netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Umieram....

98 odpowiedzi14 120 wyświetleńzałożony przez ZnowuPannaAnna, 21.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 99 ]

1

Temat: Umieram....

Witam Wszystkich, jestem nowa i z gory przepraszam za brak polskich znakow.

Nie wiem jakim zrzadzeniem losu, w sytuacji kiedy wstanie, umycie sie, wykonanie koniecznego telefonu kosztowalo mnie ponadludzki wysilek, znalazlam NETKOBIETY.
Ciezko bardzo.
Chcialabym pisac w watku "Milosc, Udany zwiazek", itp, wyszlo na ten jeden z trudniejszych.

Z moim mezem jestem razem od 8 lat, 6 lat w zwiazku malzenstwie. Nie mamy dzieci, moj maz jest Szwajcarem i tutaj mieszkamy.

Od jakiegos roku roznie dzialo sie w naszym zwiazku, byly lepsze chwile i te naprawde ciezkie, tak wiec powoli zaczelismy dojrzewac do separacji, chociaz sama swiadomosc takiej decyzji latwa nie byla, bo decyzja o malzenstwie nie byla pohopna, kochalismy sie, tesknota ogromna kiedy ja bylam w Polsce a on tutaj,

Postanowilismy sprawy zalatwic kulturalnie, z kultura i respektem, chociaz decyzji ostatecznej nie podjelismy jeszcze (nie bede oszukiwala, ze mialam nadzieje, ze ulozymy to wszystko jakos, nie jestesmy mlodzikami, ja 36 lat, maz 33).

Jestem obecnie w trudnej sytuacji, nie mam pracy, chociaz cale zycie bylam aktywna zawodowo.

Od 2 tygodni przeczucie. Kobiety znacie zapewne to uczucie, nby wszystko jakos ok, ale jakby ktos "przejechal" po Was zimna chustka. Jest ktos trzeci. Nie ma dowodow, nie jestem kobieta, ktora przeszukuje komorke, laptopa, po prostu wierze w moj instynkt.

Pytam, oczywiscie o co mi chodzi, wariuje, ale ucieka od tematu w sposob coraz bardziej arogancki, zamyka sie w pokoju, przechodze obok jego ubran, a on skacze, ze przeszukiwalam mu kieszenie (!!). Prosze, blagam, zebyy przez wzglad na szacunek do mnie (ja naiwna) potwierdzil, ze ktos jest. Tutaj od slow, ze wymyslam cuda, do tego, ze chyba glupia nie jestem tak tkwimy do piatku. Ja czujac jakby nienawisc od niego, juz polnieprzytomna z bolu, wreszcie w piatek wywrzaskuje mi, ze ma kogos od 2 tygodni, czego sie spodziewalam ze swoim charakterem, on juz skonczyl ze mna, jestesmy w separacji (nic nie podpisywalismy, ale on juz zyl swoim zyciem). Ona jest mila, rozumie go, opiekuje sie nim, rozmawiaja godzinami, to wszystko czego nie mial niby ze mna przez 8 lat. Przez 2 tygodnie zakochal sie na amen, tak naprawde nie wie co ze mna laczylo go. BOLI BOLI. Do tego nie chcial miec dzieci, nie jest gotowy, nie teraz, nie przepada, a kobita ma trzyletnia corke, ktora maz jest zachwycony Sam mi opowiedzial o tej pani jaka super, ale nie o nia chodzi. Potem klamstwo, ze on musi na weekend wyjechac, odswiezyc glowe, pomyslec i takie tam trucie. Prosze, zeby nie klamal, ze czuje, ze jedzie z nia (wiem, jak sie upokarzalam, ale ja wciaz kocham go, w zyciu nie posadzilabym o cos takiego). Klamie w zywe oczy. Ja weekend na prochach, wlasciwie od prawie tych 2 tygodnie zyje tylko kawa, czasami jakis uspokajacz, wymiotuje, nerwobole straszne, jadlowstret, apatia, poczucie porazki, wlasnego nieudanego zycia....Dzisiaj po powrocie oswiadcza,,  kiedy j juz z bolu ledwo zyje , ze oczywiscie byl z nia w Bruxeli (kolejny cios, bo od jakiegos czasu planowalismy wypad do tego miasta na weekend, odebralam to bardzo osobiscie). Kolejny dzien w jakims letargu, czuje jakby ktos serce mi wyrwal, wyje, wyje.

Wiem, ze kobita ma mieszkanie ok 70 km od nas, prosze, zeby przeniosl sie do niej na jakis czas, zebym mogla pozbierac sie, ze skoro i tak postanowil mnie zostawic dla niej, niech pomysli co czuje, ze zabil czesc mnie, bol mnie rozrywa, ze nie moge tak trwac, a mieszkanie mamy wspolne. On sie zgadza, ale jesli jak najszybciej podpisze papiery o separacji przygotowane przez jego adwokata. Mowie, ze nie mam sily, nabija sie ze mnie, wyzywa, grozi, oswiadcza, ze bedzie przebywal w domu kiedy chce i jezdzil do niej na noce kiedy chce. Wykonczy mnie ta sytuacja, nie mam do kogo isc, chociazby na kilka dni, boje sie tez ze ona go buntuje zeby wsadzic tylek do naszego mieszkanie.

Obawiam sie, ze jeszcze kilka dni takich i wyladuje w szpitalu. Nie wiem, jak mozna tak ranic kogos z kim spedzilo sie 8 fajnych lat w milosci.

Przepraszam za dlugi post, musialam gdzies wyrzucic zal, bol, strach.

Dziekuje, jesli ktos przeczyta.

2

Odp: Umieram....

Cześć Aniu (imię wnioskuje z nicka wink ) . Rozumiem (oczywiście na tyle, na ile facet może zrozumieć kobietę) co czujesz i jak masz starganą psychikę. Powiem tak- kopnij gnoja w 4 litery i to jak najszybciej, niech się zabiera, wyrzuć go ze swojego życia. Wiem, serce rządzi i steruje emocjami, ale facet równa Cię z ziemią, szydzi i jest wręcz dla Ciebie agresywny i według mnie nie ma się ku lepszemu. Popatrz na jego obecne zachowanie- TO JUŻ NIE JEST TEN SAM CZŁOWIEK, on ma w głowie co innego i dla kogo innego. Więc nie ma co się dziada prosić, załatwić formalności i niech znika z Twojego życia permanentnie bo inaczej wyniszczy Cie od środka. Serce pewnie będzie cierpiało, ale lepsze to niżby te resztki jakichś uczuć które być może żywisz jeczcze do niego miały być zabite przez jego postępowanie względem Ciebie.

3

Odp: Umieram....

Bardzo mi przykro ,że znalazłaś się w takiej sytuacji.Jesteś na obczyżnie z tego co piszesz to raczej nie masz co ze sobą zrobić.Czy masz tam przyjaciół czy chcesz tam zostać co zamierzasz?Ja też mam teoretycznego męża też mnie zdradza.Wiem z własnego doświadczenia że nie warto ,,walczyć,,o takich facetów wiem że serce boli przeokrótnie że dusza boli bardziej niż otwarte złamanie.Wiem że ktoś kto mówi w poniedziałek kocham cie a w czwartek kocha basie kasie srasie nie jest w stanie zrozumiec wogle co uczucie milosci oznacza.Z równym powodzeniem możesz walczyć z posągiem marmurowym żeby cię pokochał.Ratuj się dziewczyno zwiewaj do innego miasta a wspolnym mieszkaniem niech sie zajmie adwokat

4

Odp: Umieram....

Witaj Autorko. smile

Teraz najważniejsza jesteś Ty. To jest nie do opisania co przeżywasz.
Ja mam to po za sobą...choć przysłowiowe "leczenie"
bólu trwało pół roku....Dużo siły Życzę i tak jak piszą koleżanki wyżej
zostaw go w olerę, szkoda Twojego zdrowia.

Pozdrawiam

5

Odp: Umieram....

Dziekuje Ci Abizer za zainteresowanie.

Rozum podpowiada mi co logiczne rozwiazanie, a to glupie serce, milosc, ktora we mnie byla/ jest robi co innego. Nigdy nie bylam osoba sklonna do placzu, przeszlam wiele trudnych sytuacji w zyciu, i rzadko plakalam, raczej wszystko dusilam w sobie (co potem okupowalam czesto choroba). Niestety, ostatnio placze caly czas, nie wiedzalam ze moze tak bardzo bolec. Wyje, nie moge sie uspokoic, moj mezus dowala mi jeszcze,ze mam im dac prawo do szczescia, przy czym wypomina mi jaka jestem beznadziejna, ze dopiero przy niej czuje sie mezczyzna, spelniony w lozku itd. Nie wiem jak mozna byc takim okrutnym. Nie moge funkcjonowac, rece mi sie trzesa, niedobrze mi, chcialabym zapasc w jakas come i obudzic sie bez pamieci tych dni.

6

Odp: Umieram....

Dzieki Dziewczyny, to prawda, ze szok jest przeogromny, ze ten fajny dobry facet, staje sie takim zimnym posagiem, ktory jeszcze nie tak dawno kiedy mialam gorszy dzien moglam na niego liczyc, a teraz wrzeszczy na mnie, kiedy z rozdzierajacego bolu placze, wyje, kaze mi byc twarda, bo jak to mowi, milosc minela.

