netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

toksyczny związek??

6 odpowiedzi2 086 wyświetleńzałożony przez annadeem, 23.11.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » toksyczny związek??

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: toksyczny związek??

Od prawie roku spotykam się z facetem. Na początku umówiłam się na dwie, trzy randki, było spoko. Potem z braku laku stwierdziłam, ze zaryzykuję i spróbuje z nim być. No risk, no fun ;-) I potem się zaczęło... Zobaczyłam wszytskie jego wady : wieczne marudzenie na wszystko, nerwowość, wieczne niezadowolenie z pracy, przegrane pieniądze na giełdzie, a po przegranej marudzenie, że jest biedny i nieszczęsliwy. Chciałam z nim zerwać z 10 razy. Za każdym razem mnie nęka, obiecuje że się zmieni, płacze, a jak to nie pomaga to jest nerwowyi robi publiczne przedstawienia. I kupuje kwiaty - nigdy nie dostałam kwiatów bez okazji - tylko gdy z nim zrywam. Nie wiem sama czemu ja się łamie. Mam za miękkie serce i jak widzę łzy to zaraz zaczynam mieć wyrzuty sumienia. A wydawąłoby się, że jestem tward a, silną, niezależną kobietą...
Mój chłopak ma 31 lat, wciąż mieszka z rodzicami, jest niezaradny. Ma pretensje, że musi siedzieć po godzinach w pracy, że mu mamusia nie ugotowala obiadu i nie raczyła o tym poinformować itd. Dla mnie to żenada, zaczynam go w takich chwilach nienawidzić. I w dodatku najgorsza w tym wszystkim jest kwestia finansowa. Po mimo, iż zarabia więcej ode mnie to wiecznie narzeka. Ja mieszkam sama, wynajmuje mieszkanie, nikt mi nie prasuje, gotuje,nie placi za mnie rachunków itp. On ma wszystko podane na tacy, ale zawsze znajdzie powód żeby ponarzekać. Ponadto czuje, że mnie wykorzystuje. Zawsze jak robimy zakupy to on płaci, a potem ja mu oddaję kasę. I ok. to rozumiem. Ale... idziemy do restauracji - on mnie "niby" zaprasza, a potem się okazuje, że on mi wlicza połowe rachunku do tamtych zakupów. Gdybym ja wiedziała, że tak będzie to bym sie nie zgodzila na takie wyjście, bo moja pensja nie pozwala mi na chodzenie do drogich restauracji. Dla mnie jak ktoś mnie zaprasza jest równoznaczne, że za to płaci. Przestałam w końcu wychodzić, to zaczął stołować się u mnie i jeszcze ma życzenia, żeby mu ugotować obiadki do pracy. Kuźwa, ja nie jestem kucharką, ani jego mamusią. On sam nawet jajka nie potrafi rozbić!!! Nie wiem jak mam z nim ostatecznie zerwać... I co zrobić żeby być konsekwentną i nie reagować na jego łzy. Jakieś wskazówki? A może ja przesadzam???

2

Odp: toksyczny związek??

Zerwij kontakt,zmień nr tel,nie otwieraj drzwi i po problemie.
Gwarantuję że po pewnym czasie odpuści.

3

Odp: toksyczny związek??

Nie wiedzialem, ze mozna z kims byc dla braku laku. Kobiety sa wartoscia niemierzalna... big_smile

4

Odp: toksyczny związek??

Próbowałam tak zrobić. Zablokowałam jego nr, nie odpowiadałam, to zerwał się z pracy i na mnie "czatował" na przystanku - jak byłam nieugięta i szłam do mieszkania, to wszedł za mną - nie mogłam się go pozbyć z mieszkania! Zagroziłam nawet policją i noc nie pomogło. Tylko słyszałam ryk i krzyk, że traktuje go jak śmiecia, że on się zmieni, czemu ja mu to robię itp. Ale z nim nie da się normalnie zerwać. Siedział w mieszkaniu kilka godzin i nie mogłam się go pozbyć , w końcu skapitulowałam. Nie wiem czemu jestem tak słaba sad Może boję się, że już nikogo nie poznam...

5

Odp: toksyczny związek??
annadeem napisał/a:

Potem z braku laku stwierdziłam, ze zaryzykuję i spróbuje z nim być.

