Tydzień temu rozstałam się z narzeczonym po 3,5 letnim związku, narzeczeństwem byliśmy 2 lata. Powiedział, że coś się w nim wypaliło, że nie potrafi sobie wyobrazić nas za 10-15 lat. Wiem, że wiele w tym mojej winy, bo od samego początku tej znajomości on dawał z siebie więcej niż ja. Na samym początku on dawał, ja tylko brałam. Bardzo bałam się zaangażować w tę relację, ale w końcu dzięki jego cierpliwości i staraniom zakochałam się na tyle, że przyjęłam jego oświadczyny. Wiem, że mam ciężki charakter, często się kłóciliśmy, o jakieś błahostki, że któreś z nas zachowało się nie tak, jak oczekiwała druga strona. Jestem dość zaborcza, trudno przyznać mi się do błędu. Ale mimo to oboje zawsze mogliśmy na siebie liczyć, wspieraliśmy się w trudnych chwilach. Często miałam do niego o coś pretensje. Potem przepraszałam, że z czasem dużo się tego nagromadziło. W ostatnich tygodniach nie potrafiliśmy ze sobą normalnie rozmawiać, zamknęliśmy się przed sobą. Niby spędzaliśmy razem czas itd., ale wytworzył się między nami dystans, którego nie mogliśmy pokonać. W końcu on powiedział, że chce zakończyć ten związek. Że nadal mu na mnie zależy, ale nie wyobraża sobie naszej przyszłości. Mimo to, nie chce, żebyśmy zerwali ze sobą kontakt, nadal chce go utrzymywać - to jego słowa.
Mnie bardzo na nim zależy, w ostatnim czasie wiele zrozumiałam, wiem jakie błędy popełniłam i chce się zmienić. Tylko nie wiem, jak przekonać go, żeby dał nam jeszcze jedną szansę. Początkowo błagałam go, żeby zmienił zdanie. Powiedział, że potrzebuje czasu, że teraz chce być sam, że nie chce dawać mi nadziei, że jeszcze uda się odbudować nasz związek, bo to byłoby wobec mnie nie w porządku.
Rozumiem to i z szacunku do niego dałam mu czas. Jest mi z tym bardzo ciężko, ale wiem, że nie mogę naciskać, nie mogę go osaczać.
Po rozstaniu spotkaliśmy się jeszcze na tzw. stopie przyjacielskiej. Było tak normalnie, że aż dziwnie. Mogliśmy spokojnie porozmawiać, nie wyciągając tematu rozstania, po prostu jak przyjaciele. Daliśmy sobie prezenty świąteczne, życząc spokojnych świąt.
Dodam, że on jeszcze nie powiedział swoim rodzicom, że się rozstaliśmy.
Chciałabym do niego wrócić, zacząć od nowa, naprawić błędy, które do tej pory popełniliśmy. Kocham go i nie chcę być dla niego tylko przyjaciółką. Czy mamy jeszcze szansę? Czy czas może tutaj działać na naszą korzyść?
Podobne tematy
ja rozstałam się po 5 latach bycia razem i po powtórnym zejściu się po 4miesięcznej przerwie.On wtedy miał problem z alkoholem,towarzystwo było dla niego ważniejsze niż ja,pojawiał się problem on uciekał.Po tych 4 miesiącach przerwy z minimalnym kontaktem on poszedł na terapię bo podobno wszystko zrozumiał.Dałam szanse i zaczęliśmy od nowa bo w swej naiwności myślałam że % to nasz główny problem.Zmarnowałam tylko 1,5 roku bo jak się okazało jemu się wypaliło i stałam mu się obojętna.Pomogła mu pewnie koleżanka z pracy sobie to uświadomić bo w maju mówił że kocha a w czerwcu że nie.Dzisiaj oni są już oficjalnie razem a on wkręca kit wszystkim że zaczął się z nią spotykać jak już się wyprowadziłam.