Nie wiem co tak naprawde czul do mnie, ze jest w stanie porownywac 2 tygodnie z nia do 8 lat razem, oczywiscie wszystko na jej korzysc. Wiem, ze opowiada jej o mnie, ona gdzies tam na jakis portalach szukala info o mnie, chociaz ja z kobieta nie chce miec nic do czynienia.
To wszystko wydaje mi sie takie nierealne, jakby dzialo sie obok mnie.

Nie mam tutaj za duzo znajonych, ludzie maja swoje rodziny i nie chce wchodzic im na glowe z moimi problemami.
jestem w trakcie szukania pracy, potem mialam w planie wynajecie mieszkania, ale na ta chwile jestem jak sparalizowana, nie mam zadnej motywacji, nie spie chyba 4 noc, jestem padnieta,  jednoczesnie jest we mnie tyle emocji, ze nie moge sie uspokoic, siedze, wyje, pije kawe, wyje. Mam tez jakby stany zawieszenia.

Maz caly czas trzyma przy dupie komorke, co chwile smsy, gadki, oskarza mnie, ze przeszukuje jego rzeczy ("milym" dodatkowym akcentem dla mnie bylo, kiedy na ten wyjazd zabral fajna bielizne, ktora ja mu kupilam..).

Przyznaje, ze jestem zazdrosna, ze moze i blagalabym o szanse, ale cos mi mowi, ze tylko ponize sie, a gorzej juz chyba czuc sie nie moge.

Kurcze, co z ta miloscia?

7

Odp: Umieram....
ZnowuPannaAnna napisał/a:

Dzieki Dziewczyny, to prawda, ze szok jest przeogromny, ze ten fajny dobry facet, staje sie takim zimnym posagiem, ktory jeszcze nie tak dawno kiedy mialam gorszy dzien moglam na niego liczyc, a teraz wrzeszczy na mnie, kiedy z rozdzierajacego bolu placze, wyje, kaze mi byc twarda, bo jak to mowi, milosc minela.

Nie wiem co tak naprawde czul do mnie, ze jest w stanie porownywac 2 tygodnie z nia do 8 lat razem, oczywiscie wszystko na jej korzysc. Wiem, ze opowiada jej o mnie, ona gdzies tam na jakis portalach szukala info o mnie, chociaz ja z kobieta nie chce miec nic do czynienia.
To wszystko wydaje mi sie takie nierealne, jakby dzialo sie obok mnie.

Nie mam tutaj za duzo znajonych, ludzie maja swoje rodziny i nie chce wchodzic im na glowe z moimi problemami.
jestem w trakcie szukania pracy, potem mialam w planie wynajecie mieszkania, ale na ta chwile jestem jak sparalizowana, nie mam zadnej motywacji, nie spie chyba 4 noc, jestem padnieta,  jednoczesnie jest we mnie tyle emocji, ze nie moge sie uspokoic, siedze, wyje, pije kawe, wyje. Mam tez jakby stany zawieszenia.

Maz caly czas trzyma przy dupie komorke, co chwile smsy, gadki, oskarza mnie, ze przeszukuje jego rzeczy ("milym" dodatkowym akcentem dla mnie bylo, kiedy na ten wyjazd zabral fajna bielizne, ktora ja mu kupilam..).

Przyznaje, ze jestem zazdrosna, ze moze i blagalabym o szanse, ale cos mi mowi, ze tylko ponize sie, a gorzej juz chyba czuc sie nie moge.

Kurcze, co z ta miloscia?

No tak  jakby to było normalne człowiek nie przeżywał by tego
w taki sposób.jak na wszystkie problemy potrzebny jest czas...
Wiadomo że serducho pęka.... żal....złość
Jak widać jest bardzo zauroczony obcą kobietą, i nie ma co
się oszukiwać, powolutku trzeba się brać w garść choć nie ma siły.
Ja życzę abyś znalazła pracę i stanęła na nogi,aby pokazać
że na nim Świat się nie kończy,za to jak Cię traktuje.

8

Odp: Umieram....

8 lat ,nie w kij dmuchał jak to mówią. Miłość zapewne jest, lecz uśpiona na razie przez spływ krwi do nie odpowiedniej główki ?
Myślisz że po takim stażu w związku ludzie od razu przechodzą do porządku dziennego w innych objęciach?
Myślę (bo zwykle tak bywa) że to kwestia czasu kiedy zacznie "racjonalnie " myśleć .. Myślisz że już nie?

9

Odp: Umieram....

Pawel, jest absolutnie zafascynowany, to na pewno, rani bardzo celnie. Ja nie potrafilabym komus, z kim spedzilam tyle lat w zwiazku wbic tak mocno noza w plecy. Ale coz...

No ja podobno nie nosilam bielizny jak lubi, itd wiec na pewno "glowka" mysli, wiem, ze laska spokoju tez nie daje, caly czas wysyla mu smsy, pyta o mnie (po kiego ch....? A ten odpowiada, ze cierpie, ona podobno, ze rozumie, ale trudno - on mi to przekazuje, jakby nigdy nic...). Z troska tlumaczy, ze ona tez byla w trudnej sytuacji, bo corke wlasciwie jej ex wychowuje, ona ma tylko 2 dni w tyg widzenie, z kolejnym, ostatnim facetem rozstala sie 2 dni przed pojsciem do lozka z moim mezem. Dlaczego on mi to mowi, wrzeszcze, ze mnie to nie interesuje, nie chce znac, wiedziec, a on o niej z taka stroska, ze potrzebuje opieki. Ja do tej kobiety nie mam pretensji, bo sam przyznal, ze to on znalazl ja. Zreszta nigdy nie oskarzalabym tylko kochanke o "odbicie" meza, bo zawsze dwie osoby musze tego chciec. Tyle, ze PO CO ON MI TO MOWI? Jakbym nie cierpiala wystarczajaco, jakby chcial dowalic. Czy ludzie moga miec takie swoje okrutne drugie ja?

Nikt nigdy mnie tak nie zranil, chociaz rozne dramaty byly, nie upokorzyl, pozbawil pewnosci siebie, poczucia kobiecosci (chociaz podobno jestem atrakcyjna kobieta, staram sie w tym dramacie mimo wszystko dbac o siebie, chociaz kazdy ruch sprawia mi ogromny fizyczny bol).

Czy przejdzie? Poczuje sie lepiej, wolna od cierpienia? Boje sie samotnosci, niedlugo Swieta, nie mam kasy jechac do domu, zreszta nie mam sily tlumaczyc sie przed rodzina co sie stalo (moja rodzina bardzo go lubi, taki rowny gosc, Ance to sie pofarcilo....), wiem, ze on planuje juz wszystko z nia, prezent dla jej corki. Boje sie, ze zostane w domu sama z kotem, zaryczana przed kompem.

Jezu, jak ciezko.
Dziekuje, ze istnieje takie forum, wygadanie sie duzo daje.

A

10

Odp: Umieram....
ZnowuPannaAnna napisał/a:

Przyznaje, ze jestem zazdrosna, ze moze i blagalabym o szanse

Nie rob tego !!!!!!!!!!!!!!!
Absolutnie nie idz ta droga !
NIC tym nie wskorasz, a jedynie odbierzesz sobie godnosc.
Myslisz ze on zostanie z Toba z litosci ??
Nie zostanie.
Tym go nie zatrzymasz, jedynie calkowicie do siebie zrazisz
staniesz sie przezroczysta, nic nie warta
a najgorsze ze sama zaczniesz tak o sobie myslec.
Czy on jest wart tego abys przestala kochac i szanowac siebie ??????

Bez wzgledu na to jak dalej sie sprawy potocza NIE POZWOL SIE PONIZAC !
i sama tego nie rob !!!!!

11

Odp: Umieram....

Witaj Aniu, z tej strony również Ania:)
Nie ma co, wyjątkowo perfidny skur....iel z twojego męża.
Znalazł sobie pannę na boku, a do tego bezczelnie deklaruje,że będzie zjawiał się w domu, kiedy będzie miał ochotę.
Nie pozwól na to!!!
To klasyczny toksyk, czerpiący siłę, z Twojego braku siły, poniżanie słowne to jedna z metod, doprowadzenia Ciebie do obłędu, by mógł działać, wiedząc,że ty nie masz już sił do walki.
Nic bardziej mylnego ''NIE RÓB PRIORYTETU Z KOGOŚ, DLA KOGO JESTEŚ TYLKO OPCJĄ JEDNĄ Z WIELU".
Bo od teraz to Ty decydujesz o swoim życiu, to ty musisz rozpocząć walkę o siebie-swoją niezależność, godność i szacunek, bo jeżeli sama siebie nie zaczniesz szanować, to uwierz,że on na pewno tego za Ciebie nie zrobi.
Pamiętaj,że złe uczynki zawsze wracają do człowieka z podwójną siłą, on z pewnością dostanie po doooopie, Twoim zadaniem natomiast jest teraz doprowadzenie siebie, a konkretnie swojego zdrowia psychicznego do porządku, bo w takim stanie, w jakim jesteś teraz, jesteś dla niego najlepszą formą "chłopca do bicia"-widzi,że jesteś bezsilna, a więc ma śmiałość jeździć po Tobie jak się da.
Nie pozwól mu na to!

12

Odp: Umieram....

Cześć autorko.
Bardzo, bardzo Ci współczuję. Sytuacja w której się znajdujesz jest okropna. Musisz wziąć się w garść i uświadomić sobie, że to KONIEC, że tego już NIE MA, że BOLI ale czas leczy rany i jeszcze czeka Cię szczęście. Najlepszym sposobem jest wyjście do ludzi - poznanie nowych osób, doznawanie nowych doświadczeń, nowych wrażeń. Oczywiście nie od razu, najpierw poukładaj sobie wszystko w głowie tak jak powinno być. Wiem, że to nie łatwe, ale wierzę w Ciebie! Powodzenia!

13

Odp: Umieram....
ZnowuPannaAnna napisał/a:

...Kurcze, co z ta miloscia?

Gdyby istniała, musiała by istniec również przyjaźń. Czyli jest to 8-letnia pomyłka. Tym niemniej facet, który tak traktuje kobietę po 8 latach jest żalosnym dupkiem. Nie warto się z nim zadawać. Na twoim miejscu cieszył bym się, że ta trzecia takiego frajera sobie naraja. To jakby wziąć sobie do domu odbezpieczoną bombę.

14

Odp: Umieram....
Patunia napisał/a:

Cześć autorko.
Bardzo, bardzo Ci współczuję. Sytuacja w której się znajdujesz jest okropna. Musisz wziąć się w garść i uświadomić sobie, że to KONIEC, że tego już NIE MA, że BOLI ale czas leczy rany i jeszcze czeka Cię szczęście. Najlepszym sposobem jest wyjście do ludzi - poznanie nowych osób, doznawanie nowych doświadczeń, nowych wrażeń. Oczywiście nie od razu, najpierw poukładaj sobie wszystko w głowie tak jak powinno być. Wiem, że to nie łatwe, ale wierzę w Ciebie! Powodzenia!

Dziekuje Ci Patunia za post. Chociaz chyba staram sie gdzies wypierac te slowa, to coraz mocnej to wszystko do mnie dociera, tym bardziej, ze tutaj moj maz nie pozwala mi zapomniec na chwile i to ze KONIEC slysze caly czas, jakby to, ze powiedzial to raz czy tysiac razy mialo cos zmienic. NO ok, mnie kazdy raz tak samo mocno boli. No ale to nie on jest porzucony i cierpi, on sie unosi w swym szczesciu dzielac sie z innymi, co jeszcze bardziej mnie dobija. Kurcze, nasi znajomi, bliskie toczenie wiedzialo, ze myslimy o separacji, rozmawiamy z adwokatem, ale on teraz wszystkim chetnym (i tym co to wszystko jedno chyba tez) mowi, ze nie jestesmy razem, ze on ma kogos wyjatkowego i jaki jest szczesliwy. Czy to naprawde takie wazne zeby sasiad z bloku obok ktorego widuje czasem przy smietniku wiedzial o tym. Ja to odbieram emocjonalnie, bo dla ludzi to po prostu informacja, a dla mnie osobisty dramat, rozpadl sie jakis moj maly swiat.

Wyszlam dzisiaj na maly spacer, jest piekne slonce, niby wszystko takie same, schody, drzewa, ulice, a wszystko takie inne.

Pozdrawiam serdecznie,
A

15 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-22 15:10:08)

Odp: Umieram....
N4VV napisał/a:
ZnowuPannaAnna napisał/a:

...Kurcze, co z ta miloscia?

Gdyby istniała, musiała by istniec również przyjaźń. Czyli jest to 8-letnia pomyłka. Tym niemniej facet, który tak traktuje kobietę po 8 latach jest żalosnym dupkiem. Nie warto się z nim zadawać. Na twoim miejscu cieszył bym się, że ta trzecia takiego frajera sobie naraja. To jakby wziąć sobie do domu odbezpieczoną bombę.

Dzieki za meski punkt widzenia!

Wiesz, jest to gadanie, ze przyjazn, ze pomoc, z jego strony oczywiscie, co bym chyba lepiej sie czula (albo on), a ja powiedzialam wyraznie, ze kiedy juz bede miala szczescie wyprowadzic sie do czegos swojego to nie chce mec kontaktu, przynajmniej dopuki nie uloze sobie wszystkiego, nie dojde do siebie. Moze kiedys bede gotowa. Ciezkie to, bo fajnie spedzalismy wolny czas, oboje lubimy gory, wedkowanie, zbieranie grzybow. Ale jakis glosik z tylu glowy mi mowi, ze przeciez chyba nie tylko on ma takie zainteresowania. Chyba zaczyna to wszystko do mnie docierac z caly realnoscia sytuacji. 8 lat to sporo, masa wspomnien, pamiatek i to chyba najbardziej boli, ale z drugiej strony dobrze chyba ze nie 20 lat. Smieje sie, bo wg niego moj okropny realizm byl wada, a teraz pozwala mi w tym wszystkim dostrzegac druga strone medalu.

Z ta bomba trafiles! Maz twierdzi, ze przy mnie byl klebkem nerwow, wiecznie spiety, a ona to oaza spokoju, otuchy, radosci (jak to mozna czlowieka poznac po  3 tygodniach, prawda?;), i jest wreszcie soba, romantykiem (tak!), spokojnym czlowiekiem. Tyle, ze wlasnie nie jest. Charakter ma trudny, byla upierdliwy, wkurza sie, lubi zeby bylo jego na wierzchu. Tak wiec jestem absolutnie pewna, ze bedzie sytuacja ze wyjdzie jego natura, nie to zebym zle zyczyla czy cos, ja w glebi ducha zycze mu naprawde jak najlepiej, chce zeby byl szczesliwy, ale po prostu go znam.

Pozdrawiam serdecznie,
A

16

Odp: Umieram....

Kurcze, popisala sobie, poczulam sie lepiej, a teraz znos dopada mnie dol bez dna i chce mi sie wyc. Czuje sie jak na jakims cholernym emocjonalnym diabelskim mlynie. Przez glowe przebiega milion mysli. Wczoraj wyryczalam sie bardzo, na koniec w nocy, co praktycznie nie zdarza mi sie, wzielam kawalek tabletki mocno uspokajajacej, okryl mnie calun takiej obojetnosci i usnelam po 4 nocach bezsennych. Wiem, ze takie tablety to nic dobrego i zadne rozwiazanie, ale bylam juz koszmarnie zmeczona.

Maz wyslal mi rano smsa, ze kiedy wychodzil do pracy, ja tak slodko spalam, spokojnie, ze przykro mu sie zrobilo i rzewnie, bo widzial swoja myszke. A ja musialam wziac benzo, zeby usnac, bo wywrocil mi swiat do gory nogami, takie to slodkie bylo.....

Stan na dzien dzisiajszy, minus 2 kg, caly twarz w jakis krostach, wypryskach, chociaz nie mam problemow z cera. Ciekawe jakie jeszcze niespodzianki przygotowal mi stres.

Dziekuje za to, ze istniejecie!

A

17

Odp: Umieram....

NIE WARTO!!!  Szkoda zdrowia i młodych lat!  Otrząśnij się dziewczyno!  Twój organizm może wkrótce powiedzieć DOŚĆ!  I jeszcze jedno. Najniebezpieczniejszy jest stan PO STRESIE!  W dodatku tak silnym.  Wtedy wszystko wysiada i człowiek nie ma siły na nic. Grożą też wtedy najróżniejsze choroby, bo w takim stanie jest zero odporności! Piszesz że 8 lat to sporo.  Ja mam ponad 30 lat małżeńskiego stażu... Bywało różnie, ale coś takiego jak u ciebie, u mnie by nie przeszło!  Weź się w garść!  Nie macie dzieci. Czy świat kończy się na tym jednym facecie?

18

Odp: Umieram....
ZnowuPannaAnna napisał/a:

Od jakiegos roku roznie dzialo sie w naszym zwiazku, byly lepsze chwile i te naprawde ciezkie, tak wiec powoli zaczelismy dojrzewac do separacji, chociaz sama swiadomosc takiej decyzji latwa nie byla, bo decyzja o malzenstwie nie byla pohopna, kochalismy sie, tesknota ogromna kiedy ja bylam w Polsce a on tutaj,

Postanowilismy sprawy zalatwic kulturalnie, z kultura i respektem, chociaz decyzji ostatecznej nie podjelismy jeszcze .

jak rozumiem

umówiłaś się ze swoim mężem, że rozstajecie się kulturalnie, że z kulturą i respektem
decyzji ostatecznej nie podjeliście - to znaczy ty sie łudziłaś, że decyzja o separacji nie ma charakteru decyzji..

on znalazł sobie nową partnerkę
naciska na ciebie, żeby separację przeprowadzić również formalnie

ty cierpisz, bo przecież go kochasz
on się czuje oszukany, bo nie tak się umawialiście, a ty teraz "stoisz mu na drodze do miłości"....

jak długa trwała przed tymi dwoma tygodniami wasza "nieformalna separacja"?
jak wyglądał wasz związek, zanim spotkał/zakochał się/poszedł na całośc z tamtą?

czy czasem nie płączesz nad już dawno rozlanym mlekiem??

19 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-22 17:57:49)

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:
ZnowuPannaAnna napisał/a:

Od jakiegos roku roznie dzialo sie w naszym zwiazku, byly lepsze chwile i te naprawde ciezkie, tak wiec powoli zaczelismy dojrzewac do separacji, chociaz sama swiadomosc takiej decyzji latwa nie byla, bo decyzja o malzenstwie nie byla pohopna, kochalismy sie, tesknota ogromna kiedy ja bylam w Polsce a on tutaj,

Postanowilismy sprawy zalatwic kulturalnie, z kultura i respektem, chociaz decyzji ostatecznej nie podjelismy jeszcze .

jak rozumiem

umówiłaś się ze swoim mężem, że rozstajecie się kulturalnie, że z kulturą i respektem
decyzji ostatecznej nie podjeliście - to znaczy ty sie łudziłaś, że decyzja o separacji nie ma charakteru decyzji..

on znalazł sobie nową partnerkę
naciska na ciebie, żeby separację przeprowadzić również formalnie

ty cierpisz, bo przecież go kochasz
on się czuje oszukany, bo nie tak się umawialiście, a ty teraz "stoisz mu na drodze do miłości"....

jak długa trwała przed tymi dwoma tygodniami wasza "nieformalna separacja"?
jak wyglądał wasz związek, zanim spotkał/zakochał się/poszedł na całośc z tamtą?

czy czasem nie płączesz nad już dawno rozlanym mlekiem??

