Witam, mimo iż to forum dla kobiet, postanowiłem zaryzykować i opisać swoją sytuację, ponieważ jako kobiety, może będziecie potrafiły wyciągnąć wnioski z mojej historii, z którą zresztą nie potrafię sobie poradzić.
Zacznę od tego, że jestem z moją partnerką już prawie 3 lata i jesteśmy ze sobą od pierwszej studniówki. Razem mieszkamy na studiach i to jest właśnie nasz drugi rok. Zawsze dobrze się przy sobie czujemy i w gruncie rzeczy jesteśmy szczęśliwi, nawet po jej zdradzie. Jednak czasami nachodzą mnie dziwne myśli, nienawiść do niej i pytanie, czemu to zrobiła? Niestety, przez wakacje zaniedbaliśmy się trochę, ona przez pracę, a ja przez naukę do sesji. W połowie sierpnia zaczął się do niej przystawiać jak to powiedziała facet z twarzą jak z ,,hollywoodu". Szybko mu uległa, mówiąc mu, że ,,jak widać nie mam żadnej obrączki na palcu, więc nie jestem do niczego zobowiązana". Opowiadając mi o tym stwierdziła, że chciała się z nim spotkać z czystej ciekawości. Widywała się z nim wieczorami, czasami do bardzo późnych pór i oczywiście szanowny pan już na drugim spotkaniu upił ją, a ona oddała mu się w samochodzie na przednim siedzeniu. Później był jeszcze tylko jeden raz oddania, a samych spotkań było pięć... tak mi powiedziała. Ponoć zauroczyła się w nim bardzo mocno zastanawiając się nade mną a nad nim przez ponad miesiąc.
Nie była wobec mnie szczera. Cały czas tłukło ją poczucie winy nawet, gdy zaczęliśmy ze sobą mieszkać, gdyż zaczął się semestr. Widziałem po niej, że coś jest nie tak, zmieniła się. Na początku dowiedziałem się z jej telefonu, że z kimś pisała, przyznała się, że spotykała się z facetem, ale tylko dlatego, żeby mieć ważne znajomości. Okłamywała mnie w żywe oczy. Po jakimś czasie postąpiłem dosyć perfidnie, ponieważ przejrzałem jej cały telefon i to był dla mnie szok, gdy przeczytałem jak zwierzała się swojemu przyjacielowi o swoich uczuciach. Seks z nowo poznanym był ekstra, ale jego charakter nie przypadł jej do gustu. Prawiła mu komplementy, tak właściwie za wiele nie wiem o czym rozmawiali. Zastanawiała się długo, musiała go poznać jeszcze bliżej, żeby odpowiedzieć sobie na kilka pytań. W końcu doszła do wniosku, że tamten nie poświęciłby się dla niej tak jak ja, i że to ja jednak wygram. A on najwyżej obrzuci ją błotem za to, że mu naobiecywała.
Gdy jej powiedziałem, że nie chce mieć z nią nic wspólnego, zaczęła mnie błagać abym zmienił zdanie. Czasami, kiedy chcę o tym porozmawiać, od razu wpada w nerwy, bo chce o tym zapomnieć, a ja ją tym dręczę. Zawsze była bardzo nerwowa. Jeżeli o nim nie wspominam to w sumie jest tak jak dawniej, a może nawet odrobinę lepiej. Czuję, że mnie kocha, ale już sam nie wiem, czy kobiety potrafią udawać kochać? Czy to co mówi jest szczere? Wyraziła ogromną skruchę i wysnuła wniosek, że postąpiła bardzo źle i że tamten ją wykorzystał. Chce mieć tylko jednego partnera, bo ta ,,przygoda" bardzo ją zniszczyła. Więcej nie dopuści do takich sytuacji...
Sam nie wiem co mam o tym myśleć. Potrafię jej zaufać i żyć z nią tak jak kiedyś, ale skoro już raz poleciała na wygląd kolesia i samochód, to czy nie zrobi tego jeszcze raz? Ciężko stwierdzić.