Nie,nie uspakajają mnie te sny,ale oczywiście chce ich. 
         
Moja nie żyjąca od wielu lat Babcia przychodzi do mnie w nocy-rozmawiamy...jeszcze rano czuje jej obecność,opiekę,mam poczucie że ona jest,nie straciłam jej na zawsze.
Z Tatą jest inaczej,czekam że przyjdzie kiedyś tak jak Babcia Walentynka.

19

Odp: śmierc mamy... :(

Mówią źe czas goi rany to prawda ale blizna po śmierci najbliźszej osoby jest tak głęboka źe od czasu do.czasu powoduje ból. Moja mama odeszła 5 lat temu, byłam przy niej jak odchodzila,  byłam przy reanimacji i pamiętam to.wszystko tak dokładnie jakby to było wczoraj. Z czasem nabrałam do tego dystansu i pewnie z wami tak będzie. Ale nie ma dnia żebym o niej nie myślała. Życzę wam powodzenia.

20

Odp: śmierc mamy... :(

Magusia zazdroszcze Ci tego podejścia...u mnie w tym roku tez minie 5 lat od odejścia Mamusi...tyle że w sierpniu...dla mnie czas nie leczy ran a tylko przyzwyczaja do bólu. Nadal go czuję... może kiedyś będę na tyle silną osobą jak Ty żeby w końcu sie z tym jakoś "pogodzić".

21

Odp: śmierc mamy... :(
Malinowy_Elf napisał/a:

żeby w końcu sie z tym jakoś "pogodzić".

Pogodzić się trzeba, bo.... nie ma innego wyjścia.
Ból? Będzie zawsze.

22

Odp: śmierc mamy... :(
Malinowy_Elf napisał/a:

Magusia zazdroszcze Ci tego podejścia...u mnie w tym roku tez minie 5 lat od odejścia Mamusi...tyle że w sierpniu...dla mnie czas nie leczy ran a tylko przyzwyczaja do bólu. Nadal go czuję... może kiedyś będę na tyle silną osobą jak Ty żeby w końcu sie z tym jakoś "pogodzić".

Malinowy elfie mówią źe każdy upadek człowieka czyni go.silniejszym. Ja miałam tym upadków bardzo wiele a nabieranie dystansu do pewnych.rzeczy to kwestia której nauczyłam się dzięki wspaniałej pani psycholog do której trafiłam po zdradzie męża w dodatku będąc w ciąży. To wszystko działo się zaledwie pół roku po odejściu mamy. Tak więc mnie pomógł psycholog a ty zapewne jesteś z tym.sale. Ale.z.czasem twój ból na pewno nieco osłabnie. Powodzenia

23

Odp: śmierc mamy... :(
madziap napisał/a:

Dziękuję za miłe słowa. Tęsknie za nią strasznie i nie dociera to końca w to co sie stało. Czekam na nią cały czas aż sie pojawi, aż ją zobacze znowu i usłyszę. I taka myśl chyba mnie trzyma na duchu. Poprostu na nią czekam.

Na ok miesiac przed śmiercia śnił mi się ząb wypadający !!! nie spodziewałam sie tego absolutnie, a wiadomo na co się śnią zęby.


Mam jeszcze jedno pytanie, mianowicie mama od śmierci nie śniła mi sie jeszcze, czy wiecie dlaczego? czy jak sie nie śni to znaczy ze wszystko dobrze? czy może jakiś znak ze musze cos zrobic? sama nie wiem. Chciałabym aby przyszła do mnie. sad

Ludzie ktorzy umieraja ,to tak naprawde nie jest tak ,ze w dniu smierci odchodza i juz ich nie ma.Pozostaje po nich energia ,ktora krazy wokol nas i jesli jestesmy na nia otwarci ,to ja poczujemy,albo najblizsi pokaz nam sie we snie.Moja siostra kiedy tata odszedl,tez bardzo chciala ,zeby jej sie przysnil chociaz jeden raz po smierci,ale nastapilo to dopiero po dlugim czasieJest ona osoba bardzo mocno stapajaca po ziemi ,nie wierzy w zadne ,takie dziwne rzecz,ja natomiast czesto  mialam sny zwiazane z nim.Jak przyjdzie czas ,napewno Twoja mama Ci sie przysni.Moze jeszcze nie jestes na to gotowa.