Witaj,

przyznam, ze kilka razy przeczytalam Twoj wpis, przeanalizowalam i masz bardzo duzo racji. Uderzylo mnie mocno, bo ujelas w slowa to, co przychodzilo mi do glowy a nie wiedzialam jak wyrazic. Chodzi o to, ze on zakonczyl nasz zwiazek, dla niego nie jest to zdrada, bo nas juz nie ma po prostu, i teraz ma prawo ulozyc sobie na nowo zycie. To ja sie pogubilam, chyba tak naprawde nie wiedzialam czego chce, mowilam o separacji, ale wierzylam ze nie dojdzie do tego. Chociaz nasze malzenstwo przed ostatnie miesiace bylo smutne, gdzies mijalismy sie. Tylko ja sie nie spodziewalam, ze on  znajdzie sobie kogos, nie spodziewalam sie kochanki. Chyba ta swiadomosc strasznie mna zawirowala, ale jakby tak bez tych moich emocji spojrzec na sprawe, to pewnie i tak dlugo by to wszystko nie pociagnelo, wiec stalo sie teraz, bez powrotu, realne.

Pisze haotycznie, bo Twoj post dal mi tyle do myslenia. Dziekuje Ci za jakby to powiedziec "otrzezwienie mnie", chociaz boli, ale w pozytywnym znaczeniu.

Pozdrawiam mocno,

A

20

Odp: Umieram....

do usług pannoanno;)
musisz tez zrozumieć, że on może czuc się zagubiony i zły gdy widzi twoje reakcje- bo przecież rozmawialiście, podjęliście decyzje - to, że myslałas co innego, nie o0znacza, że twoje komunikaty nie były jasne.

jesli wasz związek od jakiegos czasu był smutny, jesli niewiele się między wami działo dobrego - to może dobrze się stało?/
napisałas w pierwszym poście, jesli dobrze pamiętam, że nie jesteście juz młodzi...
ale czy ty, mając 36 lat.. zdajesz sobie sprawę, że statystycznie i prawdopodobnie pozyjesz jeszcze jakieś 45-50- lat?? to oznacza, że więcej przed tobą, jak za tobą
wg wspólczesnych standardów jesteś 'młoda dupa" i całe życie przed tobą.
może czas się otrząsnąc.. rozejrzeć za pracą.. i ruszyć do przodu?

21 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-22 19:09:46)

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:

do usług pannoanno;)
musisz tez zrozumieć, że on może czuc się zagubiony i zły gdy widzi twoje reakcje- bo przecież rozmawialiście, podjęliście decyzje - to, że myslałas co innego, nie o0znacza, że twoje komunikaty nie były jasne.

jesli wasz związek od jakiegos czasu był smutny, jesli niewiele się między wami działo dobrego - to może dobrze się stało?/
napisałas w pierwszym poście, jesli dobrze pamiętam, że nie jesteście juz młodzi...
ale czy ty, mając 36 lat.. zdajesz sobie sprawę, że statystycznie i prawdopodobnie pozyjesz jeszcze jakieś 45-50- lat?? to oznacza, że więcej przed tobą, jak za tobą
wg wspólczesnych standardów jesteś 'młoda dupa" i całe życie przed tobą.
może czas się otrząsnąc.. rozejrzeć za pracą.. i ruszyć do przodu?

End_aluzjo, Twoje posty sa takie prawdziwe, daja do myslenia, a ten drugi i optymistyczny! Kiedy mam przeblysk jasnego myslenia nad rozpaczaniem i histeria sercowa to wiem, ze nie chcialabym ciagnac mojego malzenstwa w takiej formie, w jakiej ono bylo przez ostatnie miesiace. Nie chcialabym za np 5, 15 lat zadawac sobie pytania dlaczego ja w tym tkwie i nie odeszlam wczesniej (jak wiele kobiet w mojej rodzinie zyjacych w beznadziejnych zwiazkach, ale mezatki) Mojej mamie w glowie nie miesci sie, ze ja rozstaje sie z mezem na serio, bede pierwsza rozwodka w rodzinie!

Na ta chwile to chyba najbardziej mnie boli i neka, ze on tam robi to z ta kobita w lozku, zadreczam sie czy tak samo jak my, itd. Wiem, ze jutro nocuje u niej i juz mi wyobraznia pracuje, jakby to mialo cos zmienic. Drecze sie, czy daje jej takie male pierdolki prezenciki jak mi, czy wysyla kwiaty? Boli kiedy rzuca teksty glupie, typu przed chwila: "ONA nie ma do Ciebie zadnych pretensji!" WTF? Jakie pretensje? Do mnie? Przeciez ona jest z moim mezem, ja ani go nie wsadzilam jej do lozka, ani nie wyciagam, bo to uwlaczaloby mojej gosnosci, ani nie neguje ich relacji.. Yyyy, czy ja sie tlumacze?

22

Odp: Umieram....

raczej się nakręcasz aniu

i nic ci to nie daje oprócz hustawki nastrojów
straciłas racjonalny ogląd swojego związku i małżeństwa

przecież twój mąż nie poznał jej dwa tygodnie temu.. ona ma trzyletnią córkę, którą on juz zna, prawda?/ żadna kobieta nie 'wpuszcza " do swoich dzieci nowo poznanych facetów- tak się dzieje wtedy, gdy ona decyduje, że on będzie kimś waznym w ich życiu

anna - jak się pospieszysz, to jeszcze zdązysz mieć włąsne dzieci;)0 po prostu zaakceptuj nieuchronna sytuację, podpisz jak najszybciej te papiery
NIC NIE DA, że czekasz
nieprawda, że nie masz sił
możesz stukac w klawiaturę, więc wzięcie pióra do ręki nie jest trudniejsze
PO PROSTU NIE CHCESZ TEGO ROBIĆ

ale to nic nie daje

wręcz przeciwnie

jesli męzwoi zalezy na szybkim rozstaniu, wykorzystaj to, żeby się optymalnie zabezpieczyć... dom zostaje dla ciebie?? alimenty jakieś? nie wiem, jakie jest tam prawo, ale chyba chroni cie w sytuacji, gdy jestes bezrobotna i byłaś na utrzymaniu męza.. prawda??

23

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:

raczej się nakręcasz aniu

i nic ci to nie daje oprócz hustawki nastrojów
straciłas racjonalny ogląd swojego związku i małżeństwa

przecież twój mąż nie poznał jej dwa tygodnie temu.. ona ma trzyletnią córkę, którą on juz zna, prawda?/ żadna kobieta nie 'wpuszcza " do swoich dzieci nowo poznanych facetów- tak się dzieje wtedy, gdy ona decyduje, że on będzie kimś waznym w ich życiu

anna - jak się pospieszysz, to jeszcze zdązysz mieć włąsne dzieci;)0 po prostu zaakceptuj nieuchronna sytuację, podpisz jak najszybciej te papiery
NIC NIE DA, że czekasz
nieprawda, że nie masz sił
możesz stukac w klawiaturę, więc wzięcie pióra do ręki nie jest trudniejsze
PO PROSTU NIE CHCESZ TEGO ROBIĆ

ale to nic nie daje

wręcz przeciwnie

jesli męzwoi zalezy na szybkim rozstaniu, wykorzystaj to, żeby się optymalnie zabezpieczyć... dom zostaje dla ciebie?? alimenty jakieś? nie wiem, jakie jest tam prawo, ale chyba chroni cie w sytuacji, gdy jestes bezrobotna i byłaś na utrzymaniu męza.. prawda??

End_aluzjo, napisalam dlugi tekst i wcielo mi...

Tak wiec motywujesz mnie, zeby zaczac ukladac swoje sprawy, jutro mam lekarza, do konca tyg chcialabym zaczac dzialac z adwokatem (znalazlam tutaj instytucje, ktora nieodplatnie pomaga kobietom w takich sytuacjach zyciowych prawnie, moralnie i psychologicznie).

W tej chwili maz oplaca rachunki, ja mam jeszcze jakas kase z oszczednosci, ale wydaje bardzo oszczednie. Mieszkanie jest masza wlasnoscia, zdecydowalam, ze ja sie wyprowadze, bo i tak nie moglabym mieszkac w "naszym" miejscu, wsrod wspomnien, pamiatek. On musi mi wyplacic pieniadze na urzadzenie sie. Kwestia ile.

Dzisiaj chwile rozmawialismy na spokojnie (tzn ja tak z zewnatrz tylko wygladam). Przyznal, ze naprawde zna ja 3 tyg, poznal na jakims portalu erotycznym (ale oboje nie szukali tak seksu wink, spotkali sie i wyszlo slonce, anioly zagraly, prady przelecialy i to ONA. Jej corke widzial raz, kiedy spedzal u niej noc a dziewczynka zajrzala do pokoju mamy rano.....Nie oceniam tego wszystkiego, ale cisnie mi sie "no comment"....

