Witam wszystkich. jesteście moja ostatnia deską ratunku. Gardzę sobą tak bardzo, że trudno mi w ogóle pisać o moim problemie. Nie potrafię sie oderwać od faceta, który od 4 lat niszczy nas psychicznie. Upadłam tak nisko,że zgodziłam się na rozwód, bo obiecywał,że rok, dwa weźmiemy ponowny ślub. Miało mnie "zdyscyplinować". Przez cały czas mieszkaliśmy razem. Bywało cudownie i strasznie. Rok temu wzięliśmy ślub. Byliśmy przekonani,że wreszcie najgorsze za nami. No ale mój mąż nie znosi nudy i 2 miesiące temu znów zaczął "szaleć". Dołączył się do tego alkohol, flirty. Twierdzi,że mimo,że mnie kocha nie możemy być razem, jestem w szoku ponieważ nic nie rozumiem. Próby rozmowy niewiele dają, twierdzi,że potrzebuje ciepła, opieki a ja mu nie potrafię tego zapewnić. Posunął się nawet do tego,że zaproponował mi układ: seks razem ale nic poza tym. Czy ktoś to pojmuje? Wstydzę się pisać o tym. Próbuję mu coś tłumaczyć, ale nic nie pomaga. Pozwalam na upokorzenia o jakich mi się nawet nie śniło,że mogłabym znieść, żebrze o każdą chwilę uwagi, nienawidzę się za to co dzień bardziej a mimo to lecę jak ćma do ognia....Mam 44 lata, wyższe wykształcenie, wiedzę na temat takich patologii i nie potrafię się wyrwać. Raz po raz podejmujemy próby ucieczki, na zmianę, ale ból jest nie do zniesienia i wracamy do siebie. Podejrzewam u siebie jakieś poważne zaburzenia osobowości, bo nikt normalny by tego nie zniósł. Jestem cała strachem. I najgorsze,że ja się chyba nie chcę zmienić........
Podobne tematy
Jak nie chcesz sie zmienic, to nikt Ci nie pomoze, no chyba ze psycholog przemowi do rozsadku.
W gruncie rzeczy mysle, ze chcesz, tylko boisz sie konsekwencji Twojej zmiany, ktore podejrzewasz beda na Twoja niekorzysc (a raczej korzysc, tylko jeszcze o tym nie wiesz )...
boisz sie, ze Cie zostawi, ot co.
Nie dasz sobie pomoc, to pozostaje Ci cierpiec z nadzieja, ze facet sie wyszaleje i mu przejdzie...
albo i nie przejdzie i bedziesz czuc sie jak smiec przez reszte swego zycia.
Przykro mi tak pisac, ale musisz wziac sie w garsc kobieto.
Ps: Ja wytrzymalam 5 lat i bardzo zaluje, ze tyle lat zmarnowalam.
Myślę że chcesz zmiany ale się boisz tego co się wydarzy, może tak jak ja przeczekujesz bo wydaje Ci się że z czasem problem sam sie rowiąże. Otóż musisz zacząć sama działać. Nie planuj niczego z dużym wyprzedzeniem, postaraj się na początek znaleźć grupę wsparcia dla kobiet albo jakiegoś terapeutę indywidualnego. W każdym mieście są poradnie uzależnień i tam otrzymują pomoc kobiety współuzależnione od alkoholu. Możesz zacząć chodzić na taką terapię a dopiero gdy nabierzesz siły zdecydujesz co chcesz dalej robić. Ja odeszłam po 14 latach i żałuję jednego- że tak długo zwlekałam, że się bałam nie wiadomo z resztą czego, teraz czuję co to życie i jestem naprawdę szczęśliwa. Życzę Ci abyś zdobyła się na ten pierwszy krok i zawalczyła o siebie
Dziękuję Ci za odpowiedź, masz rację w 100%, jestem szmatą i szmatą się czuję.Widocznie każdy ma to na co zasłużył
Próbowałam chodzić do psychologa, ale wtedy znowu wróciliśmy do siebie. Byłam też raz na grupie AL-ANON. Myślę,że to jest bardzo dobra rzecz tylko myślę,że potrzebuję bardziej takiej grupy kobiet jak ja czyli uzależnionych od cierpienia właściwie. Może ktoś wie gdzie w podkarpackim takiej szukać?
Próbowałam chodzić do psychologa, ale wtedy znowu wróciliśmy do siebie. Byłam też raz na grupie AL-ANON. Myślę,że to jest bardzo dobra rzecz tylko myślę,że potrzebuję bardziej takiej grupy kobiet jak ja czyli uzależnionych od cierpienia właściwie. Może ktoś wie gdzie w podkarpackim takiej szukać?
Z jakiego miasta jesteś? Ja też jestem z Podkarpacia i chodziłam na różne terapie więc może będę mogła wskazać ci jakiś konkretny adres. A i jeszcze jedno nie pisz głupot bo nie jesteś żadną sz..tą moze się i tak czujesz ale napewno nią nie jesteś. Jesteś poprostu zagubioną kobietą która trafiła na najpodlejszy typ faceta i nie wie gdzie szukać pomocy