Mam wspaniałego narzeczonego. Bardzo się kochamy, nie widzimy świata poza sobą. Ale jednocześnie czuję się poniekąd przez niego zrzucona na dalszy plan. A chodzi konkretnie o jego znajomych..
Mam wrażenie że oni są dla niego ważniejsi niż ja. Może opiszę kilka sytuacji:
- jest piątek, siedzimy sami u niego, aż tu nagle on mówi "wiesz co, zbieramy się, odwiozę cię". Czuję się wtedy jak niechciana lalka która była fajna na 2-3 godzinki a potem niech sobie już idzie do swojego domku (dla lalek) bo idę na piwo. To nie o to chodzi że ja nie chcę iść na to piwo, po prostu mieszkamy 10km od siebie, to jest ok. 15 min. w związku z czym rozumie że on chce być w domu bo np. jest zmęczony i nie chce wracać np. o 22, ale zazwyczaj jest tak że widzimy się DO 20, max. 20.30 bo potem (nie mówi tego wprost) idzie na piwo
- przyjeżdża do mnie, coś tam robimy typu on mi coś na uczelnię tłumaczy albo film oglądamy. I sytuacja się powtarza - z tą różnicą że wyjeżdżając ode mnie o 20, jest domu o 20.15 więc nie wmówi mi że jest aż tak padnięty i musi już jechać się położyć skoro idzie z kumplami gdzieś
- są wakacje, wyjeżdżamy razem co roku w to samo miejsce. Zaprasza znajomych, ok, fajnie. Ale mam wrażenie że wtedy oni są ważniejsi ode mnie - ja jestem taką przyczepą do niego bo on się zajmuje znajomymi a nie mną. Oczywiście rozmawia ze mną, zwraca na mnie uwagę itd, ale to już nie jest to samo jak wtedy gdy jesteśmy sami
- planujemy wesele. Za każdym razem planując: kupno zaproszeń, listę gości, transport gości, na pierwszym miejscu ZAWSZE są znajomi.
- i najgorsze.. jeszcze nigdy nie zaprosił mojej rodziny (a nawet moich rodziców!!) na swoje urodziny. Zawsze tłumaczy się że on nie robi urodzin bo szkoda mu kasy i w ogóle, a jednocześnie robi urodziny dla znajomych. W ubiegłym roku też robi i spytał "CHCESZ przyjść?" na co odpowiedziałam że nie a ten "aha".. a potem opowiadał jak to było fajnie i miał pretensje że mnie to nie interesuje
Czy ja nie jestem przypadkiem za bardzo o nich zazdrosna?
Boję się ze dojdzie do tego że zabronię mu wychodzić po ślubie ze znajomymi na piwo, boję się że będą ciągłe kłótnie na ten temat. Ja rozumie że on nie ma rodzeństwa i kumple są dla niego ważni ale trzeba trochę (przynajmniej moim zdaniem) samemu stwierdzić co i kto jest na pierwszym miejscu. Mam wrażenie że w jego hierarchii ważnych osób na pierwszym miejscu jest mama, na drugim znajomi a ja na trzecim.
Proszę o naprawdę porządną ocenę tej sytuacji.
Dodam że rozmawiałam niejednokrotnie na ten temat z nim i ciągle mówi że on wychodzi z nimi dlatego że jest młody, że też mu się coś od życia należy, że po całym tygodniu pracy chce odpocząć, ale jednocześnie powtarza w kółko że ja jestem dla niego najważniejsza. I co ja mam o tym wszystkim myśleć?
jestem na 8 miesięcy przed ślubem...
Podobne tematy
Jakie jest Twój stosunek do jego znajomych? Lubisz ich? Czy macie wspólnych znajomych?
poznałam ich tak bliżej szczerze powiedziawszy dopiero w ostatnie wakacje gdy razem byliśmy 3 dni. W sumie nie mam nic do nich. Dość fajni są. Tylko że ja nie jestem osobą która ciągle potrzebuje dużą ekipę do śmiania się, zabawy, imprezy itd.
hmm.. raczej nie mamy wspólnych znajomych. Tzn jedynie jego znajomi są aktualnie też moimi
Lilus po ile macie lat?
5 2014-01-11 23:41:51 Ostatnio edytowany przez lilus.x (2014-01-11 23:42:17)
ja mam 23 (w sumie za 2 miesiące 24), on jest o 5 lat starszy
6 2014-01-11 23:45:11 Ostatnio edytowany przez karolina444 (2014-01-11 23:46:44)
Wiesz co, to zależy wszystko od typu charakteru danego faceta. Mój chłopak powiedział mi że woli zdecydowanie spędzać ze mną czas niż np z kolegami z uczelni. No chyba że po zajęciach wszyscy gdzieś idą to on również. Ma raczej mało znajomych i najwięcej czasu spędza ze mną. Natomiast znam chłopaka który ma tysiące znajomych, dla niego życie to właśnie spotkania przy piwie ze znajomymi. Rozumiem że każdy ma jakieś koleżanki/kolegów bo człowiek żyje w społeczeństwie i tego się nie uniknie. Ale jednak czasem jest ktoś ważniejszy i tych znajomych trzeba wrzucić na dalszy plan.