Wiem kochana jak teraz się czujesz,ja przeżywałam to samo.Idealizowałam go,siebie obwiniałam bo się za mało starałam,mogłam być bardziej cierpliwa itd.Powiem Ci mądrą prawdę a raczej napiszę ;)Jeśli kogoś kochasz puść go wolno jeśli wróci to znaczy że kocha i to ten jesli nie wróci tzn że nie był Ciebie wart i należy jak najszybciej zapomnieć.Ściskam ![]()
To nie do końca jest tak, że go idealizuję... Wiem, że oboje popełniliśmy wiele błędów. Wpadliśmy w jakieś błędne koło. On coś zrobił, ja miałam o to pretensje, ale zamiast porozmawiać, jak robiliśmy to kiedyś, wolałam się obrażać i czekać aż sam się domyśli. Efekt był taki, że oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Jak dzieci...
Paprotko, piszesz, że Twój były miał problem z alko. U nas też pojawił się ten wątek. Tzn. niby w trakcie tygodnia było ok. Ale po jakieś imprezie, jak P. wypił, to podczas powrotu do domu zaczynał mówić, co mu we mnie nie pasuje. A jak rano chciałam do tego nawiązać, to za każdym razem powtarzał, że nic nie pamięta, że był pijany. Bolało mnie to. Ale przez pierwsze 2 lata nie było takich akcji. Nie wiem skąd i dlaczego potem zaczęły się pojawiać...
Przepłakałam chyba 3 tygodnie, zanim się rozstaliśmy, bo czułam, że nie jest dobrze, że coś między nami pękło. Pytałam co do mnie czuje. Odpowiadał tylko, że jeśli nic by nie czuł, to nie byłoby go przy mnie. A potem powiedział, że to się nie uda ![]()
Może za bardzo to wszystko analizuję, rozkładam na części pierwsze...
Podczas naszego ostatniego spotkania ta bariera zniknęła. To było dziwne. Zachowywaliśmy się tak, jak podczas początkowych spotkań, zanim zaczęliśmy być razem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu było dobrze, bez żadnych pretensji.
Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Mam nadzieję, że do siebie wrócimy, ale z drugiej strony nie chcę się nakręcać...
Nie mogę też zapomnieć tego, jak zachowywał się, gdy mówił, że to koniec. Zanim cokolwiek powiedział, zobaczyłam łzy, jego łzy. Wiedziałam już, co chce mi powiedzieć. Wiem, że dla niego też to było trudne.
Czytając Twoją historię Sabrino widzę po części swój związek.Zrobił coś nie tak obrazałam się i czekałam aż sam zrozumie próbowałam też tłumaczyć że to co robi mnie rani ale było to jak grochem o ścianę.Nie rozumiał nic bo przeciez nie robił nic złego według niego.Podam Ci przykład:Jest umówiony na kręgle ze znajomymi z pracy(pomijam to że nawet nie zaproponował mi żebym z nimi szła)ma wrócić o 23 o tej godz.dzwoni i mówi że nie wróci bo musi jeszcze gdzieś iść w jedno miejsce.Bez słowa gdzie i z kim idzie.Potem takich wyjść zdaża się coraz więcej.Informuje mnie za jakiś czas że musi zawieść koleżanki z pracy do galerii w innym mieście i ma nadzieje że nie będę mu robić problemów.Ja się go tylko zapytałam kiedy mnie on gdziekolwiek zabrał,jego odp.to że nie ma kasy na takie rzeczy.My też oddalaliśmy sie od siebie,nie potrafiliśmy ze sobą spokojnie rozmawiać.Na moje próby rozmów o tym co się dzieje i gdzie znika wieczorami nic mi nie odpowiadał.Potem znikał już i na noce a ja ryczałam.Jeszcze tak wielkiego lęku nie czułam nigdy,wiedziałam że go tracę i że on już nie chce być ze mną.Zapytał mnie o termin wyprowadzki bo....chciałby kupić nowy telewizor bo wiedział że zabiorę swój.Super nie?Ja czułam że ktoś jest on zaprzeczał do końca.Ja po prostu nie mogłam uwierzyć w to że on mógłby zrobić mi coś takiego.
Jeśli masz pewność że nie ma innej i to nie ona miesza mu w głowie jak to było w moim przypadku to myślę że szczere rozmowy mogą naprawić jeszcze wasz związek.Jeśli oboje wiecie jakie błędy popełniliście i nie chcecie ich powtórzyć to jesteście na dobrej drodze.Mój ex podobno zrozumiał wszystkie błędy jakie popełnił i już wie że o związek należy dbać ale teraz tę swoja wiedzę ma niby zamiar doskonalić w nowym związku.
W tym wszystkim jestem pewna tylko jednego - nie jest w to zamieszana żadna inna kobieta. Chcę jeszcze wrócić z nim do rozmowy o naprawie związku, ale skoro mówi, że potrzebuje czasu, to mu go dam. Może po nowym roku? Jak już te największe emocje ucichną. Nie chcę go gnębić, niech on też sobie to wszystko poukłada.
Paprotko, myślisz, że to ma jakiś sens? Tzn. ten czas... Wiem, że może się nie udać, ale... Nigdy na nikim tak mi nie zależało, cały czas wierzę, że możemy stworzyć jeszcze szczęśliwy związek, a w przyszłości rodzinę. Nie wiem tylko, co zrobię, jeśli on już tą wiarę stracił...
W tym wszystkim jestem pewna tylko jednego - nie jest w to zamieszana żadna inna kobieta. Chcę jeszcze wrócić z nim do rozmowy o naprawie związku, ale skoro mówi, że potrzebuje czasu, to mu go dam. Może po nowym roku? Jak już te największe emocje ucichną. Nie chcę go gnębić, niech on też sobie to wszystko poukłada.
Paprotko, myślisz, że to ma jakiś sens? Tzn. ten czas... Wiem, że może się nie udać, ale... Nigdy na nikim tak mi nie zależało, cały czas wierzę, że możemy stworzyć jeszcze szczęśliwy związek, a w przyszłości rodzinę. Nie wiem tylko, co zrobię, jeśli on już tą wiarę stracił...
Wiesz Sabrino każdy związek jest inny nie ma złotej recepty na naprawę go.My dwa razy rozstawaliśmy się co prawda na krótki czas i ja zawsze słyszałam od niego że czas pokaże czy będziemy razem.Teraz przypominają mi się strzępy jego rozmów ze mną i uświadamiam sobie że on też chciał rozluznić nasz związek bo jak stwierdził możemy się nadal spotykać mieszkając oddzielnie.Jak można zaproponować coś tak głupiego komuś z kim było się 5 lat?Nie wiem jak było w Twoim wypadku ale mi się wydaje że mojemu znudziła się zabawa w dom,przestraszył się widma rodziny na którą nie był gotowy.Więc po co marnował mój czas,po co teraz w ostatnich smsach zwalił winę na mnie bo to ja byłam niedojrzała w związku i to ja nie doceniałam jego starań.Ona jest inna no i jak stwierdził gust mu się polepszył.
Moim skromnym zdaniem powinnaś teraz dać mu spokój niech wszystko przemyśli,bo jeśli zaczniesz sama zabiegać o kontakt z nim on może poczuć się osaczony.Ale to Ty zrobisz co zechcesz,bo to twój związek i Twoje życie.
Chamska zagrywka z jego strony, zwalać całą winę na Ciebie. Nie bierz tego do siebie. Z tego, co pisałaś, oboje popełnialiście błędy. I oboje powinniście mieć na tyle odwagi, żeby się do tego przyznać.
Chamska zagrywka z jego strony, zwalać całą winę na Ciebie. Nie bierz tego do siebie. Z tego, co pisałaś, oboje popełnialiście błędy. I oboje powinniście mieć na tyle odwagi, żeby się do tego przyznać.
nie byłam bez winy to fakt ale chciałam to naprawić,starałam się a on się zaciął i już mnie nie dopuścił do swojego życia.Wybrał ucieczkę i nowy związek tak od razu postanowił że koniec i nie myslał już o moich uczuciach i tego że może mam jeszcze nadzieje na to że będzie lepiej.Działał na 2 fronty i jeszcze ma czelność składać na mnie całą winę.Wiem że nie powinnam brać tego do głowy co pisze ale tak strasznie boli mnie fakt że ja go tak unieszczęśliwiałam.
Powiedział Ci, że go unieszczęśliwiłaś?
Ja, chyba w akcie desperacji, zapytałam go czy był ze mną nieszczęśliwy. Powiedział, że nie, że spędziliśmy wiele wspaniałych chwil. Skoro tak, to dlaczego nie chce odbudować tego wszystkiego, co budowaliśmy przez te lata?
Przed chwilą dzwonił. Ot tak, pogadać, zapytać co słychać. Miałam ogromną ochotę po raz nie wiem już który powiedzieć mu, żeby do mnie wrócił. Powstrzymałam się... Minęło dopiero 10 dni od rozstania. Nie chce go naciskać. Brakuje mi go bardzo, ale już sama nie wiem, co robić. Udawać przyjaciółkę, udawać, że świetnie sobie daję radę? A ja przecież każdego dnia płaczę i tęsknię...
Powiedział Ci, że go unieszczęśliwiłaś?
Ja, chyba w akcie desperacji, zapytałam go czy był ze mną nieszczęśliwy. Powiedział, że nie, że spędziliśmy wiele wspaniałych chwil. Skoro tak, to dlaczego nie chce odbudować tego wszystkiego, co budowaliśmy przez te lata?
Przed chwilą dzwonił. Ot tak, pogadać, zapytać co słychać. Miałam ogromną ochotę po raz nie wiem już który powiedzieć mu, żeby do mnie wrócił. Powstrzymałam się... Minęło dopiero 10 dni od rozstania. Nie chce go naciskać. Brakuje mi go bardzo, ale już sama nie wiem, co robić. Udawać przyjaciółkę, udawać, że świetnie sobie daję radę? A ja przecież każdego dnia płaczę i tęsknię...
Jak zaczęło sie walić na calego u nas nie było rozmów.Nagle zrobił się chamski,obojętny i nic mi nie mówił.Miał swoje tajemnice z nią,robił co chciał nic mi nie tłumacząc.Jak zapytałam go kiedy miał zamiar powiedzieć mi że się z kimś spotyka on odpowiedział,że mieszkanie z kimś to nie to samo co bycie razem i jakim prawem wnikam w co robi i z kim?I ty swoim ironicznym głosem zapytał że chyba nie łudziłam się że do siebie wrócimy.
Wprost mi tego Sabrino nie powiedział,tylko napisał smsa bo na tyle było stać tego tchórza,że teraz jest z kimś kto go rozumie i docenia starania.I że zawsze żałował że nie miałam doświadczenia w byciu w związku przed nim.Wspomniał też ze rózne charaktery mieliśmy i dlatego się nie udało.A o tym że próbował wciskać mi kit że zaczął się z nią spotykać długo po naszym rozstaniu.On ma mnie chyba za kretynkę.Jedno jest pewne nie spotkam się z nim i nie bedzie mi nic wyjaśniać,my juz nie mamy o czym rozmawiać a jego tłumaczenie nic nie da.No chyba że on ma jakiekolwiek wyrzuty sumienia i chce jej załagodzić.
Przykro mi... Chyba nie ma nic gorszego niż takie traktowanie przez człowieka, którego się kocha/kochało...
Mnie ten czas teraz bez niego pozwala przeanalizować te lata, które razem spędziliśmy. Nie mogę powiedzieć, że był zły. Nie odpowiadało mi tylko jego zachowanie po alko. A i to nie od samego początku. Po jakimś czasie zaczął mnie traktować jak wroga (?), to nie jest właściwe słowo... A następnego dnia, był znów sobą... Miły, opiekuńczy... Nie rozumiem jego zmienności. Tak się teraz zastanawiam czy i jak długo byłabym w stanie znieść taką huśtawkę. Wiem, że wcześniej, to ja prowokowałam kłótnie, ale potem zrozumiałam, że nie tędy droga. Tylko, że wtedy to on się zmienił w tą drugą stronę... Na początku znosiłam cierpliwie, próbowałam rozmawiać. A potem te tłumaczenia, że był pijany, że nie wie, że nie pamięta... Bolało... I chyba, sama w którymś momencie pękłam. Bo jak miałam być dla niego miła i wyrozumiała, jak przed każdym wyjściem ze znajomymi zaczęłam się bać, co będzie w drodze powrotnej.
Mam sprzeczne uczucia...
Znów z nim dziś rozmawiałam. Głupia jestem, ale powiedziałam, że mi go brakuje... Powiedział, tylko, że wie...
I znowu płacżę ![]()
Wrócicie do siebie, nie martw się. Gdyby nie chciał wrócić, urwałby zupełnie kontakt.
Niestety Twoje obietnice mogą nie mieć pokrycia. To oczywiste, że teraz uważasz, że się zmienisz, a potem może będzie tak samo.
Potraktuj to więc NAPRAWDĘ jako naukę. To prawdopodobnie będzie Twoja ostatnia szansa.
Sabrina ja też czuję że wrócicie do siebie. Nie śpiesz się z wyznaniami, bądź taka jak chciałaś. Miła, przyjazna. I cierpliwa. Wykorzystaj ten czas na przemyślenia dotyczące swojego zachowania, pomyśl jak można by kobiecą sztuczką obejść pewne jego niewłaściwe zachowania, ucz się rozmawiać spokojnie i konkretnie. Bez kłótni. Będzie dobrze
Dziękuję za wsparcie:)
Chyba macie racje, skoro On nie chce zrywać kontaktu, to mam okazję pokazać Mu, że naprawdę chcę się zmienić i nad sobą pracuję.
Co mi radzicie? Czy zachowanie teraz stosunków koleżeńskich, bez wspominania o tym, co do niego czuję będzie dobrym rozwiązaniem?
A póki co powinnam się chyba zająć sobą, nauczyć się radzić sobie bez Niego...
Dokladnie tak. Zajmij sie soba, moze jakims hobby. Zmien swoje podejscie do wielu spraw.
Pokaz mu, ze potrafisz zyc bez niego.
Pokaz, ze potrafisz zyc z nim.
Nie narzucaj mu sie z wyznaniami-poczekaj na jego ruch a i wtedy zachowaj daleko idaca ostroznosc.
Badz osoba, ktora poznal kiedys, w ktorej sie zakochal.
Bedzie dobrze. Jednak zmiany musisz zaczac od siebie, od swoich "zlych rzeczy", ktore niszcza zwiazek.
Powodzenia.
Wiem, że to, co piszecie ma sens i jest najlepszą rzeczą, jaką w tej sytuacji mogę zrobić.
Zastanawiałam się czy wysłać mu życzenia na nowy rok lub zadzwonić. Rozwiązał mój dylemat - zadzwonił pierwszy. Co to jest z jego strony? Rzeczywiście nie chce stracić ze mną kontaktu? Chciałabym wiedzieć, co on o tym wszystkim myśli.
I druga kwestia, dopóki zajmuję się bieżącymi sprawami i staram się nie myśleć o tym, że nie jesteśmy razem to jest ok. Da się wytrzymać. Ale ten dzisiejszy telefon znów mnie rozłożył na łopatki. Całe szczęście, że chociaż nie wyskoczyłam znów z tekstem, że za nim tęsknię, tak jak to zrobiłam w Wigilię.
Czasem mam wrażenie, że jestem zbyt sentymentalna ![]()
20 2014-01-01 05:55:56 Ostatnio edytowany przez myszka50 (2014-01-01 06:11:15)
Wez sie w garsc .nie mozesz skamlac o faceta ktory ci wyraznie mowi ze nic do ciebie juz nie czuje .ciezko na 100% jest tobie a mi łatwiej sie pisze .pomysl logicznie ze nie uwiazesz go sobie do nog .nic na sile .ON NIE CHCE JUZ BYC Z TOBA.olej to .nie znizaj sie do jego poziomu.to jest swieze i dla ciebie to jak woda na pustyni .zajmij sie czyms poswiec czas sobie staraj sie nie myslec .pomysl ze tesknota jaka jest u ciebie za nim to normalka .lepiej teraz ze tak sie stalo niz bys byla po slubie i mial cie oszukiwac bo by cie nie kochal .CIEZKO BO SWIEZE .wyjdz gdzies nie łacz swojego zycia z facetem ktory cie nie chce .trzymaj sie cieplutko .masz swoja wartosc .znajdziesz krolewicza co cie pokocha tak jak ty jego bedziesz kochala .przypomina mi sie powiedzenie
,,CZASEM MIŁOSC JEST SŁODKA JAK GUMA DO ZUCIA A POTEM NACIAGANA ,,
Pomysl czy chcialabys udawny zwiazek sztuczne mowienie faceta do ciebie ze cie kocha ?po co potraktuj go jak ciuch ktory widzisz w sklepie i ci sie nie podoba poprostu go nie chcesz .trzymaj sie cieplutko
Myszko, trochę ostro to ujęłaś, ale w takich przypadkach to przeważnie pomaga. I właściwie utwierdziłaś mnie tylko w tym, co sama sobie obiecałam kilka godzin zanim napisałaś tego posta.