24

Odp: śmierc mamy... :(

Magdusiu bardzo Ci wspolczuje Twojej wielkiej straty......bylas i jestes dobra corka,pytasz dlaczego Ci sie nie przysnila  Twoja mama.....ja mysle,ze dla tego,ze nic od Ciebie nie"potrzebuje",pewnie myslisz o niej ,"odwiedzasz" ja czesto i to pewnie Twojej mamie wystarcza(tak kiedys mi wytlumaczyla pewna starsza pani.........ja 50 m-cy temu stracilam syna,ktory mial prawie 17 lat,rozpaczalam i dalej bardzo tesknie ,jestem codziennie u niego z "wizyta" i stale blagalam GO zeby mi sie przysnil,zeby mi powiedzial ,ze jest mu tam dobrze.......i wiesz po okolo 20m-cach przy JEGO grobie powiedzialam ,ze ma byc wolny i szczesliwy,ze juz GO nie ograniczam,ze jak wybral taka "droge" to ja to musze uszanowac i szanuje....i wiesz ,ze tej samej nocy mi sie moj synek przysnil ,byl taki radosny,usmiechniety i machal mi  swoja raczka,a w jego oczkach widzialam szczescie....od tej chwili  przelamalam sie ,ale potrzebowalam troche czasu i dalej nie sni sie moj chory synek....ale wiem ,ze jest mu tam dobrze ,czuwa nad nami i jest blisko!Magdusiu musisz przejsc swoje etapy żałoby,powolutku i do przodu..........nie raz sie cofniesz,ale pojdziesz dalej ,uwierz mi !Czas w/g mnie nie leczy ran,ale przyzwyczaja  do zycia z tym bolem i tesknota zyc ! sad

25

Odp: śmierc mamy... :(
Kryst54 napisał/a:

Magdusiu bardzo Ci wspolczuje Twojej wielkiej straty......bylas i jestes dobra corka,pytasz dlaczego Ci sie nie przysnila  Twoja mama.....ja mysle,ze dla tego,ze nic od Ciebie nie"potrzebuje",pewnie myslisz o niej ,"odwiedzasz" ja czesto i to pewnie Twojej mamie wystarcza(tak kiedys mi wytlumaczyla pewna starsza pani.........ja 50 m-cy temu stracilam syna,ktory mial prawie 17 lat,rozpaczalam i dalej bardzo tesknie ,jestem codziennie u niego z "wizyta" i stale blagalam GO zeby mi sie przysnil,zeby mi powiedzial ,ze jest mu tam dobrze.......i wiesz po okolo 20m-cach przy JEGO grobie powiedzialam ,ze ma byc wolny i szczesliwy,ze juz GO nie ograniczam,ze jak wybral taka "droge" to ja to musze uszanowac i szanuje....i wiesz ,ze tej samej nocy mi sie moj synek przysnil ,byl taki radosny,usmiechniety i machal mi  swoja raczka,a w jego oczkach widzialam szczescie....od tej chwili  przelamalam sie ,ale potrzebowalam troche czasu i dalej nie sni sie moj chory synek....ale wiem ,ze jest mu tam dobrze ,czuwa nad nami i jest blisko!Magdusiu musisz przejsc swoje etapy żałoby,powolutku i do przodu..........nie raz sie cofniesz,ale pojdziesz dalej ,uwierz mi !Czas w/g mnie nie leczy ran,ale przyzwyczaja  do zycia z tym bolem i tesknota zyc ! sad

Dziękuje ślicznie i bardzo współczuję śmierci synka sad
Mama tez mi zawsze trłumaczyła o swojej mamie , mojej babci, ze jak jej się przysniła to oznacza ze coś chce i od razu do niej na cmentarz jechała.... Ja codziennie o niej myśle, na cmentarz tez czesto jezdze więc myśle, ze ona to wie i czuje, ja tez czuje jej obecnosc przy mnie, nie wiem może ja poprostu jestem cały czas na etapie niedowierzania... oglądam zdjęcia i wierze ze cały czas tak wygląda sad czasami mam takie myśli, że wydarzy sie cud i czas cofnie sie sam i wszystko sie naprawi.... sad

Bardzo współczuje straty dziecka, sama wiem po sobie, ze nie ma odpowiednich słów na pocieszenie.... 
Pozdrawiam

26

Odp: śmierc mamy... :(

mi czasem śni sie Tatuś, tak samo miałam po śmierci Mamusi...zawsze tak samo, te ostatnie dni...cierpienie to cały czas widze w snach gdy mi sie śnią. Chociaż mój Tatuś umarł po tygodniu śpiączki to śniło mi sie dzisiaj, że było z nim źle bardzo źle sie czuł i nie umiał połknąć tabletek (tych które zawsze zażywał, tych które miały go chronić i pozwolić mu zostać z nami dłużej). Śniło mi się że dawałam mu te tabletki i podawałam wode do popicia błagając go żeby połknął że przecież będzie dobrze. A on prosił mnie żebym pozwoliła mu odejść że to już nie ma sensu....