wiesz no nie mogę powiedzieć że on się ze mną w jakiś tam dzień nie spotka bo się z kumplami umówił - tego jeszcze nigdy mi nie zrobił. Ale jednocześnie czuję czasem że on potrzebuje takiego wyrwania się od codzienności i pójścia na to piwo.. ok, rozumie tylko w tym wszystkim ja się czuję zepchnięta na drugi plan.
poznałam ich tak bliżej szczerze powiedziawszy dopiero w ostatnie wakacje gdy razem byliśmy 3 dni. W sumie nie mam nic do nich. Dość fajni są. Tylko że ja nie jestem osobą która ciągle potrzebuje dużą ekipę do śmiania się, zabawy, imprezy itd.
hmm.. raczej nie mamy wspólnych znajomych. Tzn jedynie jego znajomi są aktualnie też moimi
Czy próbowałaś uczestniczyć w ich spotkaniach? Jeśli macie być razem i mieszkać w tym samym miejscu to jesteście "skazania" zarówno na swoje rodziny jak i znajomych.
Czy Twój narzeczony jest tzw duszą towarzystwa? Jak zachowuje się wobec Ciebie gdy jesteście razem w gronie znajomych? Nie zwraca na Ciebie uwagi? Na to by wskazywało to co napisałaś wcześniej.
Jak u niego jest z poczuciem obowiązku? Kiedy pojawią się dzieci to znajomi powinni zejść na dalszy plan.
Czy próbowałaś uczestniczyć w ich spotkaniach? Jeśli macie być razem i mieszkać w tym samym miejscu to jesteście "skazania" zarówno na swoje rodziny jak i znajomych.
Czy Twój narzeczony jest tzw duszą towarzystwa? Jak zachowuje się wobec Ciebie gdy jesteście razem w gronie znajomych? Nie zwraca na Ciebie uwagi? Na to by wskazywało to co napisałaś wcześniej.
Jak u niego jest z poczuciem obowiązku? Kiedy pojawią się dzieci to znajomi powinni zejść na dalszy plan.
tak, kilka razy byłam na wspólnych spotkaniach, jak napisałam - byliśmy kilka dni razem na wyjeździe.
Czy jest duszą towarzystwa? hmm.. raczej nie. Tzn powiem tak, w każdym towarzystwie się odnajdzie ale jednocześnie nie jest osobą która zabawia każdego.
Zachowanie wobec mnie w towarzystwie jest wręcz idealne - siedzi obok mnie, ciągle ze mną rozmawia, dotyka mnie, całuje, noo ideał faceta. W tym co napisałam chodzi raczej o sam fakt że gdy jesteśmy wszyscy razem a ja chcę np. odpocząć, iść się położyć albo zwyczajnie nie mam ochoty na np. grę w karty czy strzelanie z łuku do tarczy (a znajomi chcą to robić) to on grzecznie mówi że ok, mam zrobić co zechcę (naprawdę bez złośliwości), a on idzie się z nimi "dobrze bawić". I wydaje mi się gdy to tak teraz analizuję że on nic złego nie robi a to ja jestem ta gorsza by chyba poniekąd zazdrosna o znajomych.
Z poczuciem obowiązku hmm.. nie powiem że zawala wszystko, ale zdarza mu się czasem zapomnieć o czymś o co go prosiłam, ale to są raczej takie błahostki.
czy ja naprawdę jestem taką wiedźmą w stosunku do niego i szukam dziury w całym?..
[...]
tak, kilka razy byłam na wspólnych spotkaniach, jak napisałam - byliśmy kilka dni razem na wyjeździe.
Czy jest duszą towarzystwa? hmm.. raczej nie. Tzn powiem tak, w każdym towarzystwie się odnajdzie ale jednocześnie nie jest osobą która zabawia każdego.
Zachowanie wobec mnie w towarzystwie jest wręcz idealne - siedzi obok mnie, ciągle ze mną rozmawia, dotyka mnie, całuje, noo ideał faceta. W tym co napisałam chodzi raczej o sam fakt że gdy jesteśmy wszyscy razem a ja chcę np. odpocząć, iść się położyć albo zwyczajnie nie mam ochoty na np. grę w karty czy strzelanie z łuku do tarczy (a znajomi chcą to robić) to on grzecznie mówi że ok, mam zrobić co zechcę (naprawdę bez złośliwości), a on idzie się z nimi "dobrze bawić". I wydaje mi się gdy to tak teraz analizuję że on nic złego nie robi a to ja jestem ta gorsza by chyba poniekąd zazdrosna o znajomych.
Z poczuciem obowiązku hmm.. nie powiem że zawala wszystko, ale zdarza mu się czasem zapomnieć o czymś o co go prosiłam, ale to są raczej takie błahostki.czy ja naprawdę jestem taką wiedźmą w stosunku do niego i szukam dziury w całym?..
Nie jesteś wiedźmą.
Może Twój problem wynika z tego jak odbierasz jego wypowiedzi i zachowanie. "dobrze się bawić" i "należy mi się coś od życia" odbierasz jakby powiedział "jesteś moją kulą u nogi" , "jesteś równie zabawna jak schnąca farba". Oceniasz go po tym co robi i mówi. Jego motywy mogą być inne tylko przekazuje je tak niezdarnie.
chyba tak właśnie odbieram jego słowa i zachowanie..
boję się że póki co mogę jeszcze w swoim domu ukrywać złość że wychodzi ze znajomymi, ale za kilka miesięcy po ślubie mogą z tego wyniknąć ciągłe kłótnie..
chyba tak właśnie odbieram jego słowa i zachowanie..
boję się że póki co mogę jeszcze w swoim domu ukrywać złość że wychodzi ze znajomymi, ale za kilka miesięcy po ślubie mogą z tego wyniknąć ciągłe kłótnie..
