Mieszkam w Austrii, poznalam sie z nim 2 lata temu. W zwiazku jestesmy od kwietnia br. i mamy wiecej problemow, niz mniej. Miedzy nami jest 16(!) lat roznicy. Postaram sie w skrocie opowiedziec nasza historie. Pierwszego dnia, kiedy mnie zobaczyl, od razu rzucil jakims tanim komplemetem. Latal za mna (czyt. przychodzil codziennie do mojej pracy) jak pies. Nie dawal spokoju psychicznego nawet na chwile. Zdobyl moj nr tel., zapraszal niezliczone razy na kawe, zawsze spotykal sie z odmowa. Raz do mnie zadzwnil bardzo wczesnie rano, zdenerwowal mnie tym, dalam mu bardzo dobitnie do zrozumienia, ze nie chce miec z nim nic wspolnego. Przestal na jakis czas byc oscentacyjny. Pozniej znow bylo to samo, znow latal, znow dzwonil, prosil. Po paru miesiacach jego blagania zgodzilam sie na spotkanie. Wyznal, ze czuje do mnie cos wiecej, ja bylam wtedy w zwiazku, wiec odmowilam wszystkiego, powiedzial, ze postara sie juz mnie nie nekac. Ktoregos dnia, bedac u mnie w pracy, zlapal mnie i pocalowal. Z czasem, to ja zeczelam wiecej o nim myslec, moze nawet fantazjowac. Zgodzilam sie na spotkanie, jedno, drugie, pozniej byl to standard. Poznalam go jako ''czlowieka'', od podszewki, on mi opowiadal swoje zycie (czasami odnosze wrazenie, ze powiedzial zbyt duzo), jaki jest itp. Jest niesamowicie dobrym czlowiekiem, ma ogromne serce i wiare w ludzi, ktora kiedys go zgubi (o ile juz nie zgubila). Jest wlascicielem malego lokalu i (BONUS!!!) jest nologowym hazardzista... Wiedzialam o tym od samego poczatku, jednak po paru miesiacach jego staran i namowach ze strony mojej mamy zostalsmy para. Na poczatku bylo tak, ze tolerowalam wszystko, tj. nagle telefony, ze musi byc natychmiast ''tu i tu'', czy brak czasu dla mnie. Nie chcialam sie narzucac. Jednak naleze do kobiet zazdrosnych... Pierwsze ''kocham cie'' padlo z jego ust, ja mu tym samym odpowiedzialam po 2 miesiacach (a po 4 miesiacach trwania zwiazku). Ja mam stale godziny pracy-zawsze 12-20, on-zawsze do rana. Nosi mnie na rekach, komplementuje, daje uczucie bliskosci, zaufania i wiem, ze kocha. My kobiety widzimy takie rzeczy po prostu w oczach. Swoj telefon oddaje mi bez problemu, szczoteczke do zebow mam u niego swoja, haslo na jego fb -znam, kiedy wyjechal na urlop do rodziny zostawil mi klucze od mieszkania (nie mieszkamy razem). Nigdy go nie kontrolowalam. On o tym wie. ALE ! nie ufam mu. Kiedy jestem sama w domu mysle gdzie on jest. Zawsze zapewnia, ze jest w lokalu. Czasami zdarzylo mu sie mi nie odpisac na moja wiadomosc przez pare godzin, on tlumaczyl, ze po prostu bylo glosno i nie slyszal telefonu, ja wtedy przeplakiwalam pol nocy, bo ''zdradza mnie''. Zapewnia postokroc, ze chce tylko mnie, ze nie chce zadnej innej, wie, ze mnie tym zabje, jesli mnie zdradzi. Z uwagi na jego przeszlosc-bedac w zwiazku, przespal sie ze swoja byla. CALY CZAS mysle tylko o tym, ze moze byc z inna. Samotnosc w domu mnie dobija. On chce miec dzieci, chce juz teraz zalozyc rodzine, ja jednak caly czas nie jestem gotowa. Mysle tylko o tym, ze jesli pojawia sie dzieci, ja bede z nimi sama, ze on mi nie pomoze. Zdarzalo sie tez tak, ze nie byl w domu 2 dni z rzedu, bo gral w pokera. Co najgorsze, on twierdzi, ze to nie jest choroba. Jak twierdzi, on gra kiedy chce, faktycznie od 2 miesiecy nie gral, co nie zmienia faktu, ze nie zacznie znowu. A ja czekam, czekam na niego, na wiadomosc, na spotkanie. Bylismy razem na urlopie, piekne 7 dni, tylko my we dwoje. Od tamtego czasu, nie potrafie spac sama, a spie u niego tylko wtedy, kiedy ja ''sie zglosze'', wtedy odbiera mnie z domu, jedziemy do niego, jest ze mna 2h i wraca spowrotem do lokalu, wraca nad ranem, wtula sie we mnie i zasypia, rano ja wstaje nie budzac go, caluje na ''do widzenia'' i jade do pracy. I tak w kolko.
Mialam zminimalizowac ten wpis, za co z gory przepraszam. Potrzebuje obiektywnej opinii osoby zupelnie bezstronnej. Nie opinii mamy, czy przyjaciolki. Nie wiem, czy nasz zwiazek ma dalej sens. Duza roznica wieku, chec zalozenia rodziny, hazard, lokal, w ktorym musi non stop byc i moja zazrodsc.
Co moge zrobic, jak sie zachowywac, czy to jest normalne zachowanie mezczyzny, czy wszyscy sa tacy ''obojetni''? Postarac sie zaczac przyzwyczajac, czy odejsc, bo tworzenie czegos co nie ma przyszlosci nie ma tez sensu?
Pozdrawiam Was wszystkie !
Podobne tematy
Różnica wieku jest w tym wszystkim chyba najmniejszym problemem...
Widać, że mu nie ufasz i stąd to wszystko
Akurat różnica wieku nie jest tak bardzo istotna bo każdy dojrzewa i zachowuje się inaczej, ważne jest to jaki jest dla Ciebie. Jeżeli nie jesteś pewna w kwestii ślubu to nie rób nic na siłe, takich rzeczy trzeba być pewnym na 100 % bo to na całe życie
A co do hazardu to powiem ci, że masz duży problem, powinnaś go nakłaniać do zrezygnowania z tego ! Tak to się skończy, że wpadniecie w długi i wylądujecie na bruku ! ja bym na twoim miejscu nie planowała wspólnego życia dopóki z "tym" nie skończy !