Czy Wam sprawia kłopot rozmowa o wynagrodzeniu? W jaki sposób sobie z tym tematem radzicie?
Przeważnie pracujemy dla dwóch czynników: satysfakcji z wykonywanej pracy oraz wymiernych korzyści finansowych. Oczywiście idealna praca to taka, w której zostają spełnione obydwa te czynniki równocześnie, niemniej nie zawsze tak jest. Idealiści mają szansę poczuć się komfortowo z samego faktu, że mogą robić to, co lubią, jednak wszyscy inni liczą na satysfakcjonujący przelew na konto
.
Nasze wynagrodzenie w dużej mierze zależy od tego, co ustalimy już w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. To oczywiste, że chcialibyśmy uzyskać jak najwięcej, ale pytania o zarobki są jednymi z najbardziej kłopotliwych, a tym samym nielubianych przez kandydatów. No cóż, mamy z tym wyraźny problem.
Zwykle jednak to pytanie wcześniej czy później pada, a my musimy z niego jakoś wybrnąć - tak, aby mieć poczucie, że jesteśmy zadowoleni z uzyskanego efektu, nie tracąc przy tym szansy na potencjalną pracę.
Biorąc pod uwagę, że stąpamy po nieco grząskim gruncie, dobre możliwości mamy właściwie dwie:
* możemy podać widełki wynagrodzenia, czyli nie jedną, określoną kwotę, a przedział, co jest o tyle wygodne, że daje nam możliwość negocjacji w przypadku, kiedy pracodawca ma ogarniczony budżet i podana stała kwota mogłaby się w nim nie mieścić;
* możemy podać widełki lub określoną kwotę w ramach okresu próbnego, zaznaczając, że chcielibyśmy wrócić do tematu po tym czasie, czyli kiedy obydwie strony będą już znać swoją wzajemną wartość i oczekiwania.