...nie wiem czy ten sen ma jakieś znaczenie...czy oni wracają żebym zrozumiała że muszę się z  tym pogodzić. Przypomina mi się teraz piosenka, którą wczoraj słyszałam gdzieś w sklepie....nie wiem o czym była, chyba o miłości ale to nie ważne. wbił mi sie w głowe refren w którym mężczyzna śpiewał "miałaś już przestać płakać, miałaś zapomnieć i świat sobie poukładać" nie wiem dokładnie jak to leciało ale mniej wiecej coś takiego od razu pomyślałam o Tatusiu. Czy on chciałby żebym dalej żyła w takim zawieszeniu, czy chciałby patrzeć tam z góry na moje łzy i rozpacz....przyśnił się może dlatego żebym przestałą płakać i prosić go o powrót którego już nie będzie. Może chce żebym sie pogodziła i sama w sobie pozwoliła mu odejść i jedyne co pamiętała to nie te cholerne rurki z każdej strony, respiratora, cewnika, drenaża, podpietej adrenaliny i czegoś tam jeszcze. Może chce żebym pamiętała, jak kiedyś się razem śmialiśmy, jak cieszył się z wnusi, jak jeździliśmy na wakacje, jak bardzo  mnie kochał a ja jego...

Może...a może ten sen nie miał żadnego znaczenia i to tylko mój ból przelewa się sny, chęć tego żeby znów było normalnie jak kiedyś...ale przecież nigdy już tak nie będzie.

27

Odp: śmierc mamy... :(
Malinowy_Elf napisał/a:

Może...a może ten sen nie miał żadnego znaczenia i to tylko mój ból przelewa się sny, chęć tego żeby znów było normalnie jak kiedyś...ale przecież nigdy już tak nie będzie.

Myślę ze sny maja znaczenie, po coś one są. Moja mamusia tez wierzyła w sny i zazwyczaj jej się sprawdzały....
Ja w dalszym ciągu czekam na mamusie aż przyjdzie do mnie w nocy i ją zobacze sad tak bardzo bym chciała sad

28

Odp: śmierc mamy... :(

Madziu ja też bym chciała widzieć rodziców w snach, przynajmniej tak...ale nie w ten sposób...chciałabym zobaczyć ich uśmiech, a nie ból za każdym razem.

29

Odp: śmierc mamy... :(

cześc madziap  . zaglądasz tu jeszcze ??? postanowiłam sie zalogować i coś  tu napisac bo też straciłam mamusie...i tak jak Ty byłam z nią bardzo związana...mama odeszła  dokładnie miesiąc temu  ( miesiąc przed moimi 29 urodzinami )  2  dni przed  dniam matki.
chorowała na raka. walczyła 7 miesięcy....to tak straszna choroba sad((( bezsilnośc i patrzenie na cierpienie najbliższej osoby jest najgorsza.
kochałam mame najbardziej na świecie . dzwoniłam  do niej kilka razy dziennie... gadac o wszystkim...o tym jak coś ugotowac o tym co sie stało w filmi   i o tym co robią jej wnuki. mam synka  - 4 lata i córeczke - 3 latka  sa dla mnie wszystkim i bez nich  chyba bym nie dała rady. mama kochała ich nad życie....skoczyła by za nimi w ogień... tak bardzo chciała widzieć jak dorastają sad(((((((((((((((((  płakała bardzo że nie chce umierac.
ostatnie 2 tygodnie wspominam  bardzo źle....jak o tym myśle  to zaczynam płakać .... słuchanie lekarzy którzy  ci mówią że mama umiera i że odchodzi.... że już nic  nie mozna zrobić.....byłam zmuszona zawieźć ją do chospicjum  bo bardzo cierpiała a nie chciała żeby ją  bolało sad(( tam mogli jej  zapewnieć  wszystkie leki.... poszła tam 15 maja ....sama o własnych siłach o własnych nogach.. żartowała i sie śmiała....chyba gorzej ja  to zniosłam bo chciałam ją od razu z tamtąd zabrać.....tego dnia nie kazała  już dzwonic  bo chciała iść szybciej spac ( nie zadzwoniłam )  rano zadzwoniłam . odebrała na chwilke  i powiedziała ze nie chce rozmawiać  że mam później zadzwonić....... tego samego dnia jej stan sie tak pogorszył  że już wiecej  nie wstała..... straciła świadomość. spała.....
myślałam że to przez morfine. obwiniałam lekarzy, chciałam nawet żeby jej nie dawali  tych leków........zeby tylko z nią porozmawiac  , zeby chociaż raz  tez ostatni powiedzieć  jej za  ją kocham.......ale wiecej sie nie obudziła ;(((((((((((((((((((  byłam u niej codziennie, mówiłam do niej , śpiewałam jej , pokazywałam zdjęcia wnuków ( nie wiem czy słyszała ) wierze że słyszała. mamusia odeszła 24 maja sad(((( nie było mnie tam . nie była pogodzona ze swoją chorobą ....tydzień wcześniej płakała jak dziecko że nie chce umierać.... żegnałam sie z nią chyba  z milion razy a cały czas  wydaje mi sie ze to jeszcze za mało sad((((((
kochana doskonale wiem co czujesz......nie ma dnia w którym  bym o mamie nie myślała . wczoraj miałam urodziny ( cały dzień płakałam  bo jej  ze mną nie było )
odezwij sie jeśli chcesz ... jesli chcesz pogadać , moze podaj jakiś kontakt ( razem zawsze raźniej )
pozdrawiam   ANIA

30

Odp: śmierc mamy... :(
miszmasz1-am napisał/a:

cześc madziap  . zaglądasz tu jeszcze ??? postanowiłam sie zalogować i coś  tu napisac bo też straciłam mamusie...i tak jak Ty byłam z nią bardzo związana...mama odeszła  dokładnie miesiąc temu  ( miesiąc przed moimi 29 urodzinami )  2  dni przed  dniam matki.
chorowała na raka. walczyła 7 miesięcy....to tak straszna choroba sad((( bezsilnośc i patrzenie na cierpienie najbliższej osoby jest najgorsza.
kochałam mame najbardziej na świecie . dzwoniłam  do niej kilka razy dziennie... gadac o wszystkim...o tym jak coś ugotowac o tym co sie stało w filmi   i o tym co robią jej wnuki. mam synka  - 4 lata i córeczke - 3 latka  sa dla mnie wszystkim i bez nich  chyba bym nie dała rady. mama kochała ich nad życie....skoczyła by za nimi w ogień... tak bardzo chciała widzieć jak dorastają sad(((((((((((((((((  płakała bardzo że nie chce umierac.
ostatnie 2 tygodnie wspominam  bardzo źle....jak o tym myśle  to zaczynam płakać .... słuchanie lekarzy którzy  ci mówią że mama umiera i że odchodzi.... że już nic  nie mozna zrobić.....byłam zmuszona zawieźć ją do chospicjum  bo bardzo cierpiała a nie chciała żeby ją  bolało sad(( tam mogli jej  zapewnieć  wszystkie leki.... poszła tam 15 maja ....sama o własnych siłach o własnych nogach.. żartowała i sie śmiała....chyba gorzej ja  to zniosłam bo chciałam ją od razu z tamtąd zabrać.....tego dnia nie kazała  już dzwonic  bo chciała iść szybciej spac ( nie zadzwoniłam )  rano zadzwoniłam . odebrała na chwilke  i powiedziała ze nie chce rozmawiać  że mam później zadzwonić....... tego samego dnia jej stan sie tak pogorszył  że już wiecej  nie wstała..... straciła świadomość. spała.....
myślałam że to przez morfine. obwiniałam lekarzy, chciałam nawet żeby jej nie dawali  tych leków........zeby tylko z nią porozmawiac  , zeby chociaż raz  tez ostatni powiedzieć  jej za  ją kocham.......ale wiecej sie nie obudziła ;(((((((((((((((((((  byłam u niej codziennie, mówiłam do niej , śpiewałam jej , pokazywałam zdjęcia wnuków ( nie wiem czy słyszała ) wierze że słyszała. mamusia odeszła 24 maja sad(((( nie było mnie tam . nie była pogodzona ze swoją chorobą ....tydzień wcześniej płakała jak dziecko że nie chce umierać.... żegnałam sie z nią chyba  z milion razy a cały czas  wydaje mi sie ze to jeszcze za mało sad((((((
kochana doskonale wiem co czujesz......nie ma dnia w którym  bym o mamie nie myślała . wczoraj miałam urodziny ( cały dzień płakałam  bo jej  ze mną nie było )
odezwij sie jeśli chcesz ... jesli chcesz pogadać , moze podaj jakiś kontakt ( razem zawsze raźniej )
pozdrawiam   ANIA

Moje wyrazy współczucia! Dziś mija 5 lat od śmierci mojego Taty. Także pokonał go nowotwór, umierał na naszych oczach.