Gdyby naprawdę to co mówi znaczyło to jak to odbierasz odbiłoby się to w jego zachowaniu. Chyba, że jest psychopatą.
Teraz gromadzisz frustrację, która wywoła silną reakcję później. To rzeczywiście może być duży problem.
Czy on jest świadomy tego jak odbierasz jego słowa? Jeśli kiedyś o tym rozmawialiście to jak to się skończyło?
Jest duża różnica między Twoją postawą typu:"mam dość tego, że znowu traktujesz mnie jak przeszkodę" a postawą "wiem, że się o mnie troszczysz, ale twoje słowa mnie ranią" a wynikiem rozmowy.
skoro w towarzystwie jest dla ciebie ideałem faceta to nie spycha cię na dalszy plan. Dzieli czas pomiędzy ciebie a znajomych, ale chyba sama nieświadomie postawiłaś się na pozycji że ty nie lubisz większego towarzystwa, że albo spędza czas z nimi albo z tobą. Spróbuj wejść w jego świat, spędzić z nimi trochę czasu, poznać ich lepiej, bo są częścią życia osoby którą kochasz. Nie możesz wymagać że zrezygnuje z przyjaciół!!!! Ty przecież jakichś masz i możesz a nawet powinnaś pielęgnować te relacje, nie skupiać się tylko a chłopaku!!!! Naprawdę, jeśli mówisz że jesteś zmęczona i mówisz że chcesz się położyć, to on ci nie przeszkadza i zwyczajnie idzie zająć się swoimi sprawami.
Tyle że jak on na jej rodzinę skąpi, często nie ma czasu na nią a ma czas na przyjaciół to chyba dobrze o nim nie świadczy.
Zacznijmy od kwestii najwazniejszej, jaki wg Ciebie cel przyświeca dwóm osobom łączącym się w związek partnerski?
Czytając Twoję wypowiedzi, odnoszę nieodparte wrażenie, że traktujesz swoje życie, jak wirus ebola, ktory koniecznie chcesz rozprowadzić po całym jego krwioobiegu (zyciu). Każda część jego życia, która nie jest bezpośrednio związana z Tobą, działa Ci na nerwy. Jedynym sposobem byś zrozumiała swój bład jest byś została potraktowana tak, jak Ty go traktujesz.
Mam nadzieję, że pomogłam ![]()
wydaje mi się niestety że ja sama takie zdanie sobie wyrobiłam na temat jego spotkań ze znajomymi. Wynika to najprawdopodobniej z tego że sama nie mam zbyt dużo znajomych, nie wychodzę z koleżankami na drinka czy zwykły soczek, nie jestem osobą która uwielbia każdy weekend spędzić w towarzystwie znajomych. I mam wrażenie że dlatego że JA nigdzie nie idę to uważam że on też nie powinien.
Mam nadzieję również że po ślubie będziemy jakoś razem wychodzi i ten problem zniknie..
wydaje mi się niestety że ja sama takie zdanie sobie wyrobiłam na temat jego spotkań ze znajomymi. Wynika to najprawdopodobniej z tego że sama nie mam zbyt dużo znajomych, nie wychodzę z koleżankami na drinka czy zwykły soczek, nie jestem osobą która uwielbia każdy weekend spędzić w towarzystwie znajomych. I mam wrażenie że dlatego że JA nigdzie nie idę to uważam że on też nie powinien.
Mam nadzieję również że po ślubie będziemy jakoś razem wychodzi i ten problem zniknie..
Problem sam nie zniknie. Musisz go rozwiązać. Czemu uważasz, że po ślubie się coś zmieni? Czemu miało by? Magicznym sposobem Ty będziesz miała wielu znajomych, a jego znikną?
Po slubie to problem raczej sie nasili. On bedzie chcial coraz bardziej wychodzic, a Ty coraz mniej go puszczac. Nalezaloby albo znalezc swoich znajomych, albo dolaczyc do nich (nie wiem, czy jest taka opcja), albo pogodzic sie z tym, ze Ty jestes domatorką, a on lubi wyjscia. Rozwaz to sobie, bo potem sie bedziesz meczyc.
Kilka razy z nim na ten temat rozmawiałam. Była to dla mnie rozmowa dość stresująca bo nie chciałam aby odczuł ją jako atak tylko żeby zastanowił się nad tym co robi. Powiedział że to nie jest tak że on mnie odrzuca. On po prostu nie ma rodzeństwa i chce czasem spędzić trochę czasu ze znajomymi. Mnie nie broni z nimi iść ale musiałabym jakoś wrócić później do domu czyli i tak bym za długo nie posiedziała.
Dlaczego po ślubie będzie inaczej?
Bo jego znajomi już w pełni staną się moimi i najprawdopodobniej przestanie mi przeszkadzać to że będzie wychodził bo będziemy to robić razem (on ciągle o tym mówi że chce byśmy razem spotykali się z jego znajomymi).