Dziś specyficzny dzień, może banalnie zabrzmi, ale postanowiłam zacząć żyć na nowo, bez niego. Mam nadzieję, że wytrwam, ból kiedyś przecież musi minąć.
Pisze mocno bo tez bym chciala byc ktos mocno nieraz doradzil mi w moim zyciu .lepsza gorzka prawda niz miala bym ci kukrowac i pisac ze bedzie dobrze ze twoja wina itd .sama stwierdzasz ze nie bylas szczesliwa itd .a wiazac sie z kim z przyzwyczajenia ?!?!?-to szkoda twojego zycia jestes mloda wartosciowa dziewczyna .trafisz na swojego faceta co NIE BEDZIE CI PO PIJAKU MOWIL CO MU SIE W TOBIE NIE PODOBA .ty to nie sklep i ty to nie ciuchy w tym sklepie co maja mu sie podobac czy tez nie.tobie sie nie podobalo co on robi i tez z tym nic nie robil .zacznij cenic swoje zycie .masz piekne lata by zyc pelna pirsia i sie cieszyc z kazdej minuty .trzymaj sie cieplutko .patrz przed siebie i zobacz jak pieknie w kolo ciebie i jacy wartosciowi ludzie cie otaczaja .IDZ W PRZOD
Myszko, masz całkowitą rację z tą gorzką prawdą.
Posłuchałam, zaczęłam żyć tym, co jest teraz. Spotykać się ze znajomymi, bawić, cieszyć tym, co mam. Spodobało mi się Twoje porównanie do sklepu. Co prawda nadal pojawiają się chwile, kiedy wracają wspomnienia, które bolą, ale wierzę, że w końcu sobie z nimi poradzę.
Co do ex, wcześniej odbierałam każdy telefon od niego, mimo rozstania. Teraz jak zaczęłam budować swój świat na nowo, nie ma mnie na każde jego zawołanie, dzwoni częściej, jakby poczuł, że mu się wymykam. Koleżanka powiedziała, że zachowuje się jak przysłowiowy pies ogrodnika. Najpierw się wycofał, a teraz chce mieć kontrolę nad tym, co robię.
Zaczęłam sobie powoli układać wszystko w głowie... A on dziś powiedział, że chce ratować ten związek.
Nie kocha mnie, ale tęskni za mną i mu mnie brakuje. Przecież to nie są solidne podstawy, aby cokolwiek odbudowywać. Czy może to ja zwariowałam? ![]()
Zaczęłam sobie powoli układać wszystko w głowie... A on dziś powiedział, że chce ratować ten związek.
Nie kocha mnie, ale tęskni za mną i mu mnie brakuje. Przecież to nie są solidne podstawy, aby cokolwiek odbudowywać. Czy może to ja zwariowałam?
Hello! aż mnie zamurowało.Jak to Cię nie kocha ale chce ratować związek?To się przecież wyklucza.Chociaż pewnie ma rację już cię nie kocha a to tylko przyzwyczajenie i jego strach przed samotnością.Nie ma miłości nie ma związku i na bycie na siłę z kimś ja bym się nie zdecydowała.Zrobisz co zechcesz ale ja kopnęłabym takiego w d.....Poczekaj myszka postawi cie do pionu jak tylko to przeczyta ![]()
No mnie też zamurowało... Spodziewałam się chyba wszystkiego, tylko nie tego.
I pierwsze moje pytanie "jak Ty sobie to w ogóle wyobrażasz?"