31

Odp: śmierc mamy... :(

Moja mama umarła 5lipca,,,9tego był pogrzeb,,,dzis jest 17ty lipiec,,,Miała guzy na pęcherzu,wycieli jej,poszła do domku,potem po 5tyg znowu jej wyrósł,wycieli...niby ok,ale nerka nie działała i po 2tyg miała wrócić na jej wycięcie,,,wycieli..miała na niej jak sie okazalo guza 20cm na 10cm,,,dostała wypis,czuła sie świetnie,rozmawiałyśmy,planowałyśmy grila,ze wezmie mojego synka 3letniego na noc bo mu obiecała i..pogorszyło sie i umarła,okazało sie że ten rak był bardzo złośliwy,dzien przed smiercia szeptała do nas,,,a w sobote bylismy przy jej łóżku i czekaliśmy trzymając ją za ręke aż odejdzie...odeszła,,Mam dwoje dzieci,codziennie sie wisywałyśmy,dzwoniłyśmy,a teraz zamiast jechać do babci zeby  przytuliła moje dzieci i mnie jeżdzimy na cmentarz,,zamiast życ wegetuje,żyje obok,nie umiem sie  z niczego cieszyć,mam napady złości,wszystko mnie denerwuje,codzienne czynności,,,Nikt nie wiedział ze ma raka,ona sama tez nie,,chwila,moment i jej nie ma,boje sie ze nie zdąże wychować swoich dzieci,ten rak jest wszedzie i zabiera ludzi,,,,Bardzo mi jej brakuje,bardzo chciała życ i widze w jej oczach smutek i żal...wszystko potoczyło sie tak nagle,nie wiedziała ze ma raka,,wiedziała tylko ze był guz,wycięty z nerką i juz,,,tak bardzo mi jej brakuje,,,,Wiem ,ze bardzo chciała zyc,nie zobaczy już moich dzieci,jak dorastają,jak sie zmieniają,,,nie wiem czy kiedyś sie z tym pogodze,,,Chciałabym by mi sie przyśniła........chce by mnie przytuliła......

32

Odp: śmierc mamy... :(
sisi99 napisał/a:

Moja mama umarła 5lipca,,,9tego był pogrzeb,,,dzis jest 17ty lipiec,,,Miała guzy na pęcherzu,wycieli jej,poszła do domku,potem po 5tyg znowu jej wyrósł,wycieli...niby ok,ale nerka nie działała i po 2tyg miała wrócić na jej wycięcie,,,wycieli..miała na niej jak sie okazalo guza 20cm na 10cm,,,dostała wypis,czuła sie świetnie,rozmawiałyśmy,planowałyśmy grila,ze wezmie mojego synka 3letniego na noc bo mu obiecała i..pogorszyło sie i umarła,okazało sie że ten rak był bardzo złośliwy,dzien przed smiercia szeptała do nas,,,a w sobote bylismy przy jej łóżku i czekaliśmy trzymając ją za ręke aż odejdzie...odeszła,,Mam dwoje dzieci,codziennie sie wisywałyśmy,dzwoniłyśmy,a teraz zamiast jechać do babci zeby  przytuliła moje dzieci i mnie jeżdzimy na cmentarz,,zamiast życ wegetuje,żyje obok,nie umiem sie  z niczego cieszyć,mam napady złości,wszystko mnie denerwuje,codzienne czynności,,,Nikt nie wiedział ze ma raka,ona sama tez nie,,chwila,moment i jej nie ma,boje sie ze nie zdąże wychować swoich dzieci,ten rak jest wszedzie i zabiera ludzi,,,,Bardzo mi jej brakuje,bardzo chciała życ i widze w jej oczach smutek i żal...wszystko potoczyło sie tak nagle,nie wiedziała ze ma raka,,wiedziała tylko ze był guz,wycięty z nerką i juz,,,tak bardzo mi jej brakuje,,,,Wiem ,ze bardzo chciała zyc,nie zobaczy już moich dzieci,jak dorastają,jak sie zmieniają,,,nie wiem czy kiedyś sie z tym pogodze,,,Chciałabym by mi sie przyśniła........chce by mnie przytuliła......

Szczere wyrazy współczucia! Wierzę, że Ci się przyśni. I w tym śnie mocno przytuli.

33

Odp: śmierc mamy... :(

Wielbiciel Lidiji Bacic Dziękuje kochana,,,,

34

Odp: śmierc mamy... :(

Madziu dużo siły życzę Tobie.Potrzebujesz jej teraz.

35

Odp: śmierc mamy... :(
sisi99 napisał/a:

Wielbiciel Lidiji Bacic Dziękuje kochana,,,,

Przepraszam, ale jestem mężczyzną.

36 Ostatnio edytowany przez sisi99 (2014-07-18 21:24:46)

Odp: śmierc mamy... :(

Wielbiciel Lidiji Bacic przepraszam;)))aż mi sie nastrój poprawił,ale gafe strzeliłam....

37

Odp: śmierc mamy... :(
sisi99 napisał/a:

Wielbiciel Lidiji Bacic przepraszam;)))aż mi sie nastrój poprawił,ale gafe strzeliłam....

Sisi 99 naprawdę nic się nie stało. Dobrze, że masz lepszy nastrój.