Po slubie to problem raczej sie nasili. On bedzie chcial coraz bardziej wychodzic, a Ty coraz mniej go puszczac. Nalezaloby albo znalezc swoich znajomych, albo dolaczyc do nich (nie wiem, czy jest taka opcja), albo pogodzic sie z tym, ze Ty jestes domatorką, a on lubi wyjscia. Rozwaz to sobie, bo potem sie bedziesz meczyc.
powiem Ci szczerze że ja niejednokrotnie nawet chciałabym wyjść gdzieś z nim posiedzieć ze znajomymi (bo raczej to są w porządku ludzie) ale gdy mam patrzeć na to jak oni piją piwo to mnie taki widok nie cieszy..
Dlaczego? Nie lubisz piwa?
nie piję alkoholu, co najwyżej jakieś wino i to też w ilościach w sumie zerowych ![]()
Mysle, ze to nie o upodobania alkoholowe tutaj biega. Zastanow sie, czy nie bedzie Ci przeszkadzac, kiedy wychodzilby gdzies po slubie, bo znajomi z piwa raczej nie zrezugnują.
Pogadaj tez z chlopakiem, jak on sie zapatruje, kiedy przybedzie obowiazkow (np dzieci), bo potem moze byc niespodzianka (malo przyjemna)
może powiem wam jak on to wszystko widzi:
aktualnie twierdzi że jego "wypady" na piwo są związane głównie z tym że nie ma co robić w piątki i soboty wieczorem dlatego żeby nie siedzieć samemu w 4 ścianach - wychodzi z kumplami.
Jednak już mi to kilkukrotnie powiedział że mam się nie martwić o przyszłość bo on doskonale wie że po ślubie nie będzie już takich częstych i regularnych spotkań z kumplami, że będziemy sobie robić wspólne wieczory przy soczku (i jego piwie
), że chce abyśmy od czasu do czasu mimo wszystko wychodzili do znajomych czy też znajomi do nas ale najważniejsze będzie nasze wspólne życie.
No wiec? W czym problem?
Boisz sie, ze nie dotrzyma?
Niezaleznie od tego powiem Ci, ze warto miec swoich wlasnych znajomych czy chocby kolezanke, z ktora czasem mozna sie spotakac czy pogadac. Wlasnie po to, by miec jakąs czesc wlasnego zycia, nie tylko wspolne. Bo w przeciwnym razie ktorejs stronie moze byc zbyt duszno..
chyba właśnie obawiam się sytuacji w której ja będę zmęczona całym tygodniem a jemu się zachce zaprosić do nas znajomych. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko tym znajomym tylko że kurcze brakuje mi by o mnie tak często przy nich mówił jak przy mnie o nich.
To nie jest tak że nie mam w ogóle znajomych. Po prostu prócz studiów prowadzę jeszcze prywatne lekcje. Do tego mam też naukę. I po prostu nie mam czasu by się spotykać z koleżankami. A jedynym terminem były godziny w których mam się z nim spotkać, więc wolę jechać do mojego faceta i z nim pobyć te 3-4 godzinki (jak się cały tydzień nie widzimy) niż spotykać się z koleżankami.
Moim zdaniem jest Cie troche za duzo w jego zyciu. Ja bym czasem jednak wybrala spotkanie z kolezanką zamiast odwiedzin u faceta, niech choc raz troche zateskni
. Bo teraz pewnie nawet nie ma po temu okazji..
To sie wydaje obecnie dosyc błahym problemem, ale w moim odczuciu moga byc z tego kwasy w przyszlosci.
my się nie widzimy cały tydzień. Jedynie mamy okazję do spotkań w weekendy i to też w po południami do niezbyt późnego wieczora także raczej mamy oboje powody do tęsknoty
Kilka razy z nim na ten temat rozmawiałam. Była to dla mnie rozmowa dość stresująca bo nie chciałam aby odczuł ją jako atak tylko żeby zastanowił się nad tym co robi.
Ale, co on robi? Żyje normalnie, spotyka się ze znajomymi. Raczej bym się zastanowiła, co Ty robisz.
Dlaczego po ślubie będzie inaczej?
Bo jego znajomi już w pełni staną się moimi i najprawdopodobniej przestanie mi przeszkadzać to że będzie wychodził bo będziemy to robić razem (on ciągle o tym mówi że chce byśmy razem spotykali się z jego znajomymi).
Jej, nigdy nie słyszałam, żeby po ślubie znajomi mojego męża stawali się z automatu znajomymi moimi... Dziwne twierdzenie.
Dalej nie rozumiem, czemu nie możecie wychodzić teraz razem na to piwo? Bo musisz wrócić do domu, ale nie ma autobusów? Taksówek? Innych transportów?
Skoro Ty i tak nie pijesz, to co dla Ciebie za różnica? Przecież oni nie przestaną pić, ani Ty nie zaczniesz po ślubie...
może powiem wam jak on to wszystko widzi:
aktualnie twierdzi że jego "wypady" na piwo są związane głównie z tym że nie ma co robić w piątki i soboty wieczorem dlatego żeby nie siedzieć samemu w 4 ścianach - wychodzi z kumplami.
