Witam. Nie wiem czy powinienem tu pisać, bo to jest forum dla Kobiet, ale nie mam pojęcia gdzie mogę to wyrzucić z siebie i się wyżalić. Awięc tak:
Jakieś pół roku temu poznałem dziewczynę przez internet, na początku takie luźne, dość nudne rozmowy, później zaczęło się bardziej intensywnie, codzienne pisanie całymi dniami (był okres wakacji więc nie było z tym problemu) i trochę głupio może wyszło, bo od samego początku, z samego pisania z Nią zauważyłem że jest jakaś 'inna' bardzo wyrozumiała itp. po mniej więcej 3 tygodniach pisania, jak na to teraz patrzę, było widać że Ona czegoś chce (ja niby też ale tego nie pokazywałem, jestem bardzo wstydliwy) no i jakoś po miesiącu napisała mi że chyba się zakochała, odpisałem jej że mnie zamurowało i nie wiem co napisać, a Ona napisała 'wiem, głupio zabrzmiało, przepraszam, mogłam tego nie pisać (dodam że ja mam 18 lat, Ona jest 2 lata starsza) po czym napisałem jej, że czuję to samo, no i tak jakoś od tamtego czasu zaczęło się pisać tak bardziej uczuciowo, często pisała mi że mnie kocha, ja jej to samo itp. przez pierwsze 3 miesiące było bardzo dobrze (w 3 mięsiącu była już szkoła, więc mniej pisaliśmy bo była nauka itp, i brakowało mi jej, jestem bardzo uczuciowy, a gdy jej o tym pisałem to się czasami kłóciliśmy) po 3 mięsiącach, zacząłem się jej nudzić, często się kłóciliśmy, często mnie przy tych kłótniach zostawiała i tłumaczyła że ma dość kłótni, a najlepsze było to że te wszystkie kłótnie były spowodowanym tym, że mi jest żle, trochę smutno i jej o tym pisałem, a Ona po prostu nic nie chciała zrobić z tym, żeby było inaczej... w 2 miesiącu naszej internetowej znajomości napisała mi że się zmieni tylko żebym jej nie zostawiał (zrobiła to podczas kłótni bo bała się ze ją zostawie, a ja nawet o tym nigdy nie myślałem, bo bardzo się w niej zakochałem) napisałem że nigdy jej tego nie zrobię itp. po czym od 3 mięsiąca do teraz, czyli 6 miesiąca było bardzo wiele kłótni i bardzo często mnie olewała. Jestem człowiekiem bardzo zazdrosnym i nigdy nie tolerowałem tego jak rozmawiała z kolegami, pisała itp. do dzisiaj tak jest i nie umiem tego zmienić. Początkiem listopada, w nocy się trochę kłóciliśmy i napisałem jej że mnie często rani i nic z tym nie robi itp, jej tak jakby wszystko 'wygarnąłem'. Rano jak wstałem czekałem na Nią aż wstanie po czym napisała mi, hej i żebym zobaczył wiadomość na GG, napisała tam że Ona już nie daje rady, że z wieloma osobami rozmawiała o związkach na odległość i że raczej nie da się nikogo kochać przez internet, że to sensu nie ma, cały czas kłótnie itp, że oboje się męczymy... był to cios w serce... najmniejszy szczegół mnie boli, prawie byle co, jestem bardzo uczuciowy i to chyba moja największa wada, tak myślę, bo płacze przez Nią prawie codziennie od 5 miesięcy chociaż jestem chłopakiem, ale chyba się nie udałem skoro tak jest, nie mam pojęcia poważnie. Po tym jak chciała mnie zostawić zadzwoniłem od razu do niej i powiedziałem że ja ją bardzo kocham i nie pozwolę jej odejść, rozmawiałem z Nią chyba 3 godziny i powiedziała że możemy spróbować jeszcze raz. Po czym spróbowaliśmy jeszcze raz, starałem się ograniczać te kłótnie, ze strachu że ją stracę, dawałem się traktować jak śmiecia, do dzisiaj tak jest, ale długo nie wytrzymałem, było bardzo dobrze jakieś 3 tygodnie, później znowu zacząłem ględzić że jest mi często smutno i że Ona nic z tym nie zrobi i ma to gdzieś, sama napisała że to że jej mówię że często płaczę to nie robi na niej wrażenia, że musiałaby to widzieć żeby ją to ruszyło. Po ponad miesiącu, przez okres świąt było bardzo źle, najgorsze święta w moim życiu, cały czas kłótnie, olewanie, nawet usłyszałem magiczne słowo 'spierdalaj' za które do dzisiaj nie otrzymałem przeprosin, tłumaczyła się tym że ma czasami takie odpały i zawsze jak kogoś nie zna, to udaje miła itp, a normalnie tak nie jest i że jest bardzo zła itp, po czym chyba 28 grudnia powiedziała mi kolejny raz że to sensu nie ma, za duża odległość (800 KM +) i dopiero mielibyśmy się zobaczyć w wakacje, czyli kolejne 6 miesięcy czekania, rozmawiałem z