Ten brak laku to permanentny był czy tylko chwilowy? I czy naprawdę życie bez laku jest gorsze od "życia" z TAKIM lakiem?

6

Odp: toksyczny związek??

Można być, jak się ma 25 lat, żadnego poważnego związku, to chcesz w końcu spróbować. Lepsze to niż, siedzenie w domu, płakanie i zastanawianie się co jest w Tobie nie tak... Niestety chyba w tym wypadku druga opcja byłaby lepsza wink

7

Odp: toksyczny związek??

Witam ,chciałabym żebyście mi doradziły czy dobrze zrobiłam kończąc tą znajomość. Otóż z Tomkiem spotykałam się pół roku. Był ode mnie starszy o 12 lat, nie do końca w moim typie ale po czasie udało mu się siebie  jakoś do mnie przekonać. Z początku naszej znajomości chcąc być szczera  z Tomkiem mówilam mu , że spotykam się jeszcze z kimś... w momencie kiedy doszło do zbliżenia między nami i zaczęło robić się poważnie zakończyłam poprzednie relacje i skupiłam się tylko na nim...Po drugiej spędzonej nocy zostawił mi nawet klucze i poszedł do pracy...co było dla mnie dowodem na to, że traktuje naszą relacje poważnie. Po jakimś czasie zaczelismy się do siebie zbliżać i opowiadać o swojej przeszłośći. Wiedziałam, że jest to raczej typ lubiący imprezy i kobiety . W końcu miał 40lat i był kawalerem bez dzieci... Martwił mnie jednak jego stosunek do pieniędzy , które były dla niego w życiu najważniejsze. Postanowiłam dać szansę tej relacji, ja sama zmagałam się z cięzką przeszłością , byłam molestowana i miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji z mężczyznami w przeszłośći. O wszystkim powiedziałam Tomaszowi chcąc abyśmy jak najwięcej o sobie wiedzieli. Zaczęliśmy zagłebiać się w swoje byłe związki , on opowiadał mi o swoich partnerkach a ja o mężczyznach ,chyba przekroczyliśmy pewną granicę. Później już mówiliśmy wsyzstko ja np o tym kto do mnie pisze , kto mnie podrywa (może niepotrzebnie) ale nie chciałam go  w niczym oszukiwać. Pewnego razu dostałam zaproszenie od kolegi na urodziny na które Tomek miał nie iśc ze względu na prace. Poźniej wraz ze znajomymi mieliśmy udać sie do klubu. Tomek po skończonej pracy pojawił się wraz z kolegami w lokalu i oznajmił , że ide z nim i zmieniamy miejsce. Byłam trochę zła bo w końcu pokrzyżował moje plany , ale stwierdziłam, że pójdę z nim (chodź nasze wcześniejsze balety nie kończyły się najlepiej) Wychodząc z lokalu jeden ze znajomych złapał mnie za rękę i zapytał gdzie idę wtedy Tomek zrobił awanturę , zaczał sie wydzierać do mojego kolegi i prawie doszło do rękoczynów, w tym momencie oddałam mu jego klucze wkurzona  i wrócilam do znajomych.. po czym dostałam smsa, że zachowałam się jak wywłoka i że pozabija wszytstkich moich adoratorów . Zaczęłam pytać co z moimi rzeczami bo musze je odebrać bo zostawiłam klucze z tobą u niego i nie mam jak dostać się do domu , po czym stwierdził ,że mogę je sobie zabrać za 2 dni.. Rano po imprezie poszłam do niego bo nie miałam jak się dostać do domu i skończyło się na seksie ...czego rano żałowałam bo wciąż miałam jego smsy i słowa w głowie.. Wybaczyłam . Przeprosił, jak się później okazało grzebał też w mojej torbie z rzeczami.. miał ją  zamiar wyrzucić przez okno.. Nasza znajomość zaczynała robić się toksyczna, nie ufalismy sobie , byliśmy zaborczy i zazdrośni tłumacząc sobie, że się tak mocno kochamy...zaczęłam podświadomie uciekac...wychodzić ze znajomymi, kolegami , bo nie czułam sie doceniana. Kiedyś po kłotni wywołanej przez niego pojechalam się spotkać z kolegą który zrobił mi masaż.. do niczego nie doszło oczywiscie. O wszystkim powiedziłam Tomkowi. Potem przy każdej kłotni mówił mi żebym szła się "łahać ze swoimi