38

Odp: śmierc mamy... :(

Wielbiciel Lidiji Bacic mój nastrój sie jak zwykle popsuł,,,już mnie raczej niczym nie zaskoczysz..więc czekam aż sie coś wydarzy miłego,,,jeden dzień mam a w miare normalny,,inny znowu paskudny i same myśli o mamie,,,wiem,że potrzeba czasu,ale nawet nie mam wsparcia w mężu bo do tego wszystkiego postanowiłam sie z nim rozstać i wszystko sie skumulowało naraz..Pozatym mam obawy ze nie zdąże wychować moich dzieci,że mnie też dopadnie rak,zwłaszcza ze ze strony taty wszyscy chorowali,a u mamy to pierwszy taki przypadek był w rodzinie..ale boje sie teraz każdego dnia...

39

Odp: śmierc mamy... :(
sisi99 napisał/a:

Wielbiciel Lidiji Bacic mój nastrój sie jak zwykle popsuł,,,już mnie raczej niczym nie zaskoczysz..więc czekam aż sie coś wydarzy miłego,,,jeden dzień mam a w miare normalny,,inny znowu paskudny i same myśli o mamie,,,wiem,że potrzeba czasu,ale nawet nie mam wsparcia w mężu bo do tego wszystkiego postanowiłam sie z nim rozstać i wszystko sie skumulowało naraz..Pozatym mam obawy ze nie zdąże wychować moich dzieci,że mnie też dopadnie rak,zwłaszcza ze ze strony taty wszyscy chorowali,a u mamy to pierwszy taki przypadek był w rodzinie..ale boje sie teraz każdego dnia...

Sisi 99 przeżywasz teraz ciężkie chwile. Pomimo tego gorąco wierzę, że jeszcze szczęście zapuka do Twoich drzwi. A, wraz z nim pozytywne emocje. Fakt, że ze strony Twojego taty wszyscy chorowali na raka, nie oznacza wcale, że Ty zachorujesz. Znajdujesz się jedynie w grupie ryzyka.
Sisi, a może jednak Cię zaskoczę? Serdecznie zapraszam do chorwackiej kafejki w cieniu palm (dział Nasza społeczność). Chciałbym, aby piosenki tam się znajdujące choć trochę odgoniły Twój kiepski nastrój. Zapraszam również do odwiedzin moich skromnych wierszy. Znajdziesz je w debiutach literackich.

40

Odp: śmierc mamy... :(
sisi99 napisał/a:

Wielbiciel Lidiji Bacic mój nastrój sie jak zwykle popsuł,,,już mnie raczej niczym nie zaskoczysz..więc czekam aż sie coś wydarzy miłego,,,jeden dzień mam a w miare normalny,,inny znowu paskudny i same myśli o mamie,,,wiem,że potrzeba czasu,ale nawet nie mam wsparcia w mężu bo do tego wszystkiego postanowiłam sie z nim rozstać i wszystko sie skumulowało naraz..Pozatym mam obawy ze nie zdąże wychować moich dzieci,że mnie też dopadnie rak,zwłaszcza ze ze strony taty wszyscy chorowali,a u mamy to pierwszy taki przypadek był w rodzinie..ale boje sie teraz każdego dnia...

Sisi bardzo Ci wspolczuje .....przechodzisz swoj etap zaloby tak po kolei,"I "to niedowierzanie,zlosc,bezsilnosc.....ale dasz rade ,kazdy kto stracil osobe bliska musi zmierzyc sie ze swoim cierpieniem ,ze swoim zalem..........warto "wyrzucic" caly swoj bol osobie z empatia,ktora  chociazby Ciebie wyslucha,przytuli,pomilczy z Toba>Ja tez myslam,ze nie dam rady,ze umre z rozpaczy,a swiat idzie dalej i ja dalej zyje.....i tak juz mija prawie 56 m-cy...........bol lagodnieje,albo przyzwyczajamy sie  zyc z tym bolem!Przemyslalam ,"rozlozylam " caly etap zycia mojego synka na  "czasteczki " i pogodzilam sie ,ze trzeba zaakceptowac na "nowo" swoje zycie......pamietaj(ja tak mysle i czuje) ze moj synek jest zawsze blisko mnie....to tak jak w piosence Urszuli"Dzis juz wie...";(

41

Odp: śmierc mamy... :(

Kryst54 przykro mi również z powodu twojego syna,popłakałam sie bo nie wiem co bym zrobiła gdyby mojemu dziecku coś sie stało,czemu tak sie dzieje,,dziś byłam w kościele i byłam zła i niby byłam ale nie uczestniczłam duchem bo czułam żal do Boga  że mi zabrał mame,,,moje dzieci tęsknią,,ja też chce sie do niej przytulić,prosze ją o znak ale cisza,,,Kochana,jesteś bardzo dzielna,,,podziwiam Cie,,,,tule Cie mocno...
Wielbiciel Lidiji Bacic  poczytam Twoje bazgroły zaraz;).........

42

Odp: śmierc mamy... :(

Sisi  kiedys ktos mi przyslal takie epitafium,przemysl.....poczytaj...

