Witam!
Jestem z moim partnerem 4 lata z przerwami. Obecnie jestem w 5 miesiacu ciąży ktora była wynikiem ciężkiej 3 letniej pracy
a nie przypadkiem. Problem polega na tym że moj partner lubi raz na jakis czas wyjść sie napić i nic w tym złego gdyby nie fakt że powrót trwa kilka dni. Umówiliśmy sie ze jak bedzie pił to bedzie wracał do rodziców bo tam zazwyczaj pije i ma blizej a i tak stan w jakim go zazwyczaj koledzy odprowadzaja nie pozwoliby mu na powrót do domu. Zawsze były awantury bo po imprezie potrafił wstać rano i wypić z kolega na śniadanie pół litra przespać sie i od nowa. Przestałam wiec uczestniczyć w takich spotkaniach. W listopadzie powiedział ze idzie do kolegi wszystko było w porzadku ale następnego dnia telefon juz nie odpowiadał. Przez cały tydzień nie miałam pojęcia gdzie jest odchodziłam od zmysłów nie mogłam jeść w końcu trafiłam do szpitala z temeratura 35 stopni a poniewaz byłam już w ciąży dostałam zwolnienie i miałam odpoczywać. Dostałam dwa smsy od szanownego z prośbą o pomoc bo on pije i nie daje rady przestać i na tym koniec. Kiedy dowiedziałam sie ze dotarł do domu pojechałam po niego wsadziłam w samochód i przywiozłam do domu. Wtedy mówił ze jest alkoholikiem że chyba pojdzie na leczenie ale nie jest przekonany. Stanęło na niczym. Minęły trzeźwe dwa miesiące i teraz znowu usłyszałam idę w pon sie napic wróce w czwartek jak wytrzeźwieje. Moje niezadowolenie spotkało sie z nawałem oskarżeń w kierunku mojej osoby. Bo on pije raz na dwa miesiące bo on chce wyjść do kolegów bo jak ja nie byłam w ciąży to piłam piwo codziennie następny etap to ze mu źle w domu że on tu sie źle czuje i ze on to sie spakuje i wyprowadzi. Poddałam sie i powiedziałam rob ci chcesz ja Cie na siłe nie trzymam ale po mimo kilku gróźb jeszcze sie nie wyprowadził. W końcu usłyszałam ze jestem jak jego była żona i tak go traktuje. Dodam tylko ze mieszkamy w 90 m mieszkaniu tylko z moim tatą który nas praktycznie utrzymuje a moj szanowny nie ma tu nic do roboty tylko łóżko TV i internet. Nie wiem czy sie poddac i raz na jakis czas pogodzić sie z takimi wyjściami czy przy kolejnej jego groźbie wyprowadzki spakować go i tylko postawic pod drzwiami... ![]()
Podobne tematy
Czemu zdecydowałaś się na ciążę z kimś takim? Nie pojmuję.
3 2014-01-12 17:30:36 Ostatnio edytowany przez Natalia123423 (2014-01-12 17:35:36)
nie
chce cię zalamywac ale dobrze to nie wygląda teraz znika a co będzie
jak się dziecko urodzi. ty w ciąży w domu a on się bawi. ja miałam tak
jak ty tylko że się u mnie okazało że nie tylko koledzy byli ale też
bliższe koleżanki. a ty się nie zastanawiałas że w jego życiu może być ta druga?
Za kazdym razem kiedy wychodzi dzwonie do jego rodzicow i pytam czy wrocił i wiem w jakim stanie wraca a to towarzystwo raczej osiedlowych drechów którzy spotykaja sie w parku i walą z kubeczków do upadłego wiec wątpię aby w towarzystwie były jakies kobiety... poza tym takie wyjścia sa rzadko to by za bardzo tęsknili za sobą
inna kobiete raczej napewno wykluczam a czemu zdecydowałam sie na dziecko? Bo kiedy wszystko jest w porządku to jest w porządku... Normalne życie w normalnym związku... do czasu aż nie pojawi sie wódka... bo spotkania przy piwie sa jak picie wody... Natomiast wódka to kryzys... Nałóg dla którego w danym momencie jest w stanie mnie zostawić... Bardzo go kocham i bardzo mi na nim zależy ale nie wiem czy tak to ma być... Mam 28 lat naprwadę twardą dup** i jak odejdzie to sobie poradze doskonale nie jestem też jakaś mało urodziwa że złapałam pierwszego lepszego poprostu zakochałam sie i jest psikus
Nie zajmujmy sie twoim panem. On sobie swietnie radzi . Zajmijmy sie Toba. On jest alkoholikiem, to jest choroba ktora sie leczy ineczaj bedzie coraz gorzej. Co zrobisz z malym dzieckiem, jak bedziesz musiala isc do pracy a tatus bedzie akurat na tygodniowej popijawie? Co zrobisz jak bedziesz miala rodzic a tatus bedzie na popijawie? Przygotuj sie na samotne choroby dziecka, na to, ze sama bedziesz musiala rozwiazywac problemy, na to, coraz to wiecej pieniedzy bedzieszlo na alkoholol, na to ze coraz czesciej bedziesz slyszec ze jego picie to twoja wina. Przygotuj sie na to, ze bedziesz sama. Nie jeszcze gorzej ze bedziesz marzyc o tym by byc sama.
