Nie myślałam, że mnie to spotka. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, mieszkaliśmy razem, planowaliśmy ślub. Różnie się nam układało, ale to co zrobił na sylwestrze przeszło wszelkie granice normalności.
To była zwykła domówka, tylko 4 pary. Wszyscy super się bawili do czasu aż przed północą mój M. nie przesadził z alkoholem. Dostał ataku agresji, którą kierował na mnie, na osobę, którą rzekomo bardzo kocha. Obrażał mnie przy znajomych, krzyczał na mnie, szarpał mnie bez żadnego powodu. Chciał wsiąść do samochodu ledwo się trzymając na nogach, wszyscy goście go gonili po podwórku, w końcu odebrali mu kluczyki od samochodu. Ale on nie dawał za wygraną, dalej się awanturował, wszyscy go prosili, żeby się uspokoił a on dalej swoje.
Nie wiem co w niego wstąpiło. O północy zamiast życzeń noworocznych powiedział mi "ty mendo j*bana". Było mi strasznie przykro... Wszyscy goście patrzeli na mnie ze współczuciem, że z kimś takim wiążę swoją przyszłość. Nie obyło się bez interwencji policji, tylko na jego szczęście przed ich przyjazdem zwyczajnie usnął i dlatego go nie wzieli na izbę wytrzeźwień. Wcześniej kazał oddać mi pierścionek zaręczynowy, po czym rzucał nim z całej siły o podłogę.
Wszyscy goście się go bali, nie wiedząc co znowu mu strzeli do głowy, dlatego wezwali policję.
Nie oddzywałam się do niego, żeby go nie prowokować, ale on mnie wyzywał od k* Tak mnie to zabolało, bo nie zasłużyłam sobie na takie wyzwiska, że spoliczkowałam go. A on zaczął mnie szarpać tak mocno, że mam do dziś siniaki. Odciągneli go ode mnie bo nie wiem co by mi zrobił...
Na drugi dzień jak trochę wytrzeźwiał powiedziałam mu, że to koniec naszego związku, a on jakby nie pamiętał co wyczyniał. Kazałam mu się pakować i znikać z mojego życia.
Przepraszał.
Spakował się i pojechał, powiedział, że mnie kocha i że chciał, żeby nam się ułożyło.
Nie zasłużyłam na takie coś. Naprawdę go kochałam, byłam mu wierna, byłam dla niego dobra, utrzymywałam dom, sprzątałam, gotowałam, moja rodzina go lubiła. Był sympatyczny, pomocny, przystojny, miły, towarzyski, wszyscy go polubili....do czasu.
Tłumaczył się potem, że nie wie co w niego wstąpiło, że on taki nie jest.
Dodam, że wcześniej po alkoholu też miał wyskoki, ale nie w takim stopniu...
Wybaczałam....
Teraz już za późno.
I znowu zostałam sama.....