24

Odp: Umieram....

Widzisz- nawet ta jego "piękna" historia znajomości z tamtą przemawia za tym i potwierdza, jakiego to nieodpowiedzialnego gnoja przez te 6 lat trzymałaś przy sobie. Chętnie bym zobaczył, jak długo tam "zagrzeje miejsce" wink . A Ty jak ogarniesz bałagan w głowie i w papierach powinnaś zacząć nowe życie, bo masz jeszcze "kupę" czasu tongue

25 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-22 22:24:19)

Odp: Umieram....
Abizer napisał/a:

Widzisz- nawet ta jego "piękna" historia znajomości z tamtą przemawia za tym i potwierdza, jakiego to nieodpowiedzialnego gnoja przez te 6 lat trzymałaś przy sobie. Chętnie bym zobaczył, jak długo tam "zagrzeje miejsce" wink . A Ty jak ogarniesz bałagan w głowie i w papierach powinnaś zacząć nowe życie, bo masz jeszcze "kupę" czasu tongue

Dzieki Abizer,

przyznam szczerze, ze sama jestem tym zaskoczona, bo to madry facet, znajacy zycie, podchadzacy rozsadnie do spraw, a tutaj taka jazda. Zapytalam zupelnie bez zlosci, czy on to przeanalizowal tak na chlodny rozum glowa, a nie "glowka", bo on mi zdaje relacje i opowiada o niej nawet kiedy mowie, ze zupelnie ta kobieta, ich relacja, problemy i radosci mnie nie interesuje. Zaskakuje mnie jego naiwnosc bo jakby nic opowiada, ze podobno nie jest pierwszym, ktorego dziewczynka tak zastala przy mamie, tak ze nawet nie byla zaskoczona gosciem....
Gdyby nie to jak mnie potraktowal, traktuje, jego perfidne klamstwa to moze nawet i za jakis czas szkoda by mi bylo faceta. No kurcze, juz nawet przeboleje, ze wyladawal z nia w lozku, ale tych klamstw prosto w oczy nigdy.

Ogarniac musze zaczac, bo i tak to zajmie troche czasu, a kazde widzenie go boli bardzo.

26

Odp: Umieram....

napisalam do Ciebei kilka slow w watku zdradzeni porzuceni.

27

Odp: Umieram....

Kiedyśbylam. To nie jest taka sama historia. Zauważ. Ze oni znacznie wcześniej zdecydowali wspólnie o separacji.
Abizer. Co jest niewłaściwego w jego zachowaniu?? Przeciez
Oni zdecydowali o rozstaniu. 6 lat przekreslili juz wcześniej.
A fakt wchodzenia przez noego w związki rozsądne lub nie jest poza dyskusja.
No co robił na portalach erotycznych??
To takie reanimowanie trupa miedzy nimi.
Jedyna niewlasciwoscia jaka popełnił było niedopilnowanie podpisania dokumentów i ułożenia spraw formalnych.

28 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-10-23 08:02:58)

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:

Kiedyśbylam. To nie jest taka sama historia. Zauważ. Ze oni znacznie wcześniej zdecydowali wspólnie o separacji.
Abizer. Co jest niewłaściwego w jego zachowaniu?? ...

Niewłaściwym jest sposób rozstawania się. Na co składa się:
- trwanie w stanie zawieszenia (niedopilnowanie zakończenia relacji) aż do momentu znalezienia sobie kochanki.
- mlenie ozorem jak ciota, co osobiście interpretuję jako złe intencje, bo chyba nietrudno sie domyślić, że informowanie o wizytach w Bruxeli i innych szczegółach jego obecnego życia niczemu sensownemu nie służy, za wyjątkiem sprawiania bólu autorce.

To jest niewłaściwe w jego zachowaniu.

29

Odp: Umieram....

tez tak uważam

co nie zmienia faktu, że autorka płacze nad rozlanym mlekiem...

możemy dyskutować, jak bardzo to mleko teraz smierdzi i sie psuje...
niemniej,.,,,

30

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:

tez tak uważam

co nie zmienia faktu, że autorka płacze nad rozlanym mlekiem...

możemy dyskutować, jak bardzo to mleko teraz smierdzi i sie psuje...
niemniej,.,,,

Ano.

31

Odp: Umieram....

End=aluzja- nigdzie nie napisalam ze to jest taka sama hisotria. Napisalam tylko, w innym watku ze jest podobna pod kilkoma wzgledami i napisalam konkretnie pod jakimi - przede wszystkim rzuca mi sie w oczy to, ze nie sa juz razem a nadal mieszkaja i jak bardzo to wplywa na autorke, niewazne juz jak to sie stalo ale emocje ktore nia targaja - no ona badz co badz nie wierzyla w to, ze naprawde moga sie rozstac. Tak jak i ja. Nie maja dzieci, jest kochanka, a autorka slyszy jak maz sie goli, obicna pazaokcie w lazience. To jest obled, ale ktos kto to przezyl moze zrozumiec. Ja mialam to samo, nalsuchiwalam kazdego kroku i mozna sobie mowic ze nie chce, nei bede tego robic. Ja swiadomie tego nei robilam, chcialam go oelwac ale sie nie da. Naluchiwalalam w jaki sposob zamyka drzwi, jakiej piosnki slucha w swoim pokoju a nawet jak oddaje mocz po powrocie do domu (bylo cos bardzo charkaterystycznego u niego - nie wiem czy u wszystkich facetow tak jest smile w tym jak to robil kiedy byl po seksie). No masakra, ale krytykowac latwo na pewno, ze zalozmy chorym trzeba byc zeby tak zyc. No moze tak, ale jai naczej nie umialam, autorce tez ciezko, dopoki sienie wyporwadzi jeden z nich to tak bedzie.

32

Odp: Umieram....

Witam serdecznie wszystkie Panie,

jestem tu nowa ale po przeżyciach i przejściach .
Mój dorobek to 40 lat życia  , 13 latach małżeństwa, rozwód, córka 16 lat. Po rozwodzie jeden związek mega toksyczny  i upokarzający, drugi 3 letni (z miesięczną) przerwą, który właśnie się zakończył. zostałam odtrącona albo jak kto woli porzucona przez tego samego mężczyznę drugi raz  rzędu. w sobotę kochał a ... w niedziele podziękował za "współpracę". Jak czytam przeżycia wszystkich kobiet to dochodzę do wniosku że każda z  nas ma swoje małe piekło na które nie zasłużyła. staramy się , spinamy na wyżyny, rodzimy i wychowujemy dzieci aby potem usłyszeć przepraszam, wybacz  ale... o ile  powie cos zawsze może zniknąć bez słowa. a potem cierpienie, zbieranie własnych resztek z podłogi.
Ja już nie wierze w miłość i postaram sie aby to uczucie nigdy już mnie nie dopadło.

serdecznie pozdrawiam wszystkie kobietki, szczególnie  te słabe po przejściach.

33

Odp: Umieram....
40-latka napisał/a:

Ja już nie wierze w miłość i postaram sie aby to uczucie nigdy już mnie nie dopadło.

Takie myślenie jest do kitu. wink

34

Odp: Umieram....
Abizer napisał/a:
40-latka napisał/a:

Ja już nie wierze w miłość i postaram sie aby to uczucie nigdy już mnie nie dopadło.

Takie myślenie jest do kitu. wink

niestety wszyscy byli dorośli a nawet bardzo.

35

Odp: Umieram....
40-latka napisał/a:

staramy się , spinamy na wyżyny, rodzimy i wychowujemy dzieci aby potem usłyszeć przepraszam, wybacz  ale... o ile  powie cos zawsze może zniknąć bez słowa. a potem cierpienie, zbieranie własnych resztek z podłogi.

h.

Ale po cholerę czterdziestkolatkowa??? Po co definiujesz siebie jako starajaca sie spinajaca na wyżyny. Bohaterka bo rodzi dzieci ( No mimo wszystko facet rodzic nie moze... ) i wychowujące...

Po kiego męczenstwo. Poświęcanie. Sie staranie.
A nie mozna tak normalnie?? Po ludzku?? Dbając także o siebie i swoje potrzeby???

Jak mozna być sZczesliwa będąc poswiecajaca sie meczennica??? Jak inni mogą by szczesliwi z wiecznie zarobiona. Biedna. Zmęczona swieta???

Nie rozumiem takiej postawy.
Jestem urobiona po pachy i idealna. A reszta ma być mi wdzięczna do usranej smierci...

36

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:
40-latka napisał/a:

staramy się , spinamy na wyżyny, rodzimy i wychowujemy dzieci aby potem usłyszeć przepraszam, wybacz  ale... o ile  powie cos zawsze może zniknąć bez słowa. a potem cierpienie, zbieranie własnych resztek z podłogi.

h.

Ale po cholerę czterdziestkolatkowa??? Po co definiujesz siebie jako starajaca sie spinajaca na wyżyny. Bohaterka bo rodzi dzieci ( No mimo wszystko facet rodzic nie moze... ) i wychowujące...

Po kiego męczenstwo. Poświęcanie. Sie staranie.
A nie mozna tak normalnie?? Po ludzku?? Dbając także o siebie i swoje potrzeby???

Jak mozna być sZczesliwa będąc poswiecajaca sie meczennica??? Jak inni mogą by szczesliwi z wiecznie zarobiona. Biedna. Zmęczona swieta???

