Mój związek rozpoczął się 11 no prawie 11 lat temu, ja i moja była dziewczyna mamy teraz 26 lat przez te wszystkie lata było pięknie, żyć nie umierać, zdążyliśmy sobie wyremontować mieszkanie mała kawalerkę, przez 7 lat mieszkaliśmy razem, mieliśmy wspólne plany na przyszłość wspólne zobowiązania które zresztą do dzisiaj płacimy. W między czasie 6 lat temu moja dziewczyna zaszla w ciążę, niestety jak to czasem bywa w życiu niestety poronila . Przez te wszystkie lata byliśmy nie rozłaczni ale nie o tym chciałem napisać niestety 28 września wszystko się skończyło że strony mojej dziewczyny powiedziała mi ze już mnie nie kocha i ze już o dłuższego czasu się zastanawiała nad tym, było niczym strzał z armaty wycelowanej prosto w serce stojącej ode mnie w odległości metra, wszystko się rozsypało niczym domek z kart. Nie mogłem dość do siebie po tym co mi powiedziała chyba nadal nie doszedłem, zabrałem parę rzeczy i wrócił do rodziców, nie wiem czy dobrze zrobiłem że dałem się tak łatwo przegonić.
Próbowałem ja jakoś przekonać żeby jeszcze raz wszystko przemyślała żeby tak łatwo nie przekreśla tego wszystkiego co razem zbudowalismy przeżylismy, niestety nic z tego nie wyszło, spotkaliśmy się jeszcze kilka razy pogadać w naszym mieszkaniu było bardzo miło, rozmawialiśmy ze sobą jak nigdy, śmialismy się do siebie zaczepialismy a czas leciał jak z bicza strzelił było cudownie ale przy naszym ostatnim spotkaniu spytała mnie kiedy w końcu zabiorę swoje rzeczy co mnie znowu bardzo przybiło, miałem do tej pory nadzieje ze coś jeszcze morze z tego być, że zmieni zdanie że to jakiś kryzys bo nasz związek był bardzo długi stażem, od samego początku roku zaczęła rozmawiać z moja mama o ślubie jak by miał wyglądać, ja zacząłem powoli wybierać pierścionek zaręczynowy miałem już go kupić ale niestety los nie sprzyjał mieliśmy spory kłopot finansowy na koniec sierpnia moja dziewczyna na robiła długów nic mi o tym nie mówiąc dopiero jak już grunt pod nogami się walił to zauważyłem jej dziwne zachowanie i pytałem męczyłem ja co jest nie tak i w końcu to wydusiła z siebie ze ma potężny dług i ze zaraz będzie za późno by cokolwiek zrobić ja na to jej powiedziałem że powinna mi powiedzieć o tym wcześniej ze nie powinna ukrywać przede-mną takich problemów i ze powinniśmy razem pokonywać trudności przeprosił mnie, i jakiś czas było dobrze przynajmniej mi się tak wydawało, nie zauważyłem, że ona cały czas próbuje gdzieś uciec czy wyjść byle zemną nie spędzać czasu, jak już była zemną np w domu to zachowywała się bardzo dziwnie wszystko tzn ja ją denerwowałem nawet tym ze byłem porostu, nie chciała jeździć na wspólne zakupy, była tak jakby nie obecna, jakiś czas wcześniej poznała nowych znajomych kilka koleżanek, stale z nimi przesiadywała mi one nie przypadły jakoś do gustu miałem ciężki okres w pracy nie miałem za bardzo czasu nawet kiedyś powiedziałem jej ze nie lubię jednej z nich i nie chce jej poznać, wcale tak nie myślałem ale czasem tak mam najpierw mowie a potem myślę taki typ, ona mnie z tego znała i nigdy to nie był problem.
Prawie po trzech miesiącach od rozstania spotkaliśmy się pogadać, gadaliśmy chyba z trzy godziny, powiedziała mi ze się wyprowadza ze ułożyła sobie życie, kiedy się rozstawaliśmy powiedziała ze nie chce z nikim na razie być ze chce być sama a jak ją spytałem o szanse naprawy tego co między nami było to powiedziała ze znowu będzie przez jakiś czas dobrze a później znowu się spieprzy, natomiast ja wiem ze już 2 tygodnie po rozstaniu może wcześniej miała kogoś.
Składała mi życzenia urodzinowe, życzyła mi odwagi potem spytałem ją czy do tej pory byłem odważny powiedziała ze nie i teraz zastanawiam się czy nie zrezygnowałem zbyt łatwo, wyjaśnić mi znaczenia tego słowa nie chce.
W sumie zrezygnowałem po 2mc bo nie mogłem się w żaden sposób z nią skontaktować prze 1 mc i nigdzie jej nie było w pracy w domu tylko odzywała się do swojej matki ze żyje i ze wszystko w porządku Ja ją bardzo kocham ale powoli zrozumiałem ze jej już niema dla mnie, Nie wiem czy dobrze czy nie niewiem mam miliony pytań, nigdy nie chciała porozmawiać o tym dlaczego tak się stało powiedziała tylko ze niema już uczucia, może odczuwała ode mnie brak uczucia, przyznam ze mogło tak być, wydaje mi się ze to ja wszystko spieprzyłem, nie doceniałem jej, mówiła ze była dla mnie obojętna ze tak czuła Nie wiem, ja tak tego nie widziałem w ten sposób.
Dobra trochę chyba jednak popłynąłem, wydaje mi się ze ostatnio trochę za dużo czasu poświęcałem swoim zainteresowaniom taki egoista
Jak mnie bardzo potrzebowała to przypadek chciał ze mnie nie było w ostatnim tygodniu naszego związku, ale nie mogło mnie być
Dwa dni przed końcem się pokłóciliśmy bo jej nie zaufałem, powiedziała mi ze jedzie odwieźć koleżankę skuterem, spytałem ją ciekawe skąd ma kask dla niej i już było źle później jak wracała od koleżanki za trzasła sobie kluczyki w kufrze prosiła żebym przyjechał jej otworzyć nie mogłem niestety bo się napiłem piwa i kolega podjechał jej otworzyć i następny dzień nie odzywała się do mnie jak nie miała potrzeby mimo ze ją przeprosiłem , na zadane przeze mnie pytania odpowiadała.
Wyszła wieczorem do koleżanki wróciła pijana nad ranem wyspała się pojechała po skuter po powrocie już był koniec??
Morze nie które rzeczy są mało istotne ale nie wiem dlaczego tak naprawdę się to tak stało mieliśmy takie plany tyle lat, tyle wspólnych dni i nocy, świat, sylwestrów, tych złych i tych dobrych chwil........