On jest alkoholikiem Ty jestes wspoluzalezniona. Chcesz sobie pomoc idz na terapie dla wspol. Tam jesli zechcesz skorzystac naucza Cie jak dbac o siebie i dziecko, jak postepowac z alkoholikiem, jak nie zniszczyc sobie zycia.
Przeczytaj to sobie
Nie wychodź za mąż za takiego, co pije. Nawet gdyby był najcudowniejszy na świecie. Nawet gdybyś miała zostać starą panną. Spośród wszystkich polskich tragedii małżeńskich najczęściej występuje ta. Mąż pijak. Taka jest nasza specyfika. To trzeba sobie powiedzieć, z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Dlaczego do tego doszło, że staliśmy się narodem rozpitym, dużo by o tym mówić, ale faktycznie tak to już jest. Tu nie wystarczają statystyki, ile na głowę Polaka przypada rocznie alkoholu. Nie potrzeba się powoływać na to, jak Hitler starał się za pomocą swoich sposobów wepchnąć nas jeszcze głębiej w pijaństwo. Jak to od tamtych czasów parokrotnie podwyższyliśmy ilość wypijanego alkoholu, spełniając jego marzenia z naddatkiem. Wystarczy przejść się ulicami naszych miast i miasteczek, żeby zobaczyć, do czego doszliśmy. To nie jest prawda, że my nie umiemy pić. My pijemy po to, aby upić się szybko i gruntownie. To jest niepojęte dla człowieka Zachodu. Ci też piją i może nawet stoją wysoko w statystyce światowej, ale oni się nie upijają. Byłem w Rzymie przez parę lat. Chodziłem po mieście w dzień i w nocy i nie spotkałem pijanego człowieka. Oni inaczej piją. W innym celu. I nie można po prostu zestawiać ich z nami.
A więc nie wychodź za mąż za człowieka, który pije. Możesz zrobić dość ryzykowny eksperyment: zażądaj od niego, aby przestał pić. W imię najwyższej wartości, jaką powinnaś ty być dla niego - w imię miłości ku tobie. Jeżeli to spełni, jeżeli przestanie pić w sposób zdecydowany, bez żadnych nawrotów, to możesz ryzykować. Bo to świadczy, że nałóg nie poszedł tak daleko, że jeszcze go stać na to. Ale i tak nazywam to ryzykiem, ponieważ wisieć będzie nad nim i nad tobą niebezpieczeństwo nawrotu. Wszelkie tłumaczenie, że on przestanie pić wtedy dopiero, gdy się z tobą ożeni, oceń jednoznacznie - to znaczy, że musisz zrezygnować ze związku z nim. Bo takie tłumaczenie to tylko dowód, że on już nie potrafi nie pić, a to oznacza, że uczyni cię nieszczęśliwą, tak jak sam będzie coraz bardziej nieszczęśliwy.
Wiedz o tym, gdy spotkasz na swojej drodze człowieka, który pije. On będzie się upijał na śmierć. Będzie przychodził nocą, dobijał się do drzwi, zarzyga ci całe mieszkanie dziesiątki, setki razy. Jeżeli przyjdzie w bardziej przytomnym stanie, będzie ci robił awantury na cały dom, będzie cię przeklinał, przezywał, uderzy cię, zbije cię, będzie niszczył meble, tłukł naczynia. Będziesz wzywała na ratunek jego ojca czy brata. A potem już pogotowie, policję. Po awanturach zaśnie wreszcie pijanym, bydlęcym snem. Gdy się w nocy przebudzi - wciąż jeszcze śmierdzący wódką i wymiocinami - będzie chciał z tobą współżyć, a jeżeli odmówisz, dojdzie do kolejnych awantur, a może nawet rękoczynów. Rano, gdy powróci do stanu normalnego, może nawet będzie pokorny, przepraszający, będzie się tłumaczył, że zachowywał się tak nie wiedząc o tym. Może będzie obiecywał poprawę, mówiąc, że już nigdy nic podobnego się nie zdarzy. Ty będziesz razem z nim płakała nad jego i nad swoim losem, wierząc w to, co on mówi.
