witam. mam 24 lat, narzeczonego, od ponad 5 lat jestesmy razem, wielka milosc i te sprawy, oczywiscie nie bez problemowa. po 1.5 roku zareczylismy sie, on prowadzil firme w domu, pozniej przestal sie dogadywac z rodzicami i postanowilismy razem zamieszkac, wynajelismy mieszkanie, jednak mu w nim bylo zle wiec wrocilismy do swoich domow...pozniej przyszly rozne problemy, glownie jego, to zdrowie, to sla passa w interesach. przez ostatni rok sa takie wachania, raz jest miedzy nami dobrze, raz byle jak. teraz stwierdzil ze musi wyjechac gdzies dalej, zmienic otoczenie, poznac nowych ludzi. znalazl prace w wiekszym miescie, cos tam poszlo nie tak, wrocil, ale szuka dalej. hmn..i tu w tym wszystkim jestem ja. kocham go jak szalona, boje sie czasem ze jestem ta miloscia zaslepiona. z drugiej strony on jest naprawde wartosciowym facetem, ale tak nagle pozmienialy mu sie priorytety..czuje sie nagle zaniedbana przez niego, tak jakbym byla, ale juz nie na pierwszym miejscu, tylko duzo duzo nizej..
chcialabym z nim zamieszkac ( mam taka sytuacje w domu, nie dogaduje sie z mama wiec juz czasem tu nie wytrzymuje i mam ochote wyjsc) i chcialabym z nim, ale on uwaza ze musi narazie sam, musi poukladac sobie zycie itp. juz trace nadzieje ze jest jeszcze w jego zyciu miejsce dla mnie..
moze ktos z Was mial lub ma podobna sytuacje, albo moze ktos poradzi mi cos bo juz sie w tym wszystkim gubie...
Podobne tematy
Moim zdaniem wasz związek ma sens. Sytuacja w której się znalazłaś jest w pełni normalna. Chcesz zrezygnować ze związku bo coś sie między wami psuje? Bo on niema dla ciebie czasu i przez to czujesz sie opuszczona? Napisałaś że to wartościowy facet i z tego co zrozumiałam to on chce ci zapewnić w miarę normalne życie więc doceń to. Skoro w domu cie denerwują to proponuję znaleźć pracę i sie wyprowadzić....wynająć coś np.z koleżanką.
wiesz co masz racje ze on chce sie ustabilizowac sobie (lub nam) zycie..doceniam to. tylko to bardziej chodzi o to ze mu wszedzie jest zle, w domu prowadzac firme - zle, w wynajmowanym mieszkaniu ze mna zle, teraz w tym wiekszym miescie tez bylo zle, wrocil i znowu zle. ja nie chce rezygnowac z tego zwiazku bo go kocham. ale po prostu czasem juz nie dostrzegam wspolnej przeszlosci, bo on ciagle nie wie czego chce. facet 26 letni! nie potrafie mu pomoc bo on tej pomocy nie chce, chce wszystko sam. czasem mysle co moze byc jak bedziemy dalej razem, minie 20 lat i on znowy stwierdzi ze mu zle i co wtedy...
ja pracuje, studiuje zaocznie wiec samej ciezko bylo by mi cos wynajac, a pokoju nie chce. z kolezanka bylo by ok, tylko problem w tym ze te najblizsze maja juz mezow lub facetow z ktoirymi mieszkaja lub planbuja zamieszkac. ehhh...wszystko jest nie tak;/