Nią wtedy na TS3, mówiłem jej że znowu robi to co chciała zrobić wcześniej i żeby znalazła w tym sens, że oboje się kochamy i dobrze wie że jak się zobaczymy będzie lepiej, przyznała mi rację z tym że będzie lepiej, ale że i tak dla niej to sensu nie ma, rozpłakała się podczas rozmowy, widać było że nie chce tego zrobić, po czym ja też trochę zmiękłem (udawałem twardego i nie chciałem się znowu rozpłakać przy niej, bo raz jak tak zrobiłem powiedziała 'po co ryczysz, i tak Ci to nie pomoże') no i jakoś zrobiłem tak, że nie zostawiła mnie wtedy, chociaż pytałem czy mam ją zostawić (nie chciałem tego robić i nie zrobiłbym tego nawet jakby powiedziała że tak) po czym powiedziała żebym tego nie robił więc zapytałem, dlaczego mam tego nie robić, skoro Ona i tak w tym sensu nie widzi, odpowiedziała że mnie kocha i dlatego mam tego nie robić, ale i tak sensu nie widzi (trochę nie rozumiem) No i jakoś zaczęło się polepszać, był nowy rok, zadzwoniłem do niej koło 3 żeby złożyć jej życzenia, porozmawialiśmy z 40 minut po czym chciała iść spać i trochę zaczęło się psuć, pożegnałem ją z bólem w sercu i się rozpłakałem.. coś mnie zabolało co powiedziała, już dokładnie nie pamiętam co. Przez jakieś 3 dni po nowym roku było bardzo dobrze, jak nigdy, jak na początku znajomośći, aż czułem że coś do mnie czuje, ale jakoś od wczoraj jest trochę głupio, znowu się boję że będzie chciała mnie zostawić, czytam dużo rzeczy na internecie żeby uczyć się powoli bez niej żyć, ale jak chodzę spać to i tak prawie codziennie płaczę, bo tak mnie boli w sercu, nie mam pojęcia czemu tak jest. Denerwują mnie jej koledzy, jestem chorobliwie zazdrosny, a Ona mi ciągle mówi ' Ty zawsze masz jakiś problem, znowu musisz się kłócić, chciałbys mnie trzymać w klatce itp' a ja tylko robię to wszystko po to, żeby to się nie rozpadło, bo bardzo mi na tym zależy, Ona często mnie olewa, nie chce jej się już czasami pisać ze mną, a mi się od początku znajomości chce tak samo, gdy jest źle nigdy jej nie zostawiłem itp, a Ona robi to co taką sytuację i nawet nie przeprosi... na początku nie była taka, sama mówi że Ona już taka jest i się nie zmieni (na początku obiecała że się zmieni, teraz mówi że tego nie zrobi, jak jej to wypominałem to właśnie chciała mnie zostawić) no i złamała dużo obietnic, robi to co chwilę, częściej kłamie itp.. prosiłęm ją żeby przestała palić, powiedziała że nie będzie palić itp, podziękowałem za to, po jakimś miesiącu zapytałem czy pali powiedziała że nie, powiedziałem jej żeby przysięgła na mame (bardzo ją kocha itp) zrobiła to, po czym ostatnio gdy chciała mnie zostawić po raz 2, zapytałem czy paliła, powiedziała że tak i że przez ten cały czas kłamała... zabolało mnie to bardzo, często o tym myślę i mnie to bardzo boli, ale chociaż umiem w tym docenić to że się przyznała, chociaż i tak okłamała... pewnie 'normalny chłopak' już dawno by ją zostawił i nie dałby sobą tak pomiatać... boje się że kocham ją za to kim była wcześniej a nie kim jest teraz... bo teraz to wygląda tak, że 5 dni w miesiącu jest bardzo dobrze, 5 dni tak w miarę, 10 olewa i 10 się kłócimy.. nie potrafię się z Nią kłócić bo mi serce wymięka i się rozklejam, nie wiem dlaczego, chyba mam słabe serce... cały czas o niej myślę, a Ona powiedziała że nie myśli cały czas o mnie (zapytałem ją czy myśli cały czas o mnie, tak jak to było na początku znajomośći) chciałbym żeby nam się udało, ale to że ja się staram, nawet daje sobą pomiatać żeby było lepiej to nie wystarczy, Ona też coś musi od siebie dać, a jak jej to powiem to jest coś w stylu 'znowu marudzisz albo znowu chcesz się kłócić' jej po prostu jest dobrze, a lubi ze mną pisać jak się jej nudzi, ale często powtarza że mnie bardzo kocha itp... może to dla was być bardzo głupie, bo to tylko internet, ale rozumiem to wszystko, nie wiem jak mogłem się tak zakochać przez internet, ale w sumie nie żałuje tego, często mnie boli serce, ale jakoś wytrzymuje nawet bardzo przykre rzeczy, a Ona nic nie umie zrozumieć, tylko zawsze jak coś mówię żeby się poprawiła itp to jest 'nie mów mi co mam robić' albo 'spróbuje'.
Napisałem do was na forum, żeby to z siebie wyrzucić... nie mam osoby której bym mógł w RL opowiedzieć o tym wszystkim, pisałem do chyba 4 kolegów których znam przez internet i którzy też się zakochali kiedyś przez internet, 3 napisało coś w stylu 'zostaw ją, pie***l to, 3 tygodnie i Ci przejdzie' 1 napisał żebym jej nie zostawiał, że będzie tylko gorzej... ja sam nie wiem co mam robić, nie chce jej zostawiać, ale muszę się przygotować na to że Ona to będzie chciała zrobić, bo tak wyczuwam znowu.. rozmawiałem z Nią o tym, powiedziałem że i tak mnie zostawi, Ona powiedziała 2x Ci się udało mnie zatrzymać, następnym razem też musisz się postarać... to tak jakby się mną bawiła, a ja nie potrafię nic zrobić, bo tak ją kocham... normalny chłopak chyba by kopnął w dupę i zobaczył czy się będzie starać o to żeby mnie tak jakby odzyskać, ale boję się że jak jej napiszę że mam dość itp, to Ona odejdzie zamiast mnie trzymać... bardzo dużo mamy do siebie, mamy się zobaczyć w wakacje, ale w sumie ten czas szybko leci.. ja jestem dla niej zrobić prawię wszystko, a Ona ma problem zrobić byle co żeby było lepiej, nie odczuwa takiej potrzeby, sama pisze 'ja jestem egoistką' boli mnie to... nie radzę sobie z tym i często myślę o śmierci, ostatnimi dniami próbuje się jakoś zmotywować do tego żeby pokazać jej że umiem bez niej żyć, bo Ona przyzwyczaiła się że robię co Ona chce itp.. na początku pisałem jej że jej nigdy nie zostawie, tylko żeby tego nie wykorzystywała, pisała że nie wykorzysta, ale chyba to zapamiętała bo wykorzystuje to jak może... chciałbym żeby mi ktoś coś doradził tutaj, żebym mógł z kimś popisać, żeby ktoś mnie zrozumiał... cięzko mi z tym wszystkim samemu, przepraszam Was że tak się rozpisałem ale musiałem to wszystko napisać.. z góry dziękuje za przeczytanie i za wsparcie, jakiekolwiek, boli mnie to głównie że na początku była prawie idealna, nic jej nie przeszkadzało, gdy było mi źle pocieszała itp, a teraz gdy mi źle to Ona ma bardzo dobry humor i nie chce jej się pomagać i sama pisała że denerwuje ją to jak ja mam zły humor... moim zdaniem powinna coś chyba robić skoro jej bardzo zależy (pytałem czy zależy to mówiła że bardzo jej zależy itp) też bardzo denerwujące jest to że jestem bardzo pamiętliwy, pamiętam raczej wszystkie krzywdy które mi wyrządziła przez te 6 miesięcy i jak idę spać to muszę o tym wszystkim myśleć i ciężko mi z tym żyć.. jak się kłócimy i Ona sobie pójdzie to ja zachowuje się jak jakieś dziecko, płaczę cały czas i nie mogę przestać.. bardzo mi cięzko, liczę na waszą pomoc, pytajcie o co chcecie, liczę na was.
Przepraszam za rozpisanie i dziękuje za przeczytanie. Doradźcie mi co mogę zrobić żeby było dobrze między nami, nie chce jej tracić bo bardzo mi na niej zależy, chociaż jeszcze się z Nią nie spotkałem.