Witam Wszystkich.
Od jakiegoś czasu przeglądam to bardzo ciekawe forum i dzisiaj stwierdziłem, że chciałbym podzielić się z Wami moją historią, jednocześnie poznać Wasz punkt widzenia na moją sytuacją. W kilku słowach o mnie. Jestem młody (chyba), ambitny, przed rokiem zostałem managerem w bardzo prestizowej firmie, mam Swoje zainteresowania i pasje - określane mianem sportów ekstremalnych, dobrze zarabiam i wydawałoby się ze jest pieknie, rozowo i kolorowo a jednak..... samotnie. Moi znajomi przyjaciele juz dawno w poukladanych zwiazkach a ja sam...
Przed rokiem poznałem dziewczyne - mlodsza ode mnie o 6 lat, byla wtedy w zwiazku - bardzo mi sie spodobala postanowilem sie troche o niej dowiedziec przez wspolnych znajomych. Dowiedzialem sie ze jej zwiazek sie nie ukladal i mowiac w skrocie chylił sie ku upadkowi.
Nawiazalem z nia znajomosc przez internet, od slowa do slowa (trwalo to 2 miesiace) - zaczelismy sie spotykac. Zaproponowala uklad - sex bez zobowiazan - wczesniej zeby byla jasnosc miala rozstac sie ze Swoim ex. "Uklad" sie zaczal, ale szybko stwierdzilismy ze laczy Nas cos wiecej niz tylko fajny sex, i doszly kina restauracje, ciagle spedzanie czasu - w wiekszosci w moim mieszkaniu, filmy, sami wiecie jak jest... Powiedziala mi ze sie zakochala, no i ja w zwiazku z tym tez chcialem zeby polaczylo Nas cos glebszego - zaangazowalem sie na calego, poznalismy Swoich rodzicow, wprowadzilem ja do mojego kregu przyjaciol/ znajomych - wydawaloby sie - bajka...
Nadszedl czas wakacji, wiec zaproponowalem wspolna podroz w dalekie i egzotyczne regiony Swiata - trzy tygodniowy trip rowniez udany - ale w trakcie mielismy pierwsza powazna klotnie - wydaje sie normalne po pol roku znajomosci. Rowniez w trakcie podrozy powiedzialem ze ja kocham...
Wrocilismy do kraju, zaproponowalem aby poszla na studia zaoczne i poszla do pracy - w zwiazku z tym ze narzekala na brak kasy. Ja sam tak do czegos doszedlem i uznalem ze skierowanie jej na to droge pomoze jej szybciej cos osiagnac.
No i nagle zaczely sie problemy - brak czasu, z jej strony (nauka i praca) - staralem sie zrozumiec, pozniej wyciszone telefony, ktoregos razu kiedy jak juz zasypialismy przyszedl sms od bylego - bardzo sie poklocilismy bo poprosilem ja aby mi pokazala, na poczatku nie chciala, ostatecznie mi pokazala. Sms o tresci bardzo dwuznacznej, tak jakby sie nigdy z Nim nie rozstala - powiedzialem jej ze jezeli sie to powtorzy, to konczymy to wszystko - ponoc do niego zadzwonila i wytlumaczyla ze ma tak nie robic - nigdy tego nie uslyszalem.
Potem znowu bylo dobrze, zaczelismy szukac wspolnego mieszkania ktore moglibymy wynajac - bo moje bylo wg. niej za male, ale ok, dla mnie nie bylo problemu...Chciala spedzic Swieta ze mna i z moja rodzina....wspolne rozmowy o przyszlosci, etc.
Ale pozniej bylo juz tylko gorzej - coraz mniej czasu z jej strony, ciagle jakby cos bylo nie tak, dalej ten wyciszony telefon, zablokowana klawiatura - zaczalem byc zazdrosny, kontrolowac ja i sprawdzac. Ona bardzo zle to znosila, i bylo juz tylko gorzej - zaczelismy sie klocic, ona coraz mniej czasu - ja caly zakochany - chcialem spedzac z Nia coraz wiecej, ona wrecz przeciwnie. W koncu pod koniec listopada zadzwonila do mnie i powiedziala, ze ma dosc mojego zachowania, i musi przemyslec co do mnie czuje.
Spotkalismy sie po weekendzie i uslyszalem ze mnie nie kocha i nie chce ze mna byc, ze nie akceptuje mnie takiego jakim jestem i nie widzi przyszlosci, teraz juz wiem ze poznala innego. Popadlem w totalna depreche, zaczalem duzo pic, bylem i jestem zrozpaczony, poniewaz wydawalo mi sie ze to ta jedyna. Oczywiscie obarczyla mnie wina za wszystko, za rozpad zwiazku. Dostalem w leb z dnia na dzien - z totalnego zaskoczenia....
Drodzy, powiedzcie mi, czy ja cos zrobilem zle? Tak bardzo ja pokochalem calym soba, jak nikogo wczesniej, a teraz znowu sam w czterech scianach, odechcialo mi sie wszystkiego, pracowac, uprawiac sport, jestem zalamany, a to juz mija miesiac, proboje zmusic sie chociaz do codziennego biegania, ale potem jedynym przyjacielem jest alkohol. Wszyscy sie cholernie o mnie martwia, a ja nie wiem jak sobie z tym poradzic, przestalem nawet wierzyc w Boga... Dlaczego tak sie stalo? Czy to karma?
Powiedzcie mi prosze jaki jest Wasz punkt widzenia, i sorry za tak dlugi elaborat ale bez tego nie moglbym przekazac Wam "clou" mojej beznadziejnej sytuacji.
Caly moj swiat sie dla mnie skonczyl, tak bardzo jak kochalem.....
( Nie potrafie sie pozbierac...
Mirra - chcialbym odniesc sie do Twojej sentencji - Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz.