Jestem po rozstaniu, powinnam i chcę się wybrać do psychologa ale nie mam siły teraz. postaram się pisać krótko i lakonicznie, choć cięzko, bo trwało to 2 lata.
Byłam w związku na odległość, poznałam go w moim mieście, polubiłam go. On był na erasmusie, i wracał do Francji za 3 tygodnie(to był czerwiec 2011) Wahałam się czy kontynuować to, bo sama miałam wyjazd do Londynu i w ogóle związek na odległość itd-nie miałam doświadczenia.
Tak się złożyło ze kontynuowaliśmy naszą znajomość. W Londynie heh zdradziłam go można powiedzieć, w sensie jeszcze wtedy oficjalnie nie byliśmy razem- ciężko powiedzieć czy byliśmy. Jak mówił pózniej - byliśmy ze sobą i go normalnie zdradziłam. Dowiedział się o tym, bo przeczytał mój pamiętnik na laptopie, jak do mnie przyjechał do Londynu. Nie powiedział mi o tym wtedy. Jakoś się układało, pózniej pojechałam do niego, on jeździł do mnie, tak mniej więcej co 2 miesiące.( w przeciągu tych 1,5 roku)
Jednak łatwo czasem nie było, wymuszał na mnie żebym się uczyła języka i przyjechała tam do Francji, nawet sie zapytał jaki mam rozmiar palca bo chciał mi kupić pierścionek, ja jednak dałam mu do zrozumienia że to zły pomysł narazie jesli mamy związek na odległość. Powiem szczerze że wtedy nie wierzyłam że przetrwamy(ktos juz mnie kiedyś porzucil i mam kiepskie myslenie o związkach). Zaczęłam się troche jednak uczyć francuskiego, a ja jego polskiego.
Któregoś dnia oznajmił mi, że go okłamuje bo go zdradziłam w Londynie - nie powiedział tego wprost, dał mi do zrozumienia że coś ukrywam przed nim, przyznałam się. Przepraszałam go, bo chciałam z nim być, no i jakoś sie toczyło dalej, ale zagrażał się cały czas ze nie wie czy mi wybaczy, nie wiem czy chciał czy nie chciał. Zmieniłam się, naprawdę tego żałowałam - często jednak w kłotniach poniżał mnie mówiac dosłownie że jestem cunt.. Nie wiem teraz jakim cudem ja to przyjmowałam. Takie kłótnie były raz na jakiś czas. On na jakiejś imprezie raz pocałował dziewczynę i przyznał się do tego.
W końcu po jakiś rozmowach itd, stwierdziliśmy, zeby on tu przyjechał, ja go namówiłam, szukałam mu pracy, w sensie wyszukiwałam miejsca do wysłania CV. W końcu dostał prace, ale nie w tym miescie co ja. Trochę to było bez sensu teraz myslę
wynająl pokój, i myślalam że będzie lepiej. Jednak on się dowiedział ze w Londynie flirtowałam z jakimis facetami, tak było, ale domyślam się ze on też to robił. Przeczytał jakieś moje wiadomości pisane ze znajomymi z mojego komputera. no i zaczelo sie piekło:/ pojechałam do niego i wręcz go namawiałam ze to przetrwamy, żeby mi wybaczył bo to było na początku itd. ze nie wiedziałam jak się potoczą nasze losy. On tylko powtarzał że nigdy mnie nie okłamał i ze dla niego od początku to bylo coś bardzo ważnego- bo było z tego jak to analizuję, ja się zaangażowałam pozniej. Tłumaczyłam mu to.
No i tak jeżdziłam raz na jakiś 2 -3 tygodnie, trochę trzymał mnie na dystans jak już wyjezdzałam, ale jak byliśmy razem to było pełno miłości, naprawdę się kochaliśmy, jakkolwiek to może brzmieć po tym co już wiecie. A może to była ułuda? mówił że mnie kocha itd.
Jednak, tak mniej więcej 3 m-ce przed zerwaniem powiedział ze nie widzi ze mną przyszłosci, ze nie jestem kobieta jego życia (często miał takie wahania, w sumie od początku miał bo tydzień przed przyjazdem do Londynu powiedział mi ze przeprasza, ze nie widzi naszej przyszlosci:/ to bylo 2 m-ce po tym jak się poznaliśmy, więc w sumie to bujda że mnie kochał od początku
powinnam mu powiedzieć-to nie przyjezdzaj... a ja go namówiłam
)
No więc jak mi to powiedział, już tutaj w PL ,ze nie widzi przyszlosci - to zaczęłam się pakować i wychodzić, on mnie zatrzymywał i zatrzymał. Siedzieliśmy i płakaliśmy, ja bardziej oczywiście, mówił że nie może mi wybaczyć....ze patrzy na mnie itd . To było chore, wiec wrócilam i naprawde myślałam że to koniec, już sobie to poukładałam w głowie. Ale on pisał, ja tez pisałam, w końcu przyjechałam po miesiącu. było super. Wróciłam do domu, znów mnie traktował na dystans, P
Przyjechałam znów(sory ze tak chaotycznie ale naprawdę raz było dobrze raz źle) i trzymaliśmy sie na dystans. Mówił że gdyby nie ta zdrada itd to byśmy byli najszczęsliwsza para na świecie.
-Tak od siebie- ja sama nie wiedziałam czy chce jechać do Francji w przyszłości, bo nie chciałam zostawiać tu mojej mamy (jestem jedynaczką i wychowuje sie bez ojca, w sensie sa po rozwodzie i nie utrzymujemy kontaktów) Mówiłm mu to, ale on jakby, ech..no był tutaj. Ja wahałam się.
Mieliśmy przerwy raz ja zaproponowałam - tak na rozluznienie sytuacji-trwała 2 miesiace może i jeszcze jakaś jedna była. Pozniej on pojechal na 2 tygodnie do francji i powiedzial zebysmy sie nie widzieli 2 m-ce a potem on podejmie decyzje..
wiem że masakra, straciłam swoją godność żeby się godzić na coś takiego, zgodziłam sie, ale po tygodniu napisałam mu ze to absurd ze ma teraz powiedzieć co i jak, a on nawet nie powiedział wprost tylko się wykręcał. wiec to był koniec.
Nie odzywaliśmy się do siebie. pozniej jakoś mieliśmy kontakt, ale bardzo zły-same klocenie się itd, wypominanie starych rzeczy itd, przez niego i przeze mnie. pozniej napisał po 2 tyg smsa- jak się czuje, co słychać, i koniec, później ja ze złości napisałam czy nadal jest w pl ? on ze tak i o co chodzi, no to ja mu wypominałam (aha zawsze powtarzał że przyjezdzajac do PL- to było wielkie poswięcenie z jego strony i dawał mi do zrozumienia że wcale nie jest to mu na ręke... )
w kolejnym smsie napisał juz tak po zlosci-ze ma dziewczynę, ze dosłownie chce dać jej szanse i zostanie tu do świat przynajmniej. no to ja się załamałam, bo jednak walczyłam o ten związek. Ja mu nie byłam dłużna i po złości tez mu napisałam parę niemiłych rzeczy. Okazało się tez ze w przerwach miał inne panienki-na jedną noc( w przerwach tych 4 m-ce przed ostatecznym zerwaniem) po paru innych smsach, wykasowałam go z facebooka i nie mamy już kontaktu ze sobą tak od 5 dni.
Bardzo proszę o jakieś obiektywne opinie, bo ja mam mętlik, mam wrażenie że mną manipulował, znęcał się i tak naprawdę chciał się tylko odegrać.