Ale to tylko na początku. Bo potem już się przekonasz, że to wszystko nieprawda. Że nieprawdą są te wszystkie przyrzeczenia i przysięgi, że nie upłynie więcej niż parę, kilka dni i wszystko powtórzy się na nowo. Nawet może się zgodzi, abyś ty odbierała za niego pensję, choć to są wypadki bardzo rzadkie i na krótki okres przeważnie.
Może go będziesz usiłowała ratować i będziesz chodziła po barach, restauracjach, knajpach, melinach, aby go znaleźć i zabrać stamtąd. Będziesz się narażała na śmiech, drwiny, lekceważące spojrzenia, obelżywe słowa. Wreszcie, gdy go znajdziesz, nie zawsze cię posłucha. Nie będzie chciał wracać do domu. Już podpity ubliży ci, wyśmieje, sponiewiera.
Może nawet tak będzie, że cię zawiadomią, żebyś sobie swojego męża zabrała, bo leży na chodniku nieprzytomny. Może będziesz szła z nim przez miasto, z najwyższym trudem utrzymując jego i siebie w jakiej takiej równowadze, starając się, żeby nie upaść.
Z biegiem czasu nie będzie lepiej, ale gorzej. Działanie alkoholu na psychikę pogłębi się. Coraz rzadziej będzie czuły, przepraszający, przyrzekający poprawę. Coraz bardziej będzie brutalny, ordynarny, chamski, niebezpieczny, groźny. Będzie wydawał swoje i twoje pieniądze. Będzie wynosił z domu rzeczy, by spieniężyć je na wódkę. Będzie okłamywał cię na każdym kroku.
Ale jeżeli sama sobie taki los wybrałaś, twoja rzecz. Tylko jeżeli będziesz chciała mieć z nim dzieci, to wtedy już co innego. Nawet jeżeli ci się uda, że urodzą się zdrowe, to będą uczestniczyły w tragedii twojego małżeństwa. To przeżyją gehennę, która zaciąży na ich psychice w sposób nieodwracalny. Bo tego, co się będzie działo w twoim domu, nie ukryjesz przed twymi dziećmi. A to wszystko, na co ty będziesz patrzyła, co dla ciebie będzie trudne do zniesienia, widziane oczami dziecka urasta do rozmiarów katastrofy. Dzieci twoje będą patrzeć na swojego ojca, którego będziesz wlokła po schodach do mieszkania, którego będzie zabierać policja. Będą patrzeć na ciebie bitą i poniewieraną przez ich ojca. Będą słyszeć z jego ust słowa, których ty sama nie jesteś w stanie słuchać. A może nawet będziesz musiała porywać swoje dzieci i uchodzić z mieszkania, gdy twój mąż wpadnie w pijacki szał, aby was wszystkich nie pozabijał albo nie uczynił kalekami.
Gdy już będziesz miała za sobą nieudane próby leczenia męża antabusem i innymi nowszymi środkami odwykowymi, wcześniej czy później dojdziesz do wniosku, że ponieważ nic się nie poprawia, a jest coraz gorzej, musisz wziąć rozwód i odejść z domu, żeby jako tako zabezpieczyć życie swoje i dzieci, żeby jakoś jeszcze ocalić ich psychikę przed ostatecznym zniszczeniem. A to jest następny rozdział w twojej drodze krzyżowej. Bo on niełatwo będzie się chciał od ciebie odczepić i będzie cię nachodził, szantażował po pijanemu i po trzeźwemu.
A więc nie wychodź za mąż za człowieka, który pije.
