Witam Wszystkich, jestem nowa i z gory przepraszam za brak polskich znakow.
Nie wiem jakim zrzadzeniem losu, w sytuacji kiedy wstanie, umycie sie, wykonanie koniecznego telefonu kosztowalo mnie ponadludzki wysilek, znalazlam NETKOBIETY.
Ciezko bardzo.
Chcialabym pisac w watku "Milosc, Udany zwiazek", itp, wyszlo na ten jeden z trudniejszych.
Z moim mezem jestem razem od 8 lat, 6 lat w zwiazku malzenstwie. Nie mamy dzieci, moj maz jest Szwajcarem i tutaj mieszkamy.
Od jakiegos roku roznie dzialo sie w naszym zwiazku, byly lepsze chwile i te naprawde ciezkie, tak wiec powoli zaczelismy dojrzewac do separacji, chociaz sama swiadomosc takiej decyzji latwa nie byla, bo decyzja o malzenstwie nie byla pohopna, kochalismy sie, tesknota ogromna kiedy ja bylam w Polsce a on tutaj,
Postanowilismy sprawy zalatwic kulturalnie, z kultura i respektem, chociaz decyzji ostatecznej nie podjelismy jeszcze (nie bede oszukiwala, ze mialam nadzieje, ze ulozymy to wszystko jakos, nie jestesmy mlodzikami, ja 36 lat, maz 33).
Jestem obecnie w trudnej sytuacji, nie mam pracy, chociaz cale zycie bylam aktywna zawodowo.
Od 2 tygodni przeczucie. Kobiety znacie zapewne to uczucie, nby wszystko jakos ok, ale jakby ktos "przejechal" po Was zimna chustka. Jest ktos trzeci. Nie ma dowodow, nie jestem kobieta, ktora przeszukuje komorke, laptopa, po prostu wierze w moj instynkt.
Pytam, oczywiscie o co mi chodzi, wariuje, ale ucieka od tematu w sposob coraz bardziej arogancki, zamyka sie w pokoju, przechodze obok jego ubran, a on skacze, ze przeszukiwalam mu kieszenie (!!). Prosze, blagam, zebyy przez wzglad na szacunek do mnie (ja naiwna) potwierdzil, ze ktos jest. Tutaj od slow, ze wymyslam cuda, do tego, ze chyba glupia nie jestem tak tkwimy do piatku. Ja czujac jakby nienawisc od niego, juz polnieprzytomna z bolu, wreszcie w piatek wywrzaskuje mi, ze ma kogos od 2 tygodni, czego sie spodziewalam ze swoim charakterem, on juz skonczyl ze mna, jestesmy w separacji (nic nie podpisywalismy, ale on juz zyl swoim zyciem). Ona jest mila, rozumie go, opiekuje sie nim, rozmawiaja godzinami, to wszystko czego nie mial niby ze mna przez 8 lat. Przez 2 tygodnie zakochal sie na amen, tak naprawde nie wie co ze mna laczylo go. BOLI BOLI. Do tego nie chcial miec dzieci, nie jest gotowy, nie teraz, nie przepada, a kobita ma trzyletnia corke, ktora maz jest zachwycony Sam mi opowiedzial o tej pani jaka super, ale nie o nia chodzi. Potem klamstwo, ze on musi na weekend wyjechac, odswiezyc glowe, pomyslec i takie tam trucie. Prosze, zeby nie klamal, ze czuje, ze jedzie z nia (wiem, jak sie upokarzalam, ale ja wciaz kocham go, w zyciu nie posadzilabym o cos takiego). Klamie w zywe oczy. Ja weekend na prochach, wlasciwie od prawie tych 2 tygodnie zyje tylko kawa, czasami jakis uspokajacz, wymiotuje, nerwobole straszne, jadlowstret, apatia, poczucie porazki, wlasnego nieudanego zycia....Dzisiaj po powrocie oswiadcza,, kiedy j juz z bolu ledwo zyje , ze oczywiscie byl z nia w Bruxeli (kolejny cios, bo od jakiegos czasu planowalismy wypad do tego miasta na weekend, odebralam to bardzo osobiscie). Kolejny dzien w jakims letargu, czuje jakby ktos serce mi wyrwal, wyje, wyje.
Wiem, ze kobita ma mieszkanie ok 70 km od nas, prosze, zeby przeniosl sie do niej na jakis czas, zebym mogla pozbierac sie, ze skoro i tak postanowil mnie zostawic dla niej, niech pomysli co czuje, ze zabil czesc mnie, bol mnie rozrywa, ze nie moge tak trwac, a mieszkanie mamy wspolne. On sie zgadza, ale jesli jak najszybciej podpisze papiery o separacji przygotowane przez jego adwokata. Mowie, ze nie mam sily, nabija sie ze mnie, wyzywa, grozi, oswiadcza, ze bedzie przebywal w domu kiedy chce i jezdzil do niej na noce kiedy chce. Wykonczy mnie ta sytuacja, nie mam do kogo isc, chociazby na kilka dni, boje sie tez ze ona go buntuje zeby wsadzic tylek do naszego mieszkanie.
Obawiam sie, ze jeszcze kilka dni takich i wyladuje w szpitalu. Nie wiem, jak mozna tak ranic kogos z kim spedzilo sie 8 fajnych lat w milosci.
Przepraszam za dlugi post, musialam gdzies wyrzucic zal, bol, strach.
Dziekuje, jesli ktos przeczyta.