Hej Dziewczyny!
Postanowilam trochę poszperać w internecie i trafiłam na Wasze forum....przyczyna:rozstanie z mężczyzna. Chcialabym opisac Wam mój problem i uslyszec-przeczytac:-) opinie innych,obcych osob, które mogą spojrzeć na cala sytuacje obiektywnie. Byliśmy w związku 2 lata, przez pierwszy rok zylismy na odleglosc-on ze względu na prace był w Chinach,ja w Niemczech,mieszkam tu od 3 lat. Widywalismy się co 2/3 miesiąc,pierwszy kryzys przyszedł po pol roku-nagle, w smsie dowiedziałam się,ze "cos porobilo mu się z glowa" -dosłownie tak mi powiedział! Ze nie wie czy mnie kocha,ze nie jest siebie pewny itd....było bardzo ciężko,w tym czasie przyelcial na 3 tyg do Niemiec, w zasadzie niewiele się wyjasnilo,raz rozmawialiśmy bardzo poważnie i wreszcie uslyszalam dlaczego co i jak,ja go bardzo kochałam i po prostu bez względu na wszystko postanowiłam walczyc. Uslyszalam takie słowa-utkwily mi na długo w pamieci-poznalen jedna kobiete,nic miedzy nami nie było,ale sobie pomyslalem-ze jakbys Ty tu była,ale Ciebie nie było...cokolwiek by to znaczylo! To był pierwszy poważny kryzys,ale w końcu ogolnie po ok 1.5 miesiąca uslyszlam,kocham itd....wiec myslalam kryzys już minal. Po roku wrocil z Chin i miedzy czasie postanowiliśmy razem zamieszkac,wczesniej on mieszkal u znajomych,ja miałam wynajmowana kawalerke. przeprowadziliśmy się do innego mieszkania,ale w tym samym domu,tylko większego,wiekszosc rzeczy zalatwialam ja. tzn sprawy formalne mam na myśli. nie zaluje tej decyzji,bez względu na to co się stało. kolejny problem który mielismy od samego początku-sex-od samego początku z jego strony najczęściej nic nie wychodzilo. caly czas mi powtarzal-ze przez chiny, ze przez rozlake,ale jak tylko bedziemy razem będzie ok!no i niestety nie było,to znaczy na tej zasadzie,jak z jego strony wyszlo to było powiedzmy w miare,ale przeważnie ja stawalam na glowie i robiłam co mogłam ,żeby wychodzilo i żeby mu przykro z tego powodu nie było. nawet powiedziałam,ze pojdziemy razem do lekarza,razem rozwiążemy problem. no i pod koniec października jak wrocil z chin( w tym roku latal tylko na 2/3 tyg co 3 miesiąc)uslyszalam,nie da rady,nie kocham cie itd....rozstaliśmy się,ale mieszkamy nadal razem,bo żadne z nas nie ma gdzie isc,mieszkamy w Monachium,gdzie z mieszkaniami jest bardzo ciężko i kazdy siedzi i trzyma się tego co ma. kolejny watek-bardzo wazny: ja go tez oklamalam. Nie powiedziałam gdzie pracuje. Teraz pracuje już w swoim zawodzie,ale wcześniej zaczynałam w kawiarni. bardzo krotko robiłam praktykę w swoim zawodzie,ale potem mi powiedzieli ,ze miejsca dla mnie nie maja,wraca kobietka po macierzyńskim i musiałam odejść. To zbieglo się z jego pobytem w chinach. Wiec uznałam najpierw ze zalatwie to szybko i poszukam cos innego,ale nie od razu wyszlo i balam się/było mi wstyd się przyznać gdzie pojde,zeby zarobić forse. Wiem,totalnie głupie,wiem,ze zrobiłam blad i potem się przyznałam do wszystkiego. bo na początku tez nie wiedziałam jak to z nami będzie,jak nam wyjdzie,on ciagle siedział w chinach,ja sama i jakos po prostu nie powiedziałam co robic. i wlasnie to rozstanie to moja wina,ze go oklamalam. Ok,wiem ,ze popelnilam blad,wiem,ze zle zrobiłam,ale kurcze,nie zdradziłam go nigdy,kochalam bardzo i mimo problemów które wychodzily w czasie , chciałam z nim być i wierzyłam ze będzie dobrze. Teraz mamy już etap szantażu z jego strony,zebym sie wyprowadzila,szperania mi w telefonie itd....generalnie brak slow,klasy,wszystkiego. co o tym sadzicie? jestem taka wielka jedza,zla,bo oklamalam? wiem,klamstwo jest kłamstwem i nie cofne tego,bradzo zaluje,ale nic nie zmienie,a on po prostu mi nie wierzy. Jeszcze jedno,nie bylam z nim dla pieniędzy,mimo,ze pracowałam w kawiarni zarabiałam bez problemu na siebie,oplaty i przyjemności, miałam tez oszczednosci.
-----------------------------------------------------------------------