witam
opowiem wam moją trudną historie, może wy mi powiecie co ona może mieć w głowie. znaliśmy się od około 3 lat, razem pracujemy. nigdy nic między nami nie było. Ponad rok temu, coś między nami zaiskrzyło (niestety wiedziałem że jest z kimś związana). Zaczęły się częste rozmowy, wychodzenie na papierosa w pracy, podwoziłem ją do domu, ale nic więcej. po jakimś czasie powiedziała mi że się zaręczyła. mijał czas a my się do siebie zbliżaliśmy. rozmawialiśmy o wszystkim. opowiadała mi o swoim narzeczonym itp. około lutego powiedziała że zarezerwowali termin ślubu na sierpień. mówiła że się niby cieszy, ale nie jest do końca pewna (jej związek trwałwtedy około 1.5 roku dopiero, a dla jej faceta to była pierwsza dziewczyna (ma teraz 32 lata). Opowiadała mi o wszystkim, tak jak zresztą ja jej. Czas mijał, a my się oboje w sobie zakochiwaliśmy. wspólne imprezy z pracy itp. w maju wyjechaliśmy z pracy na powiedzmy integracje. Wtedy między nami wydarzyło się coś więcej. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Około czerwca odwołała ślub niby z powodów finansowych (a wszystko mieli już zarezerwowane, suknia, sala itp, ślub miał być w sierpniu). kolejny miesiąc spotykania, przyszły wakacje. we wrześniu miała wyjechać z nim i jego znajomymi na wakacje za granice. obiecywała że nie może się z nim rozstać przed wakacjami bo wszystkim zepsuje urlop. obiecała że zakończy to po powrocie. Przecierpiałem to jakoś chociaż nie było to łatwe. po powrocie niestety nic się nie zmieniło. naciskałem, a ona się zamykała w sobie, bo nie mogłem tak dłużej żyć. niby się rozstawaliśmy, żeby za chwile znów się spotykać "potajemnie". powoli przestałem wierzyć że może się coś zmienić. trwało to aż do grudnia. wyznawała mi miłość, mówiła że jestem miłościa jej życia. W grudniu postanowiła powiedzieć swojemu facetowi o tym że się zakochała, zdradziła go itp. miała nadzieje że powie jej żeby się wyprowadziła (wynajmują mieszkanie). Oczywiście niestety M (jej facet) zaczął płakać, przepraszać i mówić że nie wyobraża sobie życia bez niej. że wybaczy jej to itp. wyprowadziła się do mnie na ok 5 dni. Niestety definitywnie nie skończyła. Po tych 5 dniach wróciła do "domu" i zobaczyła podobno "wrak człowieka". Powiedziała że nie może go tak zostawić, że on sobie nie poradzi w życiu, że sobie nikogo nie znajdzie. Niby do niego wróciła, a nadal się spotykaliśmy. znowu próbowaliśmy się rozstać, ale albo ona albo ja nie dawaliśmy sobie rady bez siebie. Nawet w święta (którek spędzali osobno u swoich rodzin) spotkała się ze mną a nie z nim itp. Sytuacja wygląda podobnie do teraz. Tylko że on ją kontroluje (sprawdza smsy, fb, nawet wie że mamy kontakt i że go okłamuje nadal). zaczął przyjeżdzać po nią do pracy, ale jakoś się spotykamy (dużo mniej niż wcześniej). Podsumowując: powiedziała mi wprost że kocha mnie, a jego nie. Nie potrafi go zostawić bo sobie nie poradzi. Prawie nie rozmawiają, a my się zaczęliśmy niestety przez to wszystko kłócić. Ona zamyka się w sobie itd. Ostatnio myśleliśmy że może jest ze mną w ciąży, to mówiła że wtedy się wszystko ułoży. Co o tym myśleć i co robić??????