Facet z którym się dawniej spotykałam znalazł sobie inną, rozstaliśmy się w bardzo nieodpowiedni sposób, on zachował się po prostu niedojrzale. Niedawno, wciąż bardzo zakochany w swojej nowej partnerce, spotkał się ze mną, żeby wyjaśnić swoje ówczesne zachowanie, jednak ja w trakcie rozmowy wyśmiałam go i stwierdziłam, że bardzo mnie zranił, zawiódł mnie i nie chce mi się udawać, że wszystko jest ok i że jesteśmy dobrymi znajomymi. On nie chciał mi wierzyć, że tak bardzo i tak długo mogło mi na nim zależeć.
Po naszej rozmowie przestał gadać tyle o swojej dziewczynie w towarzystwie, coraz rzadziej ją wspominał [wiem to od znajomych, bo ja z nim nie rozmawiałam] aż teraz dowiedziałam się, że ma jej dosyć i ma zamiar z nią zerwać [100%].
Dodam, że gdy się spotykaliśmy był normalnym facetem, zachowywał się stosownie do swojego wieku, był ogarnięty i rozsądny ale mimo wszystko był trochę dzieciakiem, ale taki mi się spodobał, naturalny i spontaniczny. Gdy zaczął spotykać się z nią był strasznie spięty, pozował na wielkiego dorosłego i stał się skończonym bucem. Teraz z powrotem stał się taki, jaki był gdy go poznałam.
Jaka jest szansa na to, że nasza rozmowa i moje wyznania mogły sprawić, że 'przejrzał na oczy' i stwierdził, że nic nie daje mu pusta lalka Barbie u boku, tylko uznał mnie za osobę bardziej wartościową i godną zaufania?
I jak bardzo prawdopodobne jest to, że odezwie się znowu i będzie próbował ponownie wyciągnąć rękę na zgodę?
Podobne tematy
Poczekaj na jego ruch...facet potrzebuje zawsze czasu aby sobie wszystko w główce poukładać Ty natomiast nie rób nic. Może będzie do Ciebie chciał wrócić, albo znalazł sobie inną, też tak może być. Po prostu woli swoją naturalność niż udawanie kogoś kim nie jest...
Wiem, że innej nie ma, przynajmniej na razie, po prostu twierdzi, że tamta już go irytuje i jest niedojrzała. A co do poukładania sobie spraw - ja naprawdę użyłam mocnych słów i skrytykowałam praktycznie wszystko, co zrobił, powiedziałam prawdę, ale wiem, że mężczyźni źle tolerują taką szczerość, zwłaszcza, jeśli to w nich bardzo godzi
Jedyne co, to wiem, że mu się podobam i nie uważa mnie za osobę mało interesującą, inaczej by nie próbował się pogodzić i nie chciałby utrzymywać kontaktów, tylko by zostawił wszystko tak, jak było. A nasze 'rozstanie' nastąpiło z powodów bardzo prozaicznych i wręcz śmiesznych, nie było żadnych kłótni, ani wypalenia uczuć, a ja go zaczęłam potem traktować jak gówniarza przez to, w jaki sposób to wszystko rozegrał
Musisz być ostrożna, szczerość w takiej sytuacji jest wręcz konieczna, pamiętaj że to ty masz być szczęśliwa, prawo przyciągania, o którym niedawno czytałam na tym portalu.
Przeczytaj warto to działa.
wiem, znam i staram się praktykować jak tylko mogę! Prawo przyciągania tak naprawdę uratowało mnie od bardzo wielu problemów, wierzę w to, że działa i to nieustannie. Jedyne czego się boję to to, że mogę źle sformułować niektóre myśli.
Co do szczerości - powiedziałam, co myślałam, co czułam, on to przyjął do wiadomości, ocenił własną miarą, nie wiem już w jaki sposób. Jestem ciekawa też czy to powiedzenie prawdy i ujawnienie się z dawnymi uczuciami, oraz okazanie mojej urażonej do granic dumy miało na niego jakiś wpływ?
Jako facet powiem Ci, że możesz napisać do niego co tam słychać i tyle jeżeli z nią jest a chce z nią zerwać, później trochę odczekać i znów - żeby nawiązać kontakt znów, jak zerwie to 3 dni później się z nim umów - wtedy powinien być najbardziej podatny na chęć powrotu do Ciebie. Ogólnie pokaż mu delikatnie, że jesteś zainteresowana i patrz co się będzie działo. Ogólnie facet jak się rozstanie to raczej szybko chce kogoś znaleźć w przeciwieństwie chyba do kobiet - wy chyba wolicie pobyć same trochę - tego nie wiem - żebym wiedział jak to z Wami jest to bym dopiero co nie pisał postu z moim problemem.
Aaa, nie za ostro, ale mów w prost o uczuciach - facet bierze wszystko dosłownie, i trzeba mu powiedzieć wprost a nie czekać aż się domyśli...
minnie - faceta się nigdy nie przejrzy na wylot , to że mu nagadałaś jeszcze o niczym nie świadczy.To jego zachowanie można zrozumieć tylko w jeden sposób - on mimo,że jak piszesz ".......był normalnym facetem, zachowywał się stosownie do swojego wieku, był ogarnięty i rozsądny ale mimo wszystko był trochę dzieciakiem, ale taki mi się spodobał, naturalny i spontaniczny..."- nadal jest niestety tym dzieciakiem,w dodatku sam nie wie czego chce. W sumie nie wiem co Ty w nim widzisz?, a jeśli za jakiś czas,inna wpadnie mu w oko? co wtedy? Skoro do tej pory, kiedy spotykaliście się - niczego go nie nauczyłaś,to teraz tym bardziej. Ale jasne, że każda ma ogromny wpływ na swojego partnera,a jeśli Ci na nim zależy - walcz,bo może on robi takie podchody,bo nie ma odwagi powiedzieć Ci wprost,że chce być z Tobą?...Pomyśl nad tym, czy warto zaczynać od nowa i to właśnie z nim? Ale życzę Ci wszystkiego najlepszego.Pozdrawiam.
@ protus - problem w tym, że potraktowałam go naprawdę ostro,m.in. powiedziałam, że nie mam już z nim o czym rozmawiać. On raczej będzie się teraz trzymał na dystans, chociaż gdy na niego wpadam to mam wrażenie, że momentami mnie obserwuje i nie miałby nic przeciwko, gdybym wznowiła kontakt. Ale jestem kobietą i muszę trochę pokomplikować sobie sprawę - chciałabym jakimś cudem sprawić, żeby to on pierwszy się odezwał, gdybym ja zrobiła tak jawny ruch czułabym się trochę jak desperatka, a nie o to chodzi.
Poza tym nasza wspólna koleżanka twierdzi, że on raczej będzie teraz chciał sobie trochę odetchnąć, bo z szaleńczego zakochania i wielkiej miłości nagle w ciągu 2 miesięcy [tyle minęło od naszej rozmowy] coraz bardziej tracił nią zainteresowanie aż teraz chce się uwolnić. Tyle, że jak na razie jego plan zostawienia swojej 'ukochanej' jest tajemnicą, po prostu mam odpowiednie znajomości i dowiedziałam się o tym ![]()
@ natolinka - to, że mu nagadałam-o czym nie świadczy i dla kogo? Poza tym to, co ja w nim widzę to inna sprawa i nie o to teraz chodzi, nie jest mi potrzebna krytyka tego, że jest dzieckiem i po co ja się w ogóle nim przejmuję. Wiem, co robię i zdaję sobie sprawę ze wszystkich możliwych konsekwencji.
Gdy się spotkaliśmy to jak mówiłam, ostro go zje*ałam, bo mu się należało, ale nie zgodziłam się na rozejm bo część mnie nadal była rozżalona i nieszczęśliwa, że jest z inną, lecz jeszcze wtedy świata poza nią nie widział i wiedziałam, że jest tak zaślepiony, że ja niczego nie wskóram. Przez ten cały czas próbowałam w sobie zdusić tą nadzieję, że może jeszcze kiedyś jakimś cudem nasze drogi się zejdą, spotykałam się z innymi, żyłam normalnie i byłam szczęśliwa i wydawało mi się, że już się wyleczyłam. Ale teraz, gdy wiem, że może nadarzyć się okazja by było 'po mojemu' to nadzieja znowu odżyła. Jednak nie wiem, czy on faktycznie żywi nadal do mnie jakieś większe uczucia, czy już kompletnie nic we mnie nie widzi i jest w stanie traktować tylko jako koleżankę [chociaż powtórzę, wiem, że nadal mu się podobam] i nie mam zamiaru wyskakiwać z propozycjami, żeby się nie sparzyć.