Zostawiłam go, bo nie wiem czy kocham go tak jak powinnam. Tak jak on na to zasługuje. Tak jak oboje zasługujemy. Wiem, że on kocha mnie tak jak tylko można. Chciał mi się oświadczyć. Bałam się, że nie będę z nim szczęśliwa przez to, że moje uczucie jest dużo słabsze od jego uczuć, a wówczas on również nie będzie szczęśliwy. Bałam się również, że nawet jeśli teraz stłumię swoje obawy to za jakiś czas, być może po zaręczynach/ślubie, one odżyją znowu (to nie pierwszy raz kiedy się pojawiły). Nie chcę zniszczyć nam obojgu życia. Nie miałam pewności czy jesteśmy kompatybilni na tyle, by ze sobą wytrzymać na zawsze (sposób postrzegania świata i nastawienie). Moje wątpliwości trwały bardzo długo i nieustannie (rok) i to popsuło mocno nasze relacje w ostatnich miesiącach. Nie wiem nawet czy moje uczucie to miłość czy mieszanina przywiązania i przyjaźni. Wiem tylko na pewno, że cały czas jest dla mnie kimś bardzo ważnym. Zakończyłam to, nie wiem czy słusznie.
W książkach i w filmach mówi się ciągle, że miłość zaczyna się ?fajerwerkami?, bucha namiętnością, że kiedy to jest prawdziwa miłość to nie ma się wątpliwości co to jest za uczucie, albo nawet jeśli się pojawiają jakieś problemy wystarczy szczera rozmowa, przytulenie i wszystko jest w porządku. Że rozstanie kiedy się kocha jest katastrofą wyniszczającą psychicznie i fizycznie. Że kiedy się kocha można przenosić góry. Czy rzeczywiście tak jest, a ja jestem ułomna emocjonalnie, czy to wszystko medialna ściema, a w rzeczywistości uczucie do drugiej osoby od początku do końca jest czymś zrównoważonym, niewzbudzającym większych emocji? Czy z uwagi na moje wątpliwości postąpiłam słusznie czy poddałam się zbyt łatwo?
Proszę o jakieś podpowiedzi, opinie.