netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

10 odpowiedzi2 723 wyświetleniazałożony przez spider123, 10.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Na pewno wszyscy bardzo tęskniliście za moimi związkowo-miłosnymi schizami, ale nie martwcie się, nie zawiodę tongue

Otóż, od pewnego baardzo krótkiego czasu już nie jestem kawalerem (znaczy, panną, ale kawaler lepiej brzmi) do wzięcia. Początek znajomości banalny - impreza w klubie, taniec, fajka, piwo, fajka, piwo, przegadanie prawie do rana... Parę spotkań - potrafił przyjść/przyjechać nawet na chwilę, żeby ze mną zapalić. Na początku mówił (i to nawet ładnie) o wolności, że nic go tu nie trzyma, że może w każdej chwili jechać za granicę, jak mu się spodoba. Aha - myślę - no to nie ma się co przywiązywać, spoko, mi ten kawalersko-hedonistyczny żywot zaczął nawet pasować. I nagle zdziwienie - coś o związku, o wspólnym mieszkaniu. Że co? Mówię, że nie, że to chyba za szybko, mnie dopiero co we wrześniu chłop rzucił o jakąś totalną bzdurę, może po miesiącu pomyślimy... Ale sama idea nie była jak dla mnie zła. Spoko, nie ma problemu, dalej się widywaliśmy tak jak wcześniej, choć wciąż mi dawał dość subtelnie znać, że byłby skłonny ze mną być.

No i któregoś dnia musiałam go poprosić o przysługę - musiałam w końcu odebrać ze dwie spore gabarytowo rzeczy od ex, a wśród moich znajomych tylko on ma sprawny samochód (miałam jechać z innym kolegą, ale akurat maszyna się rozwaliła). Chyba tak naprawdę musiałam sprawdzić, czy się do końca z tamtego wyleczyłam, bo łatwo mówić "a, kij mu w oko", gdy się człowieka nie widzi; a potem przypadkiem się minie na ulicy i płacze przez tydzień. Było lepiej, niż myślałam - z uczuć pozostało jedynie coś w rodzaju współczucia (Przyznał mi się do zdiagnozowanej ostrej nerwicy, co by sporo wyjaśniało) i niesmaku. No i dobrze. Myślałam, że będzie znacznie gorzej. Potem tylko zastanawiałam się, jakim cudem ludzie, którzy kiedyś byli tak blisko nagle mogą się sobie stać jak obcy, ale nieważne.

Po nocy spędzonej na kalkulacjach, prób oddzielenia działania hormonów (które, niestety, krzyczą jednogłośnie: bierz i nie pie*dol!) od zdrowego rozsądku, myślę - kij, monogamia jednak nie jest dla frajerów*. Spróbujemy, zobaczymy. Powiedziałam mu o tym i m.in też o tym w powyższym akapicie. Ucieszył się. Jesteśmy sobie razem, szukamy mieszkania do wynajęcia, jest pięknie, do cholery.

Brzmi jak tanie romansidło a'la Twilight, co? Więc zetrzyjcie, drogie dzieci, tęcze i odchody jednorożców ze ścian i zobaczcie, co Pająka dręczy i męczy:

1. Facet - ideał. Pod względem wyglądu, charakteru i w ogóle wszystkiego - słowo honoru, nawet logika i rozsądek potwierdzają (endorfino, oksytocyno, serotonino, idźcie być hormonami gdzie indziej). Na pewno musi mieć coś nie tak z głową, skoro leci na mnie, ale jeszcze nie jestem w stanie stwierdzić, co. Ale nie do końca - cholerne 13 lat różnicy (ja mam 20). Może i by to nie było takie straszne, ale niestety, mi bez dowodu nie sprzedadzą nic fajnego (i jeszcze oglądają ze wszystkich stron, żeby się upewnić, czy to aby nie podróba), więc na pierwszy rzut oka pewnie wydaje się więcej. Mi to nie robi - do różnorakich obelg jestem przyzwyczajona, więc "galerianka" nie zrobi wielkiej różnicy. Ale boję się, że jacyś jego znajomi - których prawdopodobnie będę musiała w końcu poznać - mogą snuć jakieś chamskie dywagacje, że lecę na kasę (taak, i dlatego pewnie zawsze staram się oddawać i płacić za siebie w miarę możliwości) albo na cośtam (o auto chyba nikt się czepiać nie będzie, bo mi się wprawdzie bardzo podoba, ale nie jest to żaden mercedes z salonu<błe!> ani nic takiego). Powtarzam - mnie to nie wzruszy, ale jego mogłoby i co wtedy...

2. W moim życiu dominuje pewna reguła "im bardziej się staram, tym gorzej wychodzi".  Cholernie się boję, że będzie tak jak ostatnio - nieważne, ile wysiłku włożę, jaka fajna nie będę, coś się weźmie i schrzani przez jakąś głupotę. Wydaje mi się, że jest to syndrom zbitego psa, który wszędzie węszy podstęp i będzie szukać dziury w całym. I doskonale wiem, że to się bierze tylko i wyłącznie z tego, że do tej pory miałam zwykłego pecha (i niekiedy bywałam też niezwykłym kretynem) ale jak na moje, to wszystko coś zbyt ładnie się potoczyło <- o, własnie o tym mówię. Zamiast się tym cieszyć, szukam gdzieś "haczyka" bo mój paranoiczno-cyniczny mózg (nie... scumbag brain, ot co) wkręcił sobie, że gdzieś musi być. Albo się po prostu do tego przyzwyczaił. Bogowie jedni wiedzą, co bym oddała za to, żeby tego haczyka nie było. Chociaż ten jeden raz.

3. Paranoi ciąg dalszy: To generalnie wyewoluowało bardzo szybko, w przeciągu jakichś 3-4 tygodni (może nieco więcej, nie pamiętam). Boję się, że w tym wypadku to facet jakimś cudem pomylił zwykłe działanie hormonów z uczuciami i gdy mu przejdzie, to zwieje. Pocieszam się jedynie tym, że opinia publiczna na uczelni uważa mnie za inteligentnego osobnika, a i cycków nie mam, więc może nie do końca.

Wiem - psycholog się kłania, prawda? Problem w tym, że nie mam na to czasu, więc wolałabym jakoś samodzielnie doprowadzić swoją psychikę do ładu i składu. Ostatnio się udało (serio, po tej aferze wrześniowej byłam zakonserwowanym w % wrakiem człowieka).

PS.*na takie i podobne stwierdzenia proszę nie zwracać większej uwagi, gdyż są to jedynie głupie żarty (ale są też dobre z innych powodów).
PS2. Jeśli to czyta ktoś, z kim wcześniej prowadziłam jakąś mniej lub bardziej kulturalną dyskusję na tego typu tematy, to ma niepowtarzalną okazję i pełne prawo mnie wyśmiać. Jestem bezbronna jak ptasznik po wylince.

2

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Starsza pani, moze musi odejsc, ale Ci dobrze radzi - nie nakrecaj sie. Szanuj kazdy dzien i dbaj o siebie. Intuicja Ci powie wtedy wiecej niz sadzisz. Spokoj Cie uratuje. jezeli to TEN to wszystko bedzie sie ukladac. Zobaczysz.

