Witam serdecznie!
Dwa miesiące temu ostatecznie rozstałam się z moim chłopakiem. Piszę, że ostatecznie, bo zrywaliśmy tak naprawdę już od września, ale na dobre rozeszliśmy się 11 listopada ubiegłego roku. Od tamtej pory nie widzieliśmy się ani razu. Bardzo przeżywałam tę sytuację i nadal jest mi ciężko na sercu, choć minęło już kilka miesięcy. Mój M. pisał do mnie czasem na FB, bo zmieniłam numer telefonu, żeby się od niego odciąć i zacząć żyć na nowo, bez niego. Dość długo "dręczył" mnie różnymi wiadomościami i nie rozumiał, czemu nie chcę się z nim spotykać. Nie będę się rozpisywać na temat przyczyny naszego rozstania, powiem tylko, że on nie był uczciwy wobec mnie. Bawił się na portalach randkowych i erotycznych, próbował "dogadać się" z matką swojego dziecka (bo on ma dziecko z inną, ale nie są już razem), tzn.przez chwilę chciał do niej wrócić. Robił to wszystko za moimi plecami, sądząc chyba, że jestem na tyle głupia, że się o tym nie dowiem. Niestety kilka razy złapałam go na kłamstwie i domyśliłam się wielu rzeczy. Były kłótnie, ale on ciągle zapewniał mnie, że z nikim innym się nie spotyka, że na tych portalach tylko sobie rozmawia, a byłą (czyli matkę ich dziecka) chciał trochę ugłaskać, bo zażądała wyższych alimentów, że liczę się tylko ja, bo jestem jego aniołem, bo jestem dobra, bo nigdy nie spotkał takiej dziewczyny jak ja. Proponował wspólne zamieszkanie , ale nie potrafiłam się na to zdecydować, bo On strasznie mnie swoim zachowaniem zawiódł, z każdym dniem traciłam do niego zaufanie. Cały czas namawiał mnie na dziecko i ślub. Ostatecznie jednak urwałam ten kontakt. Miałam za dużo wątpliwości. I co najważniejsze już mu nie ufałam.
A on jak gdyby nigdy nic odezwał się w zeszłym tygodniu. Zaproponował spotkanie. Nie zgodziłam się, ponieważ miesiąc wcześniej też do mnie wypisywał i prosił, żebym się z nim spotkała. Na moją odmowę, odpowiedział tak, że chociaż mu na mnie zależało i chciał mnie za żonę, to nie kochał mnie, i w trakcie naszego związku spotykał się z innymi panienkami. Przyznał, że jest babiarzem. Bardzo mnie to zabolało, więc nie kontynuowałam tej rozmowy. Po następnych dwóch tygodniach napisał znowu, że tęskni za mną, że ciągle o mnie myśli, że chce, żebym do niego wróciła. Obiecywał, że przemyślał swoje postępowanie i chce się dla mnie zmienić. Bla, bla, bla... Ostatecznie tylko na wymianie wiadomości się skończyło, do spotkania nie doszło. Przez Święta się nie odzywał. Minęły kolejne 3 tygodnie.
No i znowu napisał i zapytał czy się z nim spotkam. Ja na to, że po tym wszystkim co mi ostatnio wyznał, nie chcę go widzieć i że nie mamy już o czym rozmawiać. Ale, że nie potrafię być wredna, popisaliśmy trochę tak ogólnie co słychać. I wtedy On zapytał czy miałam kogoś po nim. Odpisałam, że to nie jego sprawa. On napisał, że spotykał się z kilkoma dziewczynami. W złości napisałam mu, że miałam jednego. No to on zaczął wypytywać o szczegóły, gdzie, co, jak? Nie miałam zamiaru na te niegrzeczne pytania odpowiadać, więc zwyzywał mnie od najgorszych, napisał, że się puściłam, że nie mam godności, że miał mnie za porządną kobietę itp. itd. Popłakałam się przez niego, bo nigdy nie usłyszałam tylu przykrych słów od osoby, którą (niestety wciąż) kocham. Zapytałam go tylko, kim jest, że mnie ocenia, skoro sam przyznał, że spał z kilkoma laskami. Przecież nie byliśmy już razem, więc każde z nas miało do tego prawo. Ja go za to nie potępiłam , a on zmieszał mnie z błotem.
Czy on jest o mnie nadal zazdrosny??? Skąd taka reakcja u niego?
Po dwóch dniach znowu do mnie napisał. Przeprosił za to, że mnie obraził, ale ciągle miał mi za złe, że miałam po nim innego mężczyznę. Oczywiście znowu prosił o szansę, mówił, że odbuduje zaufanie i że chce mnie pokochać. Odmówiłam. Powiedziałam mu, że zniszczył wszystko co między nami było i że nic nie jest w stanie juz tego odbudować.
Nie sądziłam, że po tylu miesiącach od rozstania, tak bardzo mnie to zaboli. Wszystko odżyło na nowo. Znowu będę się zbierać przez kilka miesięcy....
Przepraszam za błedy i długość postu. Chciałam się po prostu komuś wygadać.