kolegami na miasto" itd, wybuchał często po czym przepraszał chodź uwazał , że to moja wina i ja do tego doprowadziłam..skończylam studia a on sądził, że powinnam iśc do pracy kleić tipsy, albo że jak wyjadę za granicę to i tak szybko do niego wrócę.. że bez niego się stoczę,że lepiej żebym go nie zostawiała bo on i tak szybko sobie kogoś znajdzie. Raz zrobiłam mu awanturę ,że wyszedł gdzieś z kolezankami. Czułam zazdrośc i wsciekłośc, nie potrafilam mu zaufać przez to co mi kiedyś opowiadał o swoich kobietach, że były piękne itd, że on nie ma żadnego problemu w poznawaniu kogoś nowego.
Zaczęłam chodzić na psychoterapie stąd wykorzystywał moją słabą psychikę w tym czasie... zaczęłam być zmęczona psychicznie każdą kłotnią ,zastanawialam się co zrobić zeby naprawić naszą znajomośc , probowałam rozmawiać . Któregos wieczoru siedziałam w domu i myslalam co dalej a on sobie wyszedł do klubu bez poinformowania mnie o tym chodź wiele razy prosiłam żeby mi mowił, jak dla mnie okazał brak szaczunku dla moich uczuć. Nie byłam też świeta wiem o tym, czasami doprowadził mnie do takiego stanu że nawet dostał ode mnie w twarz...za ostre słowa które mi powiedział...Po kolejnej kłótni o błahą sprawę w której znowu zaczął krzyczeć bez powodu stwierdziłam , że muszę być sama , że meczy mnie to wszystko i nasza znajomośc mnie nie uskrzydla tylko dołuje... napisałam mu o tym , on raczej nie potraktował mojej decyzji poważnie i zaczął pisać jakby nigdy nic. Kiedy po 3dniach wciąż byłam nieugięta napisał ,że on chce ze mną być ale nie będzie się też za mną uganiał i że dziekuje za wszystko i za piękne chwile i jak coś moge zawsze na niego liczyć. Ja postanowiłam już na dobre zakończyć tą relacje , oddałam mu klucze ale jeszcze wtedy przytulaliśmy się i całowaliśmy i chciał żebym przyjechała wieczorem, jednak stwierdziłam, że to zły pomysł... Nie odzywałam się w ogóle a on pisał co pare dni, pytał się jak sobie radzę i że tęskni, ale byłam nieugieta. Minął miesiąc wiem że od jakiegoś czasu się z kimś spotyka i nie rozumiem dlaczego więc pisze że bardzo mnie kocha i że na pewno jakiś czas bedzie i że pomimo że nie jesteśmy razem to ma mnie w sercu... w konću zdenerwowałam się i napisałam żeby może lepiej się zajął nową relacją.. bo jak można kogoś kochać i mieć juz kogoś nowego nie rozumiem? W końcu wiedziałam , że taki z niego typ człowieka.. ale ja bym tak nie potrafila .Czy uważacie , że dobrze zrobiłam że zakończyłam tą znajomość? On sądzi że miłość wszystko zwycięzy i widocznie go nie kochałam , ale czy można dawać się poniżac pomimo miłości? Czy o związek nie należy dbać , pięlegnować go? Liczyć się z czyimiś uczuciami? Wspierać kogos... Tyle razy go prosiłam bo nie czułam tego od niego... nie interesował się zabardzo co z moją uczelnią, pracą , jak się czuję psychicznie... przecież zwierzałam mu sie ile przeszłam... że nie jest mi się łatwo otworzyc...Sama nie wiem czy mogę nazwać tą relacją toksyczną?Nie mówię ze zawsze był najgorszy ... widziałam że jest za mną , że potrafił rzucić wszytko zęby spedzić ze mna dzien. Kochał mnie to na pewno .Chyba sam nie może uwierzyć , że jednak go zostawiłam bo zawsze  wracalam...Boję się , że sama też nie potrafie stworzyć normalnego związku i przez moje zachowania prowokowałam go do tego wszystkiego... jestem cięzką osobą i w sumie rzadko bywałam w związkach zawsze przed tym uciekałam ,chyba bałam się odpowiedzialności. A moze przy kims innym bede potrafiła byc całą sobą??

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » toksyczny związek??

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026