Hejka! Jest tutaj ktos kto szuka bratniej duszy przez internet? Mam 21 lat. Chciałabym poznać przyjaciółkę albo przyjaciela. Jestem z okolic Warszawy. To ze szukam nie znaczy ze nie mam choc juz sama niewiem. Niewiem jak mam zyc... Mam znajomych w pracy, znajomych po pracy, ale t na placaach jednej ręki. Mam tez jedyną przyjaciółkę, którą znam od urodzenia, ale między nami się zepsulo odkąd ona ma faceta, nie ma dla mnie zbyt wiele czasu. Kiedys wyciagnela mnie z ogromnego dna i jestem jej bardzo wdzięczna, ale teraz brakuje mi rozmow o wszystkim i o niczym. Moja "przyjaciółka" mało sie interesuje moim zyciem, popisze ze mną, ale tylko jak ja do niej napisze. Kocham ją, ale kiedy ja ją proszę o pomoc to jej nigdy nie ma, kiedy mam problem to sie jednak okazue, że to ona ma i zajmuję się jej problemami, choc kiedys bylo inaczej. Wolny czas spędzam prakycznie sama, bo kazdy ze swoja polowka lub w swojej paczce, a ja zostaje sama. Kiedys mialam z kim spedzic kazdy wekeend, dobrze sie bawilam, czulam sie szczesliwa a teraz? Jest mi smutno, bo nikt o mnie nie mysli nikt nie pamieta, nie mam faceta, ale niewiem jak gdzie poznac kogos skoro nie mam dokad isc sad Wyszlo na to, że najlepiej czuję się w pracy, bo staram się ja wykonywac jak najlepiej na niej sie skupiam i hamuje mnei fakt, że wokol mnie inni tez pracują i nie mogę pokazywac innym, że życie mnie przytłacza. Wekeendami studiuję finanse i rachunkowość, ale ten brak bliskiej osoby mnie dobija.. często płacze samotnie, wychodzę wieczorami i kręcę się po mieście bez celu, moja przyjaciolka stwierdzila, że jestem alkoholiczka, bo wkoncu z tego wszystkie zaczelam pic w samotnosci i stalo sie to dla mnie normalne. Duzo pale choc ostatnio sie za to wzielam bo w ciagu roku z tego wszystkiego schudlam 10kg i zle sie z tym czuje. Moja przyjaciolka wie, że staczam sie z samotnosci, ale nie chce mi pomoc choc mowilam jej wiele razy ze jej potrzebuje, ale ona ma swoje zycie i swoje problemy. Moja rodzina tez rozbila sie pare lat temu i kazdy zyje sobie, nie widzimy sie mijamy sie miedzy praca, ja pracuje na trzy zmiany, ucze sie, studiuje czasem nie mam czasu dla siebie, ale jak mam to ta samotnosc mnie rozwala i nic mi sie nie chce. W pokoju mam sajgon, którego nie chce mi sie ogarnac, moja mama mnie ochrzania, o to ale ja mysle po co skoro nikt mnie nie odwiedza. Czuję się beznadziejna, duzo mysle jakby to bylo gdyby bylo tak.. Kiedys mialam mysli samobojcze, ale moja przyjaciolka mnie podbudowala, teraz znow powrocily, ale nie chce sprawiac klopotu mojej rodzinie... Poczułam też, że ukojenie spotykam na cmenatrzu niewiem czemu.. Będąc sama wieczorem na cmentarzu szczególnie we wszystkich świetych poczulam sie tak jakby te moje problemy byly smieszne, bo moze na prawde sa smieszne i ja jestem smieszna w tym ale w dupie to mam... Przepraszam za błędy, ale nawet już nie chce mi się ich poprawiać
A najbardziej mi brakuje kogoś kto nie będzie o tym ze mną rozmawiał tylko mnie szczerze przytuli