Jednak już mi to kilkukrotnie powiedział że mam się nie martwić o przyszłość bo on doskonale wie że po ślubie nie będzie już takich częstych i regularnych spotkań z kumplami, że będziemy sobie robić wspólne wieczory przy soczku (i jego piwie), że chce abyśmy od czasu do czasu mimo wszystko wychodzili do znajomych czy też znajomi do nas ale najważniejsze będzie nasze wspólne życie.
Skoro spotykacie się raz w tygodniu, to ja nie rozumiem tego, że on nie ma co robić w weekendy. Nie mówię, żeby każdy z Toba siedział, ale z tego wynika, że on sobie wymyślił, że każdy weekend spędzi ze znajomymi, bo po ślubie... co, właściwie?
Czemu nie możecie sobie wspólnie zaplanować weekendu, czemu musisz być u niego tylko te 4 godziny??
Ja to widzę tak, on teraz mówi, że jemu się nudzi w weekend i leci do znajomych mimo że się cały tydzień nie widzicie i podobno jest tęsknota... Po ślubie Ci powie, że przecież się widzicie cały tydzień więc co szkodzi mu na piwo ze znajomymi skoczyć.
Chyba że on sporadycznie wychodzi na to piwo, a Ty dramatyzujesz.
może powiem wam jak on to wszystko widzi:
aktualnie twierdzi że jego "wypady" na piwo są związane głównie z tym że nie ma co robić w piątki i soboty wieczorem dlatego żeby nie siedzieć samemu w 4 ścianach - wychodzi z kumplami.
Jednak już mi to kilkukrotnie powiedział że mam się nie martwić o przyszłość bo on doskonale wie że po ślubie nie będzie już takich częstych i regularnych spotkań z kumplami, że będziemy sobie robić wspólne wieczory przy soczku (i jego piwie), że chce abyśmy od czasu do czasu mimo wszystko wychodzili do znajomych czy też znajomi do nas ale najważniejsze będzie nasze wspólne życie.
Bzdura!!!
O matko, po takim chamskim tekście bym wyszła i więcej już się z nim nie spotkała!
Nie ma co robić, dlatego Ciebie wygania do domu, żeby z kumplami iść na piwo?
Możesz iść z nim, ale będziesz miała problem, bo daleko mieszkasz??
Jessuu, on Cię zlewa z góry na dół, przychodzi do Ciebie kiedy mu wygodnie, nie wygodnie - to wychodzi, rodzin Twoją ma gdzieś...
Nie możecie razem na piwo wychodzić (nie musisz pić, żeby się bawić dobrze w towarzystwie, prawda?), bo mu tam będziesz przeszkadzała w podrywaniu lasek, albo dowiesz się o czymś, o czym nie chciałabyś wiedzieć.
Nie widzicie się cały tydzień, czyli tylko w weekendy, a on twierdzi, że SIĘ NUDZI?
Może będzie to trochę niemiłe pytanie, ale odpowiedź zostaw tylko sobie: twierdzi, że się nudzi przed pójściem z Tobą do łóżka, czy jednak po??
moim zdaniem nie dramatyzujesz.
Czujesz, że chłopak jest nie w porządku w stosunku do Ciebie, dlatego masz masę wątpliwości, tym bardziej, że macie wziąć ślub. A on mami Cię wizją, że po ślubie przecież to i śmo... abyś tylko gderać przestała.
Chłopak jest w wygodnym z jego punku widzenia UKŁADZIE, Ty natomiast tkwisz w niezbyt dobrze rokującym ZWIĄZKU.
Przemyśl wszystko dokładnie i posłuchaj intuicji, bo ona zdaje się mocno Ci w serduszku krzyczy.
Łatwiej jest nie brać ślubu, niż brać rozwód.
Zgadzam się w pełni z Pyskatą!
On traktuje Cię jak kogoś "niewygodnego".
Rozumiem wyjścia z kumplami, wypady na piwo, ale twój tekst mnie poraził, że wygania cię z domu, tylko po to by pójść z kumplami na piwo! Bezczelny typ!
Nigdy w życiu mój narzeczony tak się nie zachował, a jesteśmy razem 6 lat. Kiedy ma ochotę, to mi mówi wcześniej że chce wyjść. Teraz co prawda mieszkamy razem, ale jego znajomi są też moimi i on nie wyobraża sobie wychodzić wszędzie beze mnie. Jasne, zdarza mu się wyjść samemu, ale rzadko. Ja mu oczywiście tego nie bronię!
Ale są pewne granice, które twój narzeczony przekracza. On cię po prostu zlewa! i mam wrażenie, że po prostu jeszcze nie postawiłaś sprawy jasno, bo dalej sobie pozwala w najlepsze... Pamiętaj, to Ty powinnaś być u niego najważniejsza, nie znajomi....
Zgadzam się z Pyskatą i Teo. Trochę dziwi mnie Twoje podejście,że uważasz,że po ślubie wszystko się zmieni. Niby dlaczego? Bo będziecie mieli obrączki na palcu?
Dziwne jest dla mnie zachowanie Twojego faceta i to,że nie był u Ciebie dłużej niż do 20:30, bo akurat dziwnym zbiegiem okoliczności jest zmęczony za każdym razem jak się z Tobą widzi?