3

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

OK. Fajnie i dowcipnie opisałaś swój stan umysłu.
A teraz na poważnie.
We wrześniu skończyłaś swój poprzedni związek, w (jak mniemam, bo nie znam historii) niezbyt miłych okolicznościach przyrody.
Teraz jest początek grudnia, nowa znajomość od "jakiegoś" czasu, niewątpliwie "po wrześniu".
Znaczy dość krótko.
W praktyce:
- zbyt szybko nowy związek,
- zbyt krótki nowy związek.
Nie śpieszyłabym się do wspólnego zamieszkania.
W tej konkretnej sytuacji.
Z Twoimi wątpliwościami.

spider123 napisał/a:

cholerne 13 lat różnicy (ja mam 20). Może i by to nie było takie straszne

Straszne nie jest, ale to całkiem sporo w Waszym stadium życia. Możecie się rozminąć z oczekiwaniami.

spider123 napisał/a:

Ale boję się, że jacyś jego znajomi  mogą snuć jakieś chamskie dywagacje,
, ale jego mogłoby i co wtedy...

Znajomymi nie przejmowałabym się zbytnio.
Natomiast wygląda na to, że nie wiesz jak on zareaguje. Ciągle się mało znacie.
Oczywiście wspólne zamieszkanie prowadzi do lepszego poznania. Obyś jednak znów nie wyszła poraniona.

spider123 napisał/a:

2. W moim życiu dominuje pewna reguła "im bardziej się staram, tym gorzej wychodzi".  Cholernie się boję, że będzie tak jak ostatnio - nieważne, ile wysiłku włożę, jaka fajna nie będę, coś się weźmie i schrzani przez jakąś głupotę. Wydaje mi się, że jest to syndrom zbitego psa, który wszędzie węszy podstęp i będzie szukać dziury w całym. I doskonale wiem, że to się bierze tylko i wyłącznie z tego, że do tej pory miałam zwykłego pecha (i niekiedy bywałam też niezwykłym kretynem) ale jak na moje, to wszystko coś zbyt ładnie się potoczyło <- o, własnie o tym mówię. Zamiast się tym cieszyć, szukam gdzieś "haczyka" bo mój paranoiczno-cyniczny mózg (nie... scumbag brain, ot co) wkręcił sobie, że gdzieś musi być. Albo się po prostu do tego przyzwyczaił. Bogowie jedni wiedzą, co bym oddała za to, żeby tego haczyka nie było. Chociaż ten jeden raz.

Może właśnie dlatego warto zwolnić? Ochłonąć?

spider napisał/a:

Boję się, że w tym wypadku to facet jakimś cudem pomylił zwykłe działanie hormonów z uczuciami i gdy mu przejdzie, to zwieje.

Jak wyżej - zwolnij.
Jeżeli jednak podejmiesz decyzję o zamieszkaniu, to porzuć w diabły takie myśli. Jak? Nie mam pojęcia.

spider napisał/a:

po tej aferze wrześniowej byłam zakonserwowanym w % wrakiem człowieka

Niektórzy uważają, że najlepsza jest metoda: klin klinem, ale zacytowane zdanie zaleca ostrożność w stosowaniu takiej metody.

4 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-10 17:54:27)

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Wydaje mi się, że wyprowadziłby ich z błędu w razie czego, ale hm... moje "wydaje mi się" a świat rzeczywisty to zwykle dwa różne światy. "Starsza pani" wyżej mówi o zaufaniu intuicji, ale ta rzecz już tyle razy wyprowadziła mnie w pole, że wolę pozostać przy logicznym myśleniu. Właściwie, nie wiem nawet, po jaką cholerę rozważam tyle różnych dziwnych opcji.

Wiem, że to za szybko wszystko, ale wydawało mi się, że już właśnie ochłonęłam. Rozważyłam zimno (jak tylko się dało) wszystkie za i przeciw -wyszło na plus - więc nie mam pojęcia, skąd ta cała paranoja. Nienawidzę swego mózgu.
O, i przypomniało mi się - z ex się znaliśmy dużo dłużej przed "byciem", ja wtedy miałam solidną przerwę, więc można by pomyśleć, że będzie spoko, a za przeproszeniem, jeb*o z hukiem. Więc wychodzi, że i tak źle i tak niedobrze.

Odnośnie mieszkania, to byłoby prościej, gdybym de facto jakieś miała, bo po aferze wrześniowej wylądowałam de facto na bruku. I mieszkam w mikrokawalerce z kumplem, co jest dosyć problematyczne.

5

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Twoja psychika działa zupełnie dobrze, ba! wręcz próbuje Cię ustrzec przed rzucaniem się głową w beton!

1. Za szybko mieszkanie razem. Po co? na co? Dlaczego? Mieszkasz w mikrofalówce? To się wyprowadź, ale SAMA. Wynajmij pokój jak Cię na mieszkanie nie stać, ale nie z kolejnym chłopem na spółkę! Bo Ty jeszcze do siebie nie doszłaś zupełnie, a te wszystkie jazdy jakie daje Ci psycha biorą się z tego, że sama ze sobą być nie potrafisz, i sama siebie się nie kochasz. I boisz się, ze znowu wszystko się spieprzy.

2. 33 lata niby nie dużo, ale już widac kombinatoryke stosowaną. "Moge wyjechać kiedy chce, nic mnie tu nie trzyma". Po co Ci to mówił? Żeby Ci pokazać, że nie masz specjalnie na co liczyć, jeśli on coś postanowi to tak będzie, a cała reszta to Twój problem.
Czemu on się tak spieszy do zamieszkania z "małolatą" (sorry). Sam w mikrofalówce mieszka? Życia swojego nie ma?

Uważaj.

6 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-10 20:06:33)

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)
Teo napisał/a:

1. Za szybko mieszkanie razem. Po co? na co? Dlaczego? Mieszkasz w mikrofalówce? To się wyprowadź, ale SAMA. Wynajmij pokój jak Cię na mieszkanie nie stać, ale nie z kolejnym chłopem na spółkę! Bo Ty jeszcze do siebie nie doszłaś zupełnie, a te wszystkie jazdy jakie daje Ci psycha biorą się z tego, że sama ze sobą być nie potrafisz, i sama siebie się nie kochasz. I boisz się, ze znowu wszystko się spieprzy.

Nie. Mikrofalówka to przy moich obecnych warunkach sala balowa. tongue Fajnie by było, jakbym miała taką możliwość o jakiej piszesz, ale nie mam.

Ok, przynajmniej wiem, że moje obecne obawy są racjonalne (bo gdzieniegdzie zarzucano mi paranoję i patologiczną nieufność, ale whatever). Wykręcać się na obecną chwilę byłoby jednak z lekka głupio i na dobrą sprawę bez sensu, skoro póki co jest fajnie. No i mam na uwadze, że moje życie ma niemiły zwyczaj wymykania się normalnym, obowiązującym w społeczeństwie regułom.
Będę uważać.

7

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)
spider123 napisał/a:
Teo napisał/a:

1. Za szybko mieszkanie razem. Po co? na co? Dlaczego? Mieszkasz w mikrofalówce? To się wyprowadź, ale SAMA. Wynajmij pokój jak Cię na mieszkanie nie stać, ale nie z kolejnym chłopem na spółkę! Bo Ty jeszcze do siebie nie doszłaś zupełnie, a te wszystkie jazdy jakie daje Ci psycha biorą się z tego, że sama ze sobą być nie potrafisz, i sama siebie się nie kochasz. I boisz się, ze znowu wszystko się spieprzy.

Nie. Mikrofalówka to przy moich obecnych warunkach sala balowa. tongue Fajnie by było, jakbym miała taką możliwość o jakiej piszesz, ale nie mam.

Nie masz możliwości wynajęcia sobie pokoju? To, w takim razie, jakim cudem stać Cię będzie na pół mieszkania? Bo szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem... Nie masz możliwości zamieszkać sama, a masz możliwośc zamieszkać z w sumie obcym facetem?

spider123 napisał/a:

Ok, przynajmniej wiem, że moje obecne obawy są racjonalne (bo gdzieniegdzie zarzucano mi paranoję i patologiczną nieufność, ale whatever). Wykręcać się na obecną chwilę byłoby jednak z lekka głupio i na dobrą sprawę bez sensu, skoro póki co jest fajnie. No i mam na uwadze, że moje życie ma niemiły zwyczaj wymykania się normalnym, obowiązującym w społeczeństwie regułom.
Będę uważać.

Wytłuściłam Ci zdanie, które doskonale tłumaczy, dlaczego, tak jak piszesz, życie Ci się wymyka. W tej całej panice i kołomyji przyjmujesz zasadę "jest fajnie, a co będzie później, to potem". I pewnie tu się zaczynają problemy. Jeśli byłabyś zahartowaną dziewczyną o twardym tyłku, to spoko! Jak nie ten, to inny, jak nie to mieszkanie, to inne, a jak coś pójdzie nie tak, to zaraz coś wykombinujesz i będziesz na prostej. Nie. Po Twoim pierwszym poście wyraźnie widać, że tak dobrze sobie nie radzisz.
Widać, że pędziesz i gonisz, tylko po co? Czemu głupio się będzie wykręcać? Ależ się nie wykręcaj! Powiedz, że zmieniłaś zdanie, że za wcześnie, że ze względu na Twoje poprzednie przeżycia chcesz mieszkać sama i złapać perspektywe. Jak facetowi na Tobie naprawdę zależy to wierz mi, gwarantuje, że nie będzie robił ŻADNYCH problemów.
Przystopuj trochę, dziewczyno. Masz pogmatwane życie, bo nie patrzysz co robisz. Z jednej strony doświadczenie i dylematy moralne, a z drugiej hurraaaa! jest chłop!! zadzieram kiece i lece! Jeśli faktycznie on jest tym jedynym idealnym, to bez względu na to gdzie będziesz mieszkać i tak będzie z Tobą, jak trzeba to poczeka, jak trzeba to wesprze.

8 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-10 20:48:51)

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Nie stać mnie na nic, tak naprawdę. Po prostu mam dobrych przyjaciół i jeden z nich mnie przygarnął za pół-darmo. Jakbym mogła mieszkać sama, toby nie było problemu.
Na szczęście mieszkania nie wynajmuje się tak o, z dnia na dzień, więc czas jest. Pewnie nawet sporo.
Niemniej jednak zawsze mam w zanadrzu plan/kilka awaryjnych. Nie jestem aż taka durna, wbrew pozorom.
Chciałam się tylko upewnić, czy moje obawy mają racjonalne uzasadnienie w normalnym świecie, czy jak zwykle czepiam się z paranoicznej ostrożności.

9

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

No to jak chcesz wynająć to mieszkanie z tym facetem?! sorry, ale wydaje mi się, że coś tu umyka...

10 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-11 03:09:41)

Odp: Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Nic nie chcę. Rozważam na chwilę obecną różne opcje, wszystko w sferze spekulacji.
Zrobię tak jak mówisz - powiem, że chyba się zagalopowaliśmy, jeszcze za wcześnie, jak wytrzyma ze mną do przyszłego roku akademickiego, to się coś pomyśli. Przez ten czas może nawet uda mi się znaleźć jakąś pracę, to byłoby już w ogóle awesome (choć to zależy od planu zajęć, niestety).
Tak. To ma sens. Dziękuję za sprowadzenie na ziemię! (bez cienia ironii, przysięgam).

Aha, to zdanie, które wytłuściłaś, nie odnosiło się do wynajmowania mieszkania, tylko do wykręcenia się ze związku, bo to już by było lekko niepoważne (no dobra, niepoważne już było samo wkręcenie się, wiem, wiem...). Niestety, nawet jak coś przemyślę 10 razy przed faktem, to po fakcie będę się zastanawiać kolejne 10 i do tego rozważać milion innych opcji, "a co by było, gdyby". Kij. Nie zamierzam już czynić żadnych założeń, to nie ma żadnego sensu.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nowy związek i wątpliwości, czyli łowca jest ofiarą (losu)

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026