W zasadzie na tym powinienem skończyć, ale nie mogę. Muszę napisać jeszcze jedno ostrzeżenie: nie żeń się z dziewczyną, która pije. Doszliśmy do takiej sytuacji, że trzeba i to zdanie napisać. I nie myśl, że piszę to gwoli jakiejś równowagi albo z powodu mojej męskiej solidarności. Wystarczy wejść w środowisko kobiet. Już panie pociągają z butelki. Już nie chcą być - już nie są gorsze od mężczyzn. Już wychylą niejedną seryjkę. I znowu zaczynają zbliżać się do ideału męskiego made in Poland - piją po to, żeby się upić. Wystarczy przyglądnąć się, jak przebiegają wyjazdy autobusowe na weekendy, jak żyją ludzie w domach wczasowych. Już są kobiety, które piją codziennie, "do lustra". Codziennie "pół metra". Zresztą to nie spada z nieba. Wystarczy przejść się po domach studenckich dziewcząt. Boże, jeszcze wcześniej. Wystarczy pójść na parę prywatek młodzieży szkół średnich, a nawet ostatnich klas szkół podstawowych. A więc nie żeń się z dziewczyną, która pije wódkę, jeżeli chcesz mieć prawdziwą żonę, prawdziwą matkę dla swych dzieci, prawdziwy dom.
To bardzo trafia do człowieka... Tylko widzisz ja juz sie nauczyłam jak jest w życiu i zrobiłam wszystko żeby nie być od niego zależną... Mieszkam u siebie,mam swoje pieniądze,mam na miejscu rodziców którzy nie pracują wiec mi pomogą i własną działalność która też daje w razie nagłych wypadków daje możliwość wolnego ślubu brać nie zamierzam... Gdybym wyprowadziła szanownego dałabym sobie rade chociaż napewno byłoby ciężko... Porodu jestem pewna ze nie przegapi
Cieżko mi jest bo gdyby był zimnym draniem to już dawno bym go pożegnala ale on jest zawsze ze mną jeździ na badania do lekarza wszystkiego pilnuje... Na codzień nie tyka nawet pół piwa nigdzie nie wychodzi nie włóczy sie Bog wie gdzie aż nadchodzi taki moment i wtedy sie boje panikuje i trace nadzieje
To bardzo trafia do człowieka... Tylko widzisz ja juz sie nauczyłam jak jest w życiu i zrobiłam wszystko żeby nie być od niego zależną... Mieszkam u siebie,mam swoje pieniądze,mam na miejscu rodziców którzy nie pracują wiec mi pomogą i własną działalność która też daje w razie nagłych wypadków daje możliwość wolnego ślubu brać nie zamierzam... Gdybym wyprowadziła szanownego dałabym sobie rade chociaż napewno byłoby ciężko... Porodu jestem pewna ze nie przegapi
Cieżko mi jest bo gdyby był zimnym draniem to już dawno bym go pożegnala ale on jest zawsze ze mną jeździ na badania do lekarza wszystkiego pilnuje... Na codzień nie tyka nawet pół piwa nigdzie nie wychodzi nie włóczy sie Bog wie gdzie aż nadchodzi taki moment i wtedy sie boje panikuje i trace nadzieje
Moim zdaniem ten Twój post dowodzi tego, że jesteś współuzależniona. Szkoda tylko, że z powodu własnej słabości emocjonalnej wciągniesz w to gówno niewinne dziecko.
8 2014-01-12 20:36:33 Ostatnio edytowany przez Filoletowa (2014-01-12 20:36:51)
Pinky, ale świadoma jesteś tego, że alkoholizm się rozwija? Ta choroba w miejscu nie stoi, ma swoje fazy, każda z faz może trwać nawet o kilka lat. To, że teraz jest słodziakiem, który "tylko" wpada w ciagi raz na 2 miesiące, nie znaczy, że tak samo będzie za pół roku. Poczytaj trochę o alkoholiźmie, o współuzaleznieniu, a przede wszystkim o tym, na co narażasz dziecko. Jakie role przyjmują dzieciaki w rodzinach alko. Później wyobraź sobie swoje dziecko jako kozła ofiarnego, bohatera rodziny, albo maskotkę, a może niewidzialne dziecko? Zachowaj się jak odpowiedzialna matka i chociaż poszukaj informacji na temat rodziny alkoholowej.
Oczywiście gratuluję dziecka! I jednocześnie współczuję choroby partnera.
Wszystkiego dobrego!
Dziękuje
Wiem że macie racje i że tak naprawdę muszę tylko podjąć decyzje... Bardzo kur** nie przyjemną... Poprostu chyba żyje nadzieją że to sie da wyleczyć i że zda sobie z tego sprawę i da sobie pomóc... wiem że powinnam być egoistką dla siebie i dla dziecka ale boje sie ze stoczy sie całkowicie i wtedy nikt mu nie pomoże...