KIEDY ZACZNIECIE MNIE SZUKAC,
SZUKAJCIE MNIE W SWOICH SERCACH,
KIEDY MNIE ZNAJDZIECIE,ZYC BEDE W WAS NADAL,
JESLI NIE MOZEMY BYC RAZEM,
ZAWSZE MOZNA ZE WSPOMIEN
PRZYWOLAC KAZDA Z UKOCHANYCH CHWIL ;(

Sisi opowiadaj dzieciom o swojej babci,odwiedzajcie ja,pielegnuj pamiec.......przyjdzie dzien ,ze dobre wspomienia wypra bol i smutek....moze kiedys przyjdzie taki dzien......przyjdzie,ale potrzebujesz czasu ! ;( K

43

Odp: śmierc mamy... :(

Wszyscy jesteśmy jak 'kwiaty polne' ...pojawiamy sie , kwitniemy - ale nagle zaczynamy usychac , ginąć....i obracamy się w proch. Biblia mówi prawdę  - że "wszystko to marność i pogoń za wiatrem"...I GDYBY NIE WIARA, GDYBY NIE NADZIEJA...GDYBY NIE SŁOWA JEZUSA - "ŻE NADZCHODZI GODZINA W KTÓREJ WSZYCY CO SĄ W GROBACH USŁYSZĄ JEGO (JEZUSA) GŁOS I WSTANĄ DO ŻYCIA"...gdyby nie to - to nic nie miało by sensu. Słowa zapisane w Biblii  mówiące o ZMARTWYCHWSTANIU są jedyną moją nadzieją,-- komu mamy zufaĆ jeśl nie Bogu?....To Bóg wskrzesił Jezusa, i niebawem poprzez Jezusa zbudzi ze snu śmierci nasze Mamusie , naszuch Tatusiów, naszych Braci i Siostry - wszystkich naszych kochanych bliskich.------ BOŻE MÓJ, NIECH PRZYJDZIE TWOJE KRÓLESTWO...BO SMUTEK I BÓL ROZRYWA SERCE, A ŁZY ZALEWAJĄ OCZY - W TOBIE OJCZE, I SYNU TWOIM MOJA UFNOŚC I NADZIEJA.

44

Odp: śmierc mamy... :(
sisi99 napisał/a:

Kryst54 przykro mi również z powodu twojego syna,popłakałam sie bo nie wiem co bym zrobiła gdyby mojemu dziecku coś sie stało,czemu tak sie dzieje,,dziś byłam w kościele i byłam zła i niby byłam ale nie uczestniczłam duchem bo czułam żal do Boga  że mi zabrał mame,,,moje dzieci tęsknią,,ja też chce sie do niej przytulić,prosze ją o znak ale cisza,,,Kochana,jesteś bardzo dzielna,,,podziwiam Cie,,,,tule Cie mocno...
Wielbiciel Lidiji Bacic  poczytam Twoje bazgroły zaraz;).........

Mam nadzieję, że odnajdujesz powoli siebie? Zapewne moje rymy nie przypadły Ci do gustu.

45

Odp: śmierc mamy... :(

sisi  jak się czujesz???
od dłuższego czasu  chciałam już do ciebie napisać ale wiedziałam że jak się za to zabiorę to bede płakać..... ale że dziś mam gorszy dzień więc i tak mi wszystko jedno...... tak  bardzo wiem co czujesz......
od śmierci mojej mamy mineło już  prawie  3 miesiące.....i boli tak samo ... tylko po prostu przyzwyczajam sie z tym żyć. tak  bardzo  mi jej  brakuje.....tak strasznie tęsknie sad(((((((((( chce cofnąc czas...... nie moge zrozumieć dlaczego akurat  moja mama;( tak bardzo ja kochałam .... a ona żyła dla mnie  i dla moich dzieci
uwierz mi ze lepiej że Twoja mamusia nie wiedziała  że ma raka i ze to sie tak szybko potoczyło ;((
ja widziałam jak moja mama cierpi , jak marnieje z dnia na dzień jak brak  jej sił  i jak ją boli.  każda wizyta  u lekarza.. każda chemia każde wyniki krwi , wizyty w szpitalu .....to jest koszmar.......i ta  bezsilność  że nic nie możesz zrobić a byś oddała jej  swoje życie
moja mama nie  pogodziła sie z tym że miała raka....niby walczyła ale co chwile sie załamywała.... płakała że nie chce umierać a bóg mi ja zabrał !!:(((
żyjedalej niby normalnie , jest ok, czasem nawet śą chwile że jestem szczęśliwa...ale codziennie myśle o mamie , wszystko mi ją przypomina,  nawet głupie programy w tv, miejsca,  dosłowie wszystko.... są też takie dni  np urodziny , rocznica ślubu .....imieniny , gdzie zupełnie jestem rozłożona i płacze cały dzień bo jej nie ma tu  ze mną
chciałabym Ci powiedziec że bedzie lepiej ....ale sama wiesz sad(( ja tak jak Ty byłam  bardzo zwiazana z mamusią....z  tatą nigdy nie miałam dobrego kontaktu  i z bratem też...miałąm tylka ją
teraz mam męża   i wspaniałe dzici dzięki którym sie trzymam....ale braku mamy nic nie zastapie
jakiś czas temu  nawet byłam na weselu (  co oczywiście było złym pomysłem )  przez  cały czas  przypominałam sobie swoje wesele i chwile z mamą....a jak przyszło   do podziękowań dla rodziców  to wpadłam w taką histerię i płacz że nie  mogłam sie uspokoić
to takie niesprawiedliwe że naszych mam już nie ma!!!!!!!!!!!!!
jak byś chciała pogadać  to pisz śmiało . zawsze cie wysłucham
ludzie myślą  że to że sie uśmiecham to znaczy że wszystko juz ok.....ale  wcale tak nie jest
trzymaj się  ciepło i myśl o tym że Twoja mamusia na Ciebie patrzy i pomaga Ci cały czas że cie widzi i że nie cierpi ( ja tak  myśle ) wiem że to małe pocieszenie  ale może chociaż troszke pomoże
ANIA

