Mieszkałam sobie z rodzicami w małym mieście, chciałoby się dodać, że spokojnie, ale nie. W domku obok mieszka dziewczyna, grubo po 30-stce (piszę, że dziewczyna, a nie kobieta, bo jej zachowanie wskazuje na niedojrzałość), ma nieślubne dziecko, jest po rozwodzie. I dręczy moich rodziców.
Kilka lat temu miałam z nią w miarę dobry kontakt i podczas rozmowy wygadałam się, że moja mama ma problemy z sercem, jest chronicznie zmęczona, nie lubi hałasu itp. Po kilku dniach sąsiadka zrobiła u siebie imprezę, bardzo głośną (muzyka, dzikie wrzaski, przekleństwa, głośno szczekający pies). Trwało to do białego rana. Imprezy od tej pory są dość regularne, praktycznie nie ma weekendu, żeby coś tam się nie działo. Moja mama kiedyś się do niej pofatygowała i poprosiła o ściszenie muzyki. Została obrzucona stekiem obelg. Więc zadzwoniliśmy na straż miejską, przyjechali, zakończyli zabawę, dopilnowali, by towarzystwo się rozeszło. Naprawdę nie mogliśmy inaczej. To był jeden jedyny raz, kiedy nasza cierpliwość się skończyła i po prostu nie było innego wyjścia. Zresztą głośniki były powystawiane też w oknach i skierowane w stronę naszego domu. Jestem pewna, że ta osoba zrobiła to specjalnie.
Sąsiadka wracając z imprezy potrafi nasikać nam na podjazd (widziałam na własne oczy, wstałam w nocy do toalety i podeszłam do okna, a ona na podjeździe w kucki i wiadomo co), dzwonić na domofon ok. 3 rano (także gdy jest w domu, znikąd nie wraca, a za oknem jest zima i mróz -15 stopni). Latem wychodzi na ogródek ze swoimi znajomymi i głośno obgaduje moich rodziców wysyłając pod ich adresem wiązankę, że aż uszy puchną. Oczywiście wszyscy sąsiedzi to słyszą i nam współczują, zresztą inni też wzywają straż lub policję, kiedy za płotem są zabawy, muzyka do rana albo kiedy sąsiadka pali w piecu starymi oponami. Generalnie dziewczyna nie wygląda na jakąś patologiczną osobę, jest po studiach, ma na utrzymaniu dziecko (choć chyba nie pracuje i nie wiem za bardzo z czego żyje), ubiera się normalnie (nie jak jakaś Barbie).
W stosunku do mnie jest baaardzooo miła, zawsze się uśmiecha, krzyczy "czeeeść" na całą ulicę. Do tego jeszcze lajki na FB, "milusie" komentarze pod zdjęciami itp. Nie rozumiem takiej hipokryzji, moich rodziców prześladuje, a przede mną udaje "przyjaciółeczkę". Nie wiem co siedzi w głowie tej dziewczyny.
Zastanawiam się, jak pomóc rodzicom, zwłaszcza, że niedługo się wyprowadzam i zostaną sami z wariatką za płotem...
1 2013-12-01 20:49:49 Ostatnio edytowany przez Fretka (2013-12-01 20:50:59)
Podobne tematy
A to nie możesz być z nią szczera i jej po prostu następnym razem powiedzieć co myślisz, zamiast się równie fałszywie do niej szczerzyć? Po co Ci ona w znajomych na facebooku, uważasz ją za wartościową znajomą? Usuń ją. Im mniej będzie miała dostępu do Twojego prywatnego życia tym lepiej. I w sumie jedyne co możesz w tej sytuacji zrobić, to ograniczyć maksymalnie kontakty, a jak będzie robiła głośne imprezy to od razu dzwoń na straż miejską, nie ma się czego wstydzić. Ja też wielokrotnie dzwoniłam, bo tu w Norwegii panuje niestety taka tradycja, że się dzieciaki z ostatniego roku liceum upijają przed egzaminami i mają takie fajne imprezowe busiki, którymi jeżdżą i nie dają spać całemu miastu. Na dodatek parkują bardzo często niedaleko mojego bloku. A to się wszystko dzieje zarówno przed ich, jak i moimi egzaminami, więc nie mam poczucia winy, że im imprezę psuję, bo ich policja zgarnia. Trza było się ograniczyć do głośników w środku autobusu, nikt im nie każe ich wystawiać na dach i przeszkadzać innym. Czasem niestety trzeba być egoistą i domagać się respektowania swoich praw.
Moja droga,za każdym razem wzywaj straż miejską lub policję,po kilku razach zostanie sprawa skierowana do sądu i wymierzona grzywna. Może to zadziała.Wytrwałości.
Policja, nagrać jak używa brzydkich slów w kierunku rodzicow, pomoże to.
kaisa_malene, ja się do niej fałszywie nie szczerzę, spotykam ją rzadko, na jej powitanie odpowiadam grzecznie, w dyskusje się nie wdaję. Na FB ją zablokowałam. Nie mam też moralnych obiekcji do wzywania straży lub policji, ale ona się po prostu mści na nas za to, że inni sąsiedzi się na nią skarżą. My wezwaliśmy raz, jakoś się dowiedziała, że to my i teraz za każdym razem jak ktoś ich wzywa to jest na nas.
Sprawy w sądzie jak widać nadal nie ma.
Nie wiem za bardzo jak mam zebrać dowody w sprawie nękania - tego dzwonienia na dzwonek w nocy, obgadywania...
Nie mam też moralnych obiekcji do wzywania straży lub policji
Owszem masz-każde prowokacyjne zachowania sąsiadki, godzące w Twoje osobiste odczucia, masz prawo zgłaszać.
Wezwani na miejsce funkcjonariusze są zobowiązani zainterweniować- w jakikolwiek sposób-upomnieć, pouczyć itd.
Jeżeli boisz się braku moralnych obiekcji, wówczas zadzwoń na numer alarmowy, wyjaśnij dyspozytorowi, jak sprawa się ma.
Dokona on wówczas realnej zasadności wysłania na miejsce patrolu-a co ważniejsze poinstruuje Cię, jak zachować się powinnaś.
Sprawy w sądzie jak widać nadal nie ma
I zapewne szybko do niej nie dojdzie, znając orientacyjne terminy rozpraw i opieszałość polskich sądów.
Do tego czasu brzydko mówiąc, musisz uzbroić się w cierpliwość.
Nie wiem za bardzo jak mam zebrać dowody w sprawie nękania - tego dzwonienia na dzwonek w nocy, obgadywania...
Odpowiedź jest prozaicznie prosta-widzisz,że zbliża się do drzwi-masz aparat-rób zdjęcia, masz telefon-nagrywaj-przy okazji unaocznisz realny czas dokonywania wykroczeń, przez wyżej wymienioną. Plotkuje-włącz dyktafon, uprzedź znajomych-na wypadek dalszych akcji zbieraj świadków. I się nie martw-na każdego jest metoda!
Jeszcze jedno-portale społecznościowe-warto mieć je na oku.
Viggo, dziękuję za odpowiedź. Ale z tymi zdjęciami czy nagraniami to nie jest czasem tak, że mogą nie zostać dopuszczone przez sąd, bo osoba na nich się znajdująca lub nagrana o tym nie wiedziała?
Co masz na myśli pisząc o portalach społecznościowych?