Kiedyś wierzyłam, że będę miała dom rodzinę, kochającego męża i psa:-) Niestety los wyprzedził moje plany i zamiast budować wszystko od podstaw pojawiło się w moim życiu dziecko. Kiedy zaszłam w ciążę strach i obawy przed jutremy były ogromne, mieszkałam na stancji, chłopak z którym się spotykałam także, a do tego był obcokrajowcem miał już synka, i był po rozwodzie. Pierwsze dni spędziłam w pokoju wyjąc do poduszki jak wielką głupotę zrobiłam. Kiedy powiedziałam partnerowi jaka jest sytuacja zażądał żebym usunęła dziecko, bo jego na drugie nie stać. Usunełam ale jego że swojego życia. Do końca ciąży byłam sama, w mieście gdzie nie było rodziny, a znajomi zapomnieli o jeszcze tak niedawno lubianej koleżance z którą zawsze wszędzie można było wyskoczyć. Pod koniec ciąży poznałam mężczyznę przez jakiś portal społecznościowy, był bardzo miły pięknie pisał po polsku mimo, że twierdził iż polakiem nie jest. Spotkaliśmy się po kilku dniach rozmowy pomógł mi kupić i przynieść kilka rzeczy dla dziecka. Tego dnia byłam radosna, wydawał mi się taki słodki i kochany... Zaczęliśmy się regularnie spotykać, po porodzie wyjechałam na wieś do mamy, ponieważ ciężko było by mi samej w Warszawie a mój nowy partner jeszcze studiował i to w innym mieście, ale regularnie nas odwiedzał. Dzisiaj mieszkamy razem synek skończył roczek , wynajmujemy kawalerkę w Warszawie, mój partner pracuje ja zajmuje się dzieckiem i . Nasze relacje stały się bardzo oschłe, nie ma już ciepła, wsparcia ani radości , właściwie to nie było go nigdy bo wcześniej nie mieliśmy się czasu dobrze poznać , a po zamieszkaniu razem zaczęliśmy działać sobie na nerwy i tak to trwa do dnia dzisiejszego. Chłopak jest od 2 miesięcy w szpitalu, ale nawet kiedy dzwonię do niego to mnie drażni swoim gadaniem, wiele rzeczy mi w nim przeszkadza a jemu we mnie. Zastanawiam się nad sensem tego związku, czy warto dalej to ciągnąć, boję się , że zostanę sama z dzieckiem a nikt mi nie pomoże, walczę żeby wskrzesić w nas choć odrobinę uczucia.... ale nie wiem czy jest to możliwe, czy ma jaki kolwiek sens skoro ludzie już na starcie nie mają ochoty być razem. Dzisiaj usłyszałam od niego, że jestem strasznie nie kobieca ponieważ zawsze mnie coś boli i zawsze wieczorami jestem zmęczona. Czy kobieta która ma wszystko na głowie, cały dzień sama zajmuje się dzieckiem nie ma prawa być zmęczona? Może to wina jego kultury? w końcu w Afryce kobiety nie mają prawa do niczego. Bardzo mnie to denerwuje, że człowiek nie potrafi docenić tego co robię dla niego, dla nas, obraża mnie i dokucza, a ja mimo to walczę o ten związek i ciągle mam nadzieję że coś pęknie, że coś się zmieni. Chociaż już dawno przestałam w to wierzyć, ale tak bardzo boję się jutra...
Podobne tematy
Kimka, a czy Twój partner mówi Ci, że Cię kocha ? Czasem dwoje ludzi kiedy zamieszka ze sobą nie od razu się super dogaduje. Każdy z nas jest inny, ma swoje przyzwyczajenia, ma też wady i zalety. Ale najważniejsze to nić porozumienia, czasem trzeba ustąpić aby drugiemu było lepiej. Po prostu trzeba się "dotrzeć". Ja w swoim związku w pierwszym roku małżeństwa też miałam różne chwile zwątpienia, bo niby wcześniej mieszkaliśmy trochę razem, byliśmy prawie nierozłączni, ale to jeszcze nie to.. Dopiero zamieszkanie razem pokazało, ze musimy się jakoś dopasować jedno do drugiego. U Was jest jeszcze dziecko, masz troszkę utrudnione zadanie bo wiadomo jak cały dom na głowie to pracujesz 24/24h.
Moim zdaniem podgadaj na spokojnie z partnerem, bez nerwów bez płaczu. Zaproponuj też, ze może częściowo podzielicie się obowiązkami, żebyś wieczorem nie była taka zmęczona. On co prawda jest innej kultury ale mieszkacie w Polsce, gdzie są inne realia. Mam znajomego z pracy Araba- ma tu żonę i trójkę dzieci i jakoś się dostosował.
Jak go kochasz to walcz.
Kimka, wygląd to trochę tak, jakbyś chciała wskrzesić to uczucie tylko dlatego, że nie chcesz zostać sama z dzieckiem. Trochę nieciekawie.
Co do Twojego zmęczenia - jasne, to, że tak to określił, jako brak kobiecości, było nieprzyjemne, ale wydaje mi się, że trochę przesadzasz właśnie z tym zmęczeniem. Są kobiety, które pracują, a po powrocie muszą zrobić to, co Ty przez cały dzień. Jeśli o to chodzi, to masz sytuację dość komfortową.
Wracając do meritum, zastanów się dokładnie i szczerze, dlaczego tak naprawdę chcesz ratować ten związek. Z powodu uczuć czy wygody?
Przecież to oczywiste, że już go nie kochasz... Więc po co to ciągnąć? Poradzisz sobie sama, masz dla kogo walczyć o lepsze jutro, trochę chęci.