46

Odp: śmierc mamy... :(

mam 63 lata i po raz pierwszy w zyciu czuje bol, i cierpienie dla ktorego nie istnieje slowo by je opisac. moja mama,  zycia, zmarla 2 tygodnie temu. na wskutek upadku.Pomimo ze miala91 lat nie moge uwierzyc ze juz ja nie zobacze.Przyjechalam do Polski  ,pozegnac sie z nia ostatni raz .lezala w trumnie, rozmawiialam do niej,otworzylam jej oczy by spojrzala na mnie, pozostawilam odbicia moich ust na jej policzkach,ucalowalam jej rece i prosilam ja zeby nie odchodzila. myslalam ze moze ja obudze ze snu. Nawet nie moge pisac bo bol jest tak mocny  ze wolalabym odejsc razem z nia. wzielam sobie jej poduszke na ktorej spala i ta pozwala mi miec ja przy sobie. matke mialam jedyna i nikt jej juz do mojej smierci nie zastapi. Ojca prawie nie znalam bo zmarl kiedy mialam 1,5 roku. Nie wiem dlaczego tak musi byc na swiecie?  Zycie jest okrutne kiedy stracisz najukochansza osobe. Lepiej  nie zyc wcale

47

Odp: śmierc mamy... :(

lidiamaria57 pomijajac caly bol, mysle, ze powinnas cieszyc sie, ze mialas szanse miec ta osobe.

48

Odp: śmierc mamy... :(

Dziewczyny, doskonale Was rozumiem, bo sama już nie mam rodziców. Taka jest prawda, że ten kto ich ma, nie jest w stanie pojąc, a nawet sobie wyobrazic bólu, jaki czujemy każdego dnia. Moja mama odeszła prawie 6 lat temu, tata prawie 4. Nie ma dnia, żebym o nich nie myślała i nie tęskniła za domem. Czasami brakuje mi bliskiej osoby, która byłaby w podobnej sytuacji (choc oczywiscie nikomu tego nie zycze). Chodzi zwyczajnie o zrozumienie. Mówią, że czas leczy rany, chyba nie jest to prawda. Każdego dnia za to jest inaczej, raz lepiej raz gorzej. Ale pustka jest tak ogromna, że nic nie jest w stanie jej zapełnic. Mama to mama=poczucie bezpieczeństwa, dom, coś czego zazwyczaj nie doceniamy, coś co wydaje nam się dane raz na zawsze, coś o czym nie myślimy, że możemy tego nie miec. Zderzenie z rzeczywistością po śmierci bliskich bywa wtedy okrutne.
Polecam Wam książkę, która bardzo mi pomogła, której treśc zawiera wszystkie moje myśli i uczucia, których nie potrafiłam nazwac - "Córki które zostały bez matki. Dziedzictwo straty", Hope Edelman. Wracam do niej często i za każdym razem płaczę.
Pozdrawiam

49

Odp: śmierc mamy... :(

za dwa dni minie  4 miesiące od śmierci mojej mamy ......czasami wydaje mi sie to nierealne że jej nie ma....bo była zawsze...
płacze za nią bardzo czesto ...tak bardzo chce żeby wróciła...nie chce się tak czuć....lepiej mi tylko kiedy mi się przyśni.
często analizuje  chorobę mojej mamy i zadaje sobie setki pytań....ale to nic nie zmienia....nie ma jej i chyba nigdy nie przyzwyczaje się do tego uczucia sad((

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » śmierc mamy... :(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026