Witam wszystkie Panie! Znalazłem się w tym miejscu, gdyż potrzebuje fachowej i kobiecej pomocy zarazem.
Problem jaki mnie tutaj sprowadza to rozstanie z moją Dziewczyną z którą razem byliśmy 4 lata. Dodam, że to Ona zakończyła nasz związek. Jak wiadomo w życiu bywa różnie, raz jest lepiej raz gorzej. Analizując jak w takiej statystyce wypadało bycie razem z moją byłą Kobietą...dochodzę do wniosku, że było dobrze, bardzo dobrze. Plusy i dobre chwile, razem spędzony czas zdecydowanie górował nad tym co przykre i nad tym o czym nie chce się myśleć czy pamiętać. Wiedziałem, że to właśnie ją kocham i że takim samym uczuciem ona obdarowuje mnie. Mieliśmy wspólne plany: po studiach przeprowadzić się do mnie, do domu, który byłby cały dla Nas i dalej żyć razem dla siebie, w perspektywie myśląc poważniejszych sprawach. Ale, to co dobre nie trwało wiecznie. Obecnie nie jesteśmy razem już 2miesiace. Poznaliśmy się na studiach i szybko zostaliśmy parą. Podczas pierwszego spotkania w naszym życiu ja patrzyłem na nią, ona spoglądała na mnie i oboje wiedzieliśmy, że coś iskrzy. Przez okres naszego związku mnóstwo czasu spędzaliśmy razem oprócz wakacji, gdyż mieszkamy daleko od siebie, ale i wtedy staraliśmy się jakoś mieć dla siebie czas i pięlęgnować uczucie. Nie mieszkaliśmy jednak razem. Ja broniłem się od tego pomysłu, twierdząc, że spotykając się codziennie, spędzając razem noce, budząc się razem rano i wspólnie zasypiając mamy wszystko, a zamieszkamy razem po studiach. Teraz wiem, że to był błąd. Mojej wybrance bardzo zależało na tym, tak samo jak na zaręczynach na które czekała. Przyszedł ostatni rok studiów. Wróciłem do miasta gdzie studiujemy z planami, że w grudniu w końcu się oświadczę i zrobię to, w najlepszy sposób jaki tylko potrafię. W między czasie minęły wakacje, które jak co roku w zdecydowanej części spędziliśmy oddzielnie widując się co 3tygodnie lub miesiąc. Zarówno Ona jak i ja pracowaliśmy, ja dodatkowo mając mnóstwo pracy w domu, od której nie byłem w stanie uciec. Latem jak co roku wybraliśmy się na wspólny wyjazd. Uwielbialiśmy razem podróżować i starałem się organizować często jakieś dalsze lub bliższe wypady. Przed wakacyjnym wyjazdem moja Ukochana przechodziła jakiś trudny okres. Mówiła, że obawia się przyszłości, nie wie jak by to wyglądało.Myślałem, że wraz z początkiem roku akademickiego znów będziemy spędzać cały czas wspólnie i jej wszystkie dylematy i rozterki znikną. Utwierdzałem ją w przekonaniu, że tylko ją kocham i na niej mi zależy i zrobię co będę mógł aby była szczęśliwa. Nie stało się tak. Jesień jak to jesień kalendarzowa, była smutna, ciemna i zapowiadała przyjście jeszcze trudniejszej zimy. Spędzaliśmy miej czasu razem. Ona pracując na stałe poświęcała pracy dużo czasu. Jeszcze więcej czasu ludziom z którymi pracowała. Czułem, że jestem na drugim planie. Przestaliśmy tak jak dotychczas razem wychodzić, spędzać wieczory, być czuli i dbać o związek. Dużą cześć winy biorę na siebie. Zamknąłem się w sobie, widząc że do wyboru mam czas, który mogę spędzić z nią ale w towarzystwie jej nowych znajomych którzy nie wydają mi się dobrym otoczeniem, lub wiedząc, że rozmawiać możemy głównie o jej pracy i właśnie znajomych. Dodatkowo wśród nich jest facet, który widocznie się wokół niej kręci. Dużo milczałem , przestałem być czuły. Myślałem o planowanych zaręczynach zarazem. W końcu razem widzieliśmy, że coś jest nie tak jak być powinno. Rozmowy dały mi do zrozumienia, że Ukochana spełnia się w pracy, ma w końcu znajomych których wcześniej nie miała, dobrze jej w swoim mieście. Stałem się zaborczy i zazdrosny, żądając aby w końcu zdecydowała kto jest dla mniej najważniejszy i jeśli to ja nim jestem, żeby to właśnie wynikało z jej zachowania. Próby rozmów prowadziły do wspólnego płaczu i niczego więcej. Podczas jednej z takich rozmów podpytałem "a co gdybym chciał Ci się właśnie teraz oświadczyć?" Usłyszałem, że teraz by odmówiła. Załamałem się wtedy. W końcu usłyszałem to czego się obawiałem..."że coś pękło, dalej Cię Kocham, jesteś dla mnie ważny i wyjątkowy ale...pękło".
