Hej. jestem tutaj od niedawna jednak tylko czytalam rozne watki. sama postanowilam napisac co mnie dreczy i poprosic o komentarz, moze rade lub podpowiedz co robic dalej....
Jestem a chyba raczej bylam w zwiazku z chlopakiem P.(26l) od 7 lat sama mam 24l wiec spotykamy sie juz od liceum. jednak nasz zwiazek jest toksyczny - teraz to wiem po przeczytaniu naprawde niezlej ksiazki toksyczne slowa. kiedy ja czytalam to czytalam o sobie o swoich doswiadczeniach i mi sie oczy otworzyly ze jestem ofiara slownej przemocy i nie bylam tego swiadoma.
jesli chodzi o nasz zwiazek to jakies 5 pierwszych lat bylo super, swietnie sie dogadywalismy, byly nieporozumienia ale potrafilismy sobie z nimi radzic. jednak od momentu rozstania cos sie stalo. wyjechal na rok do anglii a ja studiowalam w L. co prawda bywal na swieta itp ale to juz nie to samo. o malo sie wtedy nie rozstalismy ale jakos sie rozeszlo po kosciach i bylismy razem. jednak jego traktowanie mnie zmienilo sie bardzo. traktowal mnie jak stara zone. bylam mu potrzebna jako sprzataczka, kucharka, praczka i do sexu. do wykonywania obowiazkow bez zadnego ale i dyskusji. jednak nie otzrymywalam zadnego dziekuje, pochwalenia czy jakiegos pozytywnego odczucia.
po powrocie do polski zamieszkalismy razem w czasie studiow (bo i n postanowil zrobic uzupelniajacem mgr) wtedy to myslalam ze bedzie lepiej. wymarzylam sobie ze sie zareczymy i pod koniec studiow pobierzemy mimo jego zachowania wobec mnie. jednak kiedy tylko wspominalam o zareczynach albo zmienial temat albo mowil ze kiedy na pewno sie zareczymy i byl mily przez jakis tydzien. a potem i ja zapominalam i jakos sie tak rozchodzilo po kosciach.
moje nastawienie sie zmienilo kiedy to moja mlodsza siostra sie zareczyla po 4 latach z chlopakiem. to mnie rozzloscilo. ona sie zareczyla a ja nie po 7 laach cos tu jest nie tak. wiec zaczelam naciskac i coraz gorzej sie zachowywal wobec mnie, wszystko krytykowal, wyzywal od idiotek kretynek, ale jesli ja sie postawilam i powiedzialam to samo co on do mnie to bylo wielkie halo i sie nie odzwyal przez kilka dni. i na takim zachowaniu przeplunelo pol roku.
kiedy sie obronilam stwierdzilam ze mam dosc, jednak sie z nim nie rozsstalam nadal sie spotykalismy i bylo ok do zeszlego wtorku. kiedy to przyjechal ubralam sie seksownie w krotka mini i bluzke z dekoldem. to od razu sie na mnie rzucil i chcial sie kochac. ale zebym wyszla tak na miasto nie bylo mowy. chcialam isc na kompromis i mogl wybrac miedzy spodnica i bluzka i wtedy sie zaczelo, nie pojde tak nigdzie bo on sobie tego nie rzeczy, polecialy wyswiska, doszly rekoczyny (nie pierszy raz), placz a wszystko to dzialo sie w moim domu tam gdzie uwazalam ze jestem bezpieczna i nic mi nie grozi, a jednak zostalam zaatakowana i wyzwana od psychicznych idiotek itp i to "zebym sie leczyla" oraz ze zachowuje sie jak rozwydrzony bachor przelalo szale. Opkrzyczalam mu wtedy : " to ten bachor mowi wulgaryzm" wtedy wyszedl. nie odzwyal sie od tamtej pory. a dzisiaj na gadu opis czekam na przeprosiny.....
jednak ja nie czuje tak zebym miala za co przepraszac, to on mnie wyzwal, obrazal w moim wlasnym domu i ja mam go za to przeprosic???
poza tym to po wczesniejszych klotniach to ja przepraszalam, to ja sie plaszczylam zeby laskawie sie odobrazil mimo ze niekiedy uwazalam ze nie mam za co przepraszac...
ale w sobote kiedy bylam na miescie z kolezanka poznalam faceta S. naprawde niezly facet. bardzo mi sie spodobal. dzisiaj z cala paczka bylismy nad woda a pozniej na obiedzie, odprowadzil mnie do domu i kupil roze.....bylam zaskoczona, nie spodziewalam sie tego, chociaz bylam bardzo szczesliwa, dawno nie dostalam kwiatka od tak bez okazji po prostu ( P. stwierdzal ze i tak zwiednie wiec po co kupywac?)....a kiedy juz bylam pod domem pocalowal mnie. tak z zaskoczenia, to byl naprawde mily pocalunek. przez te dwa dni nigdy sie jeszcze tak nie czulam, taka... sama nie wiem. na dodatek S. powiedzial ze mu sie podobam i chcialby zebysmy sie zaczeli spotykac. wie ze ja sie poklocilam z chlopakiem itp. i chyba mysli ze ja z nim zerwalam ja sama nie wiem co mam myslec co jest z P.
nie wiem co mam robic. z jednej strony jak pomysle o tych latach z P wspolne wakacje, wspomnienia, mile chwile, ale tez placz, wyzwiska, rekoczyny, nie czulam sie doceniana, a raczej wukorzystywana. na dodatek zawsze jak prosilam o pomoc to bylam na ostatnim miejscu na jego liscie, zawsze rodzina i koledzy byli pierwsi. nie mowie ze nie potrafie zrozumiec ze cos jest pilnego itp. ale zawsze??
z drugiej strony jest S. wiem ze to dopiero 2 dzien, ale jest cos takiego ze nie wiem jak to opisac, co mnie ciagnie do niego...
nie wiem jak wybrnac z tej sytuacji.....
wydaje sie ze P. mysli ze to tylko klotnia, uwaza ze mi przejdzie i przeprosze....jednak ja chyba nie chce byc w takim zwiazku..... nie wiem jak sobie z tym poradzic.....
czy po prostu spotkac sie z P i postawic go przed faktem ze robimy sobie przerwe i albo sie zgadza na to albo to koniec???
prosze o komentarz, cokolwiek co pomoze mi zdecydowac.....
P.S. dzieki za kazdy komentarz:)
Sylwia
Na naszym forum obowiazuje zakaz umieszczania wulgaryzmow w postach.
moderatorka apoteoza