Witam!
Od dłuższego czasu nie radzę sobie z jedną rzeczą. Mój mąż zdradził mnie z koleżanką z dzieciństwa. Która jest jego rówieśnicą. Podczas gdy ja jestem od 25lat jego żoną. Mimo, że jestem młodsza o dużo od obydwoje nigdy go nie zdradziłam. Może ideałem nie jestem ale jako żona się staram. On mi to wytłumaczył, tak że był pijany i ona to wykorzystała. Uważa, że nic poza tym, że spali w jednym łóżku nie zaszło. O ile to ona coś chciała. On był za bardzo pijany. Wybaczyliśmy sobie. Ale ja tak tamtej baby nie nawiedzę, że jak ją widzę to się rozdwajam. Bo z jednej strony mam ochotę dać jej w mordę, z drugiej jednak wypada zachować się z klasą. Czy zachowuję się irracjonalnie?
Przepraszam za przeinaczanie ale jak w ogóle myślę o tamtej babie to mi ręce drżą.
Wybaczyłam mu przez wzgląd na wieloletnią miłość i to, że byliśmy naprawdę dobrym małżeństwem. Szkoda by było, nie spróbować wrócić do siebie. On i nasza rodzina naprawdę bardzo źle potraktowaliśmy tamtą babę tak jak zasłużyła. Ale ja czasem jak ją widzę to myślę o tym. Jak w ogóle taka sytuacja mogła mieć miejsce. I ile w tym czyjej winy?