Nie rozumiem takiej postawy.
Jestem urobiona po pachy i idealna. A reszta ma być mi wdzięczna do usranej smierci...

woli sprostowania, nie jestem taką męczennicą jak wyszło z opisu ale nie jestem też idealna.
miałam na myśli raczej ogól zawiedzonych w  życiu kobiet, które trafiły na nieodpowiednich facetów. w swoim małżeńskim życiu starałam się i owszem bo na mojej głowie było utrzymanie domu, małego dziecka i ciągle bezrobotnego męża, ale w końcu tupnęłam nogą i się rozwiodłam. sama utrzymuje siebie i córke, mam fajną pracę i dzięku Bogu jestem zdrowa.
nie marudzę i nie jęczę ale jakoś tak na swojej drodze nie spotkałam swojej drogiej połówki.

37

Odp: Umieram....

Witam Wszystkich w moim watku:))

widze, ze rozwinela sie mala dyskusja i osoba nam przybyla.

Coz, End_aluzja, ja musze dojrzec do Twoich postow, za kilka mcy, mam nadzieje, bede mogla spojrzec obiektywnie na to wszystko, jak Ty teraz, i zgodze sie w 100%.Madrze piszesz, mocno, ale nie owijasz w bawelne.

Mleko sie wylalo, absolutnie nie neguje tego, ja po prostu nie spodziewalam sie pewnych rzeczy, ale nie chce go zatrzymac, nie walczylam bo i nie bylo o co, nie ublizam kochance, ale on mi daje w kosc mocno i ja tego nie pojmuje.

Przyszly ex miga sie na pytania o wizyte u  adwokata, nie ma kiedy, jak, chce zebym ja sama zalatwila, no ale musimy byc przy tym oboje...
Wczoraj udalo nam sie porozmawiac chwile, chociaz to takie dziwne, byc razem i osobno.

Potem rozkrecil sie, zaczal nawijac o tamtej, porownywac, nie zwaca uwagi, ze go prosze, ze nie chce tego sluchac. Wg niego jest ok, bo jestemy teraz przyjaciolmi, mi rece opadaja.
Dowiedzialam sie sporo rzeczy o sobie, tak przy porownaniu z idealem, nie omieszkal powiedziec jak kochanka depiluje miejsca intymne......

Wysiadam.

38

Odp: Umieram....

ZnowuPannaAnna

Byłam w takiej sytuacji 4 lata temu... doskonale wiem co czujesz, sprzeczne uczucia. Rozum który mówi nam że trzeba odejść dać sobie spokój a serce że przecież go kochasz jest Twoim życiem jak dalej żyć?!... Fakt jest jeden musisz odejść bo jeżeli jest inna kobieta to nawet jak bedziecie razem jego ciągle bedzie ciągneło do innych kobiet a Ty będziesz czuła sie jak wrak człowieka, upokorzona.
Wiem że chciałabyś, aby wróciło to co było ale lepiej zacząć coś nowego zwłaszcza, że nie macie dzieci

Ironia losu ta co potrzebuje wsparcia udziela rad. Ale przeszłam to i jakoś łącze się w Twoim bólu, dziś już wiem że nie warto było walczyć. I pewnie za jakiś czas dojdę do wniosku że to co teraz przeżywam też nie było warte. Mam taką nadzieję.

39 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-23 18:46:06)

Odp: Umieram....

Nie wiem co sie dzieje z moim laczem, albo ja jestem tak nabuzowana, ze jakos kasuje kolejny swoj wpis.

Dzieki Kamcia,

wiesz, jestem tolerancyjna, wiem, ze koniec, ze powinnam sie pogodzic, i z separacja pogodzilam, ale tez mam ochote wywrzeszczec: zabieraj swoje lachy do niej i wy....

Upokarza mnie jako kobiete, nie czuje sie atrakcyjna, ze mam kompleksy i dobrze (jego slowa), ze w zasadzie dlaczego ja mam byc tutaj spokojna, nie moc powiedziec co czuje.

Pytalam dzisiaj o adwokata, niedawno sms, ze rozmawial ze swoim adwokatem i w przyszlym tyg mozemy umowic sie na spotkanie we 4, tnz, on ze swoim, ja ze...swoim...? Przeciez nie bylo mowy o dwoch, rozmawialismy, ze mamy jednego, razem sporzadzamy separacje, co i jak, podpisujemy. A teraz mam wziac adwokata, o co tutaj chodzi???

Ja naprawde nie nadazam, moze czekam na taka moja slabosc, bo po wczorajszych tekstach wszystkiego juz moge se spodziewac.

40

Odp: Umieram....

Dzwonie o co chodzi, co z tym adwokatem (ja nie mam pieniedzy na swojego, no i inaczej sie umawialismy, tutaj gdzie jestem do separacji wystarczy zgoda, do rozwodu kazdy ma swojego i walka, co on planuje?), nie odbiera. Potem sms oficjalny, ze wlasnie dojezdza do celu (wiem, ze do niej), nie moze odebrac, ale czy moze mi w czyms pomoc? Doslownie.

Przepraszam, ze tak truje, ale to wszystko z ostatniej chwili, nie rozumiem nic, pisze, co mi w glowie siedzi. Ciesze sie, ze moge gdzies to wyrzucic.

41 Ostatnio edytowany przez kamcia138 (2013-10-23 18:58:07)

Odp: Umieram....

Pamietaj nie możesz ufać mu... człowieka poznajesz dopiero przy rozstaniu i to święte słowa. Ja na sprawie rozwodowej dowiedziałam sie wiele ciekawych rzeczy, ale wygrałam

Najlepiej weź adwokata i nie baw sie w separacje tylko od razu rozwód i to z jego winy wink

42 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-23 19:08:38)

Odp: Umieram....
kamcia138 napisał/a:

Pamietaj nie możesz ufać mu... człowieka poznajesz dopiero przy rozstaniu i to święte słowa. Ja na sprawie rozwodowej dowiedziałam sie wiele ciekawych rzeczy, ale wygrałam

Najlepiej weź adwokata i nie baw sie w separacje tylko od razu rozwód i to z jego winy wink

Kamcia, nie wiem czy czytalas moj watek, jestem teraz bez pracy i w tym, jak widze, jego sila. Nie mam pieniedzy na adokata, i w glowie mi sie nie miesci, ze chcielismy razem, jak najlatwiej przejsc przez ten trudny czas, a tutaj  mam takie niespodziewajki.

Jak pisalam, ja naprawde nie jestem osoba zadna zemsty, zazdrasna do ostatniej kropli krwi (chociaz zdrada mnie boli strasznie), bo widze jak jest, ale za kazdym razem  kiedy jest z nia jakies kwiatki wychodza. Nie moge zapewnic, ze to nie jest moja wyobraznia, ja po prostu widze ten "postep" czlowieka, mozecie mnie zjechac, ale jeszcze nie oszalalam tak bardzo.

Czy to naprawde mozliwe, zeby tak robic po tylu latach, kiedy ja nie wymagam cudow?

43

Odp: Umieram....

Człowieka nie poznasz nigdy do końca... wydaje nam się że go znamy a tu niespodzianka.
Co do tego że jestes bez pracy zawsze możesz dowiedzieć się o adwokata z urzedu bo nie stać Cię na niego i wystaraj się o alimenty dla siebie bo w końcu to on Ciebie porzuca dla innej smile Nie musisz być rządna zemsty, po prostu pomyśl o sobie smile

44

Odp: Umieram....

i jak dajesz rade? no nie odbiera i dzis pewnie juz nie odbierze. Co zamierzasz? ja krozwiazesz sprawy mieszkaniowe? Uwierz ze SAMA musisz o siebie zadbac, juz nie ma 'MY', RAZEM... on mysli o sobie i o niej. Musisz sama  pomsylec jak bedzie dla Ciebei najlepiej.... i nie dzwon do niego an i nie pisz.... nie jak jest u kochanki.

trzymaj sie jakos.

45

Odp: Umieram....

Rozumiem anno panno.
I twój mąż to becwal i palant. I do tego faktycznie czeresniak z obory.... ( inny wątek inna historia). Zero wrażliwości. Szacunku dla twoich uczuć.w ten o to sposób zaliczamy twojego meza do grona chujoplatow i pateflonow. Da dam!!!

Kazdy kolejny dzien. Pełen bólu i żalu. Pokaze ci jaki on jest i na co go stać.
Mamy tu takich mistrzów ktorzy swoich starych ojców zostawiają z bylymi żonami. A jak żona ( była) domaga sie porządku-- to taki pateflon odpowiada... Myślałem ze jestes inna. Lepsza.

Wiesz co pannoanno? Ja wysnuje teorie.... Mówi sie ze faceci zdradzają bo im krew z głowy odplywa do... Wiesz czego.
Ale sadze. Ze w przypadku chujoplatow i pateflonow ta krew juz do mózgu nie wraca. Taki stan prawie poudarowy. Ale musze napisac prawie bo nie bede obrażać ludzi po udarze porownaniem do pateflonow!
To taki stan kutafonowy.... Permanentny.

46 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-10-24 00:49:12)

Odp: Umieram....
ZnowuPannaAnna napisał/a:

Nie wiem co sie dzieje z moim laczem, albo ja jestem tak nabuzowana, ze jakos kasuje kolejny swoj wpis.

Nie, ta technologia tak ma.
Jak chcesz coś dłużej napisać (w sensie czasu otwarcia okna edycji), lepiej pisz w zewnętrznym edytorze i kopiuj z niego.

