Ale dlaczego "chwilowa" emocja?
Opierajac się nadal na swoim przypadku - nie byla to "chwilowa emocja" tylko postawienie swiata na glowie. Poki mialam swoje Jablko było wszystko ok. Tyle, ze nie wiedzialam wtedy jak smakuje Mango.
Owszem, moglam dokonac wyboru i wybrac Jablko, ale czy zapomnialabym jak smakuje Mango?
Moze to tylko kwestia przypadku - tego, czy na drodze zycia spotkamy Mango, czy nie?
Jestem przekonana, ze gdybym nie spotkala osobnika B, to z panem A moglabym spedzic zycie. Pewnie nawet bardziej przyjemne niż teraz (zamierzalam napisac "bardziej szczesliwe" ale się zawahalam. Nie jestem pewna, czy brak w moim zyciu pana B bylby dla mnie szczesciem. )
Ale skoro wkroczyl w moje zycie i spowodowal, ze stanelo ono na glowie to mleko się rozlalo.
Z mojej perspektywy wyglada to tak, ze o takiej lojalnej milosci, rozroznianiu zakochania (ale zakochania takiego w stylu "piorun z jasnego nieba" a nie jakiejs tam fascynacji znudzonej mezatki) i milosci moze ppisac "z cala pewnoscia i przekonaniem" tylko ktos, komu się takie zakochanie nie zdarzylo.
A ktos, komu się to zdarzylo, to wie, ze leczenie zakochania rozumem jest tak samo skuteczne, jak przekonanie, ze zdrowe jedzenie zapobiegnie zachoeowaniu na raka. Mozna cale zycie unikac niezdrowych przekasek a i tak pewnego dnia dowiedziec się, ze się ma to w sobie. (Moze to troche dziwne pporownywac zakochanie do raka, ale sila oddzialywania na zycie jest porownywalna
)
Moze po prostu jedni sa bardziej poddatni na takie "pioruny" inni mniej?