A nie możesz wyjść razem z nim do jego znajomych? Nie mówię tu o jakiś wypadach tylko tych wyjściach do baru. Nie musisz przecież od razu pić alkoholu, tylko sam fakt,że spędzisz czas w innym miejscu i wśród innych osób. Rozumiem,że mając tyle zajęć również możesz być zmęczona, ale raz na jakiś czas możesz się przemóc. I nie możesz czasem zostać u niego na noc albo on u Ciebie?
Domyślam się, że po ślubie nie ubędzie Ci obowiązków, więc niby jak ma się cokolwiek zmienić?
to może jeszcze raz przybliżę te różne sytuacje bo w sumie wcześniej trochę chaotycznie to opisałam..
jest sobota. Ja mam pewne obowiązki związane z prywatnymi lekcjami (zazwyczaj mam je do ok. 15-16), on też coś tam ma w domu do roboty (mieszka sam z chorą mamą). Więc spotykamy się mniej więcej 16.30-17.00, no jak nie mam korepetycji to o 15.30 bo też są jakieś ważne sprawy do zrobienia. Zazwyczaj idziemy gdzieś na spacer - albo z psem albo sami do parku jedziemy albo do lasu, no mniejsza z tym. Po spacerze wracamy do niego/czasem do mnie/, pijemy gorącą herbatkę, oglądamy jakiś film albo się uczymy (bo aktualnie mam sesję a on jest po tych samych studiach co ja aktualnie). I tak nam mija gdzieś do 18-18.30. Później mamy z 1,5h tylko dla siebie - opowiadamy sobie co to się wydarzyło w tygodniu albo co śmiesznego czytaliśmy, noo po prostu spędzamy ze sobą czas (co wcale u nas nie oznacza że musimy w łóżku wylądować, choć też się tak często zdarza). I gdy jest tak 20-20.30 to zazwyczaj on sam pyta czy jedziemy już (ewentualnie ode mnie wraca do swojego domu). To co mam mu powiedzieć? "nie! nigdzie nie jedziemy!" ?
Ja go po ostatnich waszych wpisach po części rozumie. Chciałabym go mieć za bardzo dla siebie dlatego że się rzadko widujemy. A tak się nie da. Jesteśmy młodymi ludźmi którzy nie mogą się zamykać na innych. Chciałabym to zmienić i stać się bardziej towarzyską osobą. Mam nadzieję że po ślubie trochę się to moje zamknięcie na innych zmieni.
No dobrze, a nie możesz zostać na noc, albo on u Ciebie?
Kurcze, to jest dziwne, zeby chłopak się dopytywał, czy "już jedziecie"... To wygląda jakby on "odbębnił" z Tobą jakiś czas - spacer, rozmowa i tyle, po zajęciach, jedź do domu, bo teraz czas na prawdziwy odpoczynek i rozrywkę...
Jak ja mojemu chłopakowi mówię, że jadę do domu to widze, że najchętniej przywiązałby mnie do kaloryfera i nie wypuszczał i ciągle powtarza "jeszcze chwilę, jeszcze 10 min". A ma taki charakter, że wiem, że jakby mu się nudziło i chciał żebym sobie poszła, to by to powiedział, albo tak zrobił.
Mam nadzieję że po ślubie ...... się...... zmieni.
Na tym forum masz setki wątków lasek, które tez myślały ze po ślubie coś/ktoś/gdzieś się zmieni.Poczytaj
to może jeszcze raz przybliżę te różne sytuacje bo w sumie wcześniej trochę chaotycznie to opisałam..
jest sobota. Ja mam pewne obowiązki związane z prywatnymi lekcjami (zazwyczaj mam je do ok. 15-16), on też coś tam ma w domu do roboty (mieszka sam z chorą mamą). Więc spotykamy się mniej więcej 16.30-17.00, no jak nie mam korepetycji to o 15.30 bo też są jakieś ważne sprawy do zrobienia. Zazwyczaj idziemy gdzieś na spacer - albo z psem albo sami do parku jedziemy albo do lasu, no mniejsza z tym. Po spacerze wracamy do niego/czasem do mnie/, pijemy gorącą herbatkę, oglądamy jakiś film albo się uczymy (bo aktualnie mam sesję a on jest po tych samych studiach co ja aktualnie). I tak nam mija gdzieś do 18-18.30. Później mamy z 1,5h tylko dla siebie - opowiadamy sobie co to się wydarzyło w tygodniu albo co śmiesznego czytaliśmy, noo po prostu spędzamy ze sobą czas (co wcale u nas nie oznacza że musimy w łóżku wylądować, choć też się tak często zdarza). I gdy jest tak 20-20.30 to zazwyczaj on sam pyta czy jedziemy już (ewentualnie ode mnie wraca do swojego domu). To co mam mu powiedzieć? "nie! nigdzie nie jedziemy!" ?
Ja go po ostatnich waszych wpisach po części rozumie. Chciałabym go mieć za bardzo dla siebie dlatego że się rzadko widujemy. A tak się nie da. Jesteśmy młodymi ludźmi którzy nie mogą się zamykać na innych.
Teraz już całkiem wyraźnie widać, że w tym związku jest tylko jedna osoba. Ty.
Drugiej tak wygodnie.
nie chcę deptać Twoich uczuć, ale dlaczego sądzisz, że po ślubie "coś" się "magicznie samo" zmieni??
On decyduje kiedy i na ile "udziela" Ci audiencji (przepraszam, ale tak to widzę).