47

Odp: Umieram....
End_aluzja napisał/a:

Rozumiem anno panno.
I twój mąż to becwal i palant. I do tego faktycznie czeresniak z obory.... ( inny wątek inna historia). Zero wrażliwości. Szacunku dla twoich uczuć.w ten o to sposób zaliczamy twojego meza do grona chujoplatow i pateflonow. Da dam!!!

Kazdy kolejny dzien. Pełen bólu i żalu. Pokaze ci jaki on jest i na co go stać.
Mamy tu takich mistrzów ktorzy swoich starych ojców zostawiają z bylymi żonami. A jak żona ( była) domaga sie porządku-- to taki pateflon odpowiada... Myślałem ze jestes inna. Lepsza.

Wiesz co pannoanno? Ja wysnuje teorie.... Mówi sie ze faceci zdradzają bo im krew z głowy odplywa do... Wiesz czego.
Ale sadze. Ze w przypadku chujoplatow i pateflonow ta krew juz do mózgu nie wraca. Taki stan prawie poudarowy. Ale musze napisac prawie bo nie bede obrażać ludzi po udarze porownaniem do pateflonow!
To taki stan kutafonowy.... Permanentny.

End-aluzja,  dzieki, pierwszy raz od paru dni usmiechnelam sie.

Nie pisalam wczoraj juz, znowu wzielam tabletke na sen, spalam do czwartej.


Nie mam sily, jestem na skraju rzucenia sie z mostu, nie z milosci, ale ja juz nie moge sie z tym czlowiekiem dogadac.

Rozmawiamy przez telefon, on wrzeszczy nie mowi, jakbym mu jakas krzywde zrobila, a dowiaduje sie, ze jestem zerem, dnem, gownem, ze nie odzyskam go (on naprawde mysli, ze ja chce?), ze koniec (wiem przeciez), ze kaze obserwowac mnie przez sasiadow, zebym jego rzeczy nie wyrzucila, ze bedzie mial swiadkow, ze jestem niepoczytalna. Wrzeszczy caly czas, nie moge dojsc do slowa nawet. Chce sie zapytac o tego adwokata, on swoje, pytam sie gdzie bedzie w najblizszych dniach, chce jakos ulozyc dzien zeby go nie widziec i jego wyjazdow do tej rury. Jeden wielki wrzask, ze nie moge nic o niej mowic, nie mam prawa, w koncu mowi mi, ze jestem kurwa i rzuca sluchawka.

Boze, przeciez to nie ten sam czlowiek, czy mozna az tak sie zmienic? Czy mozna kogos tak zmanipulowac? Ja mam wrazenie, ze jakby po tej nocy u niej, teraz stanalby obok mnie to zabilby mnie z premedytacja, taka nienawisc z niego bije. Co ja mu zrobilam?
Przeciez chce to skonczyc, dlanas obojga.

Nie mam sily, nie wiem co robic, moze on naprawde kogos na mnie wyslal.

48

Odp: Umieram....

Dociera teraz dopiero do mnie ta "rozmowa". Tak ryczal na mnie, ze odsuwalam telefon, kot uciekl.

Jestem dnem, zerem, kurwa, jak uwierzyc ze on to powiedzial, co robil ze mna 8 lat???
Jeszcze niedawno rozmawialismy normalnie, teraz chce mnie do wariatkowa zamknac.

Kim ja jestem, co mam robic???

49

Odp: Umieram....

Matko Swieta.....

No takich 'slow' to nawet ja nie uslyszalam...... chociaz przykre slowa tez padaly, tyle ze o mniejszym kalibrze i dwa razy jak przegial to potem przeprosil (juz po rozstaniu) i powiedzial ze bylam dobra zona itd. i to chce pamietac. Z tym ze widac ze to z nowu - kolejna rzecz ktora sie powtarza - kazdy z nich, kazdy z tych co odchodzi w pewnym momencie przekirowuje cala zlosc na nas, no ale zeby az tak... ??

No to swiadczy tylko o nim. Takich slow nie warto nawet zachowywac w psychice na sekunde. Dokladnie - nazywajac Ciebie w taki sposob ubliza samemu sobie. To jest totalnie niedojrzale. Musisz sie odciac jak najszybciej. wiem, ze sie latwo mowi, ale nie podchodz do tego tak emocjonalnie, naprawde. Bo tracisz zdorwie kazdego dnia, a za pare miesiecy bedziesz na to inaczej patrzec.

Duzo bierzesz tyc tabletek na sen? W sensie ze codziennie? Moze sproboj jednak bez...

50

Odp: Umieram....
kiedysbylam napisał/a:

Matko Swieta.....

No takich 'slow' to nawet ja nie uslyszalam...... chociaz przykre slowa tez padaly, tyle ze o mniejszym kalibrze i dwa razy jak przegial to potem przeprosil (juz po rozstaniu) i powiedzial ze bylam dobra zona itd. i to chce pamietac. Z tym ze widac ze to z nowu - kolejna rzecz ktora sie powtarza - kazdy z nich, kazdy z tych co odchodzi w pewnym momencie przekirowuje cala zlosc na nas, no ale zeby az tak... ??

No to swiadczy tylko o nim. Takich slow nie warto nawet zachowywac w psychice na sekunde. Dokladnie - nazywajac Ciebie w taki sposob ubliza samemu sobie. To jest totalnie niedojrzale. Musisz sie odciac jak najszybciej. wiem, ze sie latwo mowi, ale nie podchodz do tego tak emocjonalnie, naprawde. Bo tracisz zdorwie kazdego dnia, a za pare miesiecy bedziesz na to inaczej patrzec.

Duzo bierzesz tyc tabletek na sen? W sensie ze codziennie? Moze sproboj jednak bez...

Kiedysbylam,

chcialabym miec juz Twoj staz rozstania...Bo tutaj kazdy dzien jest trudniejszy.

Nie, nie jade generalnie na tabletkach, wzielam cos na sen 2 razy, ale to sen taki nijaki, krotki, nie czuje sie lepiej.

Wiesz, ja nigdy, przenigdy nie pomyslalabym ze jest w stanie cos takiego mi powiedziec. Mialam przed oczami czlowieka, ktory bym dobrym mezem, spedzalismy fajnie czas razem. A teraz nie widze w nim nic oprocz jakiejs ogromnej nienawisci do mnie. Nie rozumiem tego zupelnie, w ogole nic nie rozumiem, przeciez jak nic nie zrobilam, chcialam ak jak ustalilismy, to on znalazl sobie kogos i szarpie sie teraz. No wasnie, co z ta zloscia skierowana na osobe zdradzana (on mowi caly czas, ze jest wolny, ze w nowym zwiazku, ale zeby nawet nie wiem co myslal, to prawnie jest w zwiazku malzenskim, nawet jeszcze nie w separacji), co mysmy im zrobily?

zadzwonilam wreszcie do mamy powiedziec co i jak, oczywiscie rozwylam sie, mamie jest strasznie zle z tym wszystkim, ale kaze mi urwac ta wiez, zaczac nowe zycie, odcierpiec swoje i znalezc dobrego faceta (smialam sie, bo ostatnie co mi chodzi teraz po glowie to faceci) i ulozyc sobie zycie. Sama powiedzala, ze juz rok temu powinismy to skoczyc, i teraz kazdy bylby spokojny a i ja kochanki nie musialabym ogladac i klimatow exa.

51

Odp: Umieram....

Anka, pisalam Ci - NIE POZWOL SIE PONIZAC.
Czemu to sobie robisz ?
Wrzeszczal, wyzywal... nalezalo przerwac rozmowe i wyslac mu esa
z krotka informacja ze nie bedziesz z nim w takim tonie rozmawiac
i sobie nie zyczysz
a tresci waszych rozmow powinny jedynie dotyczyc formalnosci.
I wszystko.
Czemu nie stawiasz granic, ktorych przekroczyc nie wolno ?
On najwyrazniej uwaza ze moze z Toba zrobic wszystko
a Ty sama go w tym utwierdzasz.
Podnies glowe i zacznij sie szanowac !

52

Odp: Umieram....

Kurcze, wraca do domu dzisiaj, pewnie przygotowac sie i wziac ciuchy na weekend.

Nie wiem jaki bedzie klimat, obawiam sie mieszkania teraz pod jednym dachem. Przeciez to jest nie do wytrzymania, to, ze nasze mieszkanie bedzie teraz dla niego baza wypadowa do kochanki. Juz raz ciuchy po nocy pral....Nie wytrzymam tego.

53

Odp: Umieram....

Wytrzymasz, wytrzymasz. Tylko zacznij dzialac. Pomyslalas jak chcesz rozwiazac wasze sprawy? Wiesz juz czego chcesz? Nie czekaj w roli ofiary na kazdy jego nastepny ruvh.... wszystko co pisze, pisze z wlasnego doswiadczenia....

54 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-24 21:32:58)

Odp: Umieram....
kiedysbylam napisał/a:

Wytrzymasz, wytrzymasz. Tylko zacznij dzialac. Pomyslalas jak chcesz rozwiazac wasze sprawy? Wiesz juz czego chcesz? Nie czekaj w roli ofiary na kazdy jego nastepny ruvh.... wszystko co pisze, pisze z wlasnego doswiadczenia....

Kiedysbylam,

dzisiaj rozmawialam z osoba znajaca szwajcarskie prawo kantonu Vaud  (niestety, nie adwokat od spraw rozwodowych, ale prawnik), ze w w naszy przypadku, czyli wspolne mieszkanie, malzenstwo i kochanka moge zazadac od niego wyprowadzenia sie i on ma 24 godziny na opuszczenie mieszkania; kiedy zadzwonil po poludniu i powiedzalam mu o tym zamilkl na chwile i powiedzial, ze wie ze takie jest prawo. Widac kontaktowal sie ze swoim adwokatem.