Zapytałam go po co to wszystko, skoro mnie nie kocha? Że to pewnie przyzwyczajenie, sentyment... A on na to, że myślał, że to wszystko będzie inaczej wyglądało. Że nie wie, co dalej...
on nie wie co dalej?to po co ci głowę zawraca?bo co?bo widzi ze sobie radzisz,że nie błagasz o cień zainteresowania z jego strony?przestraszył się że masz życie bez jego osoby?Kurcze to tzw syndrom psa ogrodnika.Pewnie niezle pomieszał ci w głowie i znowu za dużo o nim myślisz.Nie daj się Sabrino nie popełniaj mojego błędu i nie dawaj drugiej szansy.Mój ex poczekał aż zacznie znowu bardziej mi zależeć ,jak się zaangażuję i mu znowu zaufam żeby bardziej mnie zranić.Pomyśl sobie na spokojnie co ci nie pasowało w nim i czy dalej będziesz umiała z nim być.Mi zabrakło tego wyłączyłam rozum poszłam za głosem serca i teraz jestem sama a on z inną.Gdybym posłuchała tez głosu rozumu a nie tylko serca nie cierpiałabym tak.Kurcze 5 miesięcy zajęło mi powiedzenie a raczej napisanie tych słów
ale lepiej pózno niż wcale.
Paprotko, tak się jeszcze zastanawiam... Wczoraj byłam na imprezie, na którą wyciągnęły mnie koleżanki. Mój ex też tam się pojawił. Nie tańczył, tylko mnie obserwował. Fakt, ja go nie zauważyłam. Koleżanka dopiero po jego wyjściu powiedziała mi, że był. A dziś jeszcze mi powiedział zanim wyskoczył z tym, że chce wrócić, że szybko o nim zapomniałam sądząc po tym, jak dobrze się bawiłam. Jakby chciał we mnie wzbudzić poczucie winy. Przynajmniej ja odebrałam to w ten sposób.
![]()
Nie mam siły, było już w miarę dobrze, a teraz znów mam mętlik w głowie. Mówi, że tęskni, a ciągle ma do mnie o coś pretensje, że zachowuję się nie tak, jak wg niego powinnam. I mam wrażenie, że widzi tylko moje wady - nie twierdzę, że ja byłam idealna w tym związku, ale swoich nie dostrzega. Cały czas słyszę tylko, że jego zachowania były reakcją na moje... Ale jak w towarzystwie rzucał jakimiś głupimi tekstami pod moim adresem, albo podrywał jakąś inną dziewczynę, to przecież miałam prawo się złościć o to. Nie jestem z kamienia. A i tak na koniec to zawsze ja przepraszałam. ![]()
Jezu, dziewczyno, daj w odstawkę sobie tego faceta. Nie dość, że Tobą manipuluje, wykorzystuje Twoje zakochanie, to ma Cię za nic. Pocierp i popłacz sobie w poduszkę z pół roku, ale musisz zrozumieć, że ten związek już umarł, a facet jest kompletnie niedojrzały. Szanuj się i miej swoją godność. Będzie dobrze
.
Jezu, dziewczyno, daj w odstawkę sobie tego faceta. Nie dość, że Tobą manipuluje, wykorzystuje Twoje zakochanie, to ma Cię za nic. Pocierp i popłacz sobie w poduszkę z pół roku, ale musisz zrozumieć, że ten związek już umarł, a facet jest kompletnie niedojrzały. Szanuj się i miej swoją godność. Będzie dobrze
.
o właśnie lepiej bym tego nie stwierdziła :)przecierpiałam 5 miesięcy i pewnie jeszcze nie raz na chwilę poryczę ale jak napisała mi koleżanka na innym wątku ty pewnie podobnie jak ja kochasz i pielęgnujesz w sobie lustrzane odbicie swojego chłopaka.Trochę potrwało zanim zrozumiałam że ten którego kochałam umarł dla mnie a tym kimś kim się stał nie chce być i nie mam zamiaru pozwolić żeby pojawił się w moim życiu.Sabrino wiem jaki masz zamęt w głowie ja to przerabiałam 1 miesiąc temu kiedy mój ex po 4 miesiącach odezwał się i zaproponował spotkanie w celu wyjaśnienia mi wszystkiego.Na które się nie zgodziłam oczywiście i nie mam zamiaru w dalszym ciągu.Ale co mi namieszał w głowie i ile znów sie naryczałam to tylko ja wiem.Najgorsze że znowu poczułam się tak jak na początku kiedy wszystko jeszcze było na świeżo.Nie popełniaj mojego błędu,odżyłaś idz naprzód i jak ktoś mi ostatnio powiedział'' nie kładż zdrowej głowy w chore łóżko''-mądre i jakie prawdziwe ![]()
Wiem, że muszę się w końcu ogarnąć. Po prostu wydarzenia z tego weekendu wyprowadziły mnie z równowagi i muszę od nowa sobie wszystko w głowie poukładać. A możliwość napisania tutaj o wszystkim, Wasze rady dużo dają. Przynajmniej w pewnym stopniu można wtedy spojrzeć na wszystko z dystansu...