Tłumaczysz go, jego zachowanie względem Ciebie, które Ci się nie podoba, a z biegiem czasu, tym bardziej po ślubie, przestaniesz to tłumaczyć, zaczniesz mieć żal, pretensje, aż w końcu uświadomisz sobie, że to był błąd.
To, co przeszkadza i wywołuje frustracje PRZED ślubem, nie znika PO ślubie. Jest tylko przesunięte w czasie.
Chciałabym to zmienić i stać się bardziej towarzyską osobą. Mam nadzieję że po ślubie trochę się to moje zamknięcie na innych zmieni.
Dlaczego nie PRZED??
Sprawdź już teraz czy potrafisz, czy Ci to odpowiada. już teraz poznaj może nowych ludzi, poimprezuj, sprawdź, czy dobrze będziesz się z tym w ogóle czuła.
A nie sądzicie że to się może zmienić? Autorka musi mieć tylko dobry wpływ na faceta. Mój facet wiele rzeczy dla mnie zmienił...
Jeżeli takie coś Ci w związku nie odpowiada a wszystko inne jest ok, to myślisz że warto jet kończyć związek z takiego powodu?
to w takim razie życzę powodzenia w szukaniu ideału faceta który prawdopodobnie nie istnieje.
A nie sądzicie że to się może zmienić? Autorka musi mieć tylko dobry wpływ na faceta. Mój facet wiele rzeczy dla mnie zmienił...
Najwyraźniej Twojemu facetowi na Tobie zależy.
Jeżeli takie coś Ci w związku nie odpowiada a wszystko inne jest ok, to myślisz że warto jet kończyć związek z takiego powodu?
Autorce wątku to nie odpowiada, nie mi. Skończyć związek z powodu braku zaangażowania z jednej stron? Tak, jak najbardziej. Nie da się "ciągnąć" związku w pojedynkę.
to w takim razie życzę powodzenia w szukaniu ideału faceta który prawdopodobnie nie istnieje.
A komu życzysz? Jakoś przeoczyłam kto szuka.... ![]()
A nie sądzicie że to się może zmienić? Autorka musi mieć tylko dobry wpływ na faceta. Mój facet wiele rzeczy dla mnie zmienił...
Jeżeli takie coś Ci w związku nie odpowiada a wszystko inne jest ok, to myślisz że warto jet kończyć związek z takiego powodu?
to w takim razie życzę powodzenia w szukaniu ideału faceta który prawdopodobnie nie istnieje.
Wróżenie z fusow, ze po slubie facet sie zmieni (nie na lepsze - tylko na takie jak kobieta by chciala) jest naiwne. Bo dlaczego nie od razu? Po slubie dochodzi codziennosc i obowiazki, a to nie pomaga w "zmianie".
mam wrażenie że oceniacie mój związek znając tylko właśnie ten fragment naszego życia który wam opisałam.
I zapewne gdy teraz zaczęłabym wymieniać wszystkie pozytywne "rzeczy" które on wprowadził i nadal wprowadza w nasz związek to zapewne znów usłyszę od was że i tak powinnam go zostawić bo przecież to co mi nie odpowiada jest nie do zmiany.
Szczerze?
nie takich odpowiedzi się spodziewałam. Mam wrażenie że wy Kobitki chcecie mi pomóc, tylko że moich uczuć do niego w jeden dzień nie zmienię. Nie jestem w stanie powiedzieć sobie "koniec z nami bo mi się nie podoba że wychodzisz z kumplami na piwo". Zapewne większość z was, jak nawet nie wszyscy, nie potrafiłybyście tego zrobić..
41 2014-01-15 21:56:09 Ostatnio edytowany przez ewelina102 (2014-01-15 21:56:56)
Mogłabym Ci coś opisać, ale nie chcę robić tego na forum. Powiem więc Ci tylko, że za dwa miechy będę świadkiem na rozwodzie (oboje sporo przed 40-tką) gdzie wszystko zaczęło się podobnie jak u Ciebie. I tylko to jedno "koniec z nami bo mi się nie podoba że wychodzisz z kumplami na piwo" poszło nie tak. Te 10 lat wcześniej. I dziś zostanie sama z dzieckiem, chociaż tak na prawdę już od bardzo dawna była sama. Zwyczajnie była zbyt dobra, chciała być zbyt perfekcyjną żoną i matką, zamiast krzyknąć "dość". A wtedy każdy wejdzie Ci na głowę. Nawet Twój ideał.
Ja nie powiem tak jak większość, żebyś skończyła ten związek, ale jeśli już dziś nie potrafisz sobie poradzić z jego pewnymi drażniącymi Cię nawykami to ja bym się chociaż zastanowiła jak to będzie wyglądało dalej i podjęła środki, aby temu zaradzić. Teraz jeszcze nie jesteś "starą żoną", z którą utknął w rutynie, a już nie potrafisz postawić - siebie, was - wyżej od jego rozrywki. Pracuj nad tym, bo po ślubie nic cudownie się nie zmieni(może poza częstszymi jego wyjściami, no bo przecież będzie miał Cię już aż nadto), a "przymykanie oka" z jakichkolwiek światłych powodów długofalowo przynosi kiepski efekt.
Życzę powodzenia i nie stracenia głowy w całym tym galimatiasie ślubnym :-)
mam wrażenie że oceniacie mój związek znając tylko właśnie ten fragment naszego życia który wam opisałam.