Prosiłem o to, aby nie rezygnowała z tego co było dobre i miało przyszłość, żeby nie rezygnowała z Nas. Oczywiście bez skutków. Logiczne tłumaczenia, przypominanie planów, rozmowy nic nie dały.
Nie jesteśmy razem już ponad 2 miesiące. Kilka razy spotkaliśmy się. Było miło. Czułem, że patrze na nią tak samo jak wtedy na początku. Widziałem też jak Ona głęboko we mnie patrzy, ale tym samym nie chce rozmawiać o Nas. Raz wymsknęło się jej : " musisz do tego wracać, nie chce o tym mówić, może teraz zaczniemy się dogadywać" Chwilami także, zaprzecza sobie i temu co mówi twierdząc, że nie potrafiła by mnie uszczęśliwić i oczywiście, że dwa razy d rzeki... . To było przed świętami.Zaproponowała aby pójść na wspólne zakupy prezentów. Zgodziłem się i znów było miło. Mówiłem jej komplementy, pokazywała mi sukienki które jej się podobają jak to było wcześniej, żartowaliśmy, był nawet jakiś delikatny dotyk. Święta jednak spędziliśmy oddzielnie. Usłyszałem, że spotykanie w święta, to zły pomysł a dodatkowo ten chłopak zaprosił ja na 2dzień świt do siebie. Dotychczas spędzaliśmy je razem w sumie jak małżeństwo. Jedynym wspólnym akcentem było utrzymywanie kontaktu tel. i prezenty niespodzianki, które potajemnie i wzajemnie sobie zrobiliśmy. Mieliśmy spotkać się po świętach. Kontakt jest coraz słabszy. Pewnego razu napisała, że zobaczyła naszą pocztówkę z wakacji u Babci i to ją rozbiło, że jej przykro, że święta ją przygnębiają. Przyznała się również, że w ramach rewanżu ten chłopak odwiedza ją podczas świąt. Postanowiłem nie być nachalny i natrętny a jednocześnie męczą mnie myśli, że Ona chce od nowa poukładać sobie życie z tym nowym "kolegą" czemu jednak skrzętnie zaprzecza. Powiedziałem, że przyjął bym to do wiadomości i pogodził się z jej wyborem.
Obecnie nie zawiązuje rozmów, nie dzwonię nie piszę. Ona to robi pierwsza lecz w dość niezaangażowany sposób. Nie wspomina o zaproszeniu do siebie i propozycji spotkania, które wcześniej proponowała.Przestałem przekonywać ja do Nas, zapewniać o swoich uczuciach względem jej osoby, chociaż w tej kwestii zupełnie nic się nie zmieniło. Może takie podejście da jakiś efekt i poczuje mój brak i dowie się na kim jej zależy.
Drogie Panie! Przepraszam za taką objętość moich wypocin ale chciałem pokazać mniej więcej obraz mojej sytuacji. Co powinienem robić aby przekonać Ukochaną do powrotu? Dać jej zatęsknić i na jakiś czas zniknąć? Czy prosić o spotkania i starać się o przypominanie jak dobrze czuje się w moim towarzystwie? Co podpowiada Wam Wasza Kobieca Intuicja?