Trochę chciałam odświeżyć ten wątek...
Postanowiłam dać mu szansę. Po ostatnich rozmowach odniosłam wrażenie, że w końcu coś zrozumiał. Tylko tutaj pojawia się kolejna kwestia... Podczas naszego rozstania zaczęłam szukać pracy w innym mieście. Wiadomo, że sytuacja na rynku pracy kolorowa nie jest, więc na razie polega to tylko na rozsyłaniu CV. Powiedziałam mu o tym, że zaczęłam szukać, ale teraz skoro postanowiliśmy spróbować jeszcze raz to na razie temat zostawiam. A on automatycznie zamknął się w sobie, że jak ja to sobie wyobrażam, bo on w ogóle. Wcześniej też mu mówiłam, że jeśli nie będę mogła znaleźć lepszej pracy w mieście, w którym mieszkamy, to będę chciała poszukać czegoś poza nim. Zawsze miał argument, że on tutaj ma dobrą pracę, a ja w końcu coś znajdę. Na moje argumenty, że nie chcę całe życie robić tego, co teraz, bo ani mi to nie sprawia żadnej satysfakcji, ani konkretnej kasy z tego nie ma, a jestem młoda i chcę osiągnąć coś więcej, nie reagował. Że przecież możemy przeprowadzić się razem, tylko on też musiałby chociaż spróbować poszukać pracy w swoim zawodzie w innym mieście. On nie przyjmuje takich argumentów. I tutaj moje pytanie. Czy to w porządku, że nie próbuje zrozumieć mojego punktu widzenia, tylko od razu jest na NIE? Czy to może ja znowu przesadzam i wyolbrzymiam? Bo znów mam wyrzuty sumienia
Tym razem obyło się bez pretensji, powiedział tylko, że jest mu smutno i że sobie tego nie wyobraża. Może odebrał to tak, że nie biorę go w swoich planach pod uwagę... Już sama nie wiem. Próbowałam mu to wyjaśnić, po raz kolejny i nie wiem czy zrozumiał.
Witaj
Mysle , ze kolezanki maja racje co do dania czasu., jednak jeslibyliscie tak dlugo razem i on tak zabiegal to co sie podzialo, ze nagle cos w nim peklo.,?
W sumie moze lepiej , ze jak cos wczesniej nioz pozniej,.bo w pewnym sensie przez to chyba ma wiecej szacunku do Ciebie, ze stac go na szczerosc.,
Hmm z drugiej strony mysle iz gdybym byla na twoim miejscu jakos bym to sprawdzila,.o co chodzi
takze mysle , ze hmm no Ty powinnas wiedziec i czuc najlepiej,. zastanow sie..
Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek. Boję się, nie ukrywam, ale nie potrafię inaczej...
Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek. Boję się, nie ukrywam, ale nie potrafię inaczej...
Potrafisz, ale nie chcesz, to różnica.
Facet zachowuje się nie fair, włączył mu się baaardzo silny "pies ogrodnika". Nie będziesz z nim szczęśliwa, bo on Ciebie nie szanuje i sam nie wie czego chce. To nie ma przyszłości, będziesz się tylko męczyć. Nie szkoda Ci czasu i życia? Ja wiem, że teraz jest okres "nie wyobrażam sobie życia bez niego", ale to życie jest, istnieje i w 90% przypadków jest o niebo lepsze niż to, co masz teraz. Daj sobie szanse na szczęście, szanuj się i nie daj się wodzić za nos. Wiem co mówię, też sobie "zycia nie wyobrażałam" bez eksa, a teraz? Dziękuję Bogu i opatrzności, że już z nim nie jestem ![]()
Niestety, ale Teo ma rację.
Stety niestety dziewczyny dobrze gadają. A przekonasz się o tym za jakieś pół góra półtora roku. Obyśmy się mylili, czego Ci naprawdę życzę