10 2014-01-12 20:49:59 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2014-01-12 20:50:34)
Usprawiedliwiasz go, a on ma problem...
I w tym wszystkim dziecko ![]()
11 2014-01-12 21:04:40 Ostatnio edytowany przez Filoletowa (2014-01-12 21:18:44)
Pomóc to mu możesz twardą miłością, stawiając warunki, konsekwencją, żądając natychmiastowego leczenia. Jakby był chory na inną chorobę, to jakbyś pomogła? Pomaga lekarz, w tej sytuacji terapia, ty jesteś bezsilna wobec choroby, nie uzdrowisz go, jedynie razem będziecie szli na dno. Nie jesteś pierwszą kobietą z takim problemem, wierz mi, jesteś jedną z wielu, które na początku, też chciały pomóc, ale tą pomocą wbijały i sobie i partnerowi gwoździe do trumny.
Szukaj informacji, pomocy u specjalistów, edukuj się, masz na to jeszcze trochę czasu zanim dziecko przyjdzie na świat.
Potraktuj to poważnie,sama sobie nie poradzisz. To straszna choroba, rozwija się i niszczy wszystko wokół. Poszukaj terapii dla współuzaleznionych, grupy edukacyjne pomogą Ci realnie spojrzeć na problem. Na ten czas, bagatelizujesz.
Ach i Twoje pytanie: Czy walczyć z problemem... Moja odpowiedź brzmi NIE, nie walczyć, bo od razu będziesz na przegranej pozycji, nie wygrasz. Tu trzeba uznania bezsilności i zwrócenia się po pomoc do innych. Wygrałabyś sama z rakiem? Nie, udałabyś się do lekarza, prawda?
Dziękuje
Wiem że macie racje i że tak naprawdę muszę tylko podjąć decyzje... Bardzo kur** nie przyjemną... Poprostu chyba żyje nadzieją że to sie da wyleczyć i że zda sobie z tego sprawę i da sobie pomóc... wiem że powinnam być egoistką dla siebie i dla dziecka ale boje sie ze stoczy sie całkowicie i wtedy nikt mu nie pomoże...
Pinky nikt Ci tu nie pisze zostaw go. Ale zacznij od pomocy sobie. Znajdź terapeutę od współuzależnionych, dowiedz się co możesz zrobić, jak się zachowywać a jak nie.
Alkoholizm jest chorobą której sie wyleczyć nie da, ale można być trzeźwym alkoholikiem.
Nie podejmuj drastycznych decyzji jeśli nie jesteś na nie gotowa. Zacznij od siebie, od rozmowy z terapeutą
13 2014-01-16 13:49:10 Ostatnio edytowany przez Toksyczna (2014-01-16 13:53:07)
Gdy będzie dalej pił - będzie z nim coraz gorzej. Wódka zawsze będzie na 1 miejscu, nawet przed Tobą i dziećmi. Zacznie się okradanie Ciebie. Zaczną się awantury. Być może będzie Cię bił, niszczył sprzęty, zaczniesz się go słusznie bać. Później przerwy, coraz krótsze. Gdy słyszałam wyliczankę "nie piję już 9 dzień" dostawałam białej gorączki bo już wiedziałam co się święci. Przerabiałam to 4 lata. Jak bardzo chciałabym cofnąć czas... Teraz mój eks ma już przerwy tylko czterodniowe w czasie których leży i wymiotuje, wstaje i idzie chlać nadal. Ma tylko 26 lat. Nie sądzę, żeby dożył 40. Smutne, ale prawdziwe.
A, na terapię nie pójdzie, bo "on nie ma problemu z alkoholem" ;]
To już nie moja sprawa.
Witaj,
Życzę Ci abyś podjęła jedyną słuszną decyzję - odejdź. Póki masz siły, póki dziecko małe, później będzie tylko trudniej.
Jesteś współuzależniona, potrzebujesz pomocy.
Poszukaj jej u psychologa, terapeuty, możesz pójść do Punktu Interwencji Kryzysowej.
Jemu nie pomożesz bo on musi chcieć sam sobie pomóc.
Ty możesz jeszcze być szczęśliwa i uratujesz swoje życie i życie swojego dziecka. Pomyśl o tym za nim będzie za późno.
