Poczytuję regularnie co się dzieje w waszych historiach i jak sobie radzicie po zdradzie, rozstaniach. Dwa lata temu też zostałam postawiona w tej sytuacji - miesiąc po porodzie zostałam z dwójką dzieci... Inaczej już patrzę na swoje życie...Jestem już po rozwodzie - sprawa trwała godzinę i uzyskałam rozwód z jego winy. Sąd przychylił się do moich żądań alimentacyjnych, ustalił kontakty z dziećmi wg moich sugestii. Wszystko jest na dobrej drodze, ale... No właśnie. Nie radzę sobie z myślą, że mój exm zrobił sobie z dziewięciolatki koleżankę, że nie respektuje wyznaczonych kontaktów... Umawia się poza wyznaczonymi godzinami poprzez córkę dzwoniąc do niej i rzucając tekst "spytaj się mamy, czy po basenie możemy jeszcze jechać do sklepu". Chyba takie rzeczy ustala się między rodzicami - tym bardziej, że chce być z dzieckiem nie wtedy, kiedy ma orzeczenie, ale kiedy akurat ma czas. Powinnam się cieszyć, że chce się z nimi widywać i ja mu tego nie zabraniam, ale jak wyegzekwować, że każdorazowe spotkanie poza godzinami z dziećmi ustala najpierw ze mną (nie krzywdząc przy tym dzieciaków karą - nie będziecie się widzieć z tatą). Przecież nie mogę całe życie zgadzać się na jego żądania. To są polecenia typu - niech dzieci będą gotowe na 17. Przywiozę je z powrotem o 18.00 itd.
Ma wyznaczone dwa popołudnia w tygodniu, niedziele i ostatni weekend od piątku, czego nie realizuje bo w sobotę pracuje. JA też pracuję ale co go to obchodzi. Ja muszę zaopiekować się dziećmi a on może...
Dalej czuję potworną złość, niemoc, nienawiść do ich obojga (niego i "kobiety", która pomogła mu spakować walizki) oraz potworny żal...
Jak pomyślę, że jeszcze tak to ma trwać kilkanaście lat...
Mimo, że jestem z kimś, kto mnie wspiera i rozumie nie radzę sobie z tymi uczuciami...
Podobne tematy
2 2013-12-26 02:48:18 Ostatnio edytowany przez Jenka (2013-12-26 02:50:36)
Współczuję musi ci być bardzo ciężko, swoją drogą niezły z niego ... jeżeli wysługuje się dziećmi by obejść narzucone przez sąd przepisy.
Nie jestem prawnikiem więc nie wiem czy sąd może jakoś mu to narzucić jeśli byś to oczywiście im zgłosiła.
Mam tylko nadzieję że jego larwa nie sprawia kłopotów i nie jest to jakaś mega bitch bo wtedy ja na twoim miejscu czułam by się fatalnie.
niestety sąd ustala tylko możliwość kontaktów. Jak on nie chce, to nie musi być z dziećmi, bo opiekę przyznaną mam ja. Kocham moje dzieci i chcę dla nich jak najlepiej, ale nie wyobrażam sobie dłużej tej szarpaniny... nie mam pomysłu jak to zmienić...
Staram się żyć swoim życiem, ale w głowie gdzieś tam z tyłu są wspomnienia, myśli, że larwa odgrywa koleżankę dla córki, że podpowiada mojemu ex co ma robić, co mówić. Sama też w domu nie miała ojca, nie wiem w jakich okolicznościach to się stało, ale też ma wspomnienia o niemiłej pani tatusia. No więc wspaniałomyślnie postanowiła być inną...
Ja czasami myślę, że może ze mną jest coś nie tak, skoro wszyscy uważają to za normalkę, skoro jej rodzina (mieszkająca prawie blok obok) przyjmuje mojego ex z otwartymi ramionami.. Może cieszą się, że w końcu ich córeczka ma kogoś.. A że zdesperowana musiała zająć się żonatym bo żaden inny jej nie chciał...
Twoim największym problemem jest to:
Dalej czuję potworną złość, niemoc, nienawiść do ich obojga (niego i "kobiety", która pomogła mu spakować walizki) oraz potworny żal...
Ten Twój żal wpływa na Wasze kontakty. Jeśli faktycznie piszesz, że chcesz dla dzieci jak najlepiej to dołóż wszelkich starań, aby tego żalu się pozbyć. Aby zacząć żyć normalnie.
Nie sądzę, żeby eks chciał Ci robić na złość. Jemu zapewne też zależy na dzieciach, skoro się z nimi kontaktuje. Orzeczenie sądu jest sztywne - życie sztywne nie jest. Przy odrobinie dobrej woli da się dogadać. Tyle, że Ty nie chcesz się dogadać, bo jest ten nieszczęsny żal...
Czy to naprawdę taki dramat, że przywiezie córkę później niż sąd ustalił? Czy przyszło Ci w ogóle do głowy, że jeśli będziesz potrzebowała opieki nad dziećmi w dzień poza orzeczonymi widzeniami to możesz go o to poprosić?
Przerabiałam to z drugiej strony (nie, nie byłam przyczyną rozpadu małżeństwa). Eks-żona mojego partnera, mimo, że to ona złożyła pozew rozwodowy z uwagi na "niezgodność charakterów" - miała do niego niesamowity żal o to, że im nie wyszło. Odbijało się to głównie na ich córce. Nie prowadziło do niczego, oprócz wnerwienia obu stron. Teraz jest zupełnie inaczej. Żal wygasł. Już nie ma awantur, że dziecko zostało odwiezione 15 minut (!) później, daje się przełożyć spotkanie na inny dzień, kiedy ona potrzebuje opieki nad córką - dzwoni z pytaniem czy R. mógłby się danego dnia zająć dzieckiem. I okazuje się, że kontakty z eks nie muszą być horrorem. I wcale nie musi być szarpaniny.
Wiem, że niestety tkwi to we mnie i pracuję nad tym. tylko już brakuje mi siły...
Ja nie po to urodziłam dzieci, żeby być za wszystko odpowiedzialna sama... Nie myślałam o tym, żeby moje dzieci miały niedzielnego tatusia, który dzwoni do córki o 21.30, kiedy ona śpi, bo mu się przypomniało, że ma dziecko. Który nie używa formy: proszę, czy mogłabyś, czy nie masz nic przeciwko temu... Dawniej nie tak to wyglądało. Nie szanuje mnie w obecności dzieci ignorując, używając wulgaryzmów.
Na to zapracowałam sobie sama pozwalając na zbyt wiele już w małżeństwie. Teraz to wiem. A bez tego szacunku nie będzie normalności.
Już nie raz wyciągałam rękę, prosiłam o spotkanie w sprawie dzieci, chciałam ustalić pewne rzeczy. ALE NIE UMIEM rozmawiać z ignorantem i narcyzem.
Co do prośby o opiekę nad dziećmi w inny dzień - poprosiłam go o to parę razy. RAZ się zgodził... niestety najczęściej nie zgadza się bo... i tu w zależności od jego humoru następuje wytłumaczenie, że nie może i już. Radź sobie, "bo to ja chciałam dzieci". Jak się zgodzi to za kilka chwil jednak już nie może bo... i tu - idzie gdzieś, coś ma w planach i tak dalej...Konsultacja z larwą jednak zmienia priorytety...
To niestety jest człowiek - narcyz, który zapatrzony w swoje ja - może iść na ugodę, ale jeżeli ona jest po jego myśli. Jak nie - to następnym razem szpila. Ponieważ też mam swoje plany i życie nie mogę ciągle się naginać nic nie dostając w zamian...
Klopsik, doskonale Cię rozumiem. Wydaje mi się, ze stanowczość pomaga.
Nie ma spotkania jeśli nie jest uzgodnione z Tobą, chyba że w czasie ustalonym przez sąd.
Jeśli nie umie się z Tobą dogadać, to może iść do sądu i próbować zmienić uzgodnienia.
Dziecko to nie jest zabawka, po którą można sobie sięgać kiedy przyjdzie ochota.
Jesteś matką, masz przyznaną opiekę. Troski i odpowiedzialność są po Twojej stronie.
A złość...
Nie ma co jej w sobie tłumić. Udawać, że się jej nie czuje.
Jeśli ktoś jest wobec Ciebie ignorantem, ktoś komu urodziłaś dzieci, to raczej nienaturalne byłoby gdybyś tej złości nie czuła.
Tylko ważne, żeby tej złości nie wyładowywać na innych. Szczególnie na byłym. Moim zdaniem nie będziesz się po tym dobrze czuć.
Można ćwiczyć panowanie nad emocjami.
7 2013-12-27 11:46:24 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-12-27 11:50:31)
Umawia się poza wyznaczonymi godzinami poprzez córkę dzwoniąc do niej i rzucając tekst "spytaj się mamy, czy po basenie możemy jeszcze jechać do sklepu".
To ojciec dziecka musi z Tobą negocjować powrót do domu trochę później (zakładam, że wizyta w sklepie trwa niezbyt długo)? A gdyby bez pytania wrócił później, to byłaby awantura? Może czegoś nie rozumiem, ale czy to jest duży problem jeśli dziecko spędzi z ojcem więcej czasu niż nakazał sąd?
NIe znam się na takich konfliktach, ale intuicja mi mówi, że oboje powinniście wyluzować... Jak dzieci nie będą gotowe na 17-tą to niech sam pomoże je przygotować, ubrać, itd. Jak wróci nie o 18-tej, ale o 19-tej to nie rób z tego draki -- w końcu nie zamierza ani porwać dzieci, ani nie zrobi im krzywdy, prawda? Uważam jak vinga...
Przyłączam się do przedmówców. Szczególnie, że czytając następujące słowa:
Wiem, że niestety tkwi to we mnie i pracuję nad tym. tylko już brakuje mi siły...
Ja nie po to urodziłam dzieci, żeby być za wszystko odpowiedzialna sama...
(...) narcyz, który zapatrzony w swoje ja - może iść na ugodę, ale jeżeli ona jest po jego myśli. Jak nie - to następnym razem szpila. Ponieważ też mam swoje plany i życie nie mogę ciągle się naginać nic nie dostając w zamian...
można odnieść wrażenie, że pasują do obu stron konfliktu...
CZY naprawdę uważasz, że ojciec twoich dzieci, poprzez fakt, że pobędzie z nimi dłużej niż przewidział to sąd UCZYNI IM przez to jakąś KRZYWDĘ? Jest złym, przemocowym ojcem?
Bo chyba SEDNO sprawy, czyli dobro dzieci gdzieś w cień poszło, w obliczu TWOICH uczuć? Może warto nad nimi popracować?
klopsik na początek musisz mieć pewność że robi to celowo i że nie są to tylko incydenty wynikające z pracy awaryjnych sytuacji. Jeśli masz całkowita pewność że wina jest po jego stronie i ustalenia jakie poczyniliście ma w d.... to na pewno terapia szokowa jest wskazana, najpierw dogłębnie zbadaj sytuację prawna czy on tak może zabierać dziecko poza ustalonymi godzinami. Jak będziesz mieć prawo po swojej stronie to rozmowa maksymalnie twarda i konkretna, jeszcze raz ustalenia godzin i sposobu spotkań, na piśmie żeby nie było niedomówień. A potem dokładne rozliczanie co do 10 minut jeśli się nie dostosuje to masz 2 warianty 1ty zacznij łamać zasady, w godzinach jego wizyt idź z dzieckiem do dentysty, podrzuć mu małą do opieki jak tobie coś wypadnie, niech na progu swojego mieszkania przy córce tłumaczy że nie ma dla niej czasu bo ogląda mecz. łatwo jest rozwiać mit dobrego taty-kumpla. 2 to jeśli to możliwe zgłoś to gdzieś oficjalnie że jego działania utrudnia ci sprawowanie opieki i ogranicz mu kontakty. Albo się dogadacie albo wojna, a o curke się nie martw 10 lat to dziecko które powinno zrozumieć sytuacje a działania nieodpowiedzialnego ojca też przyniosą szkody. musisz się przemęczyć jeszcze ze 3-4 lata potem taki luźny układ miedzy córka a ojcem będzie do zaakceptowania
A ja uważam, że masz prawo wymagać szacunku do siebie i należytego traktowania.
Niech ojciec dzieci ma z nimi jak największy kontakt, ale pamięta, że za dzieci odpowiadasz TY. I ma się z Tobą liczyć.
Wszystkie sprawy dotyczące małoletnich dzieci uzgadniać z ich prawnym opiekunem czyli z Tobą, ich matką.
A co złego stanie się dziecku, jeśli ojciec będzie sprawy związane z dzieckiem ustalał z matką?
Czy starci na tym dziecko?
... o curke się nie martw 10 lat to dziecko które powinno zrozumieć sytuacje...
Pewnie - dziecko POWINNO, dorosła kobieta zaś nie koniecznie? A propos tego pytania: czy jeszcze mogą pójść razem do sklepu.
...A co złego stanie się dziecku, jeśli ojciec będzie sprawy związane z dzieckiem ustalał z matką?
NIC.
Bo ustala - prosi dziecko o zapytanie się tego "opiekuna prawnego" o zgodę. Pewnie dziecko powinno też zrozumieć, dlaczego POMIMO pytania mamusia się piekli na każde odstępstwo? NAWET jeżeli ma ono miejsce na prośbę owego dziecka?
A szanowny tatuś ma OGRANICZONE PRAWA rodzicielskie?
Bo jeżeli nie jest ICH POZBAWIONY, to jakieś prawa JEDNAK ma... I nakręcanie takich sytuacji to zwyczajne granie dzieciakiem jak pionkiem. Wszak NIE ZAWSZE mamusia ma tak napięty grafik by nie móc "...iść na ugodę, ale jeżeli ona jest po jego myśli" (cytat z autorki).
takie zachowanie wpływa również na stosunki między mną a córką - zaczyna odzywać się tak jak on w stosunku do mnie i do innych ludzi. Widzi od taty - można innych nie szanować... Ponieważ on był i będzie dla niej dużym autorytetem. Wielokrotnie, kiedy córa wraca od ojca muszę jej zwracać uwagę -nie odzywa się tym tonem, nie w ten sposób się mówi - "daj, ty musisz", używa się słowa proszę, dziękuję... jak już jest naprostowana - to kolejna wizyta czy spotkanie i od nowa...
mój ex palił marychę kilkanaście lat i nie sądzę żeby przestał...
nie chodzi mi o to żeby tatuś szanowny miał ograniczony kontakt. Wybiera sobie dzieci jak zabawki - dzisiaj pójdę z córą, a mały NIECH zostanie,
a czy ojciec jest od wychowania czy od zapewnienia dziecku tylko i wyłącznie towarzystwa i rozrywki? i to w godzinach kiedy MA czas.
RAZ, jak mały miał pięć miesięcy poprosiłam go żeby został z dziećmi wieczorem. Z wielką łaską się zgodził. Wyszłam o 18,00, miałam być o 21.00.Fakt, zawaliłam, i spóźniłam się 20 minut. Komórka mi się rozładowała i zastałam drzwi otwarte, śpiącego malucha u mnie w łóżku, a po tatusiu ani śladu...Bo ja nie dotrzymałam umowy czasowej to on zostawił dzieci same i poszedł. W końcu miał się zajmować nimi do 21... Nie pomyślał, że gdyby mi się coś stało - wypadek - różnie w życiu bywa... Jak to zobaczyłam włos mi się zjeżył...
Mamy, które zostają muszą głowić się co zrobić, kiedy idą do pracy, co zrobić, żeby iść do sklepu jak dziecko jest chore i nie można wyjść z domu, co zrobić, kiedy nagle okazuje się, że musisz wyjechać na dwa dni... bez żadnego wsparcia...
Nauczyłam się że muszę liczyć sama na siebie. chodzi mi o jedną rzecz- wymagam szacunku. Nic więcej...
Współczuję, wiesz ja jestem w sytuacji gdy do mojego męża przychodzą jego dzieci, konkretnie dwójka, to co było między ich rodzicami to jedno, a drugie to co jest między ojcem-matką, a dziećmi.
Nie wyobrażam sobie by mój mąż tak zachowywał się wobec dzieci jak ten Twój pożal się Boże eks i nawet w stosunku do eks małżonki.
Tu dzieci powinny być najważniejsze.
I co on myśli, że ugra zwracając się do Ciebie bez szacunku przy dziecku?
Facet nastawiony na branie i wygodnictwo, niestety.
Klopsik, po rozstaniu rodziców zwykle jest tak, że główna opieka nad dziećmi przechodzi na jednego z nich. W tym przypadku na Ciebie. Nie powinnaś więc mieć pretensji o to, że "zostałaś sama z problemami". Czy chciałabyś oddać mu dzieci, spotykać się z nimi 2 popołudnia w tygodniu? Wtedy to on by był "z problemami" dotyczącymi ich wychowania, Ty byś mogła zapewniać im jedynie rozrywkę. Tylko czy chciałabyś takiego układu?
Jestem pewna, że nie. Więc przyjmij układ takim, jakim jest. I za wszelką cenę próbuj się dogadać.
Bo naukowo udowodnione jest, że kontakt z ojcem pozytywnie wpływa na dzieci. Twoje przepychanki z nim pozytywnie nie wpływają. Nie tylko na dzieci - największą krzywdę robisz sobie. I tak musisz tak żyć - czy nie lepiej byłoby, żeby w tej sytuacji ograniczyć sobie stres do minimum?
Dopóki nie będziesz umiała chłodno spojrzeć na sprawę - nie dojdziecie do porozumienia. Odnoszę wrażenie, że w tym momencie oboje robicie sobie na złość. Ty, jako osoba sprawująca główną opiekę nad dziećmi, masz mnóstwo możliwości, żeby utemperować jego "widzimisię". Gdybyś robiła to na chłodno, konsekwentnie, z życzliwą chęcią porozumienia - pewnie by się udało. Jeśli jednak Ty reagujesz oburzeniem na przedłużenie widzenia z córką o kilkanaście minut to on z przyjemnością odgrywa się zachowaniami, które Ciebie doprowadzają do białej gorączki.
Gdybyście się nie rozstali - też przecież byłyby między wami konflikty w kwestii wychowania dzieci. Wtedy byś miała pretensję, że on pojechał z córką na lody zamiast przywieźć na obiad, że pozwolił jej grać na komputerze zanim odrobiła lekcje... I musielibyście funkcjonować, mimo tych nieporozumień. Przyjmij więc do wiadomości, że nie jesteś jedyną osobą, która ma jakąś wizję wychowywania waszych dzieci i sposobów spędzania z nimi czasu.
Rozstaliście się. On nie będzie pomagał Ci w opiece nad dziećmi w takim stopniu, w jakim byś chciała. Nie masz żadnej gwarancji, że bez rozstania by pomagał. Jeśli czegoś nie da się zmienić - należy to zaakceptować. Gdyby udało Ci się wyplenić ze swojej głowy pretensje o to, że się rozstaliście - wszystko stałoby się łatwiejsze.
Dlaczego nie próbujesz sobie ułożyć życia bez niego tylko pielęgnujesz żal, że on odszedł?
Anhedonia, były mąż autorki wątku ma ustalone godziny widywania się z dziećmi.
Nikt mu nie odbiera żadnych praw domagając się zwyczajnych , normalnie przyjętych norm w kontaktach z matką jego dzieci.
Chodzi o kulturę, szacunek i wychowanie córki.
Dziecko należy uczyć szacunku do ludzi, w tym rodziców.
Gdyby zaistniała podobna sytuacja i autorka chciałaby jeszcze coś z dzieckiem załatwić i oddała córkę pod opiekę ojca z opóźnieniem.
Dobre wychowanie, kultura raczej wskazują, że autorka powinna wówczas osobiście poinformować o tym ojca dziecka.
To są dla mnie oczywiste sprawy. Wręcz podstawy. Kultura i szacunek wobec ojca, matki.
16 2013-12-28 11:25:11 Ostatnio edytowany przez Filoletowa (2013-12-28 11:27:01)
W moim odczuciu dobrze by było, gdyby dorośli ustalali zasady spotykania się z dziećmi poza dziećmi
Nie mówię o telefonie od czasu do czasu od córki z pytaniem, czy może dłużej pochodzić z tatą po sklepie. Jednak dobrze by było, gdyby twój ex szanował również Twój czas i Ciebie, nie tylko ze wzgledu na Ciebie i waszą relację, ale również ze względu na dzieci. Moze być Ci trudno je wychowywać, kiedy Twój autorytet i Twoja wazność będą podkopywane. Myślę sobie, że powinnaś stanowczo porozmawiać z byłym mężem. Przecież w takich warunkach trudno Ci cokolwiek zaplanować, zwyczajnie musisz siedzieć i czekać, nie ma żadnych granic, żadnego planowania, stałości. Nie mówię o ograniczaniu kontaktu ojca z dziećmi, ale o szacunek równiez do Twojego czasu. Znając siebie z pewnością coś bym z tym zrobiła, zwłaszcza, gdyby mi to przeszkadzało. Piszesz, że nie czujesz się w tej sytuacji dobrze, więc ją zmień. Najlepiej w taki sposób, aby nikt na tym nie ucierpiał i aby wszystkim było dobrze.
17 2013-12-29 01:53:28 Ostatnio edytowany przez klopsik (2013-12-30 00:32:12)
tak - tylko brakuje mi pomysłów jak to zmienić. Sądownie ustaliłam kontakty, bo wcześniej wyglądało to tak - to ja przyjdę po dzieci o 10 w niedziele. i nie było dyskusji. ja mówiłam bądź o 9. to on nie. wystarczyło, że raz przyszedł i pocałował klamkę, bo nas w domu już nie było... i skończyły się żądania przez krótki czas.
Tak - mam żal nie o rozstanie ale o formę tego wydarzenia... najlepiej czuję się, kiedy go nie widzę, wtedy mi łatwiej. Dlatego czasem jak odprowadza dzieci to mnie nie ma w domu...
staram się żyć swoim życiem. i nie mieszam spraw naszych w sprawy związane z dziećmi.. ale czasem się nie da...
Jestem po rozwodzie 8 lat. Mój mąż zostawił mnie miesiąc po porodzie, odszedł do kochanki. Zostałam z dwójką dzieci. Ożenił się, wytrzymał z nią dwa lata. Potem poznał Annę. Więc znów się rozszedł. Teraz jest z Anną, a właściwie ciężko mi to nazwać - jest. Ona ma męża, są bogaci, podejrzewam, że finansuje mojego bylego- jego mieszkanie, wyjazdy. Poza tym są jeszcze jej dzieci. Dwoje starszych i jedno, które się niedawno pojawiło. Mój były zabierał mojego młodszego syna do szpitala- do "koleżanki" do "dzidziusia". A teraz bawią się w rodzinę. Raz na tydzień. Jaki to jest wzorzec dla dzieci? Tatuś ma nową partnerkę, która ma męża, dom, rodzinę i jeszcze z nią dziecko... I nikt z tamtej rodziny nie widzi w tym nic dziwnego... Dodam jeszcze, że mój były jest uzależniony od trawki. Czy to ja jestem nienormalna? Dodam, że poukładałam sobie życie, mam od siedmiu lat partnera, jestem szczęśliwa.