Glos my przygaszony, nie wiem czy od niespania przez caly noc(...) czy od sytuacji w ogole. A jesli od sytuacji, to na pewno nie martwi sie o moje zdrowie, bo kiedy zapytalam czy wyprowadza sie do niej, w koncu ma mieszkanie, sa ze soba, sa szczesliwi, to jakos markotnie odpowiedzial ,ze rozmawiali, ale na razie nie....


PS, chaotyczne moje posty sa, ale przysiagam, ze w miare stabilizacji stanu emocjonalnego poprawie sie.

55

Odp: Umieram....

Witam. dwa dni temu zostawiła mnie kobieta którą bardzo kocham. a do tego mi napisała że była w ciąży i poroniła.  nie wiem co robic.

56

Odp: Umieram....
nibuto napisał/a:

Witam. dwa dni temu zostawiła mnie kobieta którą bardzo kocham. a do tego mi napisała że była w ciąży i poroniła.  nie wiem co robic.

Moze nie mogla poradzic sobie z ta sytuacja. Takie  przezycie dla kobiety to jak noz w plecy. Moze porozmawiaj z nia ale tez nie naciskaj. Daj jej do zrozumienia ze przezywasz to razem z nia.

57

Odp: Umieram....

panna anna czy anna panna smile nie wiem juz sama. a tak na powaznie. no to super! jestes w dobrej sytuacji z tym mieszkaniem. widzisz, zawsze sa jakies pozytywy. jestes w obcym kraju, ciezko bo sama, ale za to inne rzeczy sa bardziej przychylne. Wiec dzialaj kobietko. Sproboj sie zn im dogadac konkretnie. Jesli nie - to korzystaj z tego prawda i niech spada. NAprawde uwierz mi ze to najlepsze co mzoesz zrobic dla wlasnego dobra.

58 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-24 22:41:40)

Odp: Umieram....
kiedysbylam napisał/a:

panna anna czy anna panna smile nie wiem juz sama. a tak na powaznie. no to super! jestes w dobrej sytuacji z tym mieszkaniem. widzisz, zawsze sa jakies pozytywy. jestes w obcym kraju, ciezko bo sama, ale za to inne rzeczy sa bardziej przychylne. Wiec dzialaj kobietko. Sproboj sie zn im dogadac konkretnie. Jesli nie - to korzystaj z tego prawda i niech spada. NAprawde uwierz mi ze to najlepsze co mzoesz zrobic dla wlasnego dobra.

jak juz pisalam, zeni sie,

ryja pruje, wiec mowie spokojnie, ze wypad do k...nedzy, bo ja juz swoje wyplakalam i mam dosyc.
Ale ona chyba nie jest taka chetna zeby go przygarnac, piszte do niej caly czas, gada, ale mine ma nieteges. Na moja intuicje ( a nie jest glupia) to ojciec jej dziecka, ktory je wychowuje powiedzal, ze ma sie opamietac z facetami baba albo koniec z widzieniami corki. Ten moj ex mowil mi, ze tata cdziewczynki ma dosyc zmieniajacych sie tatusiow przy niej. Czujecie???

oczywiscie nie zapomnial mi powiedziec jakis jestem zerem, nieaseksuakna, boli, ale staram sie trzymac jakos przed nim.

59

Odp: Umieram....
justyna252 napisał/a:
nibuto napisał/a:

Witam. dwa dni temu zostawiła mnie kobieta którą bardzo kocham. a do tego mi napisała że była w ciąży i poroniła.  nie wiem co robic.

Moze nie mogla poradzic sobie z ta sytuacja. Takie  przezycie dla kobiety to jak noz w plecy. Moze porozmawiaj z nia ale tez nie naciskaj. Daj jej do zrozumienia ze przezywasz to razem z nia.

łatwo Ci mówic.  jak sobie pomyślę że mogłem zostac ojce...........:(

60

Odp: Umieram....

Witam,


niestety, wczorajszy wieczor skonczyl sie dramatem, zupelnie niepotrzebnym i to mnie ponioslo w glupi sposob. Nie potrafilam nad soba zapanowac.....Glupia, glupia kobieta ze mnie. Nie potrafie podejsc do tego z godnoscia, ze ma kogos, ze zaczal ukladac sobie zycie i widze, ze jest szczesliwy.

Przeciez wariowanie nic tu nie pomoze, zeby nie wiem jaki powod byl.

Glupia baba....

61

Odp: Umieram....

postaraj się jak najszybciej przezywac tę "żałobę" po związku sama... niech się wyprowadzi

chpociaż z tego co piszesz, tamta nie ma tak otwartych ramionek na przyjęcie go jak ma otwarte uda....
i tu zong... co nie??

koncz to szybko - dla samej siebie

62

Odp: Umieram....

dokaldnie jak pisze endaluzja - przezywac dramat bedziesz, ale sama, w sensie zeby o ntego nie widzial.

to co wczoraj na odstawialas?

niech zgadne - blagalas zebyscie zaczeli wszystko od nowa... ?

63

Odp: Umieram....

albo wyzywałaś tamta od ostatniej....

64 Ostatnio edytowany przez ZnowuPannaAnna (2013-10-25 15:54:45)

Odp: Umieram....

Narozrabialam strasznie dziewczyny,

nie, nie prosilam o powrot, bo nie nie wiem jakby bolalo, to tego mam absolutna swiadomosc, ze nie ma dla nas szansy. Nie wyzywalam rury od najgorszych.
Chyba gorzej, bylam agresywna, popchnelam go mocno, nie wiem skad mialam taka sile, bo to kawal chlopa a ja mala jestem. Ryczalam na niego, kazalam wynosic.

Wyszlo ze mnie to wszystko ,co dusilam w sobie, bol caly. A iskra bylo to, ze praktycznoe caly wieczor slyszalam jej imie "Sandrine", Sandrine to, tamto. Prosilam go, zeby nie mowil o niej, ze nie istnieje dla mnie ta kobieta. A ona jednak jest fizycznie i psychicznie  bardzo mocno w naszym dogorywajacym malzenstwie i negowanie tego to oklamywanie samej siebie.

Tak jak pisala End-aluzja w innym watku, nie boli mnie tak bardzo swiadomosc zego ze ja bzyka, jak ja bzyka, tylko tego, ze jest mu najzwyczajniej w swiecie mu z nia dobrze, ze maja wspolne poglady (jej praca i wyksztalcenie pokrywaja sie w pelni z jego zainteresowaniami, a ze to madry czlowiek, to oczami wyobrazni widze ich rozmowy, wymiane zdan), ze mysli o niej caly dzien, i nawet kiedy z nia nie jest to i tak ona jest caly czas w jego glowie.

Wiec zeby nie wpedzac sie do grobu, po raz kolejny poprosilam go zeby przeniosl sie do niej, straszna decazja dla mnie, prosic zeby zamieszkal z kochanka (zawsze myslalam, ze to raczej o powrot sie walczy), ale nie pojdzie, bo ma daleko do pracy, ponad godzina w jedna strone, czesto dluzej. No i chyba nie sa jeszcze na to gotowi, tak po prostu, jak pisalam wczoraj, chyba na pomysl zamieszkania w 100% razem, nie ma z ich strony jeszcze entuzjazmu.

Ale zrobilam taki cyrk, ze praktycznie spakowal wiekszosc swoich rzeczy, wyniosl do samochodu i dzisiaj wywiezie do niej. Sama tego chcialam, ale jak k...sko bolalo ,widzac te torby z jego rzeczami, ksiazkami, albumami, ktore lubi, nawet kapcie, no wszystko co wazne i osobiste.

Wiem, ze nie chce w glebi serca zeby zabral do niej to wszystko, takie pustki na polkach, w szafach, ale wiem tez nie wykoncze sie zupelnie w sytuacji jak jest teraz.
Spal w samochodzie, bo cala akcja dosyc pozno sie rozegrala, rano tylko przyszedl wziac prysznic przed praca.
Prosil raz jeszcze na spokojnie zebym zaakceptowala stan rzeczy taki jaki jest, ze oni sa razem, bo takie sa fakty i moje jazdy tylko szkodza mnie samej.

Zadzwonil powiedziec, ze nie bedzie go kilka dni, ze przesadzilam mocno swoja agresja, ze nie spal, jest zmeczony w pracy i w ogole, no ja nie biore pod uwage tego, ze dla niego to tez byla bardzo ciezka decyzja, ze bolalo go.

To tak z grubsza.
Musze wyjsc po zakupy, od tygodnia nie myslalam, ze nic juz w domu nie ma. Pogoda piekna a ja mam wrazenie, ze funkcjonuje w jakiejs krainie wiecznych sniegow i lodow.

Dziekuje Wam ze jestescie i za Wasze zdanie, zawsze troche latwiej.

A

65

Odp: Umieram....

chcesz, żeby wszystko zabrał


naprawdę chcesz

każdy zastawiony kapeć to będzie twoje kurczowe trzymanie się nadziei i uczuć

powiem więcej, ty go nawet dalej kochaj- miłośc to taka niezrozumiała rzecz jest- trzeba uczucia akceptować

ale skup się na przeszłości i sentymentach - niech to co dobre z tobą zostanie - jako wspomnienie

a to co jest teraz- zakończ...

Posty [ 1 do 65 z 99 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026