Wiem coś na ten temat, gdybym mogła cofnąć czas, gdyby ktoś dał mi ten rozum i świadomość 13lat temu...
Trzymam kciuki : )
Narazie postanowilam przestac sie zamartwiac gdy wychodzi i ostatnio gdy byl na 4 dniowym melanzu ja spotykalam sie ze znajomymi robilam zakupy dla maleństwa i nie lamentowałam jak wcześniej... Chyba był barfzo zdziwiony bo codziennie pisal meldowal gdzie jest i wrócił planowo w czwartek rzecz jasna trzeźwy czystu ogarniety. Nie okazałam zbyt wielkiego optymizmu i czułam sie z tym dobrze... Teraz do końca marca spokoj i harmonia a w marcu wraca kolega i bedzie trzeba go zapewne kilka dni witać:) Poprostu staram sie byc jak najbardziej niezalezna i kiedy naprawde jego dolegliwosc zacznie sie poglebiac poprostu pakowanko i pożegnanko!
witaj
kilka lat temu byłam w bardzo podobnej sytuacji do twojej. byłam w ciązy, łudziłam sie, wierzyłam w obiecanki. nawet wyszłam za mąz mając nadzieje ze wszytko bedzie dobrze. to co zrobisz zalezy wylacznie od ciebie, zadne rady na tym forum nie wplyna na twoja decyzje, na twoj los. jestem pewna, ze zostajac z tym czlowiekiem popelniasz bład. on juz zachowuje sie bardzo zle, a bedzie gorzej. usprawiedliwiasz go, bo jeszcze sie ludzisz. przykro mi to stwierdzic ale popleniasz bład. niestety my kobiety jestesmy jak dzieci, zanim sie nie poparzymy nie rozumiemy ze cos jest gorące, to po prostu nie dociera. poczytaj sobie troche o alkoholizmie, pojdz do poradni i dowiedz sie z czym naprawde masz do czynienia, wielu ludzi nie wie tak naprawde co to takiego. chociaz ja przezywam pieklo, moi znajomi nie zdaja sobie z tego sprawy. duzo rzeczy sie ukrywa. tak to juz z czasem jest. twoj los w twoich rekach. zycze powodzenia.
Facet nie pracuje, nie robi nic w domu, żyje na Twój koszt, wpada w ciągi alkoholowe i Ty twierdzisz, że tak ogólnie to Ci z nim dobrze? I jeszcze beztrosko z nim w ciążę zaszłaś i snujesz wizję szczęśliwej rodziny? Kobieto, opamiętaj się! I spakuj mu walizki póki jeszcze czas, bo wpadasz w do bagno coraz głębiej. I Ty, jak Ty, dorosła jesteś masz prawo wybrać sobie życie w gnoju, ale nie masz prawa skazywać na to dziecka.
zaszokowała mnie odpowiedż Józefiny!Nie wiem czy to mężczyzna czy kobieta ale temat zna dogłębnie! Takie było moje życie przez ponad 20 lat męki z pijakiem..nie wychodż za mąz dziewczyno za pijaka,najpierw leczenie jego i siebie w AA.Jeśli to dobry chłopak ale chory mozesz dać szansę,ale tylko po leczeniu..polecam osrodek w Szklarskiej Porębie-znam 2 osoby nie pijace już od 5 i 10 lat po terapii,ale Ty też nie możesz przy nim pić nawet piwka,zresztą to wszystko usłyszysz na zajęciach w AA jak się zdecydujecie Trzymaj się dziewczyno prosto bo alkoholizm jak wiesz to równia pochyła,a Józefina pięknie opisała Ci jak moze wyglądać Twoje życie i życie Twoich dzieci brrr nigdy więcej!!!!!
Ale ja nie mówilam ze nie pracuje... pracuje jak każdy normalny obywatel jest kierowca. Może i to tłumaczenie ale zycie z nim naprawde wyglada zupelnie normalnie. Nie jest takim Ferdkiem Kiepskim jak wiekszosc chyba sobie wyobraza. Ma syna z pierwszego zwiazku z ktorym spedza wiele czasu poswieca mu wiele uwagi pracuje i stara sie prowdzic normalny tryb zycia. Owszem nie biega z odkurzaczem czasami zapropuje przygotowanie jakiegos dania ale w innych codziennych sprawach jest jak kazdy normlany czlowiek. Naprawde dobry człowiek. Tylko czasami pojawia sie własnie ten problem ktory przekresla mi wizje tych dobrych dni...