I zapewne gdy teraz zaczęłabym wymieniać wszystkie pozytywne "rzeczy" które on wprowadził i nadal wprowadza w nasz związek to zapewne znów usłyszę od was że i tak powinnam go zostawić bo przecież to co mi nie odpowiada jest nie do zmiany.
Szczerze?
nie takich odpowiedzi się spodziewałam. Mam wrażenie że wy Kobitki chcecie mi pomóc, tylko że moich uczuć do niego w jeden dzień nie zmienię. Nie jestem w stanie powiedzieć sobie "koniec z nami bo mi się nie podoba że wychodzisz z kumplami na piwo". Zapewne większość z was, jak nawet nie wszyscy, nie potrafiłybyście tego zrobić..
Spokojnie!
W którymś wpisie napisałaś, że chciałabyś uczestniczyć w spotkaniach , ale byłby problem z powrotem do domu. Może Twój narzeczony mógłby nie pić? O ile to jest przyczyną problem, oczywiście. Można się bawić bez alkoholu.
Bardzo trudno jest ograniczyć lub zrezygnować ze swoich nawyków, tu regularne spotkania z kumplami, z dnia na dzień. Po ślubie może być mu ciężko, będzie to powód do frustracji. Chyba warto poćwiczyć to wcześniej, rozłożyć proces w czasie, przemyśleć jak to wszystko zorganizować w nowych okolicznościach. Warto rozejrzeć się za kompromisem.
mam wrażenie że oceniacie mój związek znając tylko właśnie ten fragment naszego życia który wam opisałam.
Nie, no co Ty, serio..?
Nikt nie twierdzi, że jest beznadziejnym, nic nie wartym człowiekiem, ALE. Jest coś, co Cię niepokoi, coś z czym sobie nie radzisz i dlatego weszłaś na forum, szukasz porady, bo Cię to na tyle uwiera i przeszkadza, że nie możesz spokojnie machnać na to ręką.
ewelina102 bardzo dobrze Ci radzi. Teraz zacznij stawiać siebie wyżej niż znajomych, rozpychaj się łokciami i się domagaj, zmieniaj, ustawiaj, bo teraz jest jeszcze czas. Potem będzie za późno, potem będzie z górki.
lilus.x byłam w podobnej sytuacji. Wysłałam Ci e-maila ![]()
Jeśli już, to oceniamy zachowanie chłopaka względem Ciebie, które ewidentnie Ci się nie podoba.
Pytałam Cię wcześniej, czemu spróbowanie "wejścia w towarzystwo" odkładasz na PO ślubie?? Czemu nie spróbujesz PRZED?
I nie muszą być to jego znajomi.
Fajnie by było, jakbyś miała też swoich.
"spróbowanie wyjścia odkładam na po ślubie" hmm..
to raczej wynika z tego że ani ja u niego, ani on mnie nie śpimy. Wynika to raczej z moich osobistych zasad - czułabym się niezręcznie śpiąc u niego ot tak sobie. Poza tym mam dość dziwnych rodziców, którzy najzwyczajniej w świecie akceptują moje wyjazdy na wakacje z nim (które niejednokrotnie trwają po 1,5 -2 tygodni) ale nie zaakceptowaliby gdybym powiedziała im że zostaję u niego na noc. Ale mniejsza o to..
za miesiąc jesteśmy umówieni ze znajomymi z mojej uczelni na wspólną wycieczkę i mój narzeczony jest jak najbardziej za tą wycieczką.
a jeśli chodzi o to, czemu teraz nie próbuję się spotykać z jego znajomymi - to tak wcale nie jest że ja jakoś od nich uciekam. Jest to grupa w sumie 3 osób których lubię ale też jednocześnie nie widzę potrzeby by się z nimi co tydzień spotykać.
liluś, a kiedy Ty zaczniesz żyć po swojemu tak jak Ty chcesz? Bo widzę, że z jednej strony rodzice nie pozwalają, a z drugiej chlopak Cię ustawia...
nie wiem dlaczego wszyscy wokoło uważacie że jestem podporządkowana mojemu facetowi.
Raczej powiedziałabym że to on mnie bardziej słucha niż ja jego..
nie wiem dlaczego wszyscy wokoło uważacie że jestem podporządkowana mojemu facetowi.
Raczej powiedziałabym że to on mnie bardziej słucha niż ja jego..
Dlatego, że robisz to, co on chce, wychodzisz wtedy, kiedy on chce. On z Tobą odbębnia "audiencje" jak któraś ładnie napisała i do kolegów. Ani razu nie wiedziałam nigdzie, że spędzacie razem cały weekend tylko we dwoje. 20:30 i hop! musi odwieźć dziewczynkę do domu.
Jak on by się Ciebie słuchał, to nie odstawiałby Cię do domu, chodził z Tobą wszędzie i Cię nie odstępował na ktok (nie mówię, że takie postępowanie jest dobre, ale to przykład).
Dla mnie to wygląda tak:
z jednej strony masz rodziców, którzy Ci nie pozwalają (sic!) zostać na weekend u narzeczonego mimo, że jesteś dorosła i sama możesz o sobie decydować. Z drugiej jest starszy narzeczony, który traktuje Cię jak dodatek i robi z Tobą co chce.
Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?