Witam wszystkich,
od pewnego czasu mam problem z interpretacją zachowania kolegi i jako kompletna sierota jeśli chodzi o związki i flirty proszę Panie jak i ewentualnie czytających to może Panów o poradę
Otóż...
Od pół roku pracuję w pewnym miejscu, poznałam tu kolegę. Starszy ode mnie o 10 lat, nie jest moim szefem. Przyznaję szczerze- podoba mi się, ale ponieważ jestem niesmiała nie potrafię i w sumie trochę boje się tego okazać bo to kolega z pracy itd. Tym bardziej że nie potrafię odczytać jego intencji.
Jest dla mnie bardzo miły, ale to nie jest wyznacznik niczego, ponieważ ogólnie to naprawde świetny, uczynny facet, miły dla wszystkich i wszyscy go lubią. Ponieważ mam do pracy spory kawałek i dojeżdżam autobusem z przesiadką, ze 2-3 razy w tygodniu, jak tylko jedzie w moją stronę,to mnie podwozi. Fajnie nam się gada, gdy konczy sie temat on stara sie pociagnac rozmowę. A jak ktoś jedzie w naszą stronę to też go chętnie zabiera, jednak zeby mnie podwieźć na przystanek zawsze musi nadłożyć trochę drogi, rano wstać sporo wcześniej itd. Tak ustalił sobie czas pracy żeby, gdy może mnie zabrać, dopasować go do mojego autobusu, pomimo że zwykle sam lubi być w robocie wcześniej. Sam proponuje podwózkę, ostatnio wieczorem gdy nie pisałam o niego z prośbą o podwiezienie, sam napisał i zadzwonił czy się umawiamy. Jeżeli w niedzielę z jakichś powodów nie napiszę do niego czy mnie zgarnie (bo np nie chce mu już robić kłopotu) to zawsze następnego dnia mi wypomina czemu nie pisałam i nie dzwoniłam. Jest bardzo pomocny, kiedy zaczynałam pracę bardzo dużo mi pomagał, nigdy nie odmówił, tłumaczył, dużo rzeczy robiliśmy razem. Kiedy o czymś rozmawiamy to zawsze patrzy mi mocno w oczy, nie opuszcza wzroku, ja z resztą tez nie i tak patrzymy na siebie. Często żartuje i rozśmiesza mnie. Kiedy mijamy się na korytarzu lub on stoi z kimś innym, widzę, że patrzy na mnie. Jest bardzo troskliwy, nieraz pyta czy jadłam, czy nie zmarzłam, jak się czuję itd. Kilka razy gdy miałam smutny dzień miałam wrażenie, że celowo do mnie podchodził i zagadywał, nawet gdy byliśmy na osobności pytał dlaczego tak posmutniałam.
Wszystko to podciągałam pod koleżeńską sympatię i fakt że jest naprawdę przekochany i przemiły, jednak ostatnio zasiał ziarno niepokoju. Akurat zostaliśmy w pokoju sami, ja przeglądałam dokumenty przy biurku,on stanął blisko mnie, chciał wziąć ode mnie kartkę i ak ją chwycił, że swoje palce położył na moich, ręki nie zabrał szybko, ja też nie. Potem gdy wychodziliśmy ja chwyciłam drzwi i też poczułam jego palce na moich na framudze
Następnego dnia stałam obok innego kolegi, coś przeglądaliśmy, on podszedł z zapytaniem "co tam macie" i stanął obok mnie tak, że przylgnął swoim ramieniem do mojego, choć miał sporo miejsca. Sporadycznie zdarzało się, że przeglądając papiery, na chwile przypadkiem musnął moje palce, tak jakby mu się ręka omsknęła. Nie zwracałam na to uwagi bo on jest osobą bardzo kontaktową i nie stroni od kontaktu fizycznego.
Pogubiłam sie w tym, stąd moje pytania:
1. Czy ten jego dotyk był przypadkowy? Jako osoba kontaktowa czy mógł po prostu nawet go nie zauwazyć, nie zwrócić uwagi?
2. Gdy patrzymy sobie nieraz w oczy, czuje jakąś taką chemię, iskrę, nie wiem co ;p Czy to możliwe że tylko ja to czuję, że nadinterpretuję to bo mi się podoba, a on tylko na mnie paczy?
3. Czy jest szansa że mu się troche podobam, czy to raczej sympatia i zwykłe koleżeństwo? Wylejcie mi kubeł zimnej wody na łeb, bo nie chce nadinterpretować, a zauroczona kobieta to czesto ślepa kobieta ;P Pomocy!