Witajcie kochane. Na wstępie napiszę, że jest to moja pierwsza wizyta na tego typu portalu i po raz pierwszy odważyłam się zasięgnąć porady w takim miejscu.
Proszę o wyrozumiałość.
Jesteśmy z "mężem" rok po ślubie, a ogólnie 7 lat razem. Młode z nas małżeństwo, bo ja 23 lata, a on 24, ale tak wyszło.. Myśleliśmy, że zawarcie małżeństwa da nam coś więcej, a dziecko dopełni szczęścia(choć wynikło ono drogą przypadku aniżeli chęci posiadania-mimo wszystko bardzo się cieszymy, bo synek udał nam się nieziemski) i tak miało już być na zawsze.. przynajmniej tak mi się wydawało.
To wszystko tak się skumulowało, że nie wiem co mam robić i postanowiłam zapytać o rady bardziej doświadczone kobiety.. On wyjechał z kraju jakiś czas temu pracować. Oczywiście przyjeżdża tak często jak może, mamy codziennie kilkugodzinny kontakt, niczego nam nie brakuje, bo można powiedzieć, ze nas utrzymuje choć mieszkam z małym u rodziców.. wydawać by się mogło, że jest wszystko w porządku, a jednak nie.. Odkąd pamiętam, nasz związek był często wystawiany na próby. Często się kłóciliśmy, często bywały chwile, kiedy miałam go dość i chciałam zmian, chciałam odejść gdyż ma on bardzo ciężki charakter.. Rozstawaliśmy się i schodziliśmy, a potem urodziło się dziecko. Typ bardzo inteligenty, rozważnie podchodzący do życia, choć w głębi jeszcze dziecko z fantazjami.. Tak już czasami bywa w związku... Człowiek nie wie do końca jak to będzie.. Do tej pory miewam chwile, że czuję iż jednak, to nie był dobry wybór, ale świadomość posiadania dziecka i tego, że go kocham nie dawała mi spokoju.. Powtarzałam sobie, że każdy jest tylko człowiekiem i każdy potrafi się zmienić.. Cóż, czasu nie idzie cofnąć..
Problemem jest jednak to, że on chce się ze mną rozejść.. :-( Stwierdził, że będę się przy nim męczyć, że nie dorósł do bycia mężem, choć ojcem jest bardzo dobrym, stara się i wypełnia obowiązki doskonale pomimo młodego wieku. Powiedział, że tak będzie lepiej, że ja zasługuje na prawdziwą miłość i póki jest czas należy taką szansę wykorzystać.. Kuriozalny może wydawać się nasz ślub itp, ale czuję, że przestaliśmy się kochać już spory kawałek czasu temu i nasz związek opiera się głównie na głębokim przyzwyczajeniu aniżeli miłości..
Jestem w proszku i nie wiem co mam robić.. Cały czas mam dziecko wychowujące się bez ojca przed oczami, ale z drugiej strony jeśli nasz związek po jego powrocie ma się okazać kompletną klapą, to wolę.. sama nie wiem co wolę.. Może rzeczywiście on ma rację? Zdecydował, że alimenty i potrzeby synka będzie w pełni pokrywał, będzie się widywał z nim tak często jak to możliwe itp.. Będzie dobrym ojcem pomimo tego, że nie będziemy razem. Nie ukrywał co czuje i powiedział mi wprost.. Po części świadczy to o odpowiedzialności, ale sama nie wiem w jakich kryteriach mam teraz go oceniać.. Czuję, że go kocham, ale nie mam pojęcia co robić..
Proszę o jakieś sensowne porady/rady/posty.. Trollowanie czy bezwartościowe wypowiedzi/posty będę ignorować. Zarejestrowałam się tutaj jako poważna osoba i tego oczekuję w zamian.
Z góry dziękuję i pozdrawiam szanowne grono